Szybowcowe Mistrzostwa Europy (15M, 18M, Otwarta) 2009

Podsumowanie

Szybowcowe Mistrzostwa Europy w Nitrze dobiegły końca. W sobotę 11 lipca odbyła się ceremonia wręczenia nagród. Z przyjemnością odnotowujemy duży sukces zarówno Teamu Klinika Kolasiński: 2 miejsce w klasie 15-metrowej Łukasza Wójcika i moje 9 miejsce w klasie 18-metrowej, jak i Reprezentacji Polski: 3 miejsce w klasie 18-metrowej Karola Staryszaka. Niezmiernie budującym akcentem był wręczenie pucharów dla najlepszych zespołów. Reprezentacja Polski zdobyła trzecie miejsce za tak dobrze latającymi w tym roku Brytyjczykami i Francuzami. Kapitan naszej reprezentacji Jacek Dankowski stanął na podium i niemałą satysfakcją odebrał trofeum. W tym miejscu należy podkreślić doskonałe przygotowanie wyjazdu ekipy polskiej i prowadzenie jej podczas codziennych zmagań w powietrzu przez Jacka Dankowskiego – trenera i kapitana za razem. Tak więc trzecia lokata w Europie jest zasługą zarówno zawodników jak i trenera, za co należą mu się słowa podziękowania.

Czytaj dalej

10. konkurencja – Relacja Łukasza

Złe miłego początki

Niestety z nieznanych mi przyczyn nie mogłem dzisiaj liczyć na mojego partnera Sebastiana Kawę. Wystartowałem na trasę sam o godz. 12.55. Początek trasy był wyjątkowo trudny. Duże obszary rozlanych cumulusów oraz dość silny boczny wiatr skutecznie hamowały pierwszy odcinek trasy. Dopiero niedaleko Trencina złapałem ponad 2m/s, wykręciłem podstawę, zaliczyłem punkt i kontynuowałem lot z wiatrem. Nie było to jednak takie proste. Dopiero w połowie drugiego boku wleciałem w obszar bez rozlanych chmur, gdzie można było złapać nawet 3-4 metrowe kominy. Niestety sielanka nie trwała za długo i na 30km po drugim punkcie znów wleciałem w obszar rozlanej termiki, gdzie zrzuciłem znaczną część balastu. Pocieszał mnie fakt, że udało mi się dogonić m.in. Gulyasa, Gostnera i kilku innych pilotów. Nawiązałem także kontakt wzrokowy z peletonem, w którym lecieli dwaj liderzy Francuzi. Pod kilkoma „kłaczkami” znalezłem 1,5 metrowe noszenia, które doprowadziły do trzeciego punktu. Po jego zaliczeniu miałem zasięg do kilku chmur, z których najlepsza okazała się ostatnia, w rejonie elektrowni atomowej. W 2-3 metrowym noszeniu wykręciłem dolot, który niestety stopniał w deszczu padającym w okolicy ostatniego PZ-ta. Całe szczęście na dolocie do Nitry ułożył się szlak, który pozwolił nadrobić 200m i zapewnić całkiem szybki finisz.

