Szybowcowe Mistrzostwa Polski w klasie Otwartej 2009

6 konkurencja

Błękit nieba przemazany cirusem, słaba termika bezchmurna i silny wiatr wschodni – tak wyglądała dziś poranna pogoda. Zadaniem dnia była konkurencja obszarowa z czasem oblotu początkowo 3 godziny, ostatecznie zmniejszone do 2,5 godz. Kilkakrotnie przesuwano także starty ziemne. Ostatecznie gdy szybowce wzbiły się w powietrze termika także ruszyła. Noszenia sięgały nawet 3 m/sek. Szybowce z łatwością osiągały wysokość 1500 metrów nad poziom lotniska, a po otwarciu startu lotnego nawet do 1700 m. To pozwoliło na dobre odejście w kierunku pierwszej strefy na zachód od lotniska. Część zawodników dolatywała nawet za Zieloną Górę i tak załamywała trasę. Po drodze szybowce łapały noszenia 2-3 metrowe. Dziś nosiły lasy więc warto było nad nimi szukać wznoszeń. Dzisiejszy zwycięzca Tomek Rubaj zaliczył pierwszą strefę w rejonie Zielonej Góry. Następnie ponownie przeleciał nad „dużym lasem” w rejonie Sławy i skierował się na lasy w rejonie Wąsoszy. Inną koncepcję miało część zawodników którzy z pierwszej strefy ruszyli prosto na wschód przez rejon lotniska do trzeciej strefy. W ten sposób przelatywali także przez strefę drugą, którą nie dało się niezaliczyć. Po prostu leżała na trasie do strefy trzeciej. Trochę to zawiłe i wesołe z punktu widzenia logiki, ale tak chciał dziś kierownik sportowy. Na całym drugim boku pod wiatr można było łapać noszenia 2-3 m/sek z pułapem ok. 1500 m. Sytuacja nieco pogorszyła się w rejonie trzciej strefy stąd większość pilotów zaliczała ją tylko minimalnie i z wiatrem kierowała się do okrągłej strefy dookoła lotniska Łysiny. W zależności od zapasu wysokości piloci wlatywali w tą ostatnią (dolotową) strefę i następnie po krótkim dolocie meldowali się na taśmie. Zwycięzcą dnia został Tomek Rubaj na nowo zakupionym Discusie. Widać powoli wlatuje się Tomasz w tą maszynkę.Drugi był w dniu dzisiejszym doskonale latający Karol Staryszak, a trzeci Andrzej Śmieliewicz. Ostrą rywalizację o medale najlepiej ilustrują wyniki po trzech konkurencjach. Pierwszy jest Karol Staryszak natomiast drugie i trzecie miejsce zajmują z tą samą liczbą punktów Andrzej Śmielkiewicz i Zbyszek Nieradka. Oj przydała by się jutro ostatnie, rozstrzygająca konkurencja. Ale czy pogoda pozwoli ? Niestety prognozy są mało optymistyczne. Ale ? Kto wie… Kto wie….
JK

5 konkurencja

Po wczorajszym wystrzałowym dniu przyszło dziś pokonywać trasę na termice bezchmurnej. Co prawda prognozy były całkiem inne, nawet po starcie wyskakiwały liczne cumulusy dające noszenia powyżej 3 m/sek, ale cóż z tego jak chmury układały się wszędzie tylko nie w kierunku oblotu trasy czyli na wschód. Tutaj rano pojawiło się kilka chmurek, ale szybko sę rozpadły. Tuz przed startem kierownik sportowy zawodów zmniejszył zadanie dnia do trasy długości 332 km z punktami zwrotnymi w Błaszkach, Kościelcu i Dolsku. Większość zawodników odeszła z linii startu lotnego pomiędzy 13.35 – 13.50 Po drodze noszenia osiągały wartość od 3 do 5 m/sek. Jak zawsze najintensywniej nosiły lasy w rejonie kopalni Turek. Klasą dla siebie byli dziś dwaj Włosi: Stefano Ghiorzo i Thomas Gostner. Do zwycięstwa dowiozły ich dziś dwie nowo zakupione Diany 2.Na trzecim miejscu uplasował się lider – Karol Staryszak. Na jutro prognozowana jest także termika bezchmurna.

