Wyprawa do Namibii 2012

Ostatni dzień

Dzisiejsza data kojarzy się nam nieszczególnie. By ją uczcić wybrałem się na trasę z pierwszym punktem zwrotnym oddalonym od Kiripotib o 250 km na południe o nazwie MOSCAU. Od rana wiał bardzo silny wiatr z północnego wschodu. Podstawy chmur były bardzo niskie 800 – 1000 m. Taśmę przeciąłem na bodaj na 700 metrach. Z wiatrem przemieszczałem się balansując między 600 a 1200 metrów. Czym dalej na południe tym więcej chmur i lepsze noszenia. Zaliczyłem i obejrzałem tą Moskwę – nic takiego cztery domki na krzyż. No ale nazwa wzbudza respekt i skojarzenia. Początek drugiego boku nadal nisko, ale czym dalej na północny zachód tym podstawa wyższa. Noszenia też się poprawiły. Zaliczam punkt widząc już Kante i ruszam w kierunku Kiripotib. Chmury zaczynają się mocno rozlewać. Można jednak znaleźć pod nimi ładne noszenia. Około 60 km za Kiripotib zawijam, robię jeszcze zygzaka na zachodzie i ląduję. W całości jest 831 km i póki co dobre miejsce w punktacji OLC. Na ziemi wita mnie Zdzisiek Bednarczuk i Tomek Chudoment. Chłopcy od jutra będą dosiadać Arcusa, na którym do wczoraj śmigał Janusz. Pozostaje im życzyć by efekty latania były podobna do Janusza. Pogoda jest dobra więc można mieć nadzieję, że tak będzie. Dla mnie pobyt się powoli kończy. Jutro ostatni lot. Mam nadzieje, że dobry.

Jurek

Skończyły się burze

Od 9.30 na niebie pokazały się pierwsze Cu i gdyby nie mój niesolidny partner, to wystartowalibyśmy już o godz 10, a to sie później mści.

Trasę wytyczyłem na południe, jednak w trakcie lotu odwróciłem – najpierw na wschód do Bostwany. Kraj to bez dróg, bezkres pustynny jak okiem sięgnąć. Po wleceniu ok 50 km w głąb zrezygnowałem z zaliczenia punktu, bo była tam burza, a spadliśmy na 1000m, co w takich warunkach jest niezwykle niebezpieczne. Po nawrotce na 250 km polecieliśmy na południe a tu znowu pozostałości po burzach z górnym pokryciem. I tak prędkość zaczęła wzrastać do 115km/godz, co na ostatnie kilka dni było sukcesem. Mieliśmy w zasięgu Kiripotib, ale z uwagi na 2 godz czasu do zachodu słońca polecieliśmy ponownie na wschód i przed Bostwaną nawrotka do domu. Dołożenie kilometrów koło domu i z wynikiem 1002 km lądowanko. Dwóch innych pilotów lądowało 15 min po zachodzie, a po klejnych 15 min ciemności ogarnęły Namibię.

Fajne jest latanie na OLC, gdyż z powietrza można wybierać trasę, co w takich skrajnie niebezpiecznych warunkach jest niezwykle cenne.

Zdzichu

Ostatni dzień lotny

Przyszła i na nas pora wykonac ostatni lot w Namibii. Niestety do udanych nie mozna go zaliczyć, a to z racji bezchmurnej i to w parterze. Już po starcie i odejściu na trasę mieliśmy problemy z wykręceniem się i był motor. Po kolejnym odejsciu na 40 kilometrze znowu motor i to było już za wiele dla mojego partnera który zdecydował wysiąść na lotnisku, także dalej poleciałem sam. Arcus to piękny szybowiec, jednak bez kopilota lub bez dolewki wody lata jak gazeta. Poleciałem na zachód i bardzo fajnie się zrobiło – kominy 2.5-3 m/sek, a na 120 kilometrze po przeleceniu olbrzymiego duszenia do 6m/sek na 1000m złapałem. 5.6m/sek średniego już pod pierwszymi Cu. Sufit na 5000 QNH temp -3st a ja w koszulce, krótkich spodenkach. Wysadzając Tomka zdjąłem buty szybownika i długie spodnie, bo przeciez miała byc bezchmurna, a na ziemi było już +38st. Lot na wschód już po prostej pod szlakami Cu w przedziale 2800-3500 nad ziemie (Kiripotib na 1365m QNH) i tak 200 km prawie bez krążenia. Później na południe tam i z powrotem i bez wytyczania trasy narobiło się 700km. Już wiem, że powroty należy planować po zachodzie gdyż lądowanie pod zachodzące słońce w Afryce jest po prostu niemożliwe. Zalecenie piloci otrzymali że w takim przypadku należy odczekać w powietrzu i lądować po zachodzie słońca. Piękna przygoda z Namibią, każdemu takiej życzę.

