Kiripotib – Flying with the Champions dzień 1

Wreszcie się udało! Zainterweniować musiał właściciel farmy Hans Georg von Hase u samego Ministra Obrony Narodowej Namibii. Dopiero osobista wizyta przyniosła efekt. Inaczej całe latanie szybowcowe w tym kraju ległoby w gruzach…

Od rana pełna gotowość. Szybowce zaciągnęliśmy na start i czekaliśmy na fax. Zacząłem już powoli tracić nadzieję a tu o 11.30 odezwała się maszynka i jest. Latamy. Dojechaliśmy do szybowców i ok. godziny 12-tej oderwaliśmy się czterema Arcusami od ziemi. Początkowo było dość ciężko – bezchmurna do 1300 m nad teren i powolne człapanie na zachód w stronę Kante. Koło Rehoboth 1500 m przy noszeniach 2-3 m/s. Cały czas nisko, dopiero tuż przed górkami pod altocumulusami znaleźliśmy 4 metry i podkrętka do sufitu. Dzisiejsza pogoda była bardzo dziwna. Nad górami wystąpiła konwergencja, ale bez klasycznych cumulusów, tylko z soczewkami i altocumulusami, co ogólnie przypominało falę. Ciężko nam (mi i mojemu uczniowi – Austriakowi Walterowi Horvathowi) było znaleźć dobre noszenia. Często to wyglądało tak – a może tu, może tu?, nie ma, nie ma, aż w końcu są 3-4 m/s. Najwyższą wysokość jaką osiągnęliśmy to 5600 m npm a noszenie przez trzy kółka 7 m/s! Efekt dzisiejszego latania nie był strasznie imponujący, ale udało się oblecieć 780 km.

Poniżej kilka fotek z powietrza. DSC02978 DSC02979 DSC02982 DSC02985 DSC02988 DSC02989 DSC02991DSC02992