4 konkurencja

Kiedyś śpiewało się „Ach co to był za ślub…” , a dziś można zawołać „cóż to był za dzień, cóż to był za lot…” A wszystko za sprawą pięknego wyżu napływu mas z północnego wschodu. Trudno więc było oczekiwać mniejszej trasy niż 500 km. I tak się też stało – zadaniem dnia był wielobok o długości 517 km. Czy to nie za mało mówili niektórzy. I nie bez racji bowiem na trasę można było śmiało odchodzić już o godzinie 11-tej, a szybowcowa pogoda gasła dopiero po godzinie 19-tej, kiedy już większość pilotów chłodziło emocje w napojach relaksacyjnych. Wracając do chronologii – zaraz po starcie noszenia osiągały wartości 3-4 metrów/sek. Podstawa chmur dochodziła do 1800 metrów. Większość zawodników nie zwlekała więc nadto z odejściem na trasę. Jednym z ostatnich przecinających linię startu był Janusz CENTKA. Tym czasem czołówka zbliżała się już do pierwszego punktu zwrotnego w Bronowie. Lot przebiegał bezstresowo pod dorodnymi cumulusami układającymi się w szlaki. Podobnie lot do drugiego punktu zwrotnego w Rzepinie. Trzeci bok dugo ci 137 km był nieco poprzecinany obszarami o nieznacznej przewadze błękitu, ale nadal pozwalał utrzymywać prędkość przelotową w granicach 130 km/godz. Punkt zwrotny Lubin i lot w kierunku poligonów. W tym czasie na czoło stawki wysunął się doskonale dziś usposobiony Karol STARYSZAK. Jego Papa Lima ciął dziś powietrze jak super Jet. Jako pierwszy dotarł do ostatniego punktu w Brodach. Co ciekawe nie leciał pod ciemnym szlakiem zahaczającym o tak lubiane przez pilotów poligony, a dziś ograniczone strefą EPP 31 tylko wybrał wariant nieco na północ. Uniknął tym samym dylematu czy już wolno, czy jeszcze nie wolno wlecieć w strefę EPP-31, która była zamknięta dla pilotów do godziny 15.00 Dla pilotów lecących nieco z tyłu owa kwestia zegarkowa stanowiła pewien problem. Wszak wlecenie w ową strefę nawet 15 sekund za wcześnie mogło skutkować zakończeniem dzisiejszego lotu. Rozbrzmiały więc w eterze zapytania o dokładny czas. Kto mniej precyzyjny wolał na wszelki wypadek ominąć problem z północy. Gdy czołowa grupa zawodników szykowała się do dolotu na 60-70 kilometrze dzisiejszy lider zgłaszał już 10 kilometr. Byli i tacy jak Paweł Frąckowiak, który dolot wykonał z odległości 120 km. No no… zupełnie jak w Afryce. Zwycięzcą dnia był oczywiście Karol Staryszak osiągając fantastyczną prędkość 142 km/godz, drugi w konkurencji Tomek Rubaj osiągnął na swoim Discusie 132,3 km/godz, trzeci natomiast – Andrzej Śmielkiewicz – 138,7 km/godz. Brawo Panowie, brawo !!! Pozostali zawodnicy też mogą zaliczyć dzień do udanych. Śmieszne wydawały się skwaszone miny niektórych kolegów, którzy z rezygnacją mówili: „miałem dziś jedynie 130 km/godz…” A może to i pogody lepsze, i szybowce szybsze i piloci coraz doskonalsi….. A jeśli Tak to tylko można się cieszyć.

Tym czasem na szczycie tabeli znów zmiana lidera. Na miejsce to powrócił Karol Staryszak wyprzedzając Mirka (Christoph’a) Matkowskiego i Zbyszka Nieradkę. A ponieważ pogoda nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa więc można mieć nadzieję na dalszą interesującą walkę zwłaszcza, że kolejni w kolejności jak Andrzej Śmielkiewicz, Przemek Bartczak i Thomas Gostner nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.

3 konkurencja

Gdyby spytać kogokolwiek z pilotów jaki jest sen szybownika to każdy zapewne opowiedziałby o szlakach cumulusów i noszeniach 3-4 m/sek. Taki sen ziścił się w dniu dzisiejszym gdy rejon Leszna dostał się pod wpływ klina wyżowego z ośrodkiem nad Norwegią. Na dobra sprawę można byłoby ruszać na trasę już o godzinie 10.00 Ale ponieważ rozgrywamy zawody to wszystko ma swój porządek. Także wysokości odejścia na trasę. A ten warunek przysporzył wielu pilotom sporo emocji zarówno przed rozpoczęciem konkurencji jak i po odczytaniu zapisów rejestratorów po locie. Niestety chwila nieuwagi i dla kilku pilotów spore kary punktowe. Zadaniem dnia był oblot trasy o długości 489 km. Dość mocny wiatr północny i noszenia sięgające 3-4 m/sek plus długa trasa zachęcały zawodników do szybkiego rozpoczęcia konkurencji. Większość z nich odeszła na trase kilka minut po otwarciu startu lotnego. Jedynie Jurek Kolasiński odczekał i odszedł pół godziny po całej stawce. Warunki były na tyle mocne, że każdy miał dziś dużą przyjemność z latania. Oczywiście niajszybciel śmigali właściciele 18-metrowych klapówek. Ale także standardy nie miały powodów do narzekań. Po zaliczeniu I pz w Kościanie rozpoczął się lot pod szlakiem. Punkty zwrotne wyznaczone na przemian na południu i na północy pozwalały zaliczać kolejne odcinki trasy pod wiatr lub z wiatrem ale zawsze po d szlakami.część pilotów osiągnęło wysokość dolotową już przed ostatnim punktem zwrotnym w Szprotawie. Ostatnie 60 km to szybki dolot z prędkościami przekraczającymi często 200 km/h. najlepiej z zadaniem dnia uporali się: Zbigniew Nieradka (v-122,4 km/h – szybowiec LS-8), drugi był Przemysław Bartczak (v – 121,4 km/h – szybowiec LS-8), a trzeci Jurek Kolasiński ( v- 127,8 km/h – szybowiec Ventus 2cxt). Można by rzec, że dziś zwyciężyły LS-y. Po trzech konkurencjach na prowadzenie wyszedł Przemek Bartczak, tuż za nim pozycję wicelidera zajmuje Christoph Matkowski, a dotychczasowy lider Karol Staryszak spadł na trzecie miejsce. Prognozy przewidują nadal tak doskonałą pogodę dlatego można mieć nadzieję na kolejne udane konkurencje.

