Szybowcowe Mistrzostwa Polski 2014

24 maja 2014

Piękne zakończenie mistrzostw! Doskonała pogoda i fantastyczne prędkości. Jednak to co najważniejsze to pełna emocji rywalizacja sportowa. Wszak po wczorajszej konkurencji różnice punktowe na szczycie tabeli były minimalne. Dla pozostałych pilotów lot po trasie konkurencji obszarowej z minimalnym czasem oblotu 2,5 godz był przyjemnym relaksem. Zaczęło się wszystko od termiki bezchmurnej i bardzo silnego wiatru wschodniego. Dość szybko utworzyły się jednak cumulusy nad lasem na północ od lotniska. Noszenie przekraczały czasami 3 m.sek a podstawa chmur sięgnęła 2200 m. Kolejni zawodnicy po wykręceniu pułapu odchodzili na trasę. Cel był jeden – dolecieć do szlaku na wschodzie i po nim zaliczyć pierwszą strefę. Potem lot z wiatrem pod tym samym szlakiem do drugiej strefy. Powrót pod szlak i jazda na południowy wschód do strefy trzeciej. Nawrót i pod szlakiem wypracowanie sobie wysokości dolotowej. Potem już spokojny lot do mety przez obszar czwarty. Proste ale najlepsi piloci w tych zawodach osiągnęli imponujące prędkości ponad 140 km/godz. Najlepiej poleciał doskonale sprawujący się w tych zawodach Tomek Dul, który umocni się tym samym na trzeciej pozycji. Andrzej Śmielkiewicz wybronił tytuł Mistrza Polski, tuż za nim był Krzysztof Łuniewski.. Podkreślić należy, że tegoroczni zwycięzcy są doskonałymi pilotami i dziś zdobyte medale nie są kwestą przypadku. Na dodatek pokonali utytułowanych mistrzów – Karola Staryszaka i Łukasza Wójcika w sportowej walce.

mistrzowie 2

Brawo Koledzy i pełen szacunek. Co do startu pilotów spod znaku Gliding Team Klinika Kolasiński to trzeba powiedzieć, że Łukasz Wójcik miał pecha lądując w piątej konkurencji na lotnisku i nie kończąc trasy – jednak całe zawody latał równo i zajmował doskonałe lokaty. Łukasz Grabowski dopiero oswajał się z Dianą i lwi pazur pokazał w ostatniej konkurencji. Ja poleciałem poniżej swoich oczekiwań, a sztywny współczynnik nieco „popsuł” mój ostateczny wynik.

Zawody były natomiast piękne i z dużą ochotą powrócimy znów do Stalowej Woli. Organizatorom bardzo dziękujemy za świetną organizację mistrzostw.

Do zobaczenia już wkrótce.

JK

23 maja 2014

Każde zawody mają swojego „rozbójnika”. Mimo tak stabilnej pogody także my doczekaliśmy takiego dnia. Niepokonany jak dotychczas Karol Staryszak dziś poległ niczym zbłąkany lew.

karol

A wszystko za sprawą konkurencji obszarowej z czasem oblotu 4 godz.15 minut. Zapowiadała się dobra termika, lecz znacznie wzmocnił się wiatr. To sprawiło, że w czasie lotu pojawiły się niespodzianki. Po odejściu na trasę bardzo szybko przesuwaliśmy się pod chmurami mimo silnego czołowego wiatru. Przed pierwszą strefą na wschodzie utworzył się piękny szlak, który dawał doskonałe noszenia po prostej, a swą podstawą sięgał 2000 metrów. Sprawnie wlecieliśmy do pierwszej strefy na połowę jej średnicy. Po nawrotce szlak był już słabszy, za to lot z wiatrem pozwalał na szybkie połykanie kilometrów. Pewnie za sprawą pogoni za dobrymi noszeniami zapędziliśmy się aż do końca drugiej strefy na zachodzie. Po zawróceniu Łukasz podjął właściwą decyzję i powrócił pod szalk na północy. Ja po lasach skierowałem się na wschód bardziej po trasie. Niestety noszenia były coraz słabsze i ostatecznie zakończyłem swój lor na lotnisku w Turbi. Tymczasem Łukasz dzielnie doskoczył do lasów Janowskich i tam wyczesywał dobre noszenia, dotarł do trzeciej strefy i następnie bez trudu pomknął z wiatrem do mety przez strefę czwarta. Niemałą sensacje sprawił Tomek Chudoment wygrywając konkurencję . Na ten sukces złożyło się zapewne wiele czynników ale odpowiedni wybór trasy był w dniu dzisiejszym decydujący. Doskonale polecieli także Janusz Centka, Wiktor Koźlik i Andrzej Śmielkiewicz. Dzisiejsza konkurencja zamieszała też sporo w klasyfikacji generalnej. Na pierwsze miejsce wyszedł Andrzej Śmielkiewicz, przed Krzysiem Łuniewskim i Tomkiem Dulem. No cóż – jutro zapewne rozegramy ostatnią konkurencję, ale już dziś możemy powiedzieć, że zawody przybrały bardzo ciekawy obrót. Zapewne dziś w nocy kilku kolegów nie będzie miało spokojnego snu. Ale przecież nikt nie obiecywał, że uprawianie wyścigów szybowcowych jest łatwym sportem