9. konkurencja – odwołana

Poranne cumulusy układające się w szlaki, optymistyczne prognozy pogodowe to wszystko dodawało otuchy. Jeszcze poranny akcent polski i naszego Teamu – Łukasz Wójcik ponownie odbiera nagrodę za zwycięstwo w ostatniej konkurencji. Potem już raczej same odczucia negatywne. Najpierw analiza wypadku szybowca ASG 29e fińskiego pilota Marttina Koivula sprzed dwóch dni. Pilotowi nie udało się uruchomić silnika, a jak to się skończyło można było obejrzeć na filmie i analizie komputerowej. Podobne kłopoty miał też Mirek Matkowski. Prawie codziennie musiał coś majstrować przy swoim ASG. Czy ostatecznie naprawił ? Miejmy nadzieję , że tak. Ale lepiej by nie musiał się kolejny raz rozczarować. Tymczasem pogoda stopniowo się pogarszała co spowodowało odkładanie startu ziemnego szybowców. Oczywiście piloci zawsze mają co robić. Skupili się więc dookoła ASG-29 słowackiego pilota Lubora Kuvika i debatowali nad sprawnością jego silnika. Niestety z tą też było nie najlepiej. I na próżno było oczekiwać pełnej erekcji jego turbo. Ktoś sugerował użycie młotka inny Viagry… Fakt pozostaje faktem, że mechanizm wysuwania silnika w szybowcu ASG-29 jest pietą achillesową tej konstrukcji. Tymczasem zapadł werdykt – „konkurencja jest w dniu dzisiejszym odwołana”. Tak więc pozostały nam tylko dwa dni. Oby lotne i pomyślne dla naszej ekipy.

Zasłużony odpoczynek

No cóż czasami się lata, czasami odpoczywa. Dziś organizatorzy wybrali to drugie. O dziwo mimo pięknej cumulusowej pogody nikt jakoś nie płakał. Tylko pojedyncze szybowce wzbiły się powietrze i to pilotowane przez pilotów spoza grona zawodników. Także moja córka Weronika miała przyjemność wybrać się nad szczyty. Wraz z Dominikiem zaliczyła Vtacnik, Previdzę i jeszcze kilka innych miejsc znanych jej tylko z opowiadań. Tymczasem ekipa polska podzieliła się na dwie grupy. Jedna pod wodzą Sebastiana i Karola zwiedzała źródła termalne. Pozostali rozegrali mecz piłki siatkowej plażowej, a następnie zażywała chłodnych kąpieli w basenie. No cóż szybownictwo ma także swoje dobre strony. A od jutra znów do maszyn i walka o cenne punkty. Wszak pozostały nam jeszcze trzy dni lotne i nie ukrywam, że liczymy na poprawę naszych lokat.