Teraz jak piszę mamy pełnie księżyca i przy tak jasno świecącym księżycu można duże litery odczytywać.

Zdzichu

Kolejny 1000

Jak łatwo lata sie te 1000km na OLC. No może nie tak łatwo jak się obserwuje te tysiące które padają w Afryce na OLC. Najpierw trzeba się czegoś dorobić – a latka lecą, póżniej odłożyć na taki wyjazd, później znależć miejsce i szybowiec, który można wypożyczyć – czyli kolejne pieniądze i kolejne latka. I budzisz się po pięćdziesiątce, dobrze jeśli masz kolegów, którzy co nieco opowiedzą, namówią i już jesteś szczęśliwy, że pojechałeś do tego szybowcowego raju, jakim jest Namibia. Dane mi było przejść taką drogę i niech młodzi piloci nas nie opluwają, tylko sukcesywnie brną do celu, a może po pięćdziesiątce i im będzie dane obudzić się w …….

Dziś, mimo póżnej pory startu – o godz 11 – wyłożyłem pod sugestie kolegów Niemców, którzy tu się lepiej znają, trasę na wschód do Bostwany – gdzie miała być konwergencja. Miała, ale wcale nie było i po godzinie walki w parterze pomiędzy 500 a 800m wszystko już było wiadome, że niby dobrze, że na wschód ale tylko by zaczepic Bostwanę i na północ, póżniej na zachód. Po trzeciej godzinie lotu tylko 90km/godz, ale jak już dostaliśmy się pod szlaki i wysokość zaczęła wzrastać, to pozostało liczenie, czy przed zachodem zdążymy. Dane nam było ulecieć kolejny 1000km, co na polskie warunki brzmi niewiarygodnie, ale tu jest Namibia. Na dolocie kolejne burze – niesamowite widoki – lecisz w kierunku oświetlonych Congestusów, z których walą błyskawice i leje siarczysty deszcz, a za chwilę jesteś na ziemi witany piwkiem i zimnym ręczniczkiem. Noc rozświetlona błyskawicami – gorąco jak w sierpniu, tylko mniejsza wilgotność.

Zdzichu

Usunięty lot

Niestety musiałem usunąć lot z OLC gdyż na N-W znalazłem się poza strefa lotów szybowcowych która to strefa w tym miejscu była aktywna. Miejmy nadzieje,że w następnym dniu gdy polecimy do Bostwany chociaż jest poza obwiednią nie bedzie takich niespodzianek.

Zdzichu

Bożonarodzeniowe sukcesy

Nazwanie takich lotów sukcesami jest trochę na wyrost, ale po wielodniowych burzach nareszcie mamy prawdziwą Namibię z Cu i szlakami. Wyłożyliśmy 1100km na E póżniej na W dalej na S na N i do domu. Lepiej napisac niż zrobić. Po trzeciej godzinie lotu mieliśmy tylko 250km w parterze na bezchmurnej, jednak nadzieje na lepsze latanie mieliśmy ciągle na uwadze, gdyż Bernd Dolba sygnalizował na odprawie konwergencję. Dane nam było jej skosztować. Lot cudowny 250km bez krążenia z naborem wysokości i z przyrostem prędkości. Najbardziej poganiał nas jednak zachód słońca i to on sprawił,że lądując 5 min po zachodzie oblecieliśmy bez 1 km 1000km. Mając wysokość skończyły się nam regułu OLC tzn. liczenie lotu po 5 pkt i tak te 5 pkt przelatując wyprostowaliśmy na Kiripotib z jej wydłużeniem. Drugi dzień na światowym OLC jesteśmy górą. Gospodarze farmy Kiripotib, a właściwie Namibijska obsługa która praktykuje luteranizm stanęła na wysokości zadania świąt Bożego Narodzenia serwując dwa dni wystawne kolacje z murzyńskimi śpiewami. I my nie omieszkaliśmy obdarować dzieci na farmie drobnymi prezentami dla ciała i brzucha.

