Szybowcowe Mistrzostwa Świata w Lesznie 2014 – klasa 18m

Dzień dziesiąty – emocjonujący finisz

Przed dzisiejszą konkurencją różnice punktowe między czołowymi czterema zawodnikami (mną, Karolem, Couttsem i Cheetamem) były minimalne i wszystko się dzisiaj mogło wydarzyć. Po starcie trafiliśmy z Karolem pod świeżo tworzącą się chmurę i w mocnym noszeniu wykręciliśmy 1800m. Okazało się, że było to najsilniejsze noszenie przed odejściem na trasę. Długo lataliśmy i nie mogliśmy znaleźć odpowiedniego miejsca blisko linii startu, w którym moglibyśmy spod podstawy wyruszyć na trasę. Podchodzący front powoli zakrywał rejon na zachód od Leszna. Odeszliśmy w dobrym momencie, kilka minut po najgroźniejszych rywalach. Niestety pierwszy bok znajdował się w już cieniu i musieliśmy krążyć w meterkach. Lecieliśmy trochę zbyt ostrożnie, licząc że jak już wlecimy w obszar lepiej nasłoneczniony znajdujący się po drugim punkcie dogonimy uciekających nam rywali. Niestety tak się nie stało, a dodatkowo w drodze do trzeciego punktu nie mogliśmy znaleźć interesującego nas noszenia. Na ostatnim boku wlecieliśmy w obszar konwergencji, która przysłoniła duży obszar w kierunku domu. Musieliśmy zadowolić się znowu meterkiem i w tym noszeniu wykręcić niezbędny dolot. Na mecie okazało się, że nasz wynik jest najgorszy w całych zawodach – 32 i 33 miejsce. Emocje pojawiły się, gdy się okazało, że Nowozelandczyk John Coutts poleciał dużo lepiej od nas i z pewnością prześcignie mnie a może i Karola. Po przeliczeniu wszystkich wyników okazało się jednak, że przewaga Karola wystarczyła do utrzymania prowadzenia, a ja obroniłem się natomiast przez atakującym z czwartej pozycji Russelem Cheetamem. Wywalczyłem brązowy medal Mistrzostw Świata!!! Super! To już czwarty medal MŚ i ME w mojej kolekcji a pierwszy w tym kolorze:) Trzy pozostałe są srebrne:)

Przy okazji chciałem podziękować Jurkowi za jego nieocenioną pomoc. Bez niej nie było by mojego udziału w tych zawodach i tego medalu.

Dziękuję również wszystkim za kibicowanie i trzymanie kciuków do samego końca! Liczę na Was w przyszłym sezonie:)

Łukasz Wójcik

Mistrzostwa2014LESZNO140Mistrzostwa2014LESZNO135Mistrzostwa2014LESZNO134

Dzień dziewiąty – przygraniczna pogoda

Nastał kolejny dzień dobrej pogody, zatem po raz pierwszy na tych zawodach zostaliśmy wysłani całkowicie na zachód. Postanowiliśmy zmienić nieco taktykę i wypuścić przed siebie najgroźniejszych konkurentów. Tylko jak to zrobić jak wszyscy bez wyjątku czekali w pobliżu linii startu aż ktoś poleci jako pierwszy. Czekanie to miało coraz mniejszy sens bo zrobiła się prawie 14.30 a pogoda zamiast się poprawiać pozostawała bez zmian. Odejście mieliśmy kiepskie. Bo przez pierwsze kilkadziesiąt kilometrów nie mogliśmy trafić na dobre noszenie. Na tym odcinku straciliśmy najwięcej. W okolicach pierwszego punktu rozlecieliśmy się z Karolem i do polowy pierwszego boku lecieliśmy osobno. Po drugim punkcie lecąc wzdłuż granicy polsko-niemieckiej trafiliśmy na wyraźnie lepsze warunki. Z dwójek zrobiły się trójki, które można było regularnie znaleźć pod dorodnymi chmurami. Po trzecim punktem według podpowiedzi Janusza polecieliśmy na północ od kreski pod dorodniejsze chmury, niestety przelecieliśmy kilka i nie trafiliśmy upragnionego noszenia. Dopiero w rejonie Zielonej Góry znaleźliśmy ponad 3 m/s, w którym dokręciliśmy 800m. Jeszcze tylko jedna dokrętka w kolejnej trójce i mamy upragniony dolot.

Miejsca dzisiaj nie najlepsze, ale pozycje utrzymane. Jutro ostatni dzień Mistrzostw i wieczorem wszystko będzie jasne.

