Szybowcowe Mistrzostwa Europy 2009

5. Konkurencja – Koniec odpoczynku

Po wczorajszej krótkiej konkurencji dzisiaj organizator wyłożył dla wszystkich klas ambitne zadanie. Klasie standard przyszło zmierzyć się na tresie ponad 500 kilometrowej. Układ wyżowy jaki napłynął w obszar Pociunai miał dać pilotom piękna cumulusową pogodę. Ale jak to w tym rejonie cumulusy, mimo że są, to niestety nisko i nie noszą idealnie. Długi lot w takich warunkach jest dosyć męczący dla pilota. Pierwszy odcinek prowadził w stronę granicy białoruskiej na tamtejsze lasy. Większość standardów odeszła na trasę po godzinie 13. Początkowo warunki pogorszyły się w porównaniu do tych, które były jeszcze 30 minut temu. Dopiero na lasach przed pierwszym punktem zwrotnym można było złapać 2 metrowe kominy i dokręcić podstawę. Drugi punkt zwrotny wiódł w Polskę przez rozległe lasy. Cumulusy nad nimi kusiły i zachęcony dobrymi wcześniejszymi noszeniami poleciałem szybciej pod następne cumulusy, nad samym środkiem puszczy. Z 1200 metrów szybko spadłem na 600 metrów. Przez moment zrobiło się mało komfortowo. Pól nie było a cumulusy stanowczo się na mnie obraziły. W poszarpanym noszeniu musiałem wdrapać się na bezpieczną wysokość. To nie był koniec kryzysu, następny spotkał mnie przed jeziorem Wigry kolejny raz spadłem na 600 metrów. W innym rejonie nie przejmowałbym się taką wysokością i pewnie poleciał dalej na przeskok. Tutaj specyfika kominów nie toleruje takich wybryków. Korzystne jest dokręcanie wszystkich dobrych kominów do maksa, pod same kłaczki. Z wysokością kominy się stabilizują i staja się silniejsze a wczoraj zauważalne było szczególne wzmacnianie się pod sama podstawą. Średnia prędkość utrzymywała się w granicach 82 km/h. Nie wróżyło to nic dobrego, robiło się coraz później a do domu daleko. Do tego na ostatnim boku pogoda niestety nie ułożyła się szczęśliwie, w innych rejonach chłopaki łapali dobre kominy a tutaj nic nie można było znaleźć. Po 7 godzinach w powietrzu wylądowałem 27 kilometrów od lotniska. Doleciał tylko jeden zawodnik, lider zawodów.

Konkurencja 4. – Odpoczynek?

Po wczorajszej polówce organizator dał nam dzień na wytchnienie i nie obciążył nas długą konkurencją. Trasa długości 252 kilometrów wydawała się dzisiaj szybką przejażdżką. Rano znad rejonu Pociunai odsunął się układ frontowy a na jego miejsce napłynęły cumulusy. Z początku bardzo gęsto i nisko ze słabymi noszeniami, potem gęsto, nisko ale już z lepszymi kominami. Trasa krótka więc można było manewrować godziną odejścia. Postanowiliśmy razem z Tomkiem, że wyczekamy licząc na to, że kominy się wzmocnią. Odeszliśmy jako ostatni, pierwsze kilometry nie były problematyczne, niewiele krążyliśmy. Dopiero przed pierwszym punktem napotkaliśmy dziurę i należało zwolnić. Do drugiego punktu lecieliśmy przez żabi kraj, pod nami rozpościerały się same pola, bez lasów, mimo to ciągle prędkość wychodziła ponad 100km/h. Dopiero gorszy rejon wokół drugiego punktu sprawił ze spadliśmy nisko. Żeby utrzymać korzystną prędkość należało złapać dobry komin, który dałby nam zwycięstwo. Niestety byliśmy w tym rejonie za nisko do tego teren był o 100 metrów wyżej niż lotnisko. Z dołu kominy nie były tak silne i stabilne. Przyszło nam lecieć od chmury do chmury nic pod nimi nie znajdując.. Do tego przez jedne złe wyjście z komina znalazłem się 150 metrów niżej od Tomka. Dużo jak na bok dolotowy. W rezultacie zabrakło nam jednego dobrego komina po drugim punkcie zwrotnym. Późne odejście moim zdaniem nie było błędem a wybór chmur przed i po drugim punkcie. Ale chmury jak kobiety „z daleka wszystkie ładne z bliska tylko 30 % a i tak nie każda da ci to czego byś oczekiwał”