Zdzichu

Lotna wigilia

Wszyscy pesymistycznie podeszli dziś do latania, gdyż prognozy byly złe. Burze miały wygasić termike, jednak ja zdecydowanie byłem za lataniem. Jakież było zaskoczenie wszystkich gdy mimo póznej pory startu – o 11.30 – do zachodu o 19.30 nalatalismy na OLC 840km. Po starcie oczywiście na W w góry Kante, gdzie mimo dużej ilości Cu, nie mozna było nic trafić. W drugiej i trzeciej godzinie lotu zaczęło się poprawiać i czym dalej na południe, tym lepiej. Omijając burze kluczyliśmy nadkładając kilometrów i gdy przybliżyliśmy się do domu pokonując sporą ilość kilometrów, a lot wyglądał jakby prostokąt, dopadła i nas burza. Wszędzie do okola deszcz, błyskawice uderzające obok nas, lotnisko w deszczu, także nie pozostaje nic innego jak przeczekać w powietrzu maxymalnie do zachodu słonca, by deszcz odsłonił przynajmniej pas do lądowania. W Afryce wszystko jest możliwe nawet 2m/sek kominy między, a nawet w deszczu także czas do zachodu bezstresowo spędziliśmy w powietrzu. Po wylądowaniu i zakotwiczeniu prawdziwa ulewa pokryła nasze lotnisko.

Zdzichu

No to latam sam

Mój partner dużo książek w nocy przeczytał, także poleciałem sam. Cóż można nalatać jak prognozy są na burze. Wystartowałem po godz 12, gdy na niebie było pełno Cu i poleciałem na S-W pod szlakiem na 170km. Później na N i już zaczęło padać. Nie pozostaje nic, tylko omijać deszcze i do domu na E. W sumie 480 km. Warunki szlakowe, tylko mam respekt przed Namibią i nie chciałem oddalac sie za bardzo od domu. Rolnicy sie cieszą: deszczyk, burze, a my, patrząc na prognozy, nie mamy sie z czego cieszyć, bo na najbliższe dni nie zapowiada się poprawa…

Zdzichu

Burzy ciąg dalszy

Wieczorem po lotach mieliśmy plagę milionów malutkich muszek, które przez siateczki wcisnęły się do domku gdy poszliśmy na kolację, a zostawiliśmy zapalone światło.nPo powrocie na łóżkach na ścianach nie było widać białego tylko czarna powłoka w postaci niezliczonych muszek.nŚcieranie zgniatanie nic nie dało – taka ich była masa. Załączyłem więc klimę i zaświeciłem lampkę w rogu pokoju – poskutkowało, gdyż przeniosły się w to miejsce. Po godzince lampkę wystawiliśmy na zewnątrz i część z nich się wyniosła. Reszty dokonały mrówki czyszcząc cały pokój z nocnych owadow.

W nocy olbrzymia burza utworzyła się nad Bostwaną, która jest 200km na wschód od nas, czyli jej średnica miała ponad 500km !!!

Wiatr się zerwał, błyskawice przez godzinę a może i dłużej, bo zasnąłem, całe niebo na wschodzie, a była noc, rozświetlone przez rozbłyski. Dzisiaj nie latamy bo ta burza ma wpływ na wytłumienie termiki. Upał 35-40st. Podglądam na ICM wasze temperatury. Nie powiem,że wam zazdroszczę

Zdzichu

Znowu burze

Dzień podobnie jak poprzedni – na zachód 150 km z prędkością 90km/godz. Później na południe 300 km, gdzie zasięg noszeń dochodził już do 3000m i powrót na północ, gdzie, jak przpuszczałem, miały się rozwijać burze – co właśnie nastąpiło. Skróciliśmy więc w obawie przed odcięciem od lotniska a nad lotniskiem ciemno i nie nosiło. Podusiło, zdołaliśmy jedynie zamknąć trójkąt 880km i z zapasu wysokości dolatać do 920km. Wylądowaliśmy przed samym opadem, a na południu pozostały wspaniałe warunki. Błędy się mszczą, a raczej strach który w bezludnej Afryce ma duże oczy, gdyz koledzy nie przejmują się burzami i latają do zachodu tam gdzie są warunki osiągając wyśmienite odległości. Na pocieszenie mogę powiedziec o kominie 6.5m/s średniego.

Jutro i my tak zrobimy bo trochę mi wstyd,że na swoją klase tak niewiele mogę pokazać.

Jak wspaniale wygląda ciemną nocą niebo rozświetlone błyskawicami bez grzmotów, gdyż burze są bardzo daleko.

Zdzichu