Łukasz Wójci’k

Fotki Js-a 1c „Jet” pilotowanego przez właściciela, czyli Chudiniego zrobione przez Stasia Malinowskiego.

Ps. Widać było, że latanie sprawia właścicielowi frajdę :)

Mistrzostwa2014LESZNO130Mistrzostwa2014LESZNO131Mistrzostwa2014LESZNO45

Dzień ósmy – ucieczka przed peletonem…

Dzisiejszy lot dal nam sporo satysfakcji. Po pierwsze po raz kolejny byliśmy zgrani jakbyśmy latali od urodzenia razem a po drugi odchodząc jako pierwsi nie daliśmy się dopaść goniącemu nas peletonowi, a nawet urwaliśmy im parę minutek.

Wracając do początku. Trasa na dzisiaj to była prędkościówka 324 km, połowa po raz pierwszy na zachód od lotniska, dalej południem na wschód i dolot na metę zza Gostynia. Pogoda dopisała oferując trzymetrowe noszenia i zasięg 1700 metrów. Odeszliśmy na trasę z odejścia, które właściwie miało być tylko zamarkowane. Nie cofnęliśmy się między innymi dlatego, że w kierunku Przylepu, czyli naszego pierwszego Pz-ta uformował się dorodny szlak, który pracował już od dłuższego czasu bardzo dobrze. Zrobiliśmy pod nim tylko dwa kołka. Na drugim boku musieliśmy już zakrążyć w 2,5 metrowych noszeniach. Chmury układały się w dobre połączenia a my szybko połykaliśmy kilometry. Na trzecim boku zdarzały się dłuższe przeskoki po których trafialiśmy dobre noszenia. Komin dolotowy 2,5 m/s znaleźliśmy w połowie czwartego boku i przez słabszą pogodę z mniejszym zachmurzeniem lecieliśmy wybierając tylko w noszeniach i przyspieszając nasz dolot. Ostatecznie na mecie osiągnęliśmy czwarty rezultat z niewielką stratą do zwycięzcy.

Łukasz Wójcik

dolot start start2

Dzień siódmy – trzysetka w meterkach…

Prognoza na dzisiaj nie zapowiadała aż tak trudnego dnia. Namieszało dzisiaj bardzo duże górne zachmurzenie, które skutecznie tłumiło termikę i zmusiło niektórych pilotów do lądowania w terenie przygodnym. Szczególnie zasmuciło pole Grabka, Flisa i Janusza, które odebrało im szanse na dobry wynik w klasyfikacji końcowej zawodów:(

Dla mnie i Karola był to też ciężki lot w słabych noszeniach i przy niskiej podstawie, ale rozegraliśmy go dobrze taktycznie. Pierwszy bok polecieliśmy może za mało „po kresce”, ale na drugim trzymając się wysoko, w słabszej pogodzie wypuściliśmy nieco naszych rywali, którzy dzięki temu poznaczyli nam z przodu noszenia. Odważniej polecieliśmy na ostatnim odcinku, gdzie warunki stopniowo poprawiały się im bliżej mieliśmy do lotniska. Ostatecznie po zgranym locie wylądowaliśmy w Lesznie z trzecim czasem dnia.

Łukasz Wójcik

Fot. 1 Konik polny na stateczniku Quintusa Janusza Centki

20140720_100205

Fot. 2 Grzebanie w kokpicie przed startem

 20140727_112324

Fot. 3 i 4 Media

wywiad20140729_100253

Dzień szósty – pierwsza prędkościówka w burzach i pole…

No tak, można się było tego spodziewać. W dzień kiedy kierownik sportowy zdecydował się wyłożyć pierwszą prędkościowkę, pogoda popsuła się na tyle, że nikt nie doleciał o własnych siłach do mety (a niektórzy nawet i z silnikiem…). No cóż – taki sport, ale najważniejsze, że wszyscy mają do oblecenia tą samą trasę:) A była dzisiaj o długości ok. 330 km znowu na wschód.