3. Konkurencja – Daleko i długo

Nie oszczędził dzisiaj organizator klasy standard, puszczając ją na długą 417 kilometrową trasę. Po raz kolejny lecieliśmy dookoła Kowna. Pomimo dobrego początku po ładnych cumulusach, po pierwszym punkcie widok nieba nie wróżył nic dobrego. Niestety tym razem zamiast doganiać dobra pogodę, doganialiśmy złą. Często wlatywaliśmy w rejony w których termika dopiero się budziła, po zejściu górnego pokrycia, albo dolatywaliśmy pod skraj altocumulusa, pod którym jedynym wyjściem było przeczekanie, aż coś się zrobi. Układ pogody przedstawiał się następująco: Do pierwszego punktu układały się cumulusy a lot był przyjemny. Do drugiego dużo czystego nieba z pojedynczymi kłaczkami a przed samym punktem średnie pokrycie. Po 2 punkcie chwilowo pod cumulusach a potem bezchmurna, aż do momentu dojścia do linii frontu. Potem pozostało dokręcanie w tym czym się dało. W tych słabych kominach mimo, że większość trasy pokonałem wraz z Tomkiem bez innych szybowców tak pod koniec wszyscy znaleźliśmy się w jednym miejscu walcząc o przetrwanie. Słabe noszenia i późna godzina coraz bardziej oddalały wizję dolotu do lotniska. Na powrocie udało mi się nawet złapać komin z 200 metrów nad teren mimo, że było już po 18 i wokół pełno pokrycia. Jak się potem okazało mimo wykręcenia tam 1300 metrów to był ostatni komin dnia i pozostało tylko lotem ślizgowym lecieć do pola. W klasie standard typowa odległościówka. W punktacji drogie będą kilometry więc ten kto był wyżej w ostatnim kominie mógł przelecieć więcej kilometrów i odpowiednio być wyżej w tabeli.

LD

Konkurencja 2. – Dookoła Kowna

Dzisiejsza trasa dla klasy standard biegła dookoła Kowna i miała długość 339 kilometrów. Już się przyzwyczaiłem, że warunki tutaj nie są silne i rzadko można trafić dobry komin. Podobnie było dzisiaj, przynajmniej dla mnie. Wyjątkowo uciążliwy okazał się pierwszy bok pod wiatr. Przez dłuższy czas nie mogłem znaleźć konkretnego komina, wszystkie były porozrywane i ciasne. Po każdym przeskoku spadałem na 600 metrów i należało podkręcać a kiedy się nie trafia dobrych kominów to prędkość niestety nie jest imponująca. A tak było, mimo cumulusów na niebie nie mogłem wykręcić podstawy i jakoś solidnie się rozpędzić. Tym którym spracowały chmury mogli w miarę szybko dolecieć do pierwszego punktu, inni w tym i ja niestety musieli trochę się namęczyć. Kolejny odcinek z wiatrem pozwolił trochę podciągnąć prędkość przelotu z bardzo słabej na przystępna, ale i tak w tym rejonie trzeba było robić przeskoki w poprzek szlaków które za każdym razem układały się z kursem 30-40 stopni od trasy. Powrót na lotnisko wypadł po godzinie 18 a dolot należał do wolnych nastawiony na zasięg. Był to długi i męczący lot, nie wszystko wychodziło jakbym tego oczekiwał, mimo to cieszę się, że kolejny dzień okazał się lotny.

Podsumowanie treningu

Z tygodnia czasu jaki miałem przewidziany na trening przed Mistrzostwami Europy tylko 3 dni okazały się lotne. Mimo to można było poznać charakterystyczne cechy terenu, i oswoić się z litewskim powietrzem. Na większości obszaru przeważają pola uprawne z niewielką ilością lasów. Dużo też występuje łąk i zielonych pól, które termicznie nie są tak aktywne, zwłaszcza na małych wysokościach. Termika w tym okresie nie była tak wyraźna i silna jakbym tego oczekiwał. Kominy rzadko przekraczały wartość 2 m/s, do tego dochodziła niska podstawa, nie przekraczająca 1200 metrów. Duże opady deszczu przez ostatnie dni, mokre pola znacząco wpływały na rozwój termiki. Do tego dwa pierwsze loty odbywały się w burzowych warunkach i to burze w znaczący sposób decydowały o moim locie, zakrywając często punkt zwrotny a nawet odcinając powrót do lotniska. Przez to raz zmuszony byłem do lądowania na łące niedaleko rzeki Niemen. Nie były to pogody do szybowcowych sprintów, do których tak się przyzwyczaiłem będąc w Finlandii. Szybkie latanie Lsem nie będzie tu aż tak pożądane, przy takim układzie pogody jaki mamy do tej pory. Dzisiaj, 25. lipca, jest dzień otwarcia zawodów. Większość zawodników wykorzystuje ten dzień do odpoczynku przed pierwszymi konkurencjami. A prognozy na następne dni, zwłaszcza po niedzieli są obiecujące. Oby się sprawdziły i było jak najwięcej konkurencji.

