Wyprawa do Vinon 2010

Dzień 5, 18.03

Prognoza pogody na czwartek zapowiadała dobrą termikę w rejonie Haute Provence i Durance, ale z nasuwającym się od zachodu górnym i średnim pokryciem. Na niebie od rana było jednak sporo Cirrusów.

W kominie po wyczepieniuW drodze w góry przez płaskowyżStarty rozpoczęły się wcześnie, tuż po 12-tej. W poprzednich dniach o tej godzinie ciężko było znaleźć dobre noszenie, lecz dzisiaj pobliskie górki dość dobrze pracowały. Ja zaraz po wyczepieniu szczęśliwie znalazłem 1,5-2m/s, które pozwoliło wykręcić maksa, czyli 1500m i przeskoczyć sporo kilometrów w stronę gór. Tam jednak nie było aż tak dobrze. Musieliśmy podkręcić się w 0,5-0,8m/s, by uzyskać wysokość niezbędną do wlecenia nad pierwsze górki. Nad nimi bąble ciepłego powietrza zabierały tylko na kilkaset metrów w górę. Przez 15 minut szukaliśmy dobrego komina w okolicach Montdenier. W końcu znaleźliśmy i jako jedni z nielicznych w tym dniu postanowiliśmy polecieć dalej na północ. Montagne de Coupe niestety prawie nie pracowała, więc polecieliśmy dalej na Mgne de Carton. Złapaliśmy tam komin dnia ? 3,5m/s średniego i wykręciliśmy 2700m.

Lot wzdłuż grzbietuDiana pod szczytem Les 3 Eveches na „Parkurze”Następnie przeskoczyliśmy na Parcour. Ten bardzo ładnie dzisiaj pracował, wspomagany przez południowy wiatr, wiejący z siłą 18km/h. Ze względu na to, że się usilał, a zachód powoli został zakryty przez pełne pokrycie, postanowiliśmy poszukać fali nad 3 Eveches, czyli szczytem Parcouru. Spędziliśmy tam sporo czasu, jednak fali nie było. Nie było też już perspektyw lotu w inną część gór, więc mając 3000m postanowiliśmy wracać do domu. Wydawało by się, że to dużo. Przyrządy pokazywały 200-300m zapas dla Diany, lecz duże obszary z duszeniami powoli go nam zjadały. Problem też był z zasięgiem Pegaza Leszka, któremu brakowało 100-200m. Postanowiłem polecieć do przodu i poszukać termiki lub żagla bliżej Vinon. Nisko latające szybowce pozwalały się domyśleć, że tego pierwszego nie ma. Słaby żagiel znalazłem dopiero na Denier. Całe szczęście, że tam był, gdyż zapewnił nam spokojny dolot do Vinon. Nie doświadczył go dzisiaj m.in. szef pilotów Regis Kuntz, lądując z naszym kolegą Krzyśkiem u podnoża Montdenier, na lotnisku Puimuisson. My zakończyliśmy latanie ok. godz. 16.30. Na jutro prognoza jest optymistyczna, pogoda ma się zepsuć w weekend.
Łukasz