A tak dla ukojenia nerwów fotka, która dziś wykonałem w drodze na lotnisko.

jelonek

JK

22 maja 2014

Znów piękna pogoda. Ale co się dziwić. Tak jest zawsze gdy wyż znajduje się na wschodzie Europy i dba o naszą pogodę. Na dodatek wilgotność terenu po ostatnich opadach zapewnia nam cumulusowe niebo. Zadaniem dnia jest trasa 470 km przebiegająca zygzakiem nad lasami Janowskimi. Odchodzimy na trasę o 13:15 przy podstawie chmur 1800 metrów. Mamy czołowy wiatr ale chmury układają się w szlak, który doprowadza nas do pierwszego punktu zwrotnego na wschodzie. Dzięki takiemu układowi chmur nic nas nie zabolał wiatr czołowy. Szybowiec doskonale przygotowany przez mojego pomocnika Patryka stara się nawiązać kontakt z szalejącymi pod szlakami 18-nastkami.

2014_05_19_poniedzialek-14

Po nawrotce mkniemy z wiatrem na zachód. Niestety powoli zaczynam odstawać od czołówki. 26-cio metrowe skrzydła stawiają większy opór niż 18-to metrowe. Właściwie przy takich prędkościach współczynnik powinien działać w odwrotną stronę i mnie dodawać punktów. Na drugim punkcie zwrotnym melduję się około 3 minuty za Łukaszem. Po zawróceniu znów wracamy pod szlak i mkniemy ponownie pod wiatr korzystając z dobrodziejstw układu szlakowego chmur. Dopiero na 25 km przed kolejnym punktem kończą się chmury i trzeba pod błękitnym niebem sunąć do niego. Po nawrotce mam już ok. 15 km straty do Łukasza. On wraz z grupą szybowców wraca w kierunku południowym pod szlak. Ja postanawiam lecieć po trasie w nadziei, że zabiorą mnie pojedyncze chmurki. Decyzja nie jest zła bowiem trafiam dwójki i trójki. Zaryzykowałem w nadziei, że może odrobię straty. Ostatecznie dystans się utrzymał już do końca. Nie mniej bez zbędnych halsów docieram do szlaku, wykręcam dolot i szybko mknę do punktu kierunkowego w Sandomierzu, a następnie do mety. Prędkość nie jest może najgorsza – 134,8 km/h ale po przemieleniu przez sztywny współczynnik daje mi miejsce 20te. Dla porządku dodam tylko, że przy współczynniku dynamicznym byłoby to miejsce 10te. Zwyciężył fantastycznie latający Karol Staryszak. Można go śmiało nazwać wirtuozem latania szybowcowego. Oby taką formę utrzymał do Mistrzostw Świata.

Dla ciekawostki dodam tylko, że Wiktor Koźlik latający także na Nimbusie uzyskał dziś druga prędkość dnia 139,5 km, co po „przemieleniu” przez współczynnik dało mu 14 pozycję w klasyfikacji. Kto dziś latał ten widział, że przy takich warunkach ASG 29 jest szybowcem lepszym od Nimbusa. „karanie” zawodnika współczynnikiem przy prędkościach zwycięzcy 140,6 km/h jest mówiąc delikatnie krzywdzące. Powtarzam – druga prędkość dnia i 14ta pozycja w tabeli. Ja za wczorajszą drugą prędkość dnia zostałem ulokowany na 13tym miejscu. Jak tak będziemy dyskredytować wyniki to klasa otwarta nigdy nie zaistnieje na polskim niebie.