Wystartowaliśmy dzisiaj jako jedni z pierwszych i polecieliśmy sprawdzić pierwsze kilometry w kierunku naszej trasy. Widzieliśmy już piętrzące się congestusy, co potwierdzał Jacek Dankowski oglądający na bieżąco zdjęcia satelitarne. Należało niezwłocznie odchodzić na trasę toteż skierowaliśmy nasze orchidee w kierunku linii startu. Tam zlecieli się prawie wszyscy, ale jak zwykle nikt nie chciał odchodzić. Zrobiliśmy to jako jedni z pierwszych, nie oglądając się na rywali. Była to dobra decyzja, gdyż w drodze do pierwszego punktu musieliśmy omijać rozległy obszar burz ciągnący się północy na południe, akurat w środku naszych tras. Lecieliśmy momentami 80 stopni od kreski, jednak była to szybka jazda na wałku burzowym dającym dobre noszenia. Podstawa osiągnęła 1900 m nad teren. Po wyjściu z niego przelatywaliśmy przez deszcze na drugą stronę burz pod coś co wydawało się też wałkiem. Niestety znalezienie dobrego noszenia z 500 metrów zajęło nam sporo czasu. Jedyne noszenie, które spotkaliśmy w tym rejonie to było powietrze wydmuchane do góry przez opadający za burzą zimny strumień powietrza z deszczem, który dawał momentami 2-2,5 metra do góry. Wykręciliśmy 1500m i skuszeni ładnymi cumulusami w kierunku drugiego punktu polecieliśmy dalej. Niestety najlepsze co spotkaliśmy to podtrzymania do 0,5 m/s i tuż po 16-tej zlądowaliśmy nieopodal Rychwała w świeżo skoszonym ściernisku. Trochę za bardzo dzisiaj myśleliśmy, że będzie to jednak konkurencja prędkościowa, a nie odległościowa i nie wyhamowaliśmy w miejscu, gdzie były jeszcze słabe noszenia. Pewnie dlatego, że byliśmy w najgorszym miejscu za wcześnie. Kilka lub kilkanaście minut później widzieliśmy szybowce krążące w okolicy naszego pola. Zwyciężył dzisiaj Coutts, który zaskakująco poleciał mocno w bok od trasy, wykręcił podstawę i po doskonałości zaleciał najdalej z wszystkich zyskując nad nami ponad 200 punktów.

Łukasz Wójcik

20140803_17073920140803_170857

Dzień piąty – obszarówka dla odmiany…

Późny rozwój termiki nie pozwolił dzisiaj na wyłożenie dłuższej trasy, dlatego polecieliśmy dzisiaj na króciutką obszarówkę z czasem 1,5 godziny. Kierunek oblotu znowu na wschód. Miałem dzisiaj spory problem z wykręceniem się na wysokość pozwalającą na dobre odejście na trasę. Całe szczęście w ostatniej rozsądnej chwili znalazłem dobry komin i mogliśmy spod podstawy odejść na trasę. Lot do pierwszej strefy był gładki, najpierw złapaliśmy 2 metry, a w następnym 3,5 metrowym razem z peletonem długali dokręciliśmy podstawę. I to był koniec dobrych noszeń. Zaliczyliśmy pierwsza strefę i w locie do drugiej podkręciliśmy nieco w dwójce. Tam skuszeni ładnymi cumulusami wlecieliśmy dalej. Niestety zostaliśmy prze nie oszukani i z 500 metrów musieliśmy się ratować w kominie rzędu 1,2 m/s. Całe szczęście usilił się do 1,8 m/s. Wykręciliśmy sufit, ale brakowało może 200 metrów do dolotu, dlatego zatrzymaliśmy się jeszcze w okolicy Gostynia. Ja byłem niżej od Karola i musiałem zostać kilka minut dłużej. Niestety oddaliśmy dzisiaj nieco punkcików rywalom, całe szczęście była to tania konkurencja.

Łukasz Wójcik

Poniżej zdjęcie z miejsca, gdzie odbierałem Js-a od właściciela Mirka Hołysia :)

20140719_221708

Dzień czwarty – czwarta obszarówka

Pogoda dopisuje i latamy jak na razie codziennie. To cieszy, jednak zagrożenie burzowe nie pozwala za bardzo wyłożyć klasycznej trasy prędkościowej, dlatego codziennie latamy obszarówki. Tak było i dzisiaj. Polecieliśmy na dwugodzinne zadanie na wschód od Leszna. Groziły nam rozlewające się chmury z opadami przelotnymi, więc zdecydowaliśmy o wczesnym odejściu. Podstawa chmur osiągnęła 1400m a noszenia oscylowały w okolicach 2 m/s. Na pierwszym boku długo nie mogliśmy znaleźć dobrego noszenia, ale lot był w miarę płynny. Do drugiej strefy ułożył się zdrowy szlak, pod którym znaleźliśmy nawet 3,5 m/s. Błąd, który kosztował nas dzisiaj około 5 minut popełniliśmy odchodząc na trzecim boku za mocno na północ pod chmury, które wyglądały bardzo ładnie. Okazało się jednak, że nie nosiły tak dobrze, a Ci co poszli bardziej południem trafiali dużo lepsze noszenia. Całe szczęście nie straciliśmy dużo punktów, rywale nadrobili tylko nieco straty do nas. Pozycje utrzymane a jutro prawdopodobnie po froncie walczymy dalej!