Dzień 11

Dzisiejszy dzień według niemieckich prognoz miał być bardzo dobry i cumulusowy. Na odprawie jednak powiedziano nam, że nie będzie tak pięknie. Zapowiedziano m.in. silny wiatr i opady przelotne. Tego pierwszego nic nie wskazywało, rano prawie nie wiało, a Bundeswehra ustawiła nawet swoje szybowce na pasie ?28?, nie zważając na jego kierunek. Chwilę po odprawie podmuchy nagle rozszalały się, a gdy ustawialiśmy się na polu startów ?16? dmuchało już całkiem nieźle. Starty rozpoczęły się tuż przed 12-tą. Byłem dzisiaj z przodu, więc wystartowałem kilka minut po południu. Po wyczepieniu lusterko pokazało wiatr połudnowo-wschodni o sile prawie 50 km/h. Przy takiej pogodzie bardzo trudno było znaleźć jakiekolwiek noszenie, lecz udało mi się w kilku bąblach podkręcić i przeskoczyć pod wiatr pod ładniejsze, choć poszarpane cumulusy. Pod nimi wykręciłem 1700m i poleciałem rozpoznać pogodę jeszcze dalej. Niestety dopiero za drugim razem trafiłem w obszary o mniejszych duszeniach, co pozwoliło mi dolecieć do jeziora St. Croix. Miałem tam jakieś 150m nad teren i przymierzałem się do lądowania na prywatnym lądowisku, lecz znalazłem słaby i poszarpany komin, który dał mi nadzieję na podreperowanie wysokości. Krążąc na małej wysokości nie czułem się zbyt pewnie. Tuż obok majaczyły potężne maszty radiowe, a ja byłem poniżej ich wierzchołków. Całe szczęście noszenia okazały się rotorami, które im wyżej tym lepiej i pewniej nosiły. Po dojściu do podstawy wyszedłem przed chmury, gdzie jeszcze lepiej nosiło. Wykęciłem tam 2700m. Następne kilka godzin latałem pomiędzy Montagne de Lure a Montagne de Coupe, próbując różnych wariantów i miejsc w poszukiwaniu fali i wykorzystując szlak, który powstał nad Saint Auban.
Ls-8 nad chmuramiPegase Leszka DudyW czasie, gdy ja byłem na północy Piotrek i Leszek walczyli w parterze w okolicy lotniska w Vinon przy wietrze dochodzącym do 60km/h. Po kilku godzinach zauważyli szybowiec latający nad Durance powyżej chmur. Postanowili przeskoczyć kawałek z wiatrem nad Manosque i sprawdzić, czy jest tam fala. Okazało się, że była. Piotrek wzniósł się na niej na 2200m i kierując się wzdłuż rzeki poleciał w rejon, gdzie ja latałem. Spotkaliśmy się w okolicy Puimuisson, gdzie znów wlecieliśmy nad cumulusy. Słońce powoli zbliżało się ku zachodowi, a w kabinie było strasznie zimno, więc zdecydowaliśmy o powrocie do domu. Nad Manosque spotkaliśmy naszego fotografa Leszka, który uwiecznił dzień niezłymi fotkami z fali.
Wylądowaliśmy tuż przed zmierzchem.

Prognoza na czwartek zapowiada praktycznie zerową termikę, silny wiatr z szansą na zafalowanie, ale co będzie to zobaczymy. Może znowu jakaś niespodzianka.
Łukasz

Dzień 10, 23.03

Pierwszym celem jaki sobie postawiliśmy tego dnia było przeciągnięcie szybowców na grida. Ziemia przez 3 dni nabrała trochę wody i lotnisko momentami przypominało grzęzawisko. O ile Diana stała w miarę na twardej powierzchni to Piotrka ?LOT? znajdował się na najgorszym z możliwych pól. Piętnaście minut wybierania i planowanie odpowiedniej drogi przeprawy zakończyło się sukcesem. Bezcenne okazały się dodatkowe kalosze zabrane przez Piotra.

Lila i Łukasz w Duo DiscusiePodstawa poniżej grzbietów zamknęła drogę na wschódDzisiaj w powietrzu mogliśmy liczyć na dodatkową pomoc w postaci Lili, która dotrzymywała towarzystwa Łukaszowi w Duo Discusie. Ja szczególnie z takiego układu byłem zadowolony, gdyż do mojej dyspozycji tego dnia była Diana ?RP?. Pogoda nie była jednoznaczna. Z rana po samej ziemi ciągnęły się niskie chmury, które nie wróżyły super szybowcowej pogody. Pewne niedowierzanie do pogody było zauważalne w innych ekipach, które w mniejszej ilości pojawiły się dzisiaj na starcie. Można było wyróżnić dwa układy pogody. Jeden na zachód względem linii Vinon – St Auban, drugi na wschód. Na wschodzie i północnym wschodzie, góry były przykryte chmurami o podstawach zaledwie 1500 metrów i przedostanie się tą częścią trasy daleko na północ było niemożliwe. Jedyną drogą do dobrych warunków był wariant lotu stroną zachodnią St Auban. Taki wariant zachodni obrał dzisiaj Piotr, który wykorzystał dobre połączenie za pasmem de Lure w stronę zachodnią i kolejno odbił na północ dolatując do Pic de Bure. Tam Piotr zgłaszał 2700 metrów i 3 metrowe noszenia. Mi pozostawało tylko zazdrościć, gdyż wszystkie próby obejścia dziury w rejonie Sisteron stroną zachodnia spełzały na niczym i pozostawało mi latanie po małych górkach i dolinach. Kolejny ciekawy i zróżnicowany dzień za nami, wprawdzie bez zwiedzania lodowców, ale też w pięknych sceneriach.
Leszek