2014_05_19_poniedzialek-8

JK

21 maja 2014

Trzecia konkurencja. Niezmiernie ciekawa i dynamiczna. Pogoda iści e afrykańska. Podstawy chmur powyżej 2000 metrów, a noszenia nawet do 4-5 m/sek. Czyż to nie piękne? Jak fantastyczna była pogoda świadczą wyniki klasy standard. Zwycięzca dnia Łukasz Błaszczyk osiąga prędkość 129/7 km/godz, na Jantarze Standard – czyż to nie piękne. Zanim więc napiszę relację z Mistrzostw Polski w klasie otwartej chciałbym wspomnieć o walce w Krajowych Zawodach szybowcowych w klasie standard. Tutaj obsada jest wyśmienita. Stąd poziom zawodów nie ustępuje mistrzostwom Polski. Na górze tabeli trwa zażarta walka pomiędzy Łukaszem Błaszczykiem i Tomkiem Rubajem. Kolejne miejsca zajmują piloci z aspiracjami do tytułu mistrzowskiego. Cieszy taka rywalizacja i zasługuje na pochwałę.

Florek

Mój przyjaciel Łukasz Florkowski – dziesiąty w tabeli

ogonki

Przesympatyczna para Andrzej Ogonowski i Joasia Biederman

miro

Mirek Hołyś – doskonały pilot i niezawodny kolega

Ale wróćmy do naszej klasy. Dość długo trwało oczekiwanie na starty. Piloci spędzili ten czas na miłych pogawędkach.

piloci

W końcu wystartowaliśmy na konkurencję obszarową z czasem oblotu 4 godz. 15 min. Ponieważ starty nastąpiły późno więc nie należało zwlekać z odejściem na trasę. Tak też zrobiła większość zawodników. Lot do pierwszej strefy na zachód był bajeczny. Pod szlakami cumulusów szybowce mknęły z prędkością 200 km/h. No cóż trzeba tu wspomnieć, że przy takich prędkościach szybowiec Nimbus 4M niczym nie przewyższa ASG 29. Mogę zaryzykować stwierdzenie, że ASG Karola jest nawet lepsze niż Nimbus. Oczywiście lecąc po trasie nie myślę o tym. Dopiero wieczorem analiza wyników przemielonych przez współczynnik nastraja bardziej pesymistycznie. Już po dwóch kominach Łukasz Wójcik zdecydowanie odskakuje ode mnie. Razem z Karolem Staryszakiem mkną zdecydowanie wyżej i szybciej niż pozostała stawka. Zaliczam pierwszą strefę do końca. Miłą niespodzianką jest 3,5 metrowy komin dokładnie na granicy zachodniej pierwszej strefy. Większość zawodników zawinęła nieco wcześniej, stąd samotnie przemierzam trasę drugiego boku. Doipiero przed Wisłą spotykam inne szybowce. Jest chyba nieźle bo stopniowo doganiam tych, którzy byli przede mną. Po minięciu Wisły skręcam zdecydowanie na południe. Tam dorodne chmury dają nawet noszenie 5 metrów na sekundę (!!!). Manewr południowy jest spowodowany rozległą burzą, która uniemożliwiła lot prosto po trasie. Szczęśliwie za nią pojawiają się niewielkie cumulusy, które znaczą nam trasę do drugiej strefy. Łukasz porzuca dwójkę przed strefą w nadziei, że założy w niej w drodze powrotnej. Niestety założenia mijają się z praktyką i ostatecznie nasz Mistrz ląduje na lotnisku bez zaliczenia trzeciej strefy. Bardzo mu współczuje i wierzę, że ten niewielki wypadek przy pracy nie odetnie mu drogi do dobrego miejsca w tych zawodach.