13. Konkurencja

Ostatnia konkurencja zawodów. Obszarówka z czasem oblotu 3 15. Największą niespodzianką w dniu dzisiejszym była szybkość w jakim następowały zmiany pogody. Niektórzy w jednym rejonie zgłaszali silne noszenia i szlaki kiedy 30 minut później śladu po nich nie było, albo z Cu pozostały tylko porozlewane górą chmury. Należało trafić w odpowiednią fazę w odpowiednim rejonie. Co było raczej pewna loterią niż zaplanowanym działaniem.

Zawody dobiegły końca. Były to zawody z największa liczbą konkurencji w jakich brałem udział. Przeleciałem ponad 5000 kilometrów i wylatałem ponad 70 godzin. W ogólnej punktacji uzyskałem 10886 punktów. Pozwoliło mi to zająć 5 miejsce.

12. Konkurencja

la klasy standard wyłożona została pięćsetka. Pogoda zapowiada się na bezproblemową, 3/8 Cu, możliwość szlaków noszenia ponad 2 m/s. Klasa standard w odróżnieniu od reszty klas leci daleko w Polskę. Niektóre prognozy dawały w tym obszarze możliwość wystąpienia termiki bezchmurnej. Ale jak się okazało spotkaliśmy tam najlepszą pogodę. Podstawy dochodziły do 1700metrów a noszenia przekraczały 3 m/s. Największym problemem były lokalne dziury układające się po trasę do pierwszego punktu i w rejonie jeziora Śniardwy. Odszedłem jako jeden z ostatnich pilotów i w niepewnym rejonie przed pierwszym punktem udało się dogonić grupę szybowców. Końcówka bez większych postojów.

10. Konkurencja

Dzień wcześniej prognozy były nad wyraz optymistyczne na dzień dzisiejszy. Ranek i prognozy meteo rozwiały nadzieje na mega długą wyścigówkę. Meteorolog przewidywał nawet wystąpienie opadów w rejonie na południe od lotniska i towarzyszące nam średnie pokrycie. Kolejny raz obszarówka z czasem oblotu 3 godziny. Na niebie było dużo cumulusów i mimo, że wielu pilotów obrało różne warianty oblotu obszarów prędkości na trasie były porównywalne.

9. Konkurencja

Scenariusz podobny do wczorajszego. Nad lotniskiem blacha, noszenia słabe, podstawa 1200 metrów. Za to na północy widać ładne cumulusy. Po raz kolejny trasa wiedzie dookoła Kowna, tym razem jednak trochę krótsza, tylko 353 kilometry. Znowu cała klasa standard znalazła się w jednym kominie przed odejściem. Również i tym razem nie oglądaliśmy się na innych i ruszyliśmy dosyć sprawnie na trasę. 20 kilometrowy przeskok na bezchmurnej i znaleźliśmy się pod cumulusami. Było trochę łatwiej, ale ciągle podstawy sięgały zaledwie 1200 metrów. Z tej wysokości łatwo zejść do parteru, za to gorzej z niego wyjść, tym bardziej jak chmury nie noszą dołem. Pewien odcinek przyszło mi lecieć trochę za nisko w przedziale 500-800 i niestety nie fazowało tak jak niektórym górą. Ale zimna krew i chwila uspokojenia sprawiły, że w końcu przestałem ślepo gonić do przodu a mądrze wjechałem pod chmurę z boku kreski pod, która znalazłem komin z 500 metrów do samej podstawy. Przed drugim punktem warunki wyraźnie się zmieniły góra rozlało się jakieś alto i dawało cień. Szczęśliwie pod nim pracowały jeszcze chmury. Długie przeskoki w rejonie punktu niestety były koniecznością. Końcówka już wychodziła pod cumulusami i bez problemu można było znaleźć przyzwoity komin dolotowy.

8. Konkurencja – Długo i niepewnie

Długo i niepewnie Dzisiejszego dnia byliśmy pod władaniem wyżu, który skutecznie odpychał chmury znad Polski dając nam możliwość przyzwoitego polatania. Mimo to pogoda nie należała do najłatwiejszych, w większości trasy lot przebiegał pod pojedynczymi kłaczkami. Dopiero w rejonie drugiego punktu zwrotnego chmur trochę przybyło, ale z drugiej strony nie nosiły rewelacyjnie. Właśnie w tym miejscu gdzie miało być tak dobrze okazało się, że jest źle. Z sukcesem uciekaliśmy razem z Tomkiem przed całym peletonem, jednak jedno zejście niżej spowodowało, że straciliśmy cenne minuty. Potem należało odrabiać ten stracony czas i dolecieć do lotniska. A dolot układał się pod zachmurzeniem Ci . Dodatkowo chmury układały się przy strefie zakazanej. Jeden komin krążyłem 100 metrów od CTRu. Pomógł pełen zoom. Pomału widać, że niektórzy męczą się ciągłym bycie na pudle, to też popełniają błędy, tak jak dzisiaj anglik. Pogoda na najbliższe dni ma się utrzymywać więc ciągle walczymy.