Dzień siódmy, ósmy i dziewiąty – wycieczkowy Vinon

Niestety także i tutaj zdarzają się dni nielotne. Po pięciu kolejnych dniach lotnych, przyszedł czas na odpoczynek i zwiedzanie okolicznych miejscowości. W sobotę postanowiliśmy udać się na dłuższą wyprawę w kierunku Lazurowego Wybrzeża. Wybraliśmy najsłynniejszą miejscowość wypoczynkową Francji ? Saint Tropez oraz równie ciekawe Cannes i Monaco.

Jezioro Sainte CroixKościółek w MoustiersW niedzielę pojechaliśmy w przeciwnym kierunku do najdłuższego kanionu w Europie -Kanionu Verdon. Miejsce to jest niezwykle urokliwe, a momentami wręcz napawające strachem. Ogromne pionowe ściany skalne, wąskie i niebezpieczne drogi wijące się wzdłuż jego brzegów. W drodze powrotnej odwiedziliśmy pobliskie zabytkowe miasteczko położone na zboczu Montdenier – Moustiers Sainte Marie.

W niedzielny poranek wyjechali z Vinon nasi koledzy z Aeroklubu Pomorskiego ? Krzysiek Owsiany i Paweł Głowacki.

Niestety poniedziałek przywitał nas jeszcze gorszą pogodą. Od samego rana pada deszcz. Połowa ekipy, czyli Piotrek i Leszek wywołali średniowieczną wojnę cywilizacji mongolskiej, grając w grę strategiczną. Natomiast ja z Lilą i naszym psiakiem Leą pojechaliśmy do odległego o ok. 30 km Forcalquier, gdzie co poniedziałek odbywa się tradycyjny targ. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się nad rzeką, gdzie Lea niczym pstrąg pławiła się w jej strumieniach.

Prognoza na jutro jest bardzo optymistyczna, mamy nadzieję, że zwiedzimy rejon, w którym jeszcze nie byliśmy.
Łukasz

Dzień 6, 18.03 – Ćwiczenia w parterze

Prognoza pogody na czwartek zapowiadała dobrą termikę w rejonie Haute Provence i Durance, ale z nasuwającym się od zachodu górnym i średnim pokryciem. Na niebie od rana było jednak sporo Cirrusów.

W kominie po wyczepieniuW drodze w góry przez płaskowyżStarty rozpoczęły się wcześnie, tuż po 12-tej. W poprzednich dniach o tej godzinie ciężko było znaleźć dobre noszenie, lecz dzisiaj pobliskie górki dość dobrze pracowały. Ja zaraz po wyczepieniu szczęśliwie znalazłem 1,5-2m/s, które pozwoliło wykręcić maksa, czyli 1500m i przeskoczyć sporo kilometrów w stronę gór. Tam jednak nie było aż tak dobrze. Musieliśmy podkręcić się w 0,5-0,8m/s, by uzyskać wysokość niezbędną do wlecenia nad pierwsze górki. Nad nimi bąble ciepłego powietrza zabierały tylko na kilkaset metrów w górę. Przez 15 minut szukaliśmy dobrego komina w okolicach Montdenier. W końcu znaleźliśmy i jako jedni z nielicznych w tym dniu postanowiliśmy polecieć dalej na północ. Montagne de Coupe niestety prawie nie pracowała, więc polecieliśmy dalej na Mgne de Carton. Złapaliśmy tam komin dnia ? 3,5m/s średniego i wykręciliśmy 2700m

