Mistrzostwa Świata w kl. 15m, 18m i Otwartej 2010

Dzień siódmy ? odrabiamy straty

Mamy ostatnio spore problemy z wczesnym wracaniem, dlatego piszę relację z soboty w poniedziałek.

Prognozy na sobotę zapowiadały niezbyt dobrą pogodę, na zachodzie do 1300m, a na wschodzie nawet do 1600-1800m. Wszędzie miały jednak powstawać w godzinach wczesno popołudniowych niezbyt groźne burze. Błysnął po raz kolejny task setter i wyłożył nam 2 godzinną obszarówkę tam, gdzie miała być najgorsza pogoda. Pierwszą strefę na zachodzie, drugą na północnym zachodzie i trzecią na wschód od Szeged. W takiej warunkach nie było wielkiego manewru, dodatkowo staliśmy dzisiaj na starcie jako ostatni, a start lotny otworzono nam kilka minut przed 14-tą. Zdecydowaliśmy odejść się zaraz po otwarciu zegara, próbować oblecieć trasę po minimum i generalnie ukończyć konkurencję.

Pierwszy komin po odejściu trafiliśmy tuż przed pierwszą strefą ? ok. 1,5 m/s. Wykręciliśmy podstawę 1100m, stamtąd polecieliśmy zahaczyć obszar i z powrotem pod te same chmury. Do drugiej strefy musieliśmy lecieć mocno w prawo od kreski, gdyż chmury na niej miały 500-600m podstawy. Trafiliśmy nawet w pewnym momencie słabą konwergencję, która delikatnie nas podtrzymywała. Lecąc na północny wschód trafialiśmy kominy od 1,3 do 2 m/s. Na 30 km przed drugim obszarem wykręciliśmy podstawę 1200m i zakręciliśmy 90 stopni w lewo. Ułożył nam się delikatny szlaczek do krawędzi strefy, gdzie na jego końcu złapaliśmy 0,8 m/s. Znowu do podstawy, tym razem 1000m i powrót pod tym samym w stronę trzeciego obszaru. Niestety cumulus, pod którym wykręcaliśmy przedostatni komin rozpadł się, a dalej nie było żadnych ładnych chmur. Na 500m znaleźliśmy słabe noszenie 0,5-0,8 m/s i dokręciliśmy 200m. Mieliśmy zasięg do następnych cumulusów, więc wolno ruszyliśmy do przodu. Na 400m w rejonie Hodmezoro coś tam (w skrócie Hodno), znaleźliśmy 1,5 m/s, a kawałek dalej komin dnia 2,0 m/s średniego, gdzie osiągnęliśmy aż 1500m. Stamtąd wychodził już dolot przez trzeci obszar i punkt dolotowy do mety. Na lotnisko dolecieliśmy przed niewielki opad, który zjadł 150m zapasu, 20 minut po czasie.

Wynik super ? pierwsze i drugie miejsce w konkurencji i 100 punktów do lidera odrobione. Oby tak dalej.

Łukasz,/p>

Dzień ósmy ? Serbii dobre i złe strony

We wczorajszej konkurencji po raz kolejny nasi organizatorzy dali przysłowiowego ?ciała?. Wyłożyli nam jako jedynej klasie trasę do Serbii. Po pierwsze za długą, a po drugie do kraju, do którego ciężko wjechać i tak samo ciężko z niego wrócić z szybowcem.