8. Konkurencja

Tego nie mogli przewidzieć najstarsi górale – Łukasz Wójcik znów pierwszy ! W doskonałym stylu wygrywa konkurencję obszarową i awansuje na trzecią pozycję w klasie 15 metrowej.
Mimo sporych apetytów na duże latanie nadchodzący od zachodu front zmusił organizatorów do wyłożenia konkurencji obszarowych we wszystkich klasach z czasem oblotu 3 godz. W klasie 18 metrowej poszczególne strefy znajdowały się: dookoła punktu Dobra Niva (średnica 25 km, na wschód od Nitry), 2 strefa dookoła punktu Drietoma (średnica 20 km, na północ od Nitry) i 3 strefa dookoła punktu Kemence (średnica 25 km, na południowy wschód od Nitry). Przed startem podstawa chmur stopniowo podnosiła się do 2000 m, noszenia osiągały w końcowej fazie przed odejściem 3 m/sek. Tym razem przyjęliśmy inną taktykę polegającą na tym ,że ja cały czas wisiałem na ogonie dwóm Anglikom, a Karol w najdogodniejszym momencie odchodzi na trasę. Patrząc na ostateczne wyniki chyba trochę zmęczyłem przeciwników swoim uporczywym wiszeniem, bo polecieli w dniu dzisiejszym nieco gorzej. Ostatecznie Karol po odejściu kieruje się na północ, jednak dość szybko stwierdza, że chmury nie prowadzą zbyt daleko i odkręca na wschód. Ja odchodzę 4 minuty po nim i razem z Anglikami lecę od razu na wschód. Po 30 km spotykamy dużą grupę szybowców (także Karola) krążącą w doskonałym 4 metrowym kominie. Po wykręceniu pułapu ruszamy już razem z Karolem w kierunku skraju pierwszej strefy. Blisko jej końca łapiemy trójkę, wykręcamy 1800 m i ruszamy w kierunku 2 strefy. Na południe od góry Vtacnik stoją piękne chmury, niestety nie dają spodziewanych trójek. Skręcamy więc na północ i przelatujemy pod kolejnymi cumulusami szukając wymarzonego noszenia. Niestety ostatecznie musimy zadowolić się dwójką. Po paru kółkach kontynuujemy lot pod niewielkimi chmurkami w kierunku 2 strefy. Karol odbija nieco na północ. Ja zaliczam początek strefy i skręcam pod świeżo budujący się szlak na kierunku wschodnim. Gdy po paru minutach Karol wchodzi pod ten sam szlak jest on już doskonale rozbudowany. W rejonie Previdzy skręcam na południe i dolatuję do chmur na wschód od góry Tribec. Tutaj staram się znaleźć dobre noszenie, jednak rozpadające się chmury dają tylko poszarpane półtora metra. A szkoda bo średnia prędkość była bardzo dobra, a tu ją trochę wytracam. Dopiero w rejonie elektrowni atomowej łapię 3 metry i dalej pędzę już bez problemów do trzeciej strefy. Pod pięknym szlakiem nabieram wysokości 2100 m. Będąc już w strefie trzeciej kieruję się na jej południową część. Przede mną TMA Budapest 5. Szybko myślę do jakiej wysokości wolno w niej latać? Za nim zdążyłem się zorientować już słyszę alarm w „lusterku”. Szybka decyzja i zawrót. Pozostaje wątpliwość czy aby nie wpadłem w strefę i nie zakończyłem tym samym lotu. Nerwowo sprawdzam zapis trasy szybowca. Ale ulga – ominął granice strefy o parę metrów. Mogę spokojnie, acz bardzo szybko (v – 250 km/h) pędzić do mety. Karol przylatuje parę minut po mnie ale zrobił dziś lepszą prędkość (115,3 km/h). Dziś zwyciężyli Francuzi. Dotychczasowi liderzy – Brytyjczycy i Austriak Janowitsch polecieli słabiej, ale utrzymali czołowe pozycje.
Jutro dzień przerwy w lotach. Możemy więc wieczorem posiedzieć całą ekipą przy winku. Niestety jak to szybownicy znów latamy…..