Lot wzdłuż grzbietuDiana pod szczytem Les 3 Eveches na „Parkurze”Następnie przeskoczyliśmy na Parcour. Ten bardzo ładnie dzisiaj pracował, wspomagany przez południowy wiatr, wiejący z siłą 18km/h. Ze względu na to, że się usilał, a zachód powoli został zakryty przez pełne pokrycie, postanowiliśmy poszukać fali nad 3 Eveches, czyli szczytem Parcouru. Spędziliśmy tam sporo czasu, jednak fali nie było. Nie było też już perspektyw lotu w inną część gór, więc mając 3000m postanowiliśmy wracać do domu. Wydawało by się, że to dużo. Przyrządy pokazywały 200-300m zapas dla Diany, lecz duże obszary z duszeniami powoli go nam zjadały. Problem też był z zasięgiem Pegaza Leszka, któremu brakowało 100-200m. Postanowiłem polecieć do przodu i poszukać termiki lub żagla bliżej Vinon. Nisko latające szybowce pozwalały się domyśleć, że tego pierwszego nie ma. Słaby żagiel znalazłem dopiero na Denier. Całe szczęście, że tam był, gdyż zapewnił nam spokojny dolot do Vinon. Nie doświadczył go dzisiaj m.in. szef pilotów Regis Kuntz, lądując z naszym kolegą Krzyśkiem u podnoża Montdenier, na lotnisku Puimuisson. My zakończyliśmy latanie ok. godz. 16.30. Na jutro prognoza jest optymistyczna, pogoda ma się zepsuć w weekend.
Łukasz

Dzień 4.

Na dzisiejszy dzień prognozowana była bezchmurna – nieco słabsza niż wczoraj dla górek i nieco mocniejsza dla doliny w której jest lotnisko Vinon. Postanowiliśmy zakończyć już loty zapoznawcze w tym rejonie i Łukasz, który najlepiej zna te góry, wyłożył nam trasę – 357 km. Tym razem udało nam się ustawić blisko początku grida, dzięki czemu startowaliśmy stosunkowo wcześnie. Początek lotu przebiegał sprawniej niż wczoraj – już w pobliżu lotniska w dość silnym noszeniu osiągnęliśmy 1900m, co dawało bezproblemowy zasięg do najbliższych górek. Tam nie było jż tak dobrych warunków jak wczoraj, tym niemniej udawało się znaleźć całkiem silne noszenia ? 2-3m/s, a raz nawet 4m/s. Trafiały się jednak zdecydowanie rzadziej i kończyły niżej ? najwyżej byliśmy na 2800m.

Diana 2 w pobliżu szczytu Po zawrotce na pierwszym PZ, lot do kolejnego przebiegał już sprawniej ? między innymi dlatego, że wyłożony mieliśmy wielobok i lecieliśmy po tych samych górkach z powrotem, więc mniej więcej mieliśmy już pojęcie które miejsca powinny lepiej nosić. Później czekał nas przeskok na drugą stronę doliny, którą płynie rzeka Verdon. Nie byliśmy pewni, jak będą pracować górki po drugiej stronie, na szczęście, mimo kończącego się dnia, udało nam się znaleźć tam dobry komin. Bez niego czekałoby nas pewnie lądowanie w Sisteron. Łukasz w między czasie znalazł bardzo silny komin, w którym ja i Leszek się nie zabraliśmy. Dzięki temu udało mu się dolecieć do ostatniego punktu zwrotnego w pobliżu Cheval Blanc. My, wykorzystując ostatni chyba tego dnia komin, wykręciliśmy jedynie wysokość pozwalającą na powrót do lotniska. Lądowanie tradycyjnie już przy zachodzącym słońcu. Mało brakło, a zabrakło by nam dnia na powrót.

Pegaz w poluTego dnia lądowanie nie kończyło ?atrakcji?. Nasz kolega z Torunia, Paweł, wylądował w polu na Pegazie i trzeba było go przywieźć. Odległość nieduża, ale za to wózek który dostaliśmy nie miał sprawnych świateł i wycieczkę w pole trzeba było rozpocząć od naprawy wózka. Sama droga i składanie Pegaza przebiegły już na szczęście sprawnie. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze w miasteczku Greoux, gdzie zakupiliśmy pizzę dla każdego uczestnika tej wycieczki.

Jutro zapowiada się kolejny dzień latania, choć wygląda na to, że termika będzie słabsza.

Dzień3

Kolejny słoneczny poranek wywołał pogodne uśmiechy na twarzy. Dzień zaczęliśmy od kawy i wspólnego śniadania. Warunki mieszkaniowe są świetne, mamy całe dwu pokojowe mieszkanie dla siebie z małym salonem i kuchnią. W salonie koncentruję się wszelkie towarzyskie czynności, te ranne i wieczorne.