Zaczynając od początku. Już podczas treningu wyłożono nam obszarówkę na Serbię, z której ledwo wróciliśmy. Trasa nie za bardzo nam się podobała, ale nie ma co narzekać, wszyscy lecą to samo. Stałem w pierwszym rzędzie i wystartowałem jako pierwszy. Już podczas holu dziwnie nisko wisiały cumulusy, jak się okazało na 650-700m. Przez pierwszą godzinę wiszenia w jednym miejscu wzrosła zaledwie o 100m, a noszenia nie przekraczały 1 m/s. Prognoza zapowiadała max 1600-1800m podstawy i noszenia do 4 m/s. Myśleliśmy, że może jak się wygrzeje to nagle się poprawi, lecz nic takiego się nie działo i kilka minut przed 2-gą odeszliśmy na trasę o długości ok. 330km z około 1000m. Pierwszy komin było dość trudno znaleźć, ale trafiliśmy 2,5 m/s pod ładnym cu. Dalej zaczynała się bezchmurna, no momentami maksymalnie 1/8 cu. Szło na niej bardzo sprawnie, doganialiśmy szybowce, które wcześniej odeszły i pozostałe klasy, które miały punkty w tym samym kierunku. Spuściłem w połowie boku całą wodę, dzięki czemu doganiałem w kominach inne szybowce. Niestety także i Tomek został trochę niżej i dalej lecąc goniłem następnych. Po drugim punkcie dogniłem wszystkie 15-tki i pędziłem w małym peletonie m.in. z Włochami na Dianach. Do drugiego punktu trafialiśmy 1,5 ? 2 m/s średniego, także po jego zaliczeniu znaleźliśmy dwa dobre kominy. Problem zaczął się w połowie trzeciego boku, gdzie chwilę po 17tej nie widać było żadnej szansy na dobre noszenie, tylko rozpadnięte pojedyncze cumulusy. Gdy spojrzałem w dół zobaczyłem pozalewane tereny wokół Cisy. Nie wróżyło to nic dobrego. W rejonie trzeciego punktu ? lotniska Kikinda znaleźliśmy już tylko bąble 0,2-0,3 m/s, które dawały podkręcić 50-100m. W końcu udało się nawet złapać 0,4-0,5 m/s i wykręcić 600m, ale wiatr zniósł mnie 8 km za punkt. Było już po 18tej, poleciałem kilka km do przodu i wylądowałem na punkcie zwrotnym z 15 innymi szybowcami, w tym Tomkiem, który w międzyczasie mnie dogonił. Do domu brakowało jeszcze ok. 50km.

Na lotnisku w Kikindzie było bardzo sympatycznie, zostaliśmy poczęstowani piwem , zimnymi napojami i ugoszczeni przez jednego z pilotów. Gorzej było z przekraczaniem granicy. Ciekawie wyglądaliśmy w kilkadziesiąt samochodów z wózkami stojących na granicy. Serbscy celnicy bardzo wnikliwie sprawdzali nasze dokumenty, dzięki czemu do Szeged wróciliśmy dopiero o 3.30. Dzięki temu organizator odwołał nam dzisiejszą konkurencję.

Pozostałe klasy także miały polówki i nikt z całych zawodów nie obleciał trasy. Zabrakło po mniej więcej 50-60km. Na jutro zapowiada się dobra pogoda i kolejna szansa na odrobienie strat.

Łukasz

Dzień szósty ? pole synchroniczne

Dzisiejsza pogoda nie była taką jaką lubią nasze krótkie 15 metrowe skrzydełka. Anemiczne noszenia, niska podstawa to jest niestety standard podczas tych mistrzostw. Także ogólny bajzel organizacyjny. Momentami czujemy się jak na zawodach juniorów, gdzie organizator uczy się jak przeprowadzać tego typu imprezy.