Łukasz Wójcik

Poniżej kolejne fotki by StanisławMalinowski.com :)

Mistrzostwa2014LESZNO57 Mistrzostwa2014LESZNO14 Mistrzostwa2014LESZNO15 Mistrzostwa2014LESZNO16 Mistrzostwa2014LESZNO17 Mistrzostwa2014LESZNO18 Mistrzostwa2014LESZNO19 Mistrzostwa2014LESZNO21 Mistrzostwa2014LESZNO22 Mistrzostwa2014LESZNO23 Mistrzostwa2014LESZNO24 Mistrzostwa2014LESZNO25 Mistrzostwa2014LESZNO26 Mistrzostwa2014LESZNO27 Mistrzostwa2014LESZNO28 Mistrzostwa2014LESZNO29 Mistrzostwa2014LESZNO30 Mistrzostwa2014LESZNO31 Mistrzostwa2014LESZNO32 Mistrzostwa2014LESZNO33 Mistrzostwa2014LESZNO34 Mistrzostwa2014LESZNO35 Mistrzostwa2014LESZNO36 Mistrzostwa2014LESZNO37 Mistrzostwa2014LESZNO38 Mistrzostwa2014LESZNO39 Mistrzostwa2014LESZNO40 Mistrzostwa2014LESZNO41 Mistrzostwa2014LESZNO42 Mistrzostwa2014LESZNO43 Mistrzostwa2014LESZNO44 Mistrzostwa2014LESZNO45 Mistrzostwa2014LESZNO46 Mistrzostwa2014LESZNO47 Mistrzostwa2014LESZNO48 Mistrzostwa2014LESZNO49 Mistrzostwa2014LESZNO50 Mistrzostwa2014LESZNO51 Mistrzostwa2014LESZNO52 Mistrzostwa2014LESZNO53 Mistrzostwa2014LESZNO54 Mistrzostwa2014LESZNO56

Dzień trzeci – 2 godzinny bieg z przeszkodami

Ciekawe a może i nie.. jest na tych zawodach to, że pogoda codziennie różni się znacząco od tej prognozowanej przez naszych meteorologów. Na dzisiaj dostaliśmy krótszą trasę, bo jak nigdy od początku zawodów miały się rozwijać burze z silnymi zjawiskami. Burzy nie było ani jednej, za to momentami musieliśmy przelatywać przez spore obszary słabej termiki bezchmurnej. Noszenia były znacznie poniżej oczekiwań i jak przekraczały 2 m/s to warto było się w nich zatrzymać na dłużej. We znaki dały się także wczorajsze silne opady, które dodatkowo pogorszyły siłę termiki. Długo zwlekaliśmy z odejściem na trasę, lecz w końcu przecięliśmy linię startu ok. 14.40. Za nami poleciało kilka szybowców a cały, wielki peleton czekał jeszcze 20 minut. Połowa pierwszego boku przebiegała pod licznymi cumulusami, które nie dawały dobrych noszeń. Druga połowa zaskoczyła nas błękitem i strzępami chmur, które dawały tylko podtrzymania. Dopiero po przeleceniu pierwszego obszaru dolecieliśmy do czegoś w rodzaju konwergencji, pod którą wykręciliśmy 2,5 m/s. Do następnej strefy znaleźliśmy jeszcze kilka kominów, natomiast lepsze noszenia czekały na nas po nawrotce. Dolecieliśmy bowiem do dużych cumulusów, które znajdowały się na północ od naszych tras, które uraczyły nas trójkami. Dolot nie nastręczał problemów, trafialiśmy małe podtrzymania, które pozwoliły rozciągnąć dolot w ostatniej strefie do samego końca. Wynik dzisiaj po raz kolejny bardzo dobry, zadanie wykonana – miejsca w czołówce.