7. konkurencja

egc2009_17

Brawo nasz Team ! Nowo pozyskany do Gliding Teamu Klinika Kolasiński pilot – Łukasz Wójcik ponownie wygrał w klasie 15-metrowej ! Czyż można chcieć więcej? Ano tak, bowiem Łukasz ma realne szanse na pozycje medalową i to każdego koloru. A przed nami zapewne jeszcze 6 konkurencji. Pogoda co prawda każdego dnia jest inna, ale prognozy są optymistyczne. Mamy więc szanse na coś więcej niż tylko miejsce punktowane. Co do klasy 18 metrowej też jest dobrze i dzień dzisiejszy choć nie szczytowy, to jednak przyzwoity. Zadaniem dla wszystkich klas była dziś konkurencja prędkościowa. Dla klasy 18-metrowej był to dystans 254 km z punktami zwrotnymi w Kalinciakovo (na wschód od Nitry), Kolarovo ( na południe od Nitry) i Bicske ( na Węgrzech na południowy wschód od Nitry). Po starcie chmury dość szybko zaczęły się wypiętrzać i rozmywać dając przelotny opad. Mimo więc niezbyt wysokiej podstawy – 1400 metrów bardzo szybko ruszyliśmy na trasę. Kolejny raz w trójkę, tzn. Karol, ja i nasz słowacki przyjaciel Maros Divok. Zaraz na początku dopada mnie deszcz i już po 10 km tracę do Karola 150 m. jednak w połowie boku wszyscy kręcimy w trójce więc nie ma nieszczęścia. Po zaliczeniu 1 pz Karol i większa Grupka szybowców idą po kresce do najbliższej chmury i kręcą w 1,5 m/sek. Ja odbijam trochę w prawo i łapię 2,5 m/sek. To pozwala mi odrobić straty. Razem z Marosem dochodzimy Karola przed 2 pz. Odtąd już lecimy razem. Wysoko przed nami leci Grupka szybowców, która drugi bok przeleciała na czole chmury burzowej od południa. Nam wydawał się ten manewr nieco ryzykowny. Niestety opłacił się tym, którzy zaryzykowali. Po przekroczeniu linii Dunaju warunki nieco słabną. Karol pozbywa się nieco balastu, co niekorzystnie wpłynie na ostateczny dolot. Nieco niżej zaliczamy 3 pz. Na plecach „siedzi” nam para Brytyjczyków, którzy odeszli po nas 4 minuty. Znów nas przechytrzyli. W kierunku lotniska lecimy nieco niżej, ale zaraz za Dunajem rozpoczynają się dorodne chmury. Nie przeczuwając, że jest to początek fantastycznego szlaku (nie najlepsza widoczność) robimy parę kółek w 2 m/sek. Tym czasem po wleceniu głębiej pod chmurę łapiemy 5 m/sek, wykręcamy dolot i z maksymalna prędkością mkniemy do domu. Mając prawie pełen balast mogę lecieć 50 km z prędkością 250 km/h. Karol ciut wolniej. Niestety nie tylko my jesteśmy tak szybcy. Wygrywają znów Brytyjczycy Russell Cheetham (115,4 km/h) i Mike Young (114,8 km/h). My kończymy na miejscu 9 (JK – 110,8 km/h) i 10 (Karol – 110,7 km/h). Pewną pociechą jest wygrana w dniu dzisiejszym z doskonale usposobionym Wolfgangiem Janowi tchem (tylko 105,3 km/h). W klasyfikacji generalnej nie wiele się zmieniło: Karol pozostał na miejscu 5 i niestety jego straty do Brytyjczyków się zwiększyły, ja przesunąłem się o dwa miejsca do przodu (12), ale co ważniejsze zmniejszyłem dystans do 8 miejsca (cóż pomarzyć można, zwłaszcza, że poprawia się nam współpraca z Karolem a to dobrze wróży na przyszłość). Niewątpliwie niedobrą wiadomością jest lądowanie w terenie przygodnym Sebastiana. Ciężko będzie mu odrobić straty, ale kto wie, kto wie….. Trzymamy więc kciuki za naszych liderów Łukasza i Karola mają oni ogromny potencjał by łyknąć rywali i jestem przekonany, że tak się stanie.