Ja tymczasem przed drugą strefą wykręcam dobrą wysokość, zaliczam strefę i wracam pod chmurki. Niestety one zaczynają się rozpadać. Lecę więc pod „zdechłym” szlakiem, który dale zaledwie podtrzymania. Potem skręcam w kierunku lotniska. Na granicy strefy zakazanej stoją całkiem niezłe chmurki. Łapię tam słabiutki meterek. Po de mną krąży kilka szybowców. One też mają marnie. Kieruję się więc na południe i tam łapię trzy metry. To jest już komin dolotowy. Wykręcam odpowiednią wysokość i bez stresu lecę do ostatniej strefy. Doskonały komputer pokładowy LX 9000 precyzyjnie podaje mi parametry lotu. Bezpiecznie zawijam w strefie i dolatuję do mety. Uzyskuje dziś druga prędkość dnia (126,1 km/h) i drugą odległość (540,4 km). Wygrywa jak zwykle Karol Staryszak – brawo !!!. Trochę dziwi mnie tabela wyników plasująca mnie na 13 miejscu za kolegami, którzy osiągnęli prędkości 116-119 km/h. Mam poczucie, że coś tu nie jest sprawiedliwe. Wszak w powietrzu mój Nimbus 4M w jakikolwiek sposób nie jest lepszy od ASG 29. Przy takich prędkościach przelotowych są to szybowce równorzędne. Zamiast więc szampańskiego humoru z powodu doskonałego wyniku mam odczucie, że cyferki i przeliczniki zabiły efekt sportowej walki. Pozostaje mieć nadzieję, że komisja szybowcowa wyciągnie wnioski z takich zawodów jak nasze i poprawi coś we współczynnikach. W przeciwnym razie przyjdzie mi porzucić marzenia o zbudowaniu w Polsce klasy otwartej z prawdziwego zdarzenia.

Pociechę stanowi możliwość wprowadzenia współczynników zmiennych, zależnych od prędkości dnia. http://www.gliderracing.com/spot/ Obliczając w ten sposób wyniki zajął bym dziś czwarte miejsce, a w klasyfikacji generalnej byłbym ósmy. Mam nadzieję, że od przyszłego roku taki współczynnik będzie stosowany na zawodach w Polsce. W przeciwnym razie klasa otwarta w naszym kraju umrze na kolejne kilka, lub kilkanaście lat.

JK

20 maja 2014

Dziś znów dobre prognozy pogodowe. Co prawda jest zagrożenie burzowe ale dopiero popołudniu. Zadaniem dnia jest konkurencja obszarowa z minimalnym czasem oblotu 3 godz. Rzut oka na warunki atmosferyczne i na zadanie rodzi obawy, że możliwe będą kłopoty z czasem, a konkretnie obawa by zbyt szybko nie skończyć konkurencji. Przed startem team spotyka się na pogawędkę.

Team 2

Gliding Team – od lewej: Łukasz Grabowski, Jurek Kolasiński, Łukasz Wójcik

Nasz Mistrz Łukasz Wójcik dzieli się uwagami odnośnie dzisiejszego lotu. Na starcie towarzyszy mu cała rodzina. Najmłodszy członek rodziny Wójcików – Mikołaj cały uśmiechnięty dopinguje swojego Tatę.

Rodzinak

Rodzina w komplecie – Mikołaj (w wózku) swoje imię zawdzięcza mojemu bratankowi Mikołajowi Kolasińskiemu, który zyskał sympatie Łukasza i Lili podczas ubiegłorocznych Mistrzostw Polski w Częstochowie.

W końcu startujemy. Warunki doskonałe – noszenia 3-4 m/sek. Niewiele po otwarciu startu lotnego ruszamy na trasę. Razem z Łukaszem osiągamy szybko pierwszą strefę. Pojawia się myśl by wlecieć w nią nieco głębiej. Może bowiem zabraknąć obszaru w końcówce. Mimo takich ciągotek zawracamy po ok. 15 kilometrach. Jazda do drugiej strefy na zachodzie początkowo pod dorodnymi cumulusami. W rejonie Wisły tworzy się jednak spora „dziura”. Trzeba przeskakiwać obszar bezchmurny długości 30 kilometrów. To dobrze dla mnie bo mój Nimbus lubi długa jazdę po prostej. Dzięki temu odrabiam starty i już równo lecimy dalej z Łukaszem. Oczywiście przy takiej trasie mamy liczne towarzystwo. Migają szybowce Mirka Matkowskiego, Zdzisia Bednarczuka Wiktora Koźlika. Pod dorodnymi cumulusami dolatujemy do końca drugiej strefy. Po nawrotce grupa powiększa się o kolejnych pilotów w tym niekwestionowanego lidera Karola Staryszaka. Pod szlakami dorodnych chmue mkniemy na wschód. Nawet jeśli przecinamy obszary opadu deszczu to nadal świetnie nosi. PO minięciu trawersu lotniska zaczyna być widoczny zasadniczy problem dzisiejszego dnia – około 30 km od lotniska na wschód znajdują się ostatnie chmury. Potem już tylko obszar przykryty cirrusem bez chmur kłębiastych i noszeń. Suniemy więc majestatycznie w kierunku ostatniej strefy. Mój 26 metrowy Nimbus zwiększa swoja przewagę nad osiemnastakami. Powinienem to wykorzystać. Teraz po locie to wiem, ale gdy dotarliśmy do południowego skraju strefy wszyscy jak jeden mąż nawracamy w kierunku lotniska. Przed nami w odległości 25 kilometrów stoją chmury. Trochę żal, że nie wciąłem się w strefę choć na 5 km głębiej – byłoby lepsze miejsce. Ale było by trochę ryzyka czy powrócę do noszeń. Niestety wybrałem opcję bezpieczniejszą i tak jak wszyscy zawróciłem. Tym samym bezpiecznie na 700 metrach dotarłem do komina. W noszeniu 3 m/sek wykręciłem dolot i 7 minut przed czasem dotarłem do mety. Prędkość była dobra, ale przemielona przez współczynnik stje się już mniej atrakcyjna. Ponownie zwyciężył Karol, ale Łukasz zajmując trzecie miejsce umocnił się na pozycji wicelidera.