Po takim dobudzeniu się udajemy się na lotnisko o godzinie 10. Starty z reguły odbywają się około godziny 12, jak pobliskie górki się wygrzeją. Po przygotowaniu sprzętu ustawiamy się na gridzie i czekamy na swoją kolej. Cztery holówki sprawnie wyciągają w powietrze całkiem sporą gromadę szybowców jak na okres wczesnowiosenny. Dzisiaj było około 50 szybowców. Ciekawe jak to wygląda w pełni szybowcowego sezonu. Alpy widziane z 4000mPo starcie nie było tak łatwo uzyskać przyzwoitej wysokości i pierwsze kilometry przez płaskowyż Valensole odbywały się bez bezpiecznego zapasu wysokości. Dwa szybowce w tej części trasy poległy i wylądowały w terenie przygodnym. Ja kierowałem się wskazówkami Piotrka i Łukasza, którzy odchodzili troszeczkę wcześniej i przecierali dla mnie szlak. Na pierwszych górach od płaskowyżu spotkaliśmy się w jednym kominie. Chłopaki poczekali, aż ja w 3 metrowym kominie się do niech dokrecę i wspólnie polecieliśmy w wyższe góry. Na górach zasięg noszeń znacznie się podwyższył i można było osiągnąć ponad 3000 metrów. LOT nad AlpamiUzyskując wysokość na Serre de Montenier, przeskoczyliśmy w stronę ładnie pracującego zbocza Coupe, na końcu którego podkręciliśmy 3200 metrów, pozwoliło nam to przeskoczyć pasmo la Blanche o wysokości 2600 w stronę pasma Morgon przed jeziorem Serre Poncon. Tutaj niestety nasze drogi się trochę rozeszły. Ja będąc 300 metrów niżej nie załapałem się na falę, która Piotra zabrała nad środkiem jeziora i wywindowała na wysokość 4000 metrów. Musiałem przelecieć jezioro i na graniach Guillaume podreperować wysokość. W tamtym rejonie udawało mi się tylko uzyskiwać maksymalnie 200 metrów nad zbocze i spływałem w strone niższych szczytów w kierunku lotniska Gap a potem szczytami sąsiednich lotnisk Sisteron i St Auban wróciłem na lotnisko o godzinie 17 15. Chłopaki zawrócili jeszcze w stronę wyższych gór i tam polatali do 18 i spłynęli w stronę lotniska.

Dzień drugi

Rano, po śniadaniu, udaliśmy się na lotnisko. Tam całkiem szybko zostaliśmy zarejestrowani, a dla Leszka zarezerwowaliśmy Pegaza, którym będzie tu latać podczas tej wyprawy. O 10.30 udaliśmy się na odprawę, którą prowadził miejscowy Szef Pilotów, Regis Kuntz. Oprócz sytuacji meteo zostaliśmy zapoznani z podstawowymi zasadami bezpieczeństwa podczas latania w Alpach oraz na samym lotnisku w Vinon. Po tym wszystkim mogliśmy rozpocząć przygotowania do lotu.

Leszek poszedł z instruktorem wyhangarować DuoDiscusa, którym miał wykonać lot sprawdzający (wymóg dla tych, którzy chcą latać na ich sprzęcie) oraz Pegase 90 ?Lima Champion?.
Lot z nowymi markerami poprawiającymi widocznośćŁukasz przy swoim szybowcu – Diana 2Ja i Łukasz pojechaliśmy montować szybowce. Musieliśmy m.in. nakleić pomarańczowe naklejki w kilku miejscach oraz zainstalować Flarmy, które są w Alpach wymagane. W między czasie obserwowaliśmy holujące się szybowce pod nieliczne Cumulusy tworzące się w okolicy. Gotowi do lotu zaciągnęliśmy się na start i ok. 14-tej wystartowaliśmy, Łukasz pierwszy a ja zaraz za nim. Po wyczepieniu od razu znaleźliśmy 3-jki, wykręciliśmy 2000 m npm i ruszyliśmy w góry. Po drodze jeszcze 3,5m/s i mieliśmy zasięg do pierwszych górek. Podróż na półnoć szła bardzo sprawnie, lecieliśmy po kolei przez Montdenier, de Coupe, Cheval Blanc, by dostać się do Dom de la Blanche, gdzie w czwórce wykręciliśmy 3 tysiące. Łukasz podjął decyzję o przeskoku przez Serre de Poncon, choć pogoda w najwyższej części Ecrins nie wyglądała rewelacyjnie. Na pierwszych górkach za jeziorem widać było jeszcze ładne chmury, ale dalej nie było ich już wiele. Przed przeskokiem dokręciliśmy jeszcze na Pic de Morgon. Po drugiej stronie doliny okazało się, że Cumulusy także dobrze nosił, 3m/s pozwoliły wznieść się na 3200. Ponieważ była już 16.30 stwierdziliśmy, że przelecimy jeszcze kilkanaście kilometrów i będziemy wracać. Zrobiliśmy to na 120 km od Vinon. Postanowiliśmy wrócić tą samą trasą, do de Coupe i polecieć w okolice Saint Auban. Podkręcaliśmy tylko w jednym miejscu. Do Vinon dolecieliśmy przed 18-tą. Jak na pierwszy dzień wyszło całkiem nieźle, cztery godziny lotu i ok. 300km.Pierwszy lot nad Alpami
Na jutro prognoza jest nieco gorsza. Będzie trochę niżej i bez Cumulusów, ale to się jeszcze okaże. Do jutra.
Piotrek.

