Kiripotib – Flying with the Champions dzień 10 – ostatni

Przyszedł w końcu czas na ostatni lot w namibijskich przestworzach. Zapowiadało się na zwykłą bezchmurną. Wystartowaliśmy po lunchu około godziny 13-tej. Pierwszy komin zaskakująco silny do 3,5 m/s wyniósł nas na 3000 m nad poziom morza. Nieźle jak na początek. Mieliśmy polecieć na południowy wschód, ale zdecydowałem się, że znowu skierujemy się na zachód. Kolejne noszenia także silne, co najmniej 3 metry każde. Lecimy do Rehoboth pod krawędź średnich chmur i tuż przed nim wykręcamy prawie 4000 metrów. Decydujemy się na lot na zachodnią stronę chmur, wydaje mi się, że wygląda na linię konwergencji. Okazuje się, że tylko mocno podusiło i nic:-( Nie mamy wysokości by wrócić z powrotem zatem decydujemy się na lot dalej na zachód a później na południe na słońce. Tracimy wysokość latając po różnych miejscach w poszukiwaniu kominów i znowu nic. Musiała się zmienić masa powietrza na chłodniejszą i suchą (tutaj najgorsza jaka może być). W końcu znajdujemy meterek, wykręcamy się do 2800 m i koniec. Dalej kierujemy się w stronę Pokweni i Bitterwasser, ale po drodze już nic nie możemy znaleźć i w końcu na 400 metrach nad drogą odpalamy silnik. Zrobił to dopiero za trzecim zarem… Ufff… Kierujemy się w stronę domu. Na 2600 m wyłączamy wiatrak i z dolotem szukamy jeszcze szczęścia na termice. Janusz w międzyczasie w pobliżu Kiripotib znalazł wejście na falę cumulusową i śmiga na pięciu tysiącach. My próbujemy to później zrobić, ale nie zabiera już z dołu. Fala nosiła podobno bardzo dobrze do FL195. Wyżej latać nie możemy.

Lądujemy o 17.30, bo za 45 minut mamy wyjazd na wspólne zdjęcie na pustynię. Tam oprócz tego mamy drobny poczęstunek i zostajemy do zachodu słońca. Dzisiaj kończy się drugi turnus Flying with the Champions i zaczyna trzeci. Jest sporo ludzi, dojechali do nas także z Polski Marian Czop i Andrzej Dziechciarz, którzy latać będą na Arcusie CS. Janusz zostaje jeszcze tydzień i przesiada się na TWO.

Kończy się mój pobyt w szybowcowym raju. Podsumowując uważam, że było to najciekawsze 2 tygodnie w mojej karierze lotniczej. Urozmaicone, nieprzewidywalne, często strasznie mocne warunki sprawiły, że nie można się było nudzić w powietrzu. Termika, fala, konwergencja, burze, szlaki, deszcze bezchmurna 0 dla każdego coś miłego:-)

Dodatkowym wyzwaniem byli uczniowie, którym starałem się pomóc poprawić ich sposób latania i nauczyć czegoś nowego. Mam nadzieję, że będą to dobrze wspominać. Przy okazji i ja sporo się nauczyłem a wiadomo, że nauka nie idzie w las:-)

Na koniec chciałbym podziękować osobom, dzięki którym mogłem się tutaj znaleźć. Jurkowi Kolasińskiemu, który zgłosił moją kandydaturę. Ludwigowi Starklowi i Wolfgangowi Janowitschowi, organizatorom FWTC, którzy ją przyjęli. Dziękuję mojej najbliższej rodzince, Lili, Mikołajowi i Lei – Kocham Was!! I na koniec reszcie rodzinki i WW reklama, że dostałem wolne:-)

Kilka zdjęć na koniec.

Codzienna odprawa.

DSC03148

Czekamy na dobrą prognozę.

DSC03147

Janusz i jego profil LX v.220:-) a może 221:-)

DSC03150

Dzisiejsza fala inwersyjna.

DSC03151

DSC03154

Wspólne zdjęcie pod drzewem na Kalahari.

DSC03158

Wspólne piwko:-) Od lewej Marian, Janusz i Andrzej.

DSC03163

Kolejny zachód słońca.

DSC03162

DSC03157