Szybowcowe Mistrzostwa Polski w klasie klub – Lisie Kąty

Konkurencja 5

Nie będę długo się rozpisywał. Pogoda w ostatnim dniu zawodów nie była przyjemna. Co prawda były cumulusy i pod tymi ładnymi nosiło, ale lot pod kłakami nie dawał nawet podtrzymania. Stwierdziliśmy (Ja, Kornaś, Czeladź), że i dzisiejszego dnia reallizujemy swoja koncepcję bez ogladania się na innych. To co w poprzednich dniach się udawało dzisiaj przy zmiennych warunkach nie do końca. Dopadł nas peleton, który odchodził 3 minuty po nas i wówczas niewiele można było zrobić, tylko w spokoju utrzymywać wypracowaną przewagę punktową w poprzednich konkurencjach. Udało się i zdobyłem tytuł Mistrza Polski. Fajnie mi się latało z Kornasiem (srebrny medalista) a Czeladź pod koniec zawodów pokazał dynamit w swoim lataniu.

Leszek D

20140809_200450 20140809_211401

Konkurencja 4

Szczęśliwie znaleźliśmy się pomiędzy dwiema strefami frontowymi w obszarze podwyższonego ciśnienia. Obszar ten był na tyle wąski, że dzisiejszego dnia mogliśmy odczuć wpływ jednego frontu jak i drugiego.

Dzisiejszy lot pokazał siłę Teamu, już nie dwójką jak dotychczas a polecieliśmy trójką. Ja, Kornaś i Czeladź. Współpraca dobrze się układała i trudy przelotu rozłożyły się równo. Ja z Kornasiem pociągnąłem pierwsza i drugą strefę, za to Czeladź nie strudzony długim lotem nie pozwolił nam zwolnić w końcówce.

Podczas całego lotu były dwa miejsca, które budziły pewne wątpliwości. Mianowicie pogorszenie warunków na południu w pierwszej strefie co było związane z oddziaływaniem frontu. Wymusiło to na nas decyzje o wcześniejszym nawrocie niż zakładaliśmy przed startem. Ta decyzja niosła za sobą niebezpieczeństwo, że może zabraknąć nam następnych stref, żeby zmieścić się w wyznaczonym czasie dla obszarówki. Po rozciągnięciu na maksa miejsca nawrotu w dwóch następnych strefach program pokazywał, że powinno być ok. Zrobiliśmy co mogliśmy a i tak byliśmy trochę przed czasem. Nie mniej nie miało to większego przełożenia na wynik. Czeladź  dostał po współczynniku, bo tak to były by 3 pierwsze miejsce.

Leszek D

Adam Czeladzki

Adam Czeladzki

Teem się opłacił. Zaproponowałem Leszkowi, że polecę z nimi bo lecąc na lepszym szybowcu to pewnie się utrzymam a może się na coś przydam żeby ochronić tytuł. Ja przy okazji chciałem zobaczyć jak się lata w tej klasie bo nie szło mi dobrze.

No i taktyka się sprawdziła.

Do pierwszego zwrotu Leszek i Koraś wyrabiali sobie przewagę wysokości co mnie trochę niepokoiło ale przed zawrotem dostrzegłem rozlewające się górne pokrycie i doradziłem wykręcenie się po 60 km rajdzie bez krążenia. Kornaś jak na życzenie znalazł ostatni dobry komin ponad 3 m/s i dokręciliśmy sufit. Zgodnie z moimi przewidywaniami warunki gwałtownie się pogorszyły więc mieliśmy do wyboru albo mocno odbić na północ albo zawracać ryzykując że nie będzie po czym latać w pozostałych sektorach. Po krótkiej naradzie chłopaki zawrócili (Kornaś chyba niżej) a ja dużym łukiem na północ zawróciłem odbijając pod lepsze warunki. Nie podobało mi się to ale czysty zawrót związany by był z ryzykiem powrotu po słabych warunkach i spadnięciem do ryzykownej wysokości.

Na szczęście dobre warunki utrzymały się w drugiej strefie i mimo że prędkość mi spadła do poniżej 100km/h zobaczyłem wysoko nad sobą chłopaków jak oni wychodzili a ja akurat złapałem naprawdę silny komin (ponad 4m/s). Co prawda ich znowu zgubiłem ale podniosło mnie to na duchu i zwrot w drugiej strefie robiliśmy chyba razem choć nie widzieliśmy się.

 

Na ponad 90 km odcinku pod wiatr (a w klasie klub to jest dużo ) znowu spotkałem chłopaków nieco wyżej gdy sygnalizowali już zmęczenie i obawiali się popełnić jakiś głupi błąd. Upewniłem ich słownie, że dobrze lecą bo prędkość mimo lotu pod wiatr z powrotem wróciła na ponad 100km/h. Udało mi się dogonić ich w jakimś kominie gdzie razem z ptakami krążyliśmy w ponad 3 m/s… chyba dołem lepiej brało.