Lukasz

Lider Teamu – Łukasz Wójcik

Oj nie łatwo sprzeda swoją skórę. Wie o tym także Karol więc dalsza walka zapowiada się bardzo ciekawie.

JK

19 maja 2014 – pierwsza konkurencja

Nareszcie doskonała pogoda cumulusowa. Co prawda noc była dla nas bardzo nerwowa. Całkowita niepewność co do ewentualnej ewakuacji i podziw dla mieszkańców naszej wsi, którzy solidarnie pomagali sobie w przenoszeniu wyposażenia mieszkań na wyższe piętra. Tak, ale to już przeszłość. Wał wytrzymał i ludzie zwyciężyli. Tymczasem dla nas zadaniem dnia był oblot wieloboku 454 km. Przed startem nastroje były bojowe.

grabek

Grabek w tych zawodach startuje na Dianie

Krótki rozbieg i miękki pas startowy powoduje, że zamawiam dziś samolot do holowania. Dzięki temu bezpiecznie wzbijam się w powietrze

jk2

Jurek tuż przed startem

Noszenia od razu bardzo dobre – 2m/sek. Szybowiec dobrze się sprawuje. Odchodzimy na trasę z Łukaszem Wójcikiem dość prędko. Lot do pierwszego punktu idzie dobrze. Doganiamy Janusza Centkę. Potem lecimy już razem. Drugi bok do Wisły daje dobre noszenia. Wychodzę najwyżej i pierwszy przecinam naszą największą rzekę. Za nią przejściowe osłabienie warunków. Całe szczęście to tylko 20 km. Potem znów warunki się poprawiają. Przy drugim punkcie znów świetne noszenia i podstawy do 1800 m. Zaliczamy drugi punkt i gładko dopadamy następny. Potem już tylko myśl do dobrym dolocie. Niestety trochę problemów dostarcza nam wykręcenie właściwej wysokości dolotowej. Ostratecznie lecąc pod szlakiem lekko na południe wypracowujemy sobie wysokość pozwalającą osiągnąć metę. Finiszujemy z Łukaszem jako pierwsi. Za nami melduje się Karol Staryszak. On też dziś zwycięża, Łukasz jest drugi, ja po zweryfikowaniu przez współczynnik lokuję się na 9 miejscu. Pełne wyniki na stronie http://www.soaringspot.com/smpo_2014/results/open/daily/day1.html. Jestem jednak zadowolony – lot miał swoje tempo i dobrze układała się nam współpraca z Łukaszem. Jutro znów polatamy.

JK

18 maja 2014 – godzina 23:55

Godz. 23:55 Sytuacja bardzo napięta. Przed chwilą wpadła do naszego pensjonatu grupa ok 20 młodych mężczyzn i błyskawicznie przenieśli rzeczy, sprzęty itp. na II piętro. Akcja trwała pół godz. Potem siedli w auta i pomknęli do innych domostw. Napięcie wielkie. Jest świadomość, że 100 metrów stąd sunie ogromna masa wody – groźnej, skorej do wystąpienia z koryta ograniczonego wałami.

Milczący, groźny Potwór. Trudno zasnąć.