Wracając do pogody, meteorolog zapowiadał stopniowe pogarszanie się pogody do zachodu dzięki podchodzącemu frontowi. Ze względu na niepewną pogodę wyłożono nam 2,5 godzinną obszarówkę. Pogoda po wyholowaniu w rejonie Szeged była słaba, nosiło 1-1,5 m/s, a podstawa termiki bezchmurnej sięgała 1200-1300m. Zaplanowaliśmy więc wszystkimi klasami wczesne odejście na trasę. Odeszliśmy o 14tej, zaraz po otwarciu zegara. Musieliśmy przeskoczyć ok. 20 km pod pojedyncze Cu, jednak ciężko było znaleźć jakieś satysfakcjonujące noszenie. Zrobiliśmy kilka pokrętek w 1-1,5 m/s zaliczyliśmy pierwszą strefę mniej więcej w środku i polecieliśmy na północ do drugiej. Tam tez nie było miodu. Dokręciliśmy się na jej początku i postanowiliśmy polecieć na wschód do trzeciej strefy przez rejon Szeged. Mocno odeszliśmy przy tym od kreski, lecz znaleźliśmy 2 metry. Dalej niestety nie było połączeń i musieliśmy tym razem mocno odbić na północ pod dosyć ładnie wyglądające chmury. Dawały one po ok. 1,5m/s średniego. Dalej przeskok do trzeciej strefy pod bardzo ładnie wyglądające cumulusy. Niestety po przeleceniu kilku z nich znaleźliśmy tylko 0,5 m/s na 500m. Na takiej wysokości to dobre i pół meterka, jednak im wyżej ty wraz z wysokością komin się usilał. Co najciekawsze chmura zaczęła lepiej nosić po tym jak niebo zakryło górne pokrycie. Momentami mieliśmy nawet 2,5 m/s. Wykręciliśmy tam 1900m, co było bardzo dobrą wysokością jak na dzisiejszy dzień, ale brakowało jeszcze ok. 800m do dolotu. Nie widząc żadnej szansy na noszenie w kierunku mety, polecieliśmy na południe w kierunku Mirka, który zgłaszał ponad metr średniego. Zanim dolecieliśmy komin już osłabł i dokręciliśmy zaledwie 150m. Kolejne ładnie wyglądające chmury już nic nie poniosły, więc polecieliśmy w stronę lotniska. Im bliżej byliśmy lotniska, tym bardziej żałowaliśmy, że z ostatniego dobrego komina nie polecieliśmy prosto na dolot. Okazało się, że na północny zachód od nas znajdował się pożar, w którym kilka szybowców podreperowało sobie wysokość, by dolecieć dalej pod słaby wałek burzowy. Skorzystał z niego m.in. Mirek. My już niestety nie mieliśmy zasięgu, wylądowaliśmy więc w szyku niedaleko miejscowości o bardzo trudnej nazwie Hodmezovasarhely. Nasze ekipy bardzo szybko po nas przyjechały i już ok. 21szej mogliśmy kosztować gulaszu na wieczorze węgierskim.

Łukasz

Dzień piąty ? wreszcie ściganie, czyli to co tygryski lubią najbardziej :)

Dzisiejsza pogoda wreszcie okazała się dla nas łaskawa i pozwoliła rozegrać pierwszą konkurencję. Co prawda jadąc na lotnisko na niebie widać było sporo górnego pokrycia, jednak od północnego zachodu powoli się przejaśniało. Wcześnie wyłożony na 11.15 grid dodatkowo napawał nadzieją na dłuższą konkurencję.

Na odprawie dostaliśmy kartki z zadaniem o długości 333,6km i punktami zwrotnym 078KALOCSAV, 115MELYKUT, 054FOLDEAK, 133NGYSZENSAPT oraz punktem dolotowym zlokalizowanym na 8 kilometrze na północ od lotniska – lądowisku Szatymaz. Starty miały się rozpocząć pierwotnie o 11.30, jednak ze względu na słaby rozwój termiki w okolicy Szeged były kilkukrotnie przesuwane. W końcu wystartowaliśmy o 12.30, 15tki i openy jako pierwsze, 18tki na końcu. Tomek, który został wyholowany jako pierwszy z nas zgłosił zaraz po wyczepieniu bardzo kiepskie warunki ? 0,2-0,3 m/s średniego i zasięg do 600m. Całe szczęście pogoda się poprawiała i ja już mogłem się cieszyć w kilkanaście minut później podstawą ok. 800m. Z odejściem czekaliśmy do ok. 14tej i z 1300m ruszyliśmy przed siebie. Po trasie noszenia rzadko przekraczały 1,5 m/s średniego a zasięg 1300m. Bardzo trudnym okazał się drugi bok, gdzie przed drugim punktem musieliśmy przelecieć przez spory obszar zacieniony przez Cirrusy wyrzucane przez burze znad Włoch i Słowenii. Musiałem nawet w pewnym momencie cofnąć się pod lepszego cumulusa, by podkręcić wysokość na przeskok do drugiego punktu. W tym miejscu też rozjechaliśmy się nieco z Tomkiem. Po drugim punkcie spotkaliśmy się na jednej linii z pozostałymi klasami i dalej leciały przez długi czas ogromne peletony. Z bezpieczeństwem miało to niewiele wspólnego. Dobrze zadziałała tutaj współpraca między naszymi klasami. Lecący z przodu Janusz i Mirek meldowali pozostałym kolejne napotykane noszenia, dzięki czemu mogliśmy pewniej pokonywać kolejne kilometry. Na tym boku dogoniłem także peleton piętnastek, który stopniowo poprzez kolejne dwa punkty zwrotne wyprzedzałem, by na ostatniej prostej wysforować się na czoło stawki. Noszenia sięgały tutaj do 2 m/s a podstawa nawet 1600m. Na dolocie tuż przed godziną 18tą wykręcaliśmy już tylko od 0,6 do 1 m/s na bezchmurnej. Na metę doleciałem wykręcając zawrotną prędkość 80 km/h, jak się później okazało najszybciej z klasy. W 18tkach brawa dla Karola, który również wygrał konkurencję. Oby tak dalej.

