Szybowcowe Mistrzostwa Polski w klasie Standard 2009

Konkurencja 6.

Ostatni dzień zawodów był nerwowy dla czołówki. Było niemal pewne, że uda się rozegrać konkurencję za 1000 punktów, co przy małych różnicach punktowych między zawodnikami pierwszej dziesiątki mogło skutkować sporymi przetasowaniami – tym bardziej, że kierownik sportowy wyłożył konkurencję obszarową. Krótko po otwarciu startu lotnego okazało się, że do tego wszystkiego swoje dołożyła jeszcze pogoda, która zaczęła mieszać szyki pilotom. Warunki nad lotniskiem były jeszcze całkiem dobre – podstawa około 1600m, z całkiem niezłymi noszeniami, ale w pierwszej strefie – na północny zachód od lotniska – było całkiem ciemno. Pełne pokrycie średnimi chmurami wzbudzało obawy. Na szczęście dawało się do niej dolecieć – pod tym zachmurzeniem były noszenia, ale niezbyt gęste i nie zawsze silne. Po wydostaniu się z tej strefy lot na południe był już nieco łatwiejszy, choć pogoda zmieniała się dość szybko i nie wszystkim udawało się osiągnąć strefę bez problemu. W drugiej strefie udawało się znaleźć nawet 3-4 metrowe noszenia, później jednak trzeba było przeskoczyć spory odcinek w kierunku północno wschodnim, w którym noszenia były słabsze, lub nie było ich wcale. Przynajmniej tak to wyglądało w czasie, w którym mi przyszło pokonywać ten kawałek trasy. Z trzeciej strefy do domu prowadził za to szlak z bardzo dobrymi noszeniami, pozwalający na wykonanie szybkiego dolotu. Szybko zmieniające się warunki spowodowały, że zgodnie z obawami jednych, a nadziejami innych zawodników, tabla mocno się przemieszała. Pecha miał bardzo dobrze latający dotąd Maciej Adamski, który spadł z pierwszego miejsca na 6. Na najwyższy stopień podium awansował z 4. lokaty Tomasz krok, wyprzedzając Tomasza Rubaja zaledwie o 2 punkty! Na trzecie miejsce podium awansował piszący te słowa Piotr Jarysz. Tuż za podium, z niewielkimi stratami punktowymi uplasowali się Zbigniew Nieradka i Piotr Ligwiński.

Konkurencja 5.

Dzisiejszy dzień znów nie wyglądał na taki, w którym rozegramy jakąkolwiek konkurencję. Jednak krótko po odprawie zapadła decyzja o wyłożeniu grida, i zawodnicy zaczęli ustawiać szybowce na starcie. Zadanie było krótkie – wielobok o długości 12 km. Najpierw lot na zachód, pod wiatr, później z wiatrem na wschód – za Odrę i powrót na lotnisko, poprzez punkt dolotowy. Trudno było przewidzieć rozwój warunków, które zmieniały się bardzo dynamicznie i większość pilotów zdecydowała się na szybkie odejście. Jak się później okazało, wcale nie było ono dobre. Ci, którzy wyczekali, lub też musieli wyczekać, gdyż nie mogli „wykręcić się” w rejonie lotniska, trafili w znacznie lepsze warunki, które utworzyły się po nasunięciu się „okna” w średnim zachmurzeniu. Prędkość zwycięzcy wynosiła 108km/h – osiągnął ją Tomek Smólski latający na Jantarze std. Tymczasem większość zawodników osiągnęła prędkości pomiędzy 65, a 80km/h. Konkurencja jednak nie była zbyt wysoko punktowana i w czołówce tabeli nadal bardzo małe różnice punktowe. Czy do końca zawodów nastąpią jeszcze jakieś przetasowania w tabeli? Szanse na to są spore.

Konkurencja 4.

Już dzień przed 4. konkurencją spodziewaliśmy się bardzo dobrej pogody. Na porannej odprawie nutkę wątpliwości zasiał meteorolog,przedstawiając sondaże aerologiczne,z których wynikało, że grozi nam niska bezchmurna – zupełnie coś innego, niż oczekiwali zawodnicy. Na szczęście kierownik sportowy zaryzykował i zawierzając innym prognozom wyłożył królewski dystans – 500km. Trochę obaw wśród zawodników budziła odległość do najdalszego punktu zwrotnego – około 160km w linii prostej – w razie lądowania w polu w okolicy punktu sporo czasu zająłby powrót…. Po rozpoczęciu startów ziemnych okazało się, że warunki są dobre, podstawa chmur, układających się powoli w szlaki, szybko rosła. Chyba nikt nie miał wątpliwości, że długie oczekiwanie po otwarciu startu lotnego nie ma większego sensu i dość szybko wszyscy zawodnicy byli na trasie. Aż do drugiego punktu zwrotnego, Odolanowa położonego pod Ostrowem, nie było większych problemów. Dość silne noszenia i szlaki pozwalające na pokonywanie sporych odległości bez krążenia pozwoliły na szybki lot. Schody zaczęły się w pobliżu Leszna, gdy dolatywaliśmy do punktu zwrotnego Święciechowa. Noszenia zaczęły wyraźnie słabnąć i coraz trudniej było je znaleźć. A tymczasem trzeba było wrócić jeszcze na wschód – do Pogorzeli, zanim rozpoczął się mozolny lot pod wiatr do Zielonej Góry. Po minięciu Leszna, w drodze do domu, najlepszym wyborem okazał się lot południowym łukiem, po znanych wszystkim szybownikom lasach na południe od Sławy. Stał tam jeszcze szlak chmur cumulus, który prowadził do samej Zielonej Góry i mimo dość późnej pory dawał całkiem niezłe noszenia. Ci którzy wybrali opcję północną musieli się sporo natrudzić, by osiągnąć metę, a części pilotów się to nie udało. Konkurencję bardzo dobrze obleciał Łukasz Błaszczyk, który osiągnął prędkość 98km/h. Największym pechowcem okazał Się Kszysztof Sobiecki, który wylądował w rejonie Pogorzeli, około 120km w linii prostej od lotniska…