6. konkurencja

„Wróciłem z dalekiej podróży”, albo „Już był w ogródku, już witał się z gąską” – takimi przysłowiami można by scharakteryzować dzisiejszy dzień. Ale po kolei. Pogoda była doskonała. Już po godzinie 9-tej zaczęły pojawiać się nad Nitrą pierwsze cumulusy. Nie bez powodu Vladimir Foltin wyznaczył dla wszystkich klas ambitne zadania. Klasa 18-metrowa ruszyła na konkurencję długości 523 km z punktami zwrotnymi na Żarze, Chochula (góra u podnóża Niżnych Tatr), Makov (na granicy z Czechami na północ od Nitry) i Tekovsky (29,8 km na wschód od lotniska). Zgodnie z sugestią trenera ruszyłem na trasę jako pierwszy. Karol miał przeciąć linię startu ok. 10 minut po mnie, ale widocznie ocenił warunki na tyle dobrze, że ruszył w niecałe 2 minuty później. Towarzyszył mu nasz przyjaciel Maros Divok.Tu trzeba dodać, że podstawa chmur sięgała już 1700 metrów a noszenia dochodziły do 3 m/sek. Pierwszy raz zakrążyłem na 40 km od lotniska za górą Tribec. W tym kominie spotkaliśmy się z Karolem. Po paru kółkach ruszyliśmy dalej w kierunku lotniska Partizanskie. Od tego miejsca zaczynał się szlak biegnący nieco z lewej strony trasy. Niestety nie dał zbyt wiele stąd skręciłem w lewo w kierunku Vielkiej Fatry. Na jej początku stały trzy dorodne chmurki. Już pierwsza dała to co zakładałem, a może nawet „neco viac” (jak mówią Słowacy) – czyli 5 m/sek. Po kilku kółkach miałem już 2300 m i lewą stroną Vielkiej Fatry ruszyłem ostro w stronę Polski. W tym czasie Karol został nieco z tyłu. Zaliczając jeszcze może dwa kominy dotarłem do doliny Żywca. Niestety pustej. Zapewne trzeba było obchodzić ją przez Skrzyczne. Niestety widząc krążące nad Żarem szybowce rzuciłem się przez dolinę w ich kierunku. Zaliczyłem punkt i wtedy przekonałem się, że szybowiec szkolny nie zawsze krąży w dobrym noszeniu. Na tym nie koniec błędów. Zamiast skoczyć na Magórkę poszedłem prosto w dolinę. I tak oto błąd drugi spowodował, że przysłowiowa „gąska” uciekła. Zameldowałem się na zboczu z wysokością parterową – 50 m nad choinkami. Pozostało liczyć na żagielek i ewentualnie jakiś nowy komin. Po 20 minutach esowania i po spuszczeniu balastu w końcu trafiłem pół meterka, następnie metr, dwa, w końcu trzy. I tak oto późno bo późno ale „wróciłem z dalekiej podróży”. W tym czasie Karol przejechał nade mną i pomknął w kierunku 2 pz. Ja mogłem dopiero ruszyć z wysokości 1700 metrów. Na pocieszenie odnalazłem piękny szlak biegnący lewych łukiem w kierunku góry Chochula. A zaliczyć ją nie było łatwo bo ma wysokość ok. 1900 m. Całe szczęście szlak wyniósł mnie na 2300 m i to na tyle skutecznie, że dogoniłem grupkę szybowców z Marosem Divokiem na czele. W tak miłym towarzystwie pomknąłem po gasnących chmurkach do 3 pz. Karol był w tym czasie jakieś 30 km z przodu. Oczywiście z braku balastu traciłem na przeskokach natomiast zyskiwałem w krążeniu. Widać ktoś tam na górze wysłuchał moich westchnień, bo chmurki zaczęły zanikać stąd i prędkości przeskokowe zbliżyły się do optymalnej. Pozwoliło mi to na utrzymanie dystansu z partnerami. W odległości ok. 40 km od Vtacnika chmury całkowicie zanikły, a to za sprawą zachmurzenia wysokiego. Obraliśmy sobie z Marosem odległy cel na południe od Vtacnika – jedyny cumulus. I o dziwo! Osiągnęliśmy ten cel na dobrej wysokości 1100 m (brawo Ventusy !). Spotkała nas za to nagroda w postaci noszenia 2-metrowego. Wykręciliśmy w nim praktycznie dolot. Bez zapasu ruszyliśmy z wiatrem w kierunku 4 pz. Tuż przed nim pojawił się na bezchmurnej komin 1,5 m/sek. Parę kółek i stworzył się nawet zapas na dolot. Od 30 kilometra można już było pędzić z prędkością 200 km/h. Trudno powiedzieć by osiągnięty wynik mnie satysfakcjonował – 93,8 km/h to nie jest szczyt marzeń, zwłaszcza w porównaniu do rezultatu zwycięzcy Wolfganga Janowitscha – 107,5 km/h. Ale po pierwsze gdyby nieco więcej rozwagi w rejonie Żaru to rezultat byłby w dniu dzisiejszym doskonały, a po drugie gdyby nie łut szczęścia to lot zakończyłby się w rejonie Żywca. Tak więc pozostało cieszyć się z wybronienia przyzwoitego rezultatu. W czym niewątpliwie pomógł zorganizowany w hangarze dzień międzynarodowy. Jego niewątpliwą atrakcją oprócz muzykalnej kapeli był bigos i kwaśnica przyprawiane śliwowicą (bezalkoholową oczywiście). A wszystko przywiezione w kuchni polowej z Żary przez niezawodnego Michała Drendę z rodziną. Nie zabrakło także kolegów pilotów z Bielska. Tym sposobem można było uczynić ciało sprawniejszym, a duszę bardziej lotną. Zapewne zaprocentuje to już w najbliższych konkurencjach…..

