Szybowcowe Mistrzostwa Polski w klasie 15m 2015

08.05.2015 – Czwarta konkurencja

Dzisiaj ponownie aura pozwoliła nam spędzić dzień w powietrzu. Nie obeszło się bez utrudnień, przesuwające się łachy zachmurzenia górnego raz po raz przysłaniały ziemię i wygaszały termikę. Z tego powodu nawet wróciłem się z trasy, aby odejść ponownie. Najpierw poleciałem na zwiady na około 20 kilometr trasy z lekką odchyłką południową, gdzie po spotkaniu silnych noszeń zdecydowałem się o szybkim odejściu na trasę. Niestety po powrocie i przecięciu linii startu już nie udało się wykorzystać tych samych noszeń. Cumulusy zanikły przykryte dopiero co nasuniętym cirrusem. Pierwsza faza lotu nad zacienionym terenem była tak kiepska, że zdecydowałem się wykonać ponowne odejście na trasę. Z szacunków wynikało, że ponowne odejście uda się dopiero po godzinie 13:00, ale sądziłem, że nie będzie to jeszcze zbyt późno przy obszarówce o czasie oblotu 3:30 (link do trasy na Soaring Spot). Za drugim razem było już znacznie lepiej, trafiłem w moment zwiększonego dopływu słońca do ziemi i dzięki temu pierwszy odcinek zaczął się znacznie szybciej. Niestety późne odejście odbiło się czkawką pod koniec lotu. Duża ilość cirrusa spowodowała, że termika zaczęła wcześniej słabnąć. Pierwsze kilometry dolotu, jeszcze w rejonie Kielc szły całkiem dobrze. Około 70 kilometra do Rudnik rozpoczął się obszar zacieniony, ze sporadycznie występującymi dużymi cumulusami, pod którymi trudno było znaleźć noszenia, i tak znacznie słabsze od zadowalających.

07.05.2015 – Trzecia konkurencja

Po trzech dniach przerwy ze względu na ogólną niepogodę „piłka znowu w grze”! Wprawdzie według prognoz istniało ryzyko tworzenia się łach zachmurzenia warstwowego odcinającego dopływ słońca do ziemi, a także możliwość rozwoju cumulusów do dużych rozmiarów, nawet z opadem. Zadanie dnia to obszarówka zachód-wschód o czasie oblotu 3 godziny (link do opisu na Soaring Spot).

Dość długo budziły się te dzisiejsze warunki. Ze względu na ryzyko pogarszania się pogody w drugiej części dnia dobrą taktyką byłoby wczesne odejście na trasę, ale słabe noszenia utrudniały realizację takiej taktyki. Linię startu udało się przeciąć dopiero kilka minut przed 13. Lecąc do pierwszej strefy zdecydowałem się wybrać połączenie po południowej części trasu. Ściągało mnie w kierunku zakazanej przestrzeni P13, w której, jak to z reguły bywa, stały jedne z najładniejszych w okolicy cumulusów. Omijając ją musiałem nieco zwolnić, ale do pierwszego obszaru doleciałem bez większych problemów. W kierunku na wschód widać było dość duży obszar zacieniony posklejanymi rozmytymi chmurami i altocumulusem, dlatego zdecydowaliśmy z grupką szybowców odbić na północ, nad nasłonecznione tereny, nad którymi widniały jeszcze bardzo ładne cumulusy układające się w połączenia i drobne szlaki. Stamtąd, to jest z okolic Działoszyna udało się dolecieć po prostej aż pod Kielce! W drugi obszar wleciałem nieco głębiej niż w pierwszy. Powrót do lotniska początkowo przebiegał bardzo dobrze i szybko. Przez chwilę nawet sądziłem, że przylecę przed czasem. Niestety mniej więcej w połowie drogi, na trawersie Włoszczowej dobra pogoda się skończyła, a przede mną ukazał się obszar zacieniony chmurami warstwowymi, na szczęście zanikającymi. Zdecydowanie zwolniłem i poleciałem z lekką odchyłką południową, w stronę najbliższej krawędzi altocumulusa i tym samym najbliżej znajdującego się terenu (już) oświetlonego przez słońce. Po drodze wahałem się, czy nie odbić zupełnie na południe lub północ, gdzie jeszcze były cumulusy. Po chwili i przede mną, nad dość odległym, ale nagrzanym terenem zaczęły pojawiać się fractusy, więc ostatecznie zrezygnowałem z tej opcji i poleciałem przed siebie. Napotykane noszenia przypominały raczej te sprzed odejścia na trasę niż te, w których dopiero co krążyłem, ale udało się dolecieć bez nerwowego odbijania się od pola.

Tak naprawdę to mieliśmy dzisiaj szczęście co do pogody. Lecąc jeszcze nad obszarem przykrytym altocumulusem widziałem już „ciemność” – wypiętrzone i „zakitowane” cumulusy niedaleko na zachód od lotniska. Kilkanaście minut po moim lądowaniu na lotnisku zaczął padać deszcz. Ważne, że zawody rozegrane. A nawet jest szansa, że w następne dwa dni jeszcze oderwiemy się od ziemi.

03.05.2015 – Druga konkurencja

Drugi dzień zawodów także spędziliśmy w powietrzu. Po wczorajszym zaskoczeniu na dzisiaj dostaliśmy nieco dłuższą trasę, 446km (link do opisu na Soaring Spot) pomimo prognozowanych słabszych warunków. Tak też było, dzisiaj nie było już tak dobrze jak wczoraj. Noszenia nie występowały tak gęsto i dość często były poszarpane. Ale dało się lecieć i to całkiem szybko. Trochę kłopotów napotkałem już na pierwszym boku trasy. Od przecięcia linii startu nie mogłem trafić żadnego zadowalającego komina. Dużo czasu traciłem na szukanie noszeń i „zwiedzanie” chmur bez większego skutku. Praktycznie dopiero w połowie drogi, z wysokości około 600m nad lotnisko odbiłem się do góry. Dalej było troszkę lepiej, ale niewiele. Noszenia były raz od strony nasłonecznionej i nawietrznej pod chmurą, a innym razem od kompletnie innej, gdzie bym się ich nie spodziewał. Na szczęście raz na jakiś czas dawało się coś wycentrować i lecieć do przodu. Raz jeszcze zszedłem dość nisko w drodze do trzeciego punktu po dość długim locie po prostej, w którym nie trafiłem noszenia, które byłoby warte zatrzymania i krążenia. We wschodniej części trasy na szczęście warunki trochę się poprawiły, raz nawet trafiłem czterometrowy komin! No dobra, 3.8m/s średniego z całego czasu krążenia. Dla takich chwil chce się żyć!

02.05.2015 – Pierwsza konkurencja

Jak na pierwszy dzień zawodów pogoda była wspaniała. Była ona w zasadzie nawet lepsza niż się spodziewaliśmy po przejrzeniu prognoz. Nawet zadanie dnia o długości 413km (link do opisu na Soaring Spot) okazało się być nieco krótkie. Pomimo wyczekania z odejściem (ruszyłem na trasę dopiero przed godziną 13:00), wylądowałem kwadrans po 4 po południu! No ale tak to już jest z tą pogodą, że nie zawsze uda się jej rozwój dokładnie przewidzieć. I tak z dwojga złego takie zaskoczenie jest lepsze…

Sam lot przebiegał bardzo dynamicznie. Dość gęsto rozsiane cumulusy pozwalały na pokonywanie długich odcinków bez krążenia. Niestety zdarzały się także obszary o nieco słabszych noszeniach. Tak było W rejonie Kępna i Sycowa. Rozpędzony lotem po szlakach puszczałem słabsze noszenia zachęcony wciąż widniejącymi przede mną cumulusami. W pewnym momencie nie było już wyjścia, trzeba było brać co jest, przez co straciłem trochę czasu już przed pierwszym punktem zwrotnym. Do drugiego było już nieco lepiej, a po drugim ponownie wleciałem w obszar z dobrze rozwiniętymi cumulusami, z dobrymi noszeniami. Wysoka podstawa pozwoliła na wyrobienie dolotu w zasadzie jeszcze przed zaliczeniem ostatniego punktu trasy.