Łukasz Wójcik

Dzień drugi – 3 godzinny wyścig przed burzą

Na dzisiaj wszystkie prognozy zapowiadały lepszą pogodę, więc Jurek Mierkiewicz wyłożył ambitniejsze obszarówki na wschód od Leszna. Wystartowaliśmy z Karolem około 12.40 i szybko oddaliliśmy się w kierunku pierwszego punktu, by wybrać sobie najdogodniejszą trasę na odejście. Około godziny 14-tej planowaliśmy odlot na trasę, ale widząc czające się szybowce w pobliżu linii startu postanowiliśmy poczekać i wypuścić je na kilka minut do przodu. Odmeldowaliśmy się o 14.12 i ruszyliśmy w pogoń. Nie trwała ona długo, w połowie boku byliśmy już na górze peletonu. Na południe od Ostrowa dolecieliśmy do komina, w którym krążyły dwa szybowce z Michałkowa – Pw-5 i Pirat. Szczególnie pod wrażeniem musiał być pilot tego drugiego, gdyż momentalnie znalazł się w otoczeniu ok. 30 osiemnastek. Przed pierwszą strefą musieliśmy ominąć rozlanego congestusa, który zmoczył nas przez chwilę. Dolecieliśmy do końca obszaru i ruszyliśmy na północ w kierunku elektrowni Turek. Z zeszłorocznych zawodów w Ostrowie wiedziałem, że musimy być czujni w tym rejonie. Okolice Jeziorska często potrafią zaskoczyć słabszymi noszeniami. Nie było tak tym razem, ładne cumulusy dawały dobre noszenia a zasięg szybowca 18-metrowego pozwolił sprawnie ominąć gorsze rejony. W drugim obszarze dolecieliśmy pod ładnymi cumulusami do TMA Powidz i zawróciliśmy do 3 strefy w rejon Ostrowa Wielkopolskiego. Piętnastki i Openy przekazały nam informację o szlaku prowadzącym w stronę Leszna, więc skorzystaliśmy z okazji i wlecieliśmy pod niego by jeszcze przyspieszyć nasz lot. Opłaciło się. Chmury, które prowadziły od Krotoszyna do Osiecznej dobrze pracowały. Zadecydowaliśmy nawet o wydłużeniu lotu w ostatniej strefie (dolotowej), by nie przylecieć przed czasem. Na mecie zameldowaliśmy się jeden za drugim z najlepszą prędkością dnia – 139,2 km/h. Piękny wynik po dobrym zespołowym locie! Rozkręcamy się:)

W godzinę po naszym lądowaniu przyszła taka ulewa, że na dobre kilkanaście minut zrobiło się szaro a lotnisko zamieniło się w wielką kałużę. Mam nadzieję, że do jutra przeschnie na tyle, by móc kontynuować podniebne wyścigi. Na razie wygląda tak, jakby dopiero co zakończył się Przystanek Woodstock…

Łukasz Wójcik

Dzień pierwszy – 2,5 godzinny sprint

Pierwszy dzień Mistrzostw Świata w Lesznie upłynął pod znakiem dobrej pogody i krótkiej konkurencji obszarowej. Kierownik Sportowy zdecydował się wysłać wszystkie klasy na obszarówkę na południe od Leszna, najpierw na południowy zachód do Lubina, później w rejon Ostrzeszowa i na koniec w okolice Jarocina. Zdecydowaliśmy z Karolem i pozostałymi pilotami z innych klas o tym, żeby nie czekać zbytnio z odejściem. Polecieliśmy kilkanaście minut po otwarciu startu przelatując przez rój osiemnastek krążących na linii odejścia. W mętnym powietrzu szybko zgubiliśmy ogony. W pierwszy rejon wlecieliśmy do środka kręcąc dwumetrowe noszenia. Do następnej strefy lecieliśmy wzdłuż TMA Wrocław. Niestety na tym odcinku straciłem trochę wysokości do Karola i musiałem zbierać się z 600 m w rejonie Twardogóry. Całe szczęście komin był silny, najlepszy z całego dnia w porywach do 4 m/s. Wykręciłem prawie podstawę i dalej przez ładne chmury poleciałem do kolejnej, która uraczyła mnie mocną trójką i dalej już z PL polecieliśmy do ostatniej strefy. Spod dorodnych cumulusów wylecieliśmy na północ przez Ostrów Wielkopolski w obszar słabszej termiki. Przelecieliśmy przez kilka chmur i pod kolejną ładniejszą trafiliśmy 3,5 metra, z którego ruszyliśmy na dolot. Musieliśmy co prawda wydłużyć lot by nie przylecieć przed czasem, ale do Leszna prowadził dosyć dobrze noszący szlaczek, który pozwolił na szybki lot do mety.

Wyniki moje i ‚Karola bardzo dobre. Oby tak dalej.

Łukasz Wójcik „M”

Poniżej kilka fajnych zdjęć z rozpoczęcia Mistrzostw w wykonaniu StanisławMalinowski.com.

Mistrzostwa2014LESZNO12 Mistrzostwa2014LESZNO3 Mistrzostwa2014LESZNO4 Mistrzostwa2014LESZNO5 Mistrzostwa2014LESZNO6 Mistrzostwa2014LESZNO7 Mistrzostwa2014LESZNO8 Mistrzostwa2014LESZNO9 Mistrzostwa2014LESZNO10 Mistrzostwa2014LESZNO11