5. konkurencja

No cóż, po radości przychodzi smutek, po triumfie, klęska. Tak niestety jest skonstruowane życie, a także sport, o którym mówi się że jest kwintesencją życia. Tym razem pech dopadł naszych wczorajszych triumfatorów: Sebastiana i Łukasza. Ścisła para gdy zwycięża to razem, gdy przegrywa to widać też razem. Nasi piloci lądowali w polu i ponieśli spore straty. Tym czasem w klasie 18-metrowej takich nieszczęść nie było, chociaż Karol utracił trzecią pozycję. Ja awansowałem, ale to już zupełnie inna bajka. W walce o medale liczy się każdy punkt więc nieco gorszy wynik Karola nie cieszy. Pamiętać jednak należy, że zawody nie osiągnęły jeszcze półmetka i wszystko może się jeszcze wydarzyć. A jak wyglądała dziś walka ? Otóż zadaniem dnia był oblot trasy o długości 351 km z punktami zwrotnymi w: Bystricany (na północ od Nitry), Karancskesz (w Węgrzech na wschód od Nitry) i w Nagyigmand ( na południe od Nitry też za Dunajem). Wydawało się, że nasze odejście na trasę było wystarczająco wyczekane i z dobrej wysokości. Potem się okazało, że czołowi konkurenci jeszcze bardziej wyczekali i trafili w nieco lepsze warunki. Tymczasem my po odmeldowaniu przeskoczyliśmy za górę Tribec do dorodnych cumulusów. Parę kółek w kominie 3 metrowym i dalej w kierunku I pz. Niestety po jego zaliczeniu chmury jakby na chwilę odmówiły posłuszeństwa i lekko się rozpadły. Trzeba było wykonać długi przeskok przez masyw Vtacnika by dopiero w następnej dolinie znaleźć bardzo turbulentny komin 2 metrowy. Po wykręceniu ok. 1500 m ruszamy dalej do przodu. Pojawia się dylemat czy omijać duże chmury deszczowe z południa czy z północy. Wybieram wariant południowy, Karol północny. Po przeleceniu kolejnego pasma gór trafiam pod ciemny szlak dający od słońca dobre noszenie 2-3 m/sek. Parę kółek i do przodu. Po 10 km trafiam piątala ! Oj jak miło. Od dołu dolatuje Karol i też szybko nabiera wysokości. Pod ciemnym szlakiem zaliczamy IIpz i sporym rogalem północnym kierujemy się do trzeciego punktu. Początkowo południe jest czyste, ale czym dalej tym więcej chmur. Po przekroczeniu Dunaju jak zawsze podstawa chmur się obniża. Do trzeciego punktu Karol dochodzi parę minut wcześniej. Jego ASG-29 wydaje się nie do dogonienia Ale to z pewnością za sprawą pilota, a nie konstrukcji. Lecąc w kierunku lotniska przebijamy się przez deszcz. Jednak nad Dunajem świeci już słońce. Tu pod świeżym kłaczkiem łapię 2 potem 3 m/sek. Gdy już zaczynam obliczać dolot dochodzi do mnie od dołu stado Nimbusów-4 i ASW-22. Jakie to dziwne, że latają oni takim stadem. Powtarza się to w każdych zawodach. Widać taki urok klasy otwartej – byle w kupie mości panowie !. Z niedolotem minus 200 m ruszam w kierunku Nowych Zamków. Tam rozpoczyna się piękny szlak, który wiedzie prosto do 20 kilometra przed Nitrą. Karol zgłasza, że p prostej doskonale wyrabia się dolot. Po kilku minutach sam to stwierdzam. W połowie szlaku zwiększam już prędkość do 200 km/h, a od 30 km do domu pędzę już cały czas 250 km/h – aż ręka boli. Przecięcie taśmy, uśmiechnięte twarze ekipy naziemnej, szybkie składanie szybowca i skok do basenu. Oj cudowna jest taka zimna kąpiel po całym skwarnym dniu.

