Szybowcowe Mistrzostwa Polski w kl. Club 2012

4. lipca – dzień nielotny

lisie_katy_brzoza

Już drugi dzień nad rejon Lisich Kątów napływają kolejne burze. Ich szczególne nasilenie przypada na pory nocne. Piloci wyskakują więc z łóżek by czuwać przy swoich drogocennych szybowcach. Całe szczęście potężny szkwał przeszedł o 100 metrów obok i wyrwał dorodne drzewo. Szybowce ocalały, auta też, a brzózka będzie dziś stanowiła dobre paliwo dla ogniska na którym uczestnicy Szybowcowych Mistrzostw Polski w klasie klub upieką swoje kiełbaski . A wszystko po to by wywołać lepsza pogodę.

Zakończenie

Znów od rana nadzieje na latanie. Toptherm podaje możliwość wykonania przelotów 300 kilometrowych. Niestety w rejonie Włocławka powstaje nowa burza, która po godzinie jest już u nas. Skończyło się manewrami przy wózkach i krótkim deszczem. Nasze nadzieje na rozegranie zawodów topnieją z każdym dniem.

Jurek

5.lipca – dzień nielotny

Dziś zanosiło się na rozegranie konkurencji. Co prawda poranek był pochmurny ale szybko chmury niskie zaczęły się rozmywać odsłaniając błękit, a na nim pierwsze cumulusy. Wszyscy z ochotą ruszyli do ustawiania szybowców na starcie. Temperatura także szybko rosła. Z dołu chmury wyglądały zachęcająco. Niestety sonda nie mogła wznieść się powyżej 700 m. W nadziei na poprawę pogody kierownik sportowy zawodów Krzysztof Herczyński wyznaczył zadanie dnia w postaci konkurencji prędkościowej na trasie trójkąta 100 km. Starty ziemne ruszyły o 15:15. Niestety szybowce ledwo utrzymywały się w powietrzu, a co gorsza podstawa chmur nie przekraczała 750 metrów. W takiej sytuacji konkurencja została odwołana. Najwytrwalsi zawodnicy utrzymali się w powietrzu dwie godziny, ale było to latanie balonowe bez szans na pokonanie większych odległości. Czas nam się kurczy. Pozostały tylko dwa dni, a prognozy pogody nie nastrajają optymistycznie. Pozostaje jednak nadzieja, że może jutro wykroimy konkurencję zaliczająca zawody.

Jurek

Konkurencja 2.

Jesteśmy po froncie chłodnym ! Tak więc jest szansa na lepsze latanie. Tak się też dzieje bo zadaniem dnia jest konkurencja prędkościowa długości 255 km. Pierwszy pz znajduje się 119 km na północny zachód od linii startu, a drugi 59 km na zachód od lotniska. Początkowo termika nas nie rozpieszczała. Noszenia wahały się między 1-2 m/sek. Jednak stopniowo podstawa chmur zaczęła się podnosić. Gdy odchodziłem na trasę sięgała już 1100 m. jednak zaledwie 20 minut później sięgnęła na linii startu 1300 m. Odszedłem 15 minut po otwarciu startu lotnego. W dobrym towarzystwie. Jak tylko znaleźliśmy się nad Borami Tucholskimi podstawa podniosła się i co najważniejsze noszenia wzrosły do 3 m/sek. Grupa była dość aktywna i poszczególni piloci dawali sobie ostre zmiany. Moja wesoła Libellka znów pokazała lwi pazur. Na przeskokach nieznacznie traciła wysokości by ją odrobić z nawiązką podczas krążenia. Rzeczywiście ten szybowiec doskonale krąży. Czuje się w nim radość wznoszenia. Wspomagając się nawzajem dotarliśmy do pierwszego pz. Tutaj chmury stały się mniejsze, ale nadal można było wyczesać dobre noszenie. Lor do drugiego pz zaliczyliśmy lewym rogalem . To pewnie z tego powodu dopadła nas kolejna grupa szybowców pod wodzą Mirka Matkowskiego. Na dodatek przy drugim pz pojawił się Jantar Janusza Centki, który odchodził około 15 minut po mnie. Droga powrotna do lotniska to raptem dwa dobre kominy i szybki dolot. No powiedzmy, żę Jantary robiły szybki dolot, a moja Libellka leciała bardziej majestatycznie. Dziś zwyciężył Jakub Barsz z prędkością 89,9 km/h. Znów dobrze zaprezentował się Łukasz Grabowski -6 miejsce. W klasyfikacji generalnej na prowadzenie wyszedł Łukasz Błaszczyk. Doskonałe, czwarte miejsce zajmuje Łukasz Grabowski. Zawody nabierają rumieńców i oby tylko pogoda pozwoliła na dalsze zmagania.

JK

Konkurencja 1.

Po burzowej sobocie w niedzielę powiało optymizmem. Co prawda obszar w rejonie Lisich Kątów znajdował się pod wpływem niżu, ale soczysty błękit zachęcał do rozegrania pierwszej konkurencji. Zadanie było ostrożne – konkurencja obszarowa z minimalnym czasem oblotu 1 godzina 45 minut. Całość trasy przebiegała w rejonie Borów Tucholskich. Pierwszy obszar zlokalizowany był na północny zachód, a drugi na zachód od lotniska. Po starcie podstawa chmur sięgała 1100 metrów. Noszenia nie były jednak zbyt silne. Na dodatek jak to często w niżu bywa chmury były „malowane”, tzn. nie wszystkie nosiły mimo pięknego wyglądu. Po otwarciu startu lotnego zawodnicy nie kwapili się z odejściem. Dopiero po pół godziny zasadnicza grupa szybowców przecięła linię startu lotnego. Ja odszedłem trochę wcześniej i do pierwszej strefy leciałem sam. Zaliczyłem ją od strony wschodniej. Jak się później okazało zwycięzcy dzisiejszego dnia skierowali się na południe strefy skąd było już bardzo blisko do granicy strefy drugiej. Nic więc dziwnego, że pierwsze szybowce spotkałem w obszarze pomiędzy strefami. Moja wdzięczna Libellka doskonale radziła sobie w słabych kominach. Co prawda nie lubi prędkości przeskokowych powyżej 150 km/godz – drga jej wówczas nerwowo ster kierunku, za to bardzo pięknie krąży. Przed drugą strefą wykręciłem 1200 m (!!!). Po zawrocie ruszyłem w strone lotniska. Niestety chmurki zaczęły się rozpadać. W poszukiwaniu dobrego półtora omijałem słabe półmeterki. W końcowej fazie lotu otuchy dodawało mi towarzystw Mirka Hołysia. To z nim znalazłem komin dolotowy – prawie meterek. Po wykręceniu 800 metrów pewnie dolecieliśmy do mety. Byliśmy ostatnimi, którzy w tym dniu pewnie osiedli na pasie lotniska. Większość pilotów wylądowało w terenie przygodnym. To znacznie obniżyło punktację dzisiejszej konkurencji. Zabolało to dzisiejszego zwycięzcę – Mirka Matkowskiego, który za swoje zwycięstwo otrzymał zaledwie 275.punktów. Cieszy natomiast, że cała trójka spod znaku Gliding Teamu KK doleciała do mety.

JK