JK

18 maja 2014

Dzień treningowy. Były więc działania przy sprzęcie, montaż i pierwsze starty. Także skorzystałem z okazji i wzbiłem się w powietrze. Noszenia zaskoczyły swoją dynamiką sięgając 3 m/sek. Podstawa chmur osiągnęła 1400 m. Lot stał się tez okazją by odbyć patrol nad ternami zagrożonymi powodzią. Latałem więc wzdłuż Sanu i Wisły. Puki co rzeki są w swoich korytach, choć ich bieg utrzymują jedynie wały powodziowe.

powódź z lotu ptaka

Na zdjęciu Wisła w rejonie Tarnobrzega.

Po lotach kolacja i spacer na wały powodziowe. Tam rozmowy z licznymi mieszkańcami. Można namacalnie dotknąć dramatu tych ludzi. Dobrze pamiętają powódź z roku 2001 i 2010. Czego się obawiają ? przede wszystkim tego by wojsko nie przerwało wałów powodziowych (???). Tak tak, mieszkańcy są pewni wałów w tej okolicy, lustro wody nie powinno ich przewyższyć, ale jeśli woda zagrozi Gorzycom i zakładom przemysłowym, które zatrudniają blisko 2500 osób to sztab kryzysowy podejmie decyzję o wysadzeniu wału i zalaniu pobliskich wsi – w tym naszego pensjonatu. Można powiedzieć, że żarty się skończyły. Dziś w nocy nastąpi kulminacja. Na wałach pojawia się młody strażak – miła dziewczyna uspokaja, że tym razem nie powinno być tak źle. Ona jest stąd, na dyżurze już ponad 12 godzin. Czeka ją bezsenna noc.

straż pożarna

Młody strażak dodaje nam otuchy

Przyjeżdża do nas sekretarz gminy Gorzyce pełniący służbę w straży obywatelskiej. Bardzo rzeczowy pan dokładnie referuje aktualną sytuację. Punktem odniesienia jest powódź z 2010 roku. Wtedy fala powodziowa przekroczyła 8,40 metra. Dziś w nocy możemy się spodziewać fali o wysokości 7,50 metrów. Jest więc szansa, że wały wytrzymają.

straż obywatelska

Sekretarz gminy Gorzyce dzieli się z nami doświadczeniem. Grono szybowników wczuwa się w rolę powodzian.

No cóż, puki co Mistrzostwa Polski w Szybownictwie dostarczają nam emocji zupełnie innej natury. Miejmy nadzieją, że noc minie spokojnie i jutro będziemy już emocjonować się podniebnymi zmaganiami.

JK

Wieczór 17 maja 2014

Sytuacja w rejonie Sandomierza nie jest wesoła. Co prawda miasto położone jest na górze więc można było dziś śmiało po nim spacerować ciesząc oczy widokiem pięknych kamieniczek.

zdj3

Jednak już po południu spokój przerwała potężna burza. Gruchnęło nie tylko deszczem ale i soczystym gradem.

Powrót do pensjonatu, w którym mieszkam stał się okazją do sprawdzenia stanu poziomu Wisły. Niestety jej poziom podnosi się ok. 5 cm na godzinę.

powódz

Już teraz znikają pod wodą znikają kolejne drogi. Fala kulminacyjna jest spodziewana jutro około północy. Wówczas poziom wody ma wzrosnąć jeszcze o 3 metry !!! Czy wały, które mamy prawie pod oknem wytrzymają ?

powódz2

Oprócz emocji sportowych czekają nas jutro wieczorem emocje innego formatu.
JK

Dzień 1: SMP Open 16/17 maja 2014

zdj1

Rozpoczęły się kolejne Mistrzostwa Polski w klasie otwartej ! Gości nas aeroklub w Stalowej Woli. Wczoraj z różnych zakątków Polski, ale także z Japonii zjeżdżali piloci przebijając się przez nawały deszczu. Nikogo nie odstraszyły komunikaty o podtopieniach i powodziach – chcemy latać i będziemy to robić na przekór wszystkiemu !!! To nic, że płyta lotniska w Turbi nasączona jak gąbka.

zdjecie

Najlepszy sposób na nadmiar wody znalazł Bogdan Nowacki. Zamienił spadochron na płetwy.

zdj2

I tym sposobem pokonamy przeciwności natury. Prawdopodobnie jutro będzie dzień treningowy. Pomoże to dolecieć wszystkim samolotom holującym. Nie bez znaczenia jest też stan płyty lotniska, która musi przeschnąć.

A potem wzniesiemy się w powietrze i będziemy walczyć o zaszczytny tytuł Championa Polski.

Jurek