Łukasz

Ps. Podziękowania dla Zbyszka Nieradki, na którego laptopie mogę pisać tę i następne relację :)

Dzień czwarty ? nic nowego, czyli konkurencja odwołana?

Jadąc dzisiaj rano na lotnisko byłem przekonany, że uda się rozegrać jakąś krótką konkurencję. Prognozy pogody pokazywały stopniową poprawę w godzinach wczesno popołudniowych, dużą ilość słońca i dość wysoką temperaturę. Na odprawie jednak meteorolog szybko rozwiał nadzieje pilotów, przewidując warunki do latania tylko między 15tą a 17tą, w związku z czym kierownik sportowy odwołał konkurencję dla wszystkich klas. Aby wykorzystać jakoś wolny czas, zadecydowaliśmy pojechać na wycieczkę do Budapesztu. Niestety nie będziemy jej wspominali mile, gdyż skradziono nam z samochodu trzy laptopy i komórkę. Wieczór spędziliśmy zatem na komisariacie Policji i późną nocą wróciliśmy do Szeged.

Łukasz

Trzeci dzień ? widać postępy:) długale na trasie, 18tki w powietrzu, my na ziemi:(

Jadąc dzisiaj na lotnisko czułem, że dzisiejszy dzień będzie ciekawszy od wczorajszego. Miałem nadzieję, że bardziej… Od rana w porównaniu do dnia poprzedniego, widać było sporo mniej zachmurzenia, szczególnie niskiego. Na porannej odprawie otrzymaliśmy podobną do wczorajszej obszarówkę, tym razem z czasem oblotu 2 godziny. Grid ponownie na 12.30, a starty 13ta.

Nie było pośpiechu, lecz dosyć szybko poskładaliśmy i zatankowaliśmy ?LI?. Ok. 11tej zagridowani wróciliśmy na odprawę z Jackiem. Omówiliśmy pogodę i warianty oblotu trasy, po czym udaliśmy się jeszcze na kawkę. Starty rozpoczęły się planowo, lecz na niebie było już bardzo dużo stratocumulusów, altocumulusów i innych nielubianych przez nas chmur. Pierwsze w powietrze poszły długale i 18tki, 15tki stały na końcu. Podstawa, którą zgłosili po wyczepieniu Janusz i Mirek wynosiła zaledwie 850m. Na długie skrzydła może i to wystarczy, ale na nasze krótkie skrzydełka raczej nie. Po wypuszczeniu 18tek wstrzymano więc holowanie. Pogoda z minuty na minutę ulegała znacznemu pogorszeniu. W godzinę po rozpoczęciu startów ziemnych nie było już widać perspektyw na oblot dzisiejszej trasy. Kierownik sportowy zadecydował o otwarciu startu dla klasy otwartej, odwołał jednak trasę osiemnastkom i kazał im w pół godziny wylądować nalotnisku. My w tym czasie czekaliśmy, aż zwolni się murawa, by móc się ściągnąć na stojanki. Tymczasem lecące na trasie nasze szybowce zgłaszały słabe noszenia, podstawy obniżające się miejscami do 550m i duże rozlane obszary bez noszeń.

