Kiripotib – Flying with the Champions dzień 7

Prognozy na dzień dzisiejszy były bardzo obiecujące – zaplanowaliśmy nieśmiało 1000 km. Starty dzisiaj rozpoczęliśmy wcześnie – już o 10.40. Początek do SW Knee był bardzo powolny, bezchmurna z noszeniami 1,5 – 2 m/s do 1000 m nad teren. Dopiero na 80 km odbiliśmy się od ziemi i wykręciliśmy dwa razy więcej wysokości. W rejonie Gobabis powstały pierwsze cumulusy – bardzo wysoko do 5000 m. Dolecieliśmy do ostatnich dobrych chmur i zawróciliśmy w stronę Gamsberg (Kante). Lecieliśmy pod pierwszymi szlakami uważając by nie wlecieć w TMA Windhoek. Robiliśmy spore przeskoki, ale trafialiśmy kominy do 4 m/s. W górkach było już sporo chmur i trzeba było omijać deszcze. Dolecieliśmy do końca strefy lotów i zawróciliśmy na południe po szlaku. Pierwsza chmura dała 7 m/s!!! Co za winda. Wykręciliśmy podstawę i lecieliśmy w stronę pięknego szlaku znowu omijając deszcze. Szlak na Kante był nieziemski – jeszcze pod czymś takim nie leciałem. Kilkaset kilometrów bez krążenia w przedziale 4800 – 5300 metrów. Noszenia do 6-7 metrów a prędkość względem ziemi do 270 km/h. Lecieliśmy na południe patrząc na czas i odległość do domu. Zawróciliśmy w rejonie punktu Amhub i z powrotem po szlaku na północ. Po 115 km odbiliśmy przed ścianą deszczu w stronę Kiripotib znów pod szlakiem… Początkowo pracował dobrze, ale później musieliśmy znaleźć noszenie by wykręcić wysokość na dolot do lotniska. Pogoda pozwoliła nam rozciągnąć jeszcze na wchód i po powrocie nad lotnisko delikatnie na wchód. Nosiło do samego końca. Lądowanie 11 minut po zachodzie słońca – bardzo ciekawe doświadczenie – ledwie było cokolwiek widać…

Wynik dzisiejszego dnia – 1170 km wg OLC i 1366 km przelecianych wg SeeYou.

http://www.onlinecontest.org/olc-2.0/gliding/flightinfo.html?dsId=4784027

Niestety nie zrobiłem żadnych zdjęć, nie było kiedy…