 

Po doleceniu do trzeciej strefy wyszło, że nawet gdy dolecimy do końca istnieje poważne ryzyko że przylecimy przed czasem. Ryzyko to malało bo trzeci obszar w ostatnich 8 km był całkowicie pod pełnym pokryciem. Po wykręceniu się mieliśmy do wyboru albo pójść w lewo lub prawo co nie doprowadziło by nas do końca sektora i odwiodło od kreski albo pójść jak sugerowałem “na szagę” czyli po prostej do końca sektora. Co prawda Leszek zapytał się co to znaczy “na szagę” ale ja wyliczyłem że nawet jak nas nie podtrzyma to wrócimy na jakiś 1000 m z tej durnej wycieczki i tak rekomendowałem. Polecieliśmy, trochę podtrzymało wróciliśmy na tych 1100m ale komin na krawędzi warunków już zdechł i Leszek z wyczuwalnym wyrzutem powiedział “I co teraz? nie zostawiliśmy sobie planu B”. Trochę poczułem się winny i mając na uwadze mój słaby wynik i jego walkę o złoto, wyszedłem do przodu szukać czegoś lepszego. Leszek doradził, żeby się choć trochę podkręcić więc zrobiłem jeszcze kilka kółek i ruszyłem dziarsko na poszukiwania do przodu. Nie było to konieczne bo miałem dwie minuty zapasu ale nie wiedziałem ile Leszek ma a wydawało mi się, że musi gnać.

 

Potem okazało się że podtrzymujące kłaczki zamieniły się w świeży szlak i lecąc coraz szybciej z chyba zbędną dokrętką popruliśmy do mety. Przylatując trochę ponad minutę przed czasem.

Leszek wygrał Kornaś był drugi a ja ze współczynnikiem –3% i przyleceniem prawie dwie minuty przed czasem zostałem oceniony jako ósmy. To najlepiej w tych zawodach więc myślę, że wszystkim się opłaciło.

W każdym razie podobało się nam.

Czeladź

Konkurencja 3

 

Jeszcze przedwczoraj prognozy na dzisiaj dawały opad deszczu dla Grudziądza a tym czasem ranek przywitał nas słońcem. Grid został wystawiony wyjątkowo wcześnie na godzinę 11. Na początek dostaliśmy 300-tkę, którą na szczęście Jamajek zmienił na trochę krótszy wariant i przede wszystkim zmienił kierunek oblotu. Dzięki temu uniknęliśmy późnych powrotów z północy z kierunku, którego wygasiło termikę. Dawało to manewr na odejściu dlatego odczekałem trochę, aż warunki się ukształtują, tym bardziej, że nad samym lotniskiem z początku szału nie było. Nad Borami niebo było usiane cumulusami, z drobnymi połączeniami. Tym razem te chmury były nisko i nie były tak wyraźne jak w dniach poprzednich. Po odejściu i przeskoczeniu przez dziurę nad Wisłą pierwsza chmura dała stabilne 3 metry, rozochociło to moje zapały i zamiast podkręcić podstawę uznałem, że wypracuję wysokość wybierając pod następnymi chmurami, trochę się przeliczyłem, ale mimo to utrzymywałem dobre tempo. Nie było jednego wyraźnego szlaku więc trochę zygzakowałem moim Jantarem. Po zaliczeniu punktu Brusy dalsza trasa biegła na południe pod Bydgoszcz. Mimo, że mój lot przebiegał nad obszarami bez leśnymi, chmury dawały podobne noszenia jak te nad Borami. Dodatkowo wiatr w ogon pozwolił utrzymać dobrą prędkość. Kolejny punkt to lot w stronę Borów i powrót przez 52 kilometry do Lisich. Po ostatnim punkcie czekałem na 3 metrowy komin dolotowy, pierwsze chmury nie dały nic specjalnego, zdecydowałem się, na kolejny przeskok pod ładnie wyglądając Cu. Opłaciło się, z 700 metrów złapałem 2,5m/ i w tym kominie wykręciłem dolot.

Poniżej zdjęcie z wczoraj po przejściu burzy

Leszek D

2014-08-05 14.34.34

 

Konkurencja 2

Na odprawie przyszło mi odebrać nagrodę za wygraną konkurencje dnia poprzedniego. Kornas, z którym współdzieliłem trudy pierwszej konkurencji niestety leciał za blisko strefy zakazanej, dodatkowo manewrem wybierania musiał ominąć inny szybowiec i naruszył strefę o całe dwa metry. Niestety jego los podzieliło więcej pilotów.