Konkurencja 3.

Od rana mało kto wierzył w możliwość rozegrania konkurencji. Wczorajsza prognoza dawała centrum niżu nad Polską, rano zawodników obudził deszcz… Niebo z pełnym pokryciem powodowało, że prawie nikt nie wziął poważnie słów kierownika sportowego o planowanym na godzinę 13 gridzie. Tymczasem przed południem pogoda zaczęła się szybko poprawiać. Grid ostatecznie wyłożony został na 12:30 i już o 13 szybowce krążyły nad Zieloną Górą. Podstawa nieco niższa niż poprzedniego dnia – około 1200m. Zadanie podobne – obszarówka z czasem 1h i 15min. Do pierwszej strefy część pilotów poleciała północną, część południową stroną. Obie koncepcje przyniosły, jak się zdaje, podobne rezultaty. Największy problem sprawiła ostatnia strefa, w której powstała spora dziura w cieniu, ze słabymi noszeniami. Konkurencję wygrał zawodnik z Niemiec – Ingo Trenteli, który osiągnął prędkość 126km/h. Konkurencja była „tania” – zaledwie 308 punktów, więc w tabeli nadal ciasno i do rozstrzygnięcia zawodów mamy wciąż daleko.

Konkurencja 2.

Dziś wyłożona została konkurencja obszarowa – minimalny czas oblotu 1h 15min, czyli bardzo niewiele. Mimo, że warunki dzisiejszego dnia okazały się lepsze od oczekiwań, pogoda większości pilotów sprawiła pewne problemy. Warunki zmieniały się bardzo dynamicznie i szlak, po którym leciało się do strefy, po zawrotce już zupełnie nie istniał, mimo, że upłunęło zaledwie kilkanaście minut. W tych warunkach najlepiej poradził sobie Leszek Staryszak, który osiągnął prędkość 149km/h(!). Wynikiem tym zdeklasował pozostałych zawodników. Rezultat ten osiągnął dzięki optymalnemu wykorzystaniu szlaków. Na trasie wykonał zaledwie 3 kółka, jak twierdzi,niepotrzebnie :). Pozostali nie uniknęli choćby przejściowych kłopotów, wykręcania się z małych wysokoći, szerokich obejść, a wielu skończyło przygodę w polu. Termika skończyła się dość gwałtownie po nasunięciu łachy zachmurzenia warstowego i ci, który dolot musieli kręcić zbyt późno, nie osiągali już lotniska.

Konkurencja 1.

Po trzch dniach oczekiwania wreszcie udało nam się oderwać od ziemi i rozegrać konkurencję. Prognozy były niejednoznczne i kierownik sportowy przyszykował 4 warianty trasy – od 190 do 300km. Po dość długim oczekiwaniu na starcie zapadła w końcu decyzja – wariand „D”, czyli najkrótszy. Kiedy startowaliśmy, chmury był jedynie na północy, i to dość daleko, tymczasem trasa wyłożona była na wschód i długo zapowiadało ię, że zrobimy ją własnie na bezchmurnej. Na szczęście około godziny 14 zaczęły pojawiać się pierwsze strzępki cumulusów, które z czasem przekształciły się w całkiem ładny szlak układający się na kierunku oblotu trasy.Chmury te najlepiej wykorzystał dziś latający na Discusie 2a Tomek Rubaj – osiągnął prędkość 119km/h. Rezultat ten osiągnął mimo bardzo wczesnego odejścia, choć wszystkm wydawało się, że optymalnie było dziś wyczekać, aż warunki się rozwiną odpowiednio dobrze. Ci którzy wyczekali nazbyt długo mieli jednak problemy, gdyż późnym popołudniem bardzo szybko nasunął się altostratus skutecznie tłumiący termikę – najbardziej odczuł to Irek Kopeć, który osiągnąwszy późno ostatni punkt zwrotny, zmuszony został do lądowania w Lesznie – powrót do Zielonej Góry był już niemożliwy. Na razie nie wiadomo cego spodziewać się po jutrzejszym dniu – w chwili gdy piszę te słowa na lotnisku rozpozyna się opad deszczu…