2 konkurencja

Poranek przywitał uczestników Mistrzostw Polski silnym południowo zachodnim wiatrem. Na dodatek zachmurzenie wysokie skutecznie tłumiło termikę. Nic więc nie wskazywało na to by powstały warunki do rozegrania drugiej konkurencji. A jednak udało się. Decyzją kierownika sportowego szybowce musiały stawić się na starcie o godz. 12.10. Szybkie manewry i warunek został spełniony. Potem nastąpiło zwyczajowe czekanie na sprzyjający układ pogodowy. Po początkowym odłożeniu startu ostatecznie „ogary poszły w las”. Po stracie podstawa chmur nie przekraczała 900 m. Noszenia jednak dochodziły do 2 m/sek. Start lotny został otwarty i zawodnicy ruszyli na trasę konkurencji obszarowej o czasie minimalnym 2 godz. Do pierwszego obszaru szybowce sunęły pod wiatr spadając często na wysokość 300-400 metrów. W rejonie pierwszej strefy biegnącej aż za Zieloną Górę pojawił się szlak cumulusów. Zwycięzcy dzisiejszej konkurencji znaleźli go i wykorzystali aż po granice strefy. Drugi bok był znacznie łatwiejszy. Najlepiej zrobili ci, którzy szlakiem południowym, przez Głogów sunęli z prędkością do 200 km/godz. W okolicach Leszna wykręcali ostatni komin, by następnie zaliczyć strefę opartą wierzchołkiem o Kąkolewo i poprzez niewielką strefę dookoła Osiecznej osiągnąć linię mety. Doskonałą formą błysnęli dziś latający na długich skrzydłach Mirosłąw Wysocki (112,9 km/h i pierwsze miejsce) oraz Robert Ślęczkowski (112,9 km/h i trzecie miejsce) Rozdzielił ich doskonale latający Karol Staryszak (105,0 km/h). Po dwóch konkurencjach Karol Staryszak wyszedł na prowadzenie, przed Mirkiem Matkowskim i Przemkiem Bartczakiem. Kolejne dni zapowiadają więc bardzo zaciętą walkę.

JK

1 konkurencja

Po przejściu układu frontów od rana nad Lesznem świeciło słońce, a niebo „pomazane” było pasmami chmur wysokich – cirrus. Prognozy nie nastrajały optymistycznie bowiem przewidywano umiarkowaną termikę bezchmurną. Istotnie termika budziła się bardzo wolno co zapewne spowodowało zmianę zadania. Ostatecznie kierownik sportowy Jerzy Mierkiewicz wyznaczył na dziś konkurencję prędkościową o długości 211 km z czterema punktami zwrotnymi. Zawodnicy nie kwapili się z odejściem na trasę starając się nabrać jak najwięcej wysokości przed startem lotnym. Pierwsi na trasę ruszyli Zawirski i Nieradka. Dopiero po kwadransie przecięli linię startu kolejni zawodnicy. W drodze do pierwszego pz w Przylepie zawodnicy musieli pokonywać rozległe obszary pozbawione termiki. Nawet słynny „duży las” nie dawał tego co zwykle. Stąd też prawie każdy z pilotów przeżywał chwile niepokoju wykręcając się z małych wysokości. Po zaliczeniu 1 pz termika jakby poprawiła się. Można było trafić nawet noszenia przekraczające 2 m/sek. Niestety pułap noszeń często nie przekraczał 1100 m.Po osiągnięciu 2 pz w Przedmieściu część zawodników wykręcała wysokość bliską wysokości dolotowej. Inni natomiast dochodząc do 3 pz musięli martwić się o to by w słabych noszeniach dokręcić wymaganą wysokość. Kolejno zawodnicy meldowali się na taśmie w Lesznie. Najlepiej uporał się dziś z tras Przemek Bartczak (v-81,9 km/h), drugi był Paweł Frąckowiak (v -83,9 km/h) a trzeci Ervin Salzinger (v – 87,8 km/h). Niestety kilku pechowców lądowało w niewielkiej odległości od linii mety. Trasa choć niedługa dostarczyła zawodnikom sporo emocji.

JK