Dzisiaj kierownik sportowy Jamajek wytrzymał presje i długo przytrzymał pilotów na gridzie czekając na poprawę pogody. Opłaciło się i po 14 wypuścił szybowce w powietrze. To był ten moment, w którym pogoda zmieniła się o 180 stopni. Alto zniknęło i zaczęły wyskakiwać cumulusy o wysokich podstawach. Zadaniem dnia była obszarówka z czasem oblotu 1:45. Z racji późnej pory i dogodnych warunków na odejściu większość szybowców wystartowała do wyścigu jak w zawodach grand prix. Jedni byli wyżej inni niżej, niektórzy wykorzystali falę i mieli 400 metrów więcej. Ja z racji startu z ostatniego rzędu nie nawiązałem kontaktu z falą i wystartowałem spod podstawy. Początek lotu to mimo wszystko macanie pogody. Trochę niepewności co do rozwoju warunków i wyboru najlepszego wariantu lotu wpłynęło na drobne błędy. Po pierwszej strefie długo nie mogłem się zdecydować jak polecieć czy na południe czy wrócić po tych samych chmurach w stronę lotniska i potem odbić w stronę strefy. Pokręciłem trochę nosem szybowca i decyzja sama zapadła, odleciałem już w stronę południową w stronę drugiej strefy. Nie był to najszybszy odcinek. Kilometry wolno umykały a strefa ciągle była daleko. Po wschodniej stronie Wisły chmury zaczęły układać się w szlaki i budować się w pionie, dzięki temu powrót był bardzo szybki.

Konkurencja remisowa, jednakże o te sekundy byłem lepszy od konkurentów.

 

Leszek Duda

Konkurencja 1

Ciepłe powietrze, które za sprawą wyżu znad zatoki fińskiej przyniosło nad Polskę falę upałów nie sprzyja przedlotowej krzątaninie przy szybowcu. Początek zawodów powoduje, że pewne rzeczy wychodzą w praniu i zamiast wylegiwać się w chłodnych murach lotniskowej kawiarenki wolne chwile wykorzystywałem na poprawę pewnych mankamentów mojego Jantara. Polerowaniem skrzydeł i kadłuba zajęła się Ala, do mnie należało spięcie elektroniki w jedną całość. Ze względu na to, że w sobotę odwołano konkurencje mogłem na spokojnie wykorzystać ten dzień na oblot szybowca i dobrze, że tak się stało bo nie obyło się bez drobnych wad, które należało usunąć.

Dzisiaj było wiadomo, że polecimy. Prognozy dawały na popołudnie cumulusy z podstawami 2800. Jednak, aby w tych masach termika ruszyła, słońce musiało mocno nagrzać ziemię. Starty zaczęły się o 12 30, w powietrzu było już dobrze, komin po wyczepieniu wyniósł mnie na 2500 metrów. Dostaliśmy do oblecenia wyścigówkę po łamańcu, z punktami po zachodniej stronie Wisły. Odejście z południowego skraju linii jeziora Tarpno dawało dobre połączenie z Borami. Sam lot można uznać za przyjemny i szybki. W rejonie lotów utworzyły się dwa szlaki oddalone od siebie o 20 kilometrów, pod którymi przyszło mi dzisiaj latać. Do pierwszego punktu chmury idealnie się układały się. Powrót podobnie pod szlakiem w stronę drugiego punktu. Tutaj można było wrócić pod ten sam szlak, który o 50 stopni odbijał od punktu lub wybrać drugi wariant lotu bardziej na południe. Zdecydowałem się na szlak spod ,którego wyleciałem i który dawał dobre kominy. Długi przeskok jedno podebranie i wariometr oparł się o maksymalną wartość 5m/s, Cambridge pokazał uśrednioną wartość z całego komina 5,6m/s zysk wysokości wyniósł 900 metrów. Właściwie było by dobrze gdyby nie ograniczenie FL 85 w rejonie TMA Gdańska i dziura między szlakami w stronę 3 punktu Czersk. Plan, żeby z wiatrem (40km/h) wykręcić podstawę i zrobić punkt przez długi przeskok nie wypaliły i należało skupić się na wypracowaniu wysokości dolotu w locie po prostej pod nowym południowym szlakiem. Udało się i to ponad miarę szlak pracował i dawał mocne kominy.

Jest to mój drugi przelot na Jantarze w tym roku. Praca instruktorska nie pozwoliła mi na własny trening. Za to mogę poszczycić się 1707 startami i lądowaniami i 25 wyszkolonymi uczniami od początku sezonu. Dzisiaj z prędkością 117,4km/h zająłem drugie miejsce, dobrze, że tego się nie zapomina tak łatwo.

Leszek D

20140802_140051[1]