Kiripotib – Flying with the Champions dzień 3

Prognozy na dzisiaj były bardzo pesymistyczne. Bernd Dolba przestrzegał przed bardzo niestabilną atmosferą, w której mogły się bardzo szybko rozwinąć burze. Okazało się jednak, że znad Atlantyku napłynęło suche powietrze, w którym można było latać do zachodu słońca.

Wystartowaliśmy o 11.30 i trafiliśmy w pierwsze noszenie 3 m/s. Następny komin już pod tworzącym się cumulusem do wysokości 3100. Zdecydowaliśmy się lecieć na zachód wzdłuż tworzących się congestusów obserwując pogodę na południe od nas, która dopiero się tworzyła. W rejonie Klein Aub odwróciliśmy się z wiatrem i polecieliśmy w stronę Mariental. Ciężko było znaleźć silny komin, dlatego lecieliśmy dosyć długo w przedziale 2500 – 3000 m. Noszenia najczęściej trafialiśmy pod świeżo tworzącymi się cu. Pogoda była w sumie podobna do europejskiej- podstawa 2000 m nad teren i noszenia do 3-4 m/s. Następny odcinek zdecydowaliśmy się polecieć w kierunku Kante, oczywiście w osi wiatru po szlakach. Nie był to super szybki lot, ale sprawnie pokonywaliśmy kolejne kilometry. W rejonie gór trzymaliśmy się wyżej. Dolecieliśmy do końca obszaru i zdecydowałem, że trzeba wracać w kierunku domu, gdyż chmur zaczęło nagle przybywać i bałem się, że jednak z opóźnieniem, ale prognoza się sprawdzi. Burze całe szczęście tworzyły się tylko w TMA Windhoek i nie zagrażały dalszemu lotowi, więc zdecydowałem się rozciągnąć lot na wschód. Dolecieliśmy do 50 km od lotniska, wykręciliśmy podstawę i wróciliśmy z powrotem. Jeszcze małe rozciągnięcie na zachód i lądowanie godzinę przed zachodem słońca. Okazało się, że można było latać na zachodzie do końca dnia, ale to nie są zawody:-)

Zrobiliśmy znów ponad 700 kilometrów – kolejny dobry dzień za nami.

DSC03052DSC03056DSC03057DSC03059DSC03061