XXXIX Szybowcowe Mistrzostwa Polski Juniorów 2011

Konkurencja 2.

Po dwóch dniach przerwy udało się rozegrać drugą konkurencję. Przerwa nie polegała na siedzeniu na ziemi, bowiem 17.07, w niedzielę, udało się nam w kilka szybowców pięknie polatać na całkiem spokojnej i przyjemnej fali nad Karkonoszami, wczoraj też oderwaliśmy się od ziemi na krótki lot w nadzieji na poprawę pogody, jednak w te dni nie było możliwości latania przelotowego i, tym samym, rozegrania konkurencji.

Dzisiejszy dzień przywitał nas słońcem i tylko gdzieniegdzie przybrudzonym niepożądanymi chmurami wysokimi niebem. Prognozy przedstawione na odprawie ostudziły nieco mój optymizm, zapowiadając około godziny 17 znaczne pogorszenie warunków, możliwością deszczów, burz i rozlewania się chmur. Kierownik sportowy wyłożył zadanie w postaci konkurencji klasycznej z trzema punktami zwrotnymi (Broumou, Chocianów, Bolków) o długości 235km.

Wobec takiej prognozy starty rozpoczęto bardzo wcześnie, o 11:40. Wcześniej sonda długo nie mogła zameldować noszeń o sile wyższej niż 1 metr. To sugerowało, że korzystniejsze będzie wyczekanie aż ziemia się nieco podgrzeje. Jednak z drugiej strony ciągle aktualne było ryzyko związane z wypiętrzaniem i rozlewaniem się chmur.

W momencie otwarcia startu lotnego noszenia były już dość silne. Z południa zauważyłem nasuwającą się grubą warstwę cirrusa, która zaczynała już rzucać cień na najdalej widoczne w naszym polu widzenia cumulusy. To nakłoniło mnie do podjęcia decyzji o wcześniejszym niż sądziłem do tej pory odejściu. Niestety czas spędzony na powrocie nad punkt odlotowy i zdobycie potrzebnej wysokości spowodowały spotkanie szybko przemieszczającego się zachmurzenia górnego i wytłumionej termice w rejonie gór wałbrzyskich, około 15-20 kilometrów do pierwszego punktu. Tam przez chwilę było gorąco, do grzbietu zbocza o niewielkim przewyższeniu nad dolinę było coraz bliżej. W trzy jantary zdobyliśmy nieco wysokości w słabym półmeterku, co pozwoliło nam doskoczyć do krążącego w wyraźnie silniejszym kominie Pawła Romana. Ten komin był dla nas ostatnią deską ratunku przed lądowaniem w polu, ale także przepustką do tworzących się kłaczków nad mocniej nasłonecznionego rejonu po przesunięciu się łachy cirrusa na północ. Po zrobieniu pierwszego punktu początkowo leciałem w bardzo dobrych warunkach, następnie dogoniłem obszar wygaszony przez nieszczęsne zachmurzenie górne, które właśnie się rozmyło i pozwoliło na wygrzanie się nowych kominów. Ten bok z wiatrem, przy stosunkowo dobrych noszeniach bardzo poprawił słabą po walce nad górkami prędkość średnią. Lecąc do Bolkowa trochę zwolniłem napotykając sporo rozpadających się w mgnieniu oka chmur i odchodząc za bardzo na zachód od kreski (zachęcony ładnie wyglądającymi właśnie tymi chmurami). W rejonie południowym pogoda ponownie zaczęła się szybko pogarszać, nasuwał się obszar rozlanych, zasłaniających zupełnie dostęp słońca chmur, ale na szczęście na niecałych dziesięciu kilometrów przed ostatnim punktem udało mi się w silnym noszeniu zdobyć wysokość pozwalającą na pewny, szybki dolot do lotniska.

ŁG

Konkurencja 1.

Na szczęście pesymistyczne prognozy z dnia poprzedniego się nie sprawdziły i dzisiaj udało się rozegrać pierwszą konkurencję. W dalszym ciągu na nasz rejon prognozowane były opady i rozlewanie się chmur, dlatego polecieliśmy na dość bezpieczną w mojej opinii konkurencję klasyczną z czterena punktami zwrotnymi (Węgliniec,Rudna, Stanisławów, Świebodzice) o długości 253km.
Po starcie i zdobyciu podstawy (co trwało bardzo szybko) udałem się na północny zachód, w stronę pierwszego punktu zwrotnego w celu obserwacji warunków na trasie. W tym rejonie, od około 30 kilometra od lotniska zaczynał się rozległy obszar bezchmurny, jakby klin suchego powietrza na sunął się w ten rejon z kierunku południowego. Obszar ten na szczęście powoli wypełniał się kłaczkami i zawężał, dlatego też podjąłem decyzję o wyczekaniu z odejściem na trasę.

Kiedy leciałem do pierwszego punktu zwrotnego obszar ten w dalszym ciągu się utrzymywał, jednak jego zakres zmniejszył się na tyle, że można było bezpiecznie przelecieć bez krążenia do następnych chmur. Pomiędzy pierwszym, a drugim punktem zwrotnym, nad południowymi obszarami poligonów Żagańskiego oraz Trzebieńskiego lot przebiegał bardzo szybko, jak w typowej dobrej, letniej pogodzie: krążenie, chmurka, chmurka, szlak, przeskok, krążenie…itd.

Podobnie było po zaliczeniu punktu Rudna, warunki znacznie pogorszyły się dopiero (na szczęście) za punktem Stanisławów. Nasunął się obszar chmur wypiętrzonych, rozlanych górą, zamykających dopływ słońca do ziemi. W trakcie długiego przeskoku w stronę Świebodzic szukałem możliwego rozwiązania problemu malejącej ciągle wysokości i braku jakichkolwiek dobrze wyglądających chmur przed sobą. Krążąc w słabiutkim noszeniu na 10 kilometrze do punktu, bez perspektyw w jego stronę, zdecydowałem się na „skok w bok” o 90 stopni od kreski do obserwowanej przez jakiś czas przeze mnie ciemnej chmury, która wyraźnie była w fazie formowania się i powiększania. Mimo tak dużego odbicia od kierunku trasy, silne noszenie umożliwiło mi szybkie zdobycie wysokości pozwalającej na zaliczenie punktu i powrót do tego samego miejsca w celu zdobycia wysokości pozwalającej na dolot do lotniska.

ŁG