4. Konkurencja

W zdrowym ciele zdrowy duch -czyli pływaj  a będziesz mistzrem w lataniu

Można śmiało powiedzieć, że dziś był to dzień polski. Mimo tego, że żaden z naszych zawodników nie wygrał, ale dwa drugie miejsca w klasie 15 metrowej Sebastiana i Łukasza, oraz drugie Karola i moje czwarte w klasie 18-metrowej można zaliczyć w poczet sukcesów. Na dodatek de dobre lokaty zaprocentowały wyraźnym awansem w klasyfikacji generalne: Sebastiana na pierwsze i Łukasza na drugie miejsce w 15-m, oraz Karola na trzecie w 18-tkach. Co ważniejsze Karol ma już tylko kosmetyczne straty do prowadzących Brytyjczyków. Wszystko to jednak za sprawą dzisiejszej konkurencji, a było nią oblecenie trzech obszarów w czasie 3 godzin. W klasie 18-metrowej poszczególne obszary znajdowały się: dookoła punktu Filakovo (122 km na wschód od Nitry, obszar o promieniu 30 km), Nove Zamky (na południe od Nitry – obszar o promieniu 23 km) i Pukanec (na wschód od Nitry – obszar o promieniu 30 km). Lot nie był łatwy z wielu względów. Po pierwsze od rana nie stwierdzało się termiki, co poskutkowało tym, że kilka szybowców wylądowało po starcie i musiało ponownie wzbijać się w powietrze. Tam jednak noszenia były początkowo marne, potem chmury przeniosły się na zachód od góry Zobor, a cały obszar na wschód był wytłumiony przez czapę rozlanej burzy. Gdyby tego było mało na trasie pierwszego boku „stała” strefa poligonów (LZ R24) zamknięta w dniu dzisiejszym. Odwlekaliśmy z Karolem odejście do czasu gdy udało się ostatecznie wykręcić nad lotniskiem wysokość 1900 m. Z tego ruszyliśmy na linię startu i długi 30 km przeskok do pierwszych chmur nad górami. Tam dotarliśmy na wysokości ok. 1100 m i od razu wpadliśmy w dobre noszenie 2,5 m/sek. Wydawało się, że dalsza jazda będzie już bezproblemowa. Tymczasem chmury szybko się rozmyły i uciekły na północ. Na naszej drodze stanęła nieszczęsna strefa LZ R24, a na domiar złego w jej rejonie zapanowała termika bezchmurna. Istniała obawa, że nawet tej termiki nie będzie, ale szczęśliwie na południe od strefy zamkniętej można było znaleźć noszenia od 1-2 m/sek. To pozwoliło zaliczyć pierwszą strefę po minimum. Karol zrobił to trochę wcześniej. Ja jakieś 5 minut po nim. W kierunku drugiej strefy zaczęły wyskakiwać pojedyncze chmurki. Czym dalej na południowy zachód tym było lepiej. W rejonie punktu Nove Zamky można by powiedzieć było już luksusowo. Duży dorodny szlak, który umożliwił dolecenie prawie do końca drugiej strefy. Trzeci bok to nadal doskonała jazda pod rozbudowanymi chmurami. W rejonie trzeciej strefy Karol zameldował, że mimo upływającego czasu oblotu – 3 godz będzie wydłużał lot w kierunku na wschód celem poprawy prędkości. To także zmobilizowało mnie do podobnego manewru. Na dodatek południowym skrajem trzeciej strefy biegł dorodny szlak . Pociągnąłem nim do samego końca i następnie skierowałem się do trzeciej strefy. Trochę wcześniej zrobił to Karol. Kontrolując cały czas zasięg do linii mety wleciałem w trzecią strefę tak daleko jak tylko pozwalała wysokość bezpiecznego powrotu do lotniska. Po zawrotce wrzuciłem 200 km/h i ostatnie 45 km jechałem spokojnie do Nitry. Dzień można zaliczyć do bardzo udanych. Karol odskoczył od głównego rywala Janowitscha o jakieś 60 pkt. Ja nieco poprawiłem się w klasyfikacji generalnej i zmniejszyłem dystans do pierwszej dziesiątki (ot każdy musi sobie stawiać jakieś doraźne cele). W naszej klasie zwyciężył ponownie Duńczyk Arne Boye-Moller z prędkością 104,5 km/h, Karol był drugi – 100,9 km/h, Brytyjczyk Mike Young trzeci – 99,0 km/h.

3. konkurencja

Nareszcie pogoda zaczęła się odmieniać. Można śmiało powiedzieć, że w dniu dzisiejszym nareszcie cumulusy osiągnęły właściwą podstawę (w ciągu dnia do 2000 m) a noszenia też były poprawne – do 3-3,5 m/sek. Stopniowe wysuszanie się masy spowodowało, że burze powstawały ze znacznie mniejszą intensywnością, a ich lokalizacja nie przeszkadzała zawodnikom. Tymczasem zadaniem dnia dla klasy 18 – m był oblot wieloboku o długości 323 km, z punktami zwrotnymi Halic (100 km na wschód od Nitry), Tata (punkt za Dunajem na południe od Nitry) i Kalinciakovo ( 37 km na wschód od lotniska). Rozwój chmur i podnoszenie się podstawy spowodował, że odeszliśmy nieco później. Dzisiejszy triumfator Wolfgang Janowitsch odszedł 4 minuty po nas. Lot do I pz przebiegał nad górkami. Tam też tworzyły się dorodne cumulusy układające się w mniejsze lub większe szlaki. Pierwszy punkt zaliczamy z dobrą prędkością ok. 115 km/h. W strone południową chmury niestety nieco słabna. Najgorsza sytuacja jest za Dunajem w okolicy II pz w TATA. Tam też ma niewielkie kłopoty Karol, który wysforował się do przodu o jakieś 5 km. Całe szczęście po „powrocie na gościnną ziemię słowacką (czytaj po powrocie zza Dunaju) łapie dość nisko noszenie dwumetrowe, potem jeszcze lepsze i bez problemu zalicza trzeci pz. Doganiany przez sympatycznego Austriaka pędzi Karol do mety i uzyskuje ostatecznie trzeci czas dnia- 113,5 km/h. Mój wynik jest nieco słabszy – 106, 2 km/h. co daje 12 wynik dnia. Tym czasem Karol umacnia się na czwartej pozycji z niewielkimi stratami do liderów. Ja awansuję o 6 miejsc, co też cieszy i pomaga nieco wyleczyć kaca po wczorajszej porażce. Bohaterem dnia jest znów polski pilot – tym razem w klasie 15 metrowej wygrał Sebastian Kawa z doskonałą prędkością 122,4 km/h. W klasyfikacji generalnej Sebek jest już na trzecim miejscu i ma niewielkie straty do lidera. Znów jutro Polak będzie odbierał wyróżnienie z zwycięstwo. To wzbudza respekt i uznanie w oczach innych ekip.