Mistrzostwa Polski w klasie standard 2015

Dzień czwarty – najlepsza pogoda zawodów

Dziś od samego rana piękny błękit zwiastował dobrą pogodę. Trasa o tej samej długości co wczoraj- 390 km, ale cała na południe od Ostrowa w kierunku na Częstochowę. Starty rozpoczęliśmy o 11.45, szkoda, że tak późno bo trochę pogody nam uciekło. Starty lotne dla naszej klasy zostały otwarte o 13.06 i należało szybko odchodzić ze względu na zanikające na północy cumulusy. Pogoda była już bardzo dobra, podstawa wynosiła 1800m i noszenia zdarzały się nawet 4-metrowe. Pierwszy bok bardzo szybki, niecałe 150 km/h, gdzie praktycznie nie krążyliśmy w gorszych jak 3 metrowych kominach. W okolicach pierwszego punktu zlokalizowanego niedaleko Rudnik chmury były porozlewane i trzeba było szybko uciekać na zachód, gdzie dzisiaj było najlepiej. Tam noszenia 3-4 metry i szybka jazda pod cumulusami. Po zaliczeniu drugiego punktu trafiłem ponownie dobry komin, który pozwolił mi przeskoczyć nad lasy w rejon Twardogóry. Tam długo nie mogłem trafić nic dobrego, właściwie dopiero po zaliczeniu 3 punktu udało mi się wykręcić podstawę. Niestety na tym boku skończyły się nam cumulusy i ostatnie 100 km musiałem samotnie podążać na bezchmurnej. Całe szczęście można było znaleźć dwumetrowe noszenia, w których wykręciłem dolot. Wynik prawie 130 km/h i wygrana trzeciej na tych zawodach konkurencji.

Łukasz Wojcik

Dzień trzeci – wreszcie z cumulusami, ale czy łatwiej???

Przechodzący front zapewnił nam trzydniową przerwę w lataniu i wszyscy dzisiaj liczyli na super warunki i szybkie latanie. Było nieco inaczej.

Od rana na zachodzie kilkadziesiąt kilometrów od Ostrowa widać było czysty błękit a altocumulus, który znajdował się nad nami dosyć szybko się przepalał. Tomek Krok zarządził dla Standardów trzysetkę a dla nas 390 km (Jasień – Milsko). Starty ziemne z małym przesunięciem rozpoczęły się o 12.15. Po wyczepieniu wykręciłem w 1,5-2 m/s podstawę, która wynosiła 1300m. Po raz kolejny nie mieliśmy czasu na wyczekiwanie, trzeba było zaraz po otwarciu odchodzić na trasę. Pierwszy komin po odejściu zadziwiająco mocny – do 4 metrów, zwiastujący naprawdę szybką jazdę. Przez cały pierwszy bok miałem nadzieję, że kolejne piękne cumulusy obdarzą kolejnymi czwórkami. Najczęściej jednak trafialiśmy z lecącym ze mną Marcinem 2-2,5 metra, mimo, że lecieliśmy nad pięknymi kompleksami leśnymi i pod ładnie wyglądającymi cumulusami, czasami szlakami. Udawało nam się jednak nie schodzić poniżej 800-900 metrów przy podstawie 1500-1600 metrów. Noszenia były często poszarpane i zmienne, kilka razy zakładałem w silnych kominach, które po połowie okrążenia okazywały się duszeniem. Trzeba było sporo meandrować by znaleźć te najlepsze. Mimo tego szło płynnie i udało się osiągnąć 123 km/h, co okazało się najlepszym dzisiaj wynikiem. W tabeli umocniłem się na pierwszym miejscu. To był dobry trening przed Węgrami, wydaje się, że takie pogody mogą się tam często trafiać. Takie warunki powinny się utrzymać do końca zawodów:)

Łukasz Wojcik

Dzień drugi – bezchmurna numer 2

Po wczorajszej smażalni, dzisiaj miało być jeszcze cieplej i ponownie bezchmurna. Nikt nie lubi latać, gdy nie ma cumulusów, ale raz na jakiś czas należy sobie przypomnieć jak to jest na blaszce.

Po wyczepieniu próbowałem od razu kierować się w stronę linii startu, ale nie było to takie łatwe jak wczoraj. Dopiero po otwarciu startu lotnego wykręciliśmy 1300 metrów i z tej wysokości wszyscy razem zgodnie ruszyliśmy na 3 godzinną obszarówkę. Znowu w podobne rejony. Dzisiaj nie szło tak sprawnie, słabsze noszenia i niższy zasięg nie pozwalały nam się zbytnio rozpędzić. W pierwszy obszar zlokalizowany na wschód od Ostrowa wlecieliśmy głęboko. Kolejne tylko nakłuliśmy. Ponownie, tym razem w rejonie Milicza trafiliśmy na gorsze warunki i musieliśmy grzecznie zaparkować w meterku zaliczając ostatni obszar. Dokręciliśmy 200 metrów i mogliśmy spróbować przedostać się nad lepszy las, gdzie było już 1,5 metra. Udało się wykręcić prawie wysokość na dolot, brakowało około 100 m. Lecąc w kierunku lotniska trafiłem kilka noszeń, które pozwoliły na spokojny dolot do lotniska. Dzisiaj wyszło nam 90 km/h, także sporo mniej jak wczoraj. Dla mnie czwarte miejsce w konkurencji i utrzymanie prowadzenia.

Łukasz Wójcik

Dzień pierwszy – bezchmurna numer 1

Ze względu na przedłużony weekend Krajowe Zawody Szybowcowe w klasie 18 metrowej rozgrywane razem  z Mistrzostwami Polski w klasie Standard rozpoczęliśmy już w piątek 5 czerwca. Dzień wcześniej, w Boże Ciało także udało się polatać. Dla mnie było to sprawdzenie nowiuśkiego przyrządu Lx9000, który Tomek Krok kilka dni wcześniej zainstalował w kadrowym Asg-29 „PL”. Wszystko działało poprawnie, zatem można było spokojnie spać przed pierwszą konkurencją. Niestety tego dnia wyparowały wszystkie cumulusy i przyszło nam rywalizować na termice bezchmurnej. Trasa prędkościowa 320 km na południe od lotniska w Michałkowie. Manewru na odejściu nie było żadnego, zatem cała nasza klasa zameldowała się na linii startu chwilę po jej otwarciu. Lot przebiegał sprawnie, do pierwszego punktu łapaliśmy silne noszenia po 2,5-3 m/s. Po pierwszym punkcie było nieco gorzej, ale nie krążyliśmy w słabszych niż dwumetrowych noszeniach. Podążaliśmy w rejon teoretycznie najlepszy, ale niestety lasy twardogórskie obdarowały nas słabymi kominami, które urywały się na 1000-1100 metrach. Pomagało jednak to, że dogoniliśmy standardy, które znaczyły nam noszenia w okolicach drugiego i trzeciego punktu. Przed trzecim punktem – Rawiczem udało mi się uciec grupie, która zatrzymała się, by dokręcić wysokość przed nim. Po punkcie poleciałem na południowy wschód w okolice lasu, gdzie spodziewałem się dobrego noszenia. Tam była już grupa standardów, która krążyła w trójce. Jeszcze jedna dokrętka w dwóch metrach i szybki dolot. 112 km/h okazało się najlepszą prędkością, co dało wygraną w pierwszej konkurencji.

Łukasz Wójcik