Dzień pierwszy

Podróż do Vinon przebiegła nadzwyczaj sprawnie. Dwa dni spędzone ?za kółkiem? i jesteśmy na miejscu. Prowansja przywitała nas piękną, słoneczną pogodą. Jadąc przez całą Europę i obserwując termometr w samochodzie miło się zrobiło, gdy zobaczyliśmy kilkanaście stopni, a w okolicach naszego lotniska 17 stopni, na plusie oczywiście. Po drodze przez Alpy mogliśmy obserwować liczne szybowce latające nad ośnieżonymi szczytami. Takie widoki wzmogły znacznie nasze apetyty na latanie.

Dojechaliśmy późnym popołudniem i po zakwaterowaniu się i zjedzeniu kolacji przystąpiliśmy do omówienia specyfiki latania w tym regionie. Nasza odprawa nie trwała długo, zmęczeni długą podróżą poszliśmy spać.

Dzień 12 – podsumowanie

Podsumowanie

Team podczas treningu w Vinon – od lewej: Leszek Duda, Piotrek Jarysz i Łukasz WójcikNasz pobyt na francuskiej ziemi dobiega końca. Dzisiejszego dnia chętnych do latania nie było zbyt wielu. Jedyne szybowce jakie wzbiły się w powietrze posiadały własny napęd. Dzisiaj silniki nie przydały się im na wiele. Po nieudanych próbach nawiązania kontaktu z falą wracały lotem ślizgowym do lotniska. My poświęciliśmy całe przedpołudnie na zdemontowanie sprzętu do przyczep oraz rozliczeniu się za dotychczasowe loty.

Trening możemy uznać za bardzo udany i wartościowy. Z zaplanowanych dwunastu dni pobytu, lotnych okazało się siedem. Wylataliśmy średnio po 30 godzin. Ja z Piotrem mogliśmy zapoznać się ze specyfiką nowych gór. Łukasz latał tu już trzykrotnie i wprowadzał nas w tajniki latania w Alpach francuskich. Dzięki tej wyprawie mieliśmy okazje rozpoczęcia sezonu wówczas, gdy większość aeroklubów jeszcze nie obudziła się z zimowego snu. Warunki w tym czasie bywają bardzo zmienne, ale co najważniejsze, da się latać. Góry w wyższych partiach są ośnieżone i nie oddają tak swojej energii, jak latem. Także pokonanie płaskowyżu przy słabych pogodach stanowi pewną trudność. Na szczęście i tak możliwe było wykonanie długich i ciekawych lotów. Mieliśmy okazję spróbować latania na termice bezchmurnej, pod cumulusami, na żaglu i fali. Należy też wspomnieć o profesjonalnym przygotowaniu ośrodka, otwartości na nowo przybyłych szybowników, dobrej organizacji startów i miłej atmosferze. To sprawiło, że pobyt i latanie we francuskich Alpach był czystą przyjemnością.
Serdecznie dziękujemy naszemu sponsorowi ? Klinice Kolasiński, bez którego ten wyjazd nie doszedł by do skutku.

Leszek, Łukasz i Piotrek