My po zjechaniu z lotniska, spakowaliśmy asw do wózka i pojechaliśmy do baru lotniskowego. Tam na trackingu mogliśmy śledzić najlepszą szóstkę openów, w tym Janusza. Miło było oglądać samotnie lecącego VX walczącego w tych trudnych warunkach podczas, gdy cała reszta szybowców wiozła się w peletonie za kilkoma dobrymi pilotami. No cóż, podobno tak się lata w klasie otwartej. Szkoda, że Januszowi nie udało się oblecieć trasy, ale i tak wypadł bardzo dobrze. No może i nam jutro będzie dane polecieć i powalczyć:)

Łukasz

Drugi dzień Mistrzostw ? manewry w deszczu i wycieczka do Rumunii

Kierownik sportowy wyłożył na dzisiejszy dzień obszarówkę 2,5 godzinną z punktami położonymi na północny wschód od Szeged, na Serbii i powrót przez punkt dolotowy na południe od lotniska. Grid został wyłożony na godz. 12.30, a starty na 13.00. Po odprawie głównej, na naszym wewnętrznym briefingu Jacek przedstawił nam prognozy przygotowane przez Janka Młynarczyka. Pokazywały one podobnie jak tutejsze małe szanse na rozegranie konkurencji. Mimo wszystko zaciągnęliśmy się na start i czekaliśmy spokojnie pod dachem na rozwój wydarzeń. Rozlane chmury i przelotny deszcz co jakiś czas stopniowo wyjaśniały sytuację. Dodatkowym problemem były niskie podstawy chmur, sięgające mniej jak 800m. Wszystkie te elementy spowodowały, że kierownik sportowy po kilkukrotnym przekładaniu startów odwołał dzisiejszą konkurencję dla wszystkich klas. Po złożeniu szybowca i schowaniu go do wózka, zadecydowaliśmy wybrać się z moją ekipą na krótką wycieczkę do Rumunii. Wybór padł na Arad ? pierwsze większe miasto w najbliższej okolicy Szeged. W załączeniu kilka zdjęć z dzisiejszego dnia.
Łukasz

Przygotowania i trening pod znakiem muchołapek

Mistrzostwa Świata na Węgrzech kojarzyć mi się będą głównie z muchołapkami. Nierówną walkę z nimi rozpocząłem dwa tygodnie temu, zaraz po zgrupowaniu w Lisich Kątach. Okazało się tam, że istniejący system jest niewydolny oraz że muchy dosyć mocno pogarszają osiągi mojego Asw-27. Musiałem przerobić go z 3,6 na 12V i zamontować za oparciem. Poza tym szybowiec lata i wygląda doskonale, a przyrządy działają bardzo dobrze. Główna to zasługa Kliniki Kolasiński i Jurka, który zasponsorował przelakierowanie u Jurka Biskupa na Żarze. Nowe zbiorniki i Cambridge 302 dostałem od AP. Generalnie długa jest lista osób, która pomogła w usprawnieniu Lima Indii, wszystkim najmocniej dziękuję. W mojej gestii pozostało jeszcze usprawnienie wózka, wymiana zbiorników, no i te nieszczęsne muchołapki… Nie będę się zagłębiał w szczegóły, przerobienie ich zajęło mi kilkadziesiąt godzin, podczas testowania zgubiłem dwa skrzydełka (jedno znalazłem:)), ale w końcu na pierwszy dzień Mistrzostw mam je gotowe. Wracając do sedna, pierwsze loty na Asw wykonałem na dwa tygodnie przed zawodami, na zgrupowaniu w Lisich Kątach. Pogoda nam dopisała i to bardzo, dzięki czemu wylataliśmy z Tomkiem Rubajem po ok. 30-40 godzin. Następne loty zaplanowane były już na Szeged, gdzie przyjechaliśmy rankiem w poniedziałek 19 lipca. Moja ekipa w składzie ja, Lila, Lea i mój pomocnik Maciek Otto zakwaterowaliśmy się w kwaterze Matyas w mieście, skąd mamy ok. 8 minut jazdy. Mieszka z nami jeszcze kierownik ekipy ? Jacek Dankowski.

Poniedziałek z racji przyjazdu o 6tej rano poświęciliśmy głównie na odpoczynek, rozpakowanie bagaży i umiejscowienie się na lotnisku. Od początku pobytu mocno dawał się we znaki upał, który sięgał 36-38 stopni w cieniu. Pot lał się z nas strumieniami, nawet w nocy ciężko było odpocząć, gdyż temperatura w pokojach nie spadała poniżej 30 stopni. Ze względu na dobre prognozy na środę i kolejne dni, