Pribina Cup 2015

6 konkurencja – 10.04.2015 r.

Kolejny ciężki dzień. Pogoda po raz kolejny odbiegała od tego czego oczekiwaliśmy. Po wyczepieniu pierwszy komin 2-3m/s i zasięg noszeń do 1500m na bezchmurnej. Jako, że wystartowaliśmy dziś o 11:30, start lotny został otwarty o 12:05. Dzisiaj postanowiliśmy trochę poczekać na odejście, aby wypuścić peleton przodem. Ostatecznie odeszliśmy na trasę o 13:15, co wydawało się być dobrą decyzją. Do pierwszego punktu zwrotnego położonego na Małej Fatrze leciało się bardzo dobrze. Do Prievidzy łapałem dobre noszenia ok. 2,5m/s. Podbudowany tym, że warunki sprzyjają odważnie poleciałem w kierunku punktu. Niestety tutaj chyba nie trafiłem w fazę, ponieważ musiałem spłynąć do doliny Martina. Tam bardzo nisko złapałem noszenie początkowo ok. 0,7m/s, które z wysokością umocniło się do prawie 3m/s. Tutaj straciłem ok. 10min. Po odzyskaniu wysokości zaliczyłem punkt, a następnie wykorzystując konwergencję wzdłuż wschodniej strony doliny Prievidzy szybko przemieszczałem się w stronę drugie PZ położnego w okolicach Nitry. 10km przed punktem zwrotnym dogoniłem kolegów, z którymi straciłem kontakt przez problemy na Małej Fatrze. Jednak pogoda w tej okolica popsuła się, spadałem nisko i musiałem dokręcać w słabych noszeniach do 1m/s. Do trzeciego punktu zwrotnego wracaliśmy po tej samej trasie co poprzednio z tym, że PZ był położony kilkanaście kilometrów za Prievidzą. Od Velkego Tribca do Prievidzy warunki nadal były bardzo dobre. Przed punktem  zwrotnym wykręciłem 1800m w noszeniu 2,2m/s. Po zaleczeniu punktu również znalazłem dobry komin, w którym osiągnąłem 2000m. Z 66km do dolotu brakowało mi 300m wysokości. Komin dolotowy złapałem przed Partizanskimi. Był bardzo poszarpany i wycentrowanie było bardzo trudne. Ostatecznie dał 1,5m/s wznoszenia i po osiągnieciu 100m zapasu udałem się na dolot. Na zawietrznej od Tribca dolot zmalał mi na -50m. W tym momencie liczyłem na to, że zabierze mnie jeszcze Velky Tribec i się nie pomyliłem. Wystarczyło zrobić 3 esowania w bardzo silnym termiczno-żaglowym i mogłem polecieć na dolot z zapasem +150m.

Każdy lot na tych zawodach daje mi wiele nowych doświadczeń. Moje wyniki nie są tutaj najlepsze, ale liczę na to, że latanie w tak trudnych pogodach zaowocuje w przyszłości.

Jacek F.

4. konkurencja – 7.04.2015 r.

Prognozy na dzisiaj poza silnym wiatrem nie zapowiadały innych zjawisk, które miałyby zakłócić przebieg lotu. Problemy zaczęły się już po starcie, kiedy pierwsze noszenie złapałem dopiero po zejściu na wysokość 250m. Na początku ciężko było dolecieć do linii startu pod wiatr o prędkości ok. 40km/h. Po ok. godzinie od startu z ziemi warunki zdecydowanie się polepszyły. Odejście z 2000m było idealne, a szlak układający się do pierwszego punktu nad lotniskiem w Partyzanskie pozwolił na dolecenie tam bez krążenia z prędkością 120km/h pod bardzo silny wiatr. Do drugiego punktu, który był położony na Węgrzech ok. 25km od Dunaju, leciało się równie szybko.

IMG_0133

Problemy zaczęły się na trzecim boku, którego koniec był przy samej Nitrze. Termika zdecydowanie osłabła, a nasilający się wiatr sprawiał bardzo wiele trudności w wycentrowaniu poszarpanych noszeń. Z prędkością „rowerową” udało się zaliczyć ten punkt, jednak cały peleton uciekł mi na ok. 15km. Na czwartym boku trasy mieliśmy ponownie wrócić z wiatrem na południe za Nove Zamky. Watr popychał do przodu jednak bardzo trudno było znaleźć dobre noszenie. Kiedy słyszałem, że peleton kilka kilometrów przed punktem odszedł o 90 stopni w bok od trasy, Ja złapałem bardzo dobry komin jak na tą porę dnia. Komin 2m/s naniósł mnie na punkt, a tym samym dogoniłem peleton i na wysokości 1400m mogłem myśleć o planowaniu dolotu. W tym momencie wiatr zaczął przyśpieszać, a przed nami Cumulusy znikały w oczach. Na 27km do Nitry miałem już niecałe 500m. Wtedy zobaczyłem dobrze wznoszące się szybowce lekko z tyłu. Opłacało się cofnąć, ponieważ komin był to komin 1.6m/s i dał szansę na ukończenie zadania. Niestety noszenie puściło bardzo szybko, a do dolotu nadal brakowało ok. 300m. W tym momencie nie pozostało nic innego jak lecieć przed siebie i liczyć na szczęście, że coś jeszcze zapracuje. Termiki już nie było, ale za to trafiliśmy na… falę :) Z odległości 30km i wysokości 1000m pod wiatr o prędkości 57km/h udało się dolecieć do lotniska. Wszystko dzięki długim, laminarnym dobrym noszeniom na przemian z umiarkowanymi duszeniami. Sam nie wierzyłem w to co się dzieje, ale dolot z -300m wypracował się na +30m.

039_1D4_5724

Niestety nie wszyscy mieli dzisiaj tyle szczęścia i sam obserwowałem jak kilka szybowców lądowało w polu nie dolatując do mety.
Po 4 konkurencjach mogę powiedzieć, że są to jedne z najtrudniejszych i nieprzewidywalnych  zawodów na jakich byłem.

Jacek F.

3 Konkurencja, 6.04

Przed startem do trzeciej konkurencji wyglądało na to, że głównym problemem będzie silny wiatr. Tymczasem lot okazał się niełatwym wyzwaniem. Jeszcze przed odejściem na trasę sporo problemów sprawiało utrzymanie się w pobliżu linii startu na wysokości dającej szanse na odejście. Ładne i dobrze noszące Cumulusy, które były nad lotniskiem w momencie rozpoczęcia holowania, zostały wywiane na południe. Nad Nitrę przywiało tymczasem nieco inną masę powietrza, cumulusy o niższych podstawach i trudnych do znalezienia, turbulentnych noszeniach. Dodatkowo w kierunku naszego pierwszego punktu nie było widać warunków, które można by wykorzystać aby go osiągnąć. Gdy w końcu zrobiło się połączenie, okno czasowe na wykonanie startu lotnego dającego szansę na dotarcie do punktu i powrót okazało się bardzo krótkie. Niestety na czas nie zdążył się wykręcił Jacek Flis i nie zdołał odejść (dodatkowo był przekonany, że naruszył TMA, dopiero po sprawdzeniu skalowania okazało się, ze minimalnie minął strefę).
Pierweszy punkt udało się zrobić bez większych problemów. Zaraz po punkcie Mars i Prezes znaleźli bardzo dobry komin. Dalej lot z wiatrem na południe, kolejny punkt zwrotny był na Węgrzech. Po przeskoczeniu sporego obszaru bez noszeń -  następne chmury były na południe od Nitry, trafiłem w obszar bardzo dobrej pogody. Mars i Prezes nie dotarli tu  za mną i więcej już ich tego dnia nie widziałem. Ładne Cu dające 2-3m/s noszenia (a czasem i więcej), podstawy około 1800m i silny wiatr w ogon sprawiły, że za dunaj leciało się bezproblemowo. Schody się zaczęły po nawrotce na północny wschód, do ostatniego PZ. Teraz wiatr, który tak ładnie pchał na Węgry zaczął przeszkadzać. Dodatkowo z chmur zaczął padać śnieg. Im bliżej punktu zwrotnego, tym opadów więcej. Przez kurtyny śniegu nie było widać dokąd można dalej lecieć. Jedynie patrząc na ziemię można było próbować ocenić, czy za opadem jest słońce, czy cień. Wybierałem kierunki, gdzie była jakaś jasna plama na ziemi, leciałem w opady śniegu, a po drugiej stronie okazywało się co zastałem. Dwukrotnie po takim przeskoku musiałem skręcić o 90 stopni w bok, żeby kilka kilometrów dolecieć do jedynej chmury dającej nadzieję na noszenie. Na szczęście trafiałem. Tuż przed ostastnim punktem zwrotnym, wokół którego był tylko cień i żadnej termiki po opadzie. Zastanawiałem się, czy po zrobienie punktu dolecę w ogóle do jedynej chmury, która dwała nadzieję na wykręcenie dolotu. Nad punktem wypatrzyłem inną chmurę, bliżej, tyle, że na północ od punktu, gdy tymczasem dom był na zachód. Gdy podleciałem kawałek na północ, zza zasłony stworzonej przez kolejny opad śniegu wyłonił się piękny, świeży szlak wiodący nieomal do nitry, którego początkiem była „moja” chmura. Na początku zrobiłem kilka kółek, zupełnie niepotrzebnie. Ruszyłem po szlaku jeszcze poniżej wysokości zapewniającej dolot. mimo, że byłem 800m poniżej podstaw, nim doleciałem do końca, nie miałem już co robić ze zdobytą wysokością. Leciałem 200km/h, szybciej nie chciałem pod chmurami, gdyż powietrze było turbulentne. dopiero ostatnie 10km mogłem lecieć spokojnie ponad 250km/h, a i tak nad progiem pasa miałem około 100m, a drugie tyle odzyskałem z prędkości. Lądowanie z krótkiego kręgu. Konkurencję niespodziewanie wygrałem.

Niestety nie zrobiłem  żadnych zdjęć w czasie tego lotu, może uda mi się jakieś pożyczyć od kolegów nieco później :)

Piotrek J.

Druga konkurencja – 5.04.2015 r.

W niedzielę wielkanocną dostaliśmy zadanie 302km. Prognozy na dzisiejszy dzień były dobre, jednak mogły nas zaskoczyć przelotne opady śniegu. Po stracie opady znowu odcięły nam drogę do pierwszego punktu. Na szczęście pogoda wyklarowała się dużo szybciej niż wczoraj i o 13:40 mogłem odejść na trasę przy podstawie ok. 1800m. Warunki do pierwszego punktu układały się idealnie. Niestety przed górą Rokosz napotkałem pierwsze problemy. Po długim przeskoku i przeleceniu prze kilka rozlanych cumulusów spadłem na ok. 700m nad teren i wykręcenie się w poszarpanych przez wiatr noszeniach nie było łatwe. Szybowce, które odeszły na trasę kilkanaście minut po mnie szybko mnie dogoniły, a nawet wyprzedziły. Po odkręceniu się z niskiej wysokości, do punktu leciało się już bardzo dobrze.

IMG_0128

Na punkcie złapałem bardzo poszarpany komin, który bardzo trudno było wycentrować. W tym miejscu popełniłem jeden z pierwszych błędów. Odpuściłem komin zbyt nisko, a następnie na powrocie z punktu zwrotnego wpadłem w bardzo silne duszenia. Czułem też, że mój Discus 2a nie daje mi takich osiągów jak powinien. Stopniowo doganiały mnie kolejne szybowce. W połowie boku spotkałem się z moim kolegami z klasy i razem lecieliśmy do drugiego punktu zwrotnego łapiąc noszenia 1,5-2m/s. Czuliśmy spowolnienie na trasie spowodowane słabnącą termiką, a mi dodatkowo leciało się gorzej niż moim partnerom. Dolot był bardzo szarpany, często musieliśmy dokręcać w słabnących i zanikających noszeniach. Na 35km do lotniska wykręciłem duży zapas do lotniska, jednak jak się później okazało nie był on wystarczający, ponieważ dolot pod wiatr wyszedł dosłownie na styk. Po lądowaniu za prawym zaworem skrzydłowym zobaczyłem olbrzymi sopel lodu, który tworzył się z powodu lekkiego wycieku. Przed startem starałem się zrobić wszystko, aby do tego nie dopuścić, jednak stan tego zaworu nie pozwala na całkowite zlikwidowanie wycieku ;/

IMG_0130

Dzisiejszy wynik nie jest zadowalający, jednak pogoda na następne dni wygląda obiecująco i mam nadzieję, że pozwoli na odrobienie strat.

Jacek

Pierwsza konkurencja – 4.04.2015 r.

Po kilku deszczowych i śnieżnych dniach dzisiaj udało się rozegrać pierwszą konkurencję. Na szczęście nie czekaliśmy długo na zmianę zadania na Task B, dzięki czemu mogliśmy uniknąć lotu na północ od Prievidzy, gdzie zalega jeszcze sporo śniegu.IMG_0107

Ostatecznie trasa o długości 189km pierwszy punkt zwrotny miała kilka kilometrów od Prievidzy, a następnie mieliśmy się udać na południe i na wschód. Po stracie już było widać szeroką linię opadów śniegu ciągnącą się od Zoboru do samej Prievidzy. Razem z moimi partnerami Jakubem i Mateuszem nie podjęliśmy decyzji o odejściu na trasę.

IMG_0111

IMG_0118

Ostatecznie pomiędzy chmurami udało mi się przebić tą linię opadu śniegu, jednak za nią napotkałem słabo wyglądające cumulusy, spod których na mojej wysokości wracał Patrick Puskeiler. Wiedziałem, że nic tam nie złapał więc stwierdziłem, że trzeba wracać do lotniska. Przy lotnisku na 300m spotkałem moich partnerów, a po chwili z powodu braku noszeń wszyscy wylądowaliśmy. Na ziemi odczekaliśmy na poprawę pogody, ten kto musiał uzupełnił braki wody i ok. 14:40 ponownie wystartowaliśmy do konkurencji. W tym momencie chcieliśmy tylko jak najszybciej wykręcić się i oblecieć trasę przed końcem termiki. Warunki bardzo szybko się poprawiały i 0 15:10 całą trójką odeszliśmy na trasę w kierunku Prievidzy. Po drodze łapaliśmy kominy 2-3,5m/s i wszystko szło idealnie. Szczęśliwie pierwszy punkt zwrotny był przed gęstym opadem śniegu. Do drugiego punktu noszenia były już słabsze, ale dalej szybko przesuwaliśmy się do przodu. Trochę spadliśmy w okolicy Velkego Tribca, ale i tam udało się złapać noszenie 1,5m/s.

IMG_0121

W tym momencie do dolotu brakowało tylko 700m, a przed nami były jeszcze dwie solidnie wyglądające chmury. Z pierwszej obficie sypał śnieg, ale pod drugą zobaczyłem krążące szybowce. Początkowo noszenie było słabe , ok 0,8 m/s, ale po kilku kółkach wzmocniło się do 3m/s. Wykręciłem podstawę i miałem dolot z dobrym zapasem. Na dolocie Mateusz delikatnie mi odjechał, ale podejrzewam, że mogło to być spowodowane soplem lodu, który utworzył się za lekko podciekającym zaworem.

IMG_0122

Na lotnisku byłem bardzo zadowolony, że sprawnie obleciałem trasę pomimo bardzo późnego startu. Jak się później okazało drugi start był bardzo dobrą decyzją, co potwierdza dzisiejszy wynik :) Oby tak do grudnia w Australii :)

wyniki

Podczas zawodów można mnie śledzić za pomocą SPOT:

http://share.findmespot.com/shared/faces/viewspots.jsp?glId=0tdko3VuICbqMG5eYcNAMxlh4nzYTF8LJ

Jacek Flis