Kiripotib – Flying with the Champions dzień 2

Za nami kolejny dzień z bardzo ciekawą pogodą. W takiej jeszcze nie latałem.

Wystartowaliśmy pół godziny wcześniej jak wczoraj. Zdecydowaliśmy się lecieć w parze z Januszem. Początkowo znowu bezchmurna, ale dzisiaj pracująca znacznie lepiej. Pierwsze trzy kominy dawały noszenia do 3 metrów. Zasięg do 3000 m.  Lecieliśmy dokładnie tą samą drogą co wczoraj przez Rehoboth, gdzie wlecieliśmy pod pierwsze cumulusy. Początkowo było ich niewiele, ale z każdą godziną rozrastały się i zajmowały coraz większy obszar. Odwinęliśmy szybko na południe i sprawnie pomykaliśmy do przodu pod szlakami. Znajdowaliśmy noszenia od 3,5 do 6 m/s. Podstawa znów bardzo wysoko – do 5300 metrów. Zawróciliśmy na końcu dobrych chmur i z powrotem na północ. Widać już było gdzieniegdzie pojedyncze deszcze. Dolecieliśmy do ostatnich nadających się do krążenia cumulusów i znowu zawrót na południe. Wszędzie dookoła było pełno altocumulusów i cu, tak ok. 7/8. Słońce tylko miejscami prześwitywało, ale dawało cały czas silne noszenia. Lecieliśmy zachodnim skrajem dużego zachmurzenia cały czas po szlaku. Szło naprawdę bardzo szybko. Prędkość średnia oscylowała w granicach 130 km/h a my nie schodziliśmy poniżej 4000 m. Wypatrywaliśmy najlepszego przejścia na wschód w stronę domu i tak dolecieliśmy na 220 km. Zawrotka i powrót początkowo pod zdrowymi cumulusami a od około 150 kilometra zaczęło się omijanie deszczów. Było ich sporo, ale również pomiędzy nimi cały czas stały dające dobre noszenia cumulusy. Staraliśmy się wykręcić jak największy zapas na wypadek przelotu przez silny opad. Do Kiripotib dolecieliśmy z wysokością około 700 metrów nad teren. Musieliśmy chwilę odczekać aż deszcz przejdzie przez farmę po czym bezpiecznie wylądowaliśmy na ziemi.

Latanie dwumiejscowym szybowcem ma wiele zalet. M.in. jest czas na robienie zdjęć. Oto fotki z dzisiejszej sesji:

DSC02996 DSC03000 DSC03001 DSC03014 DSC03016 DSC03019 DSC03026 DSC03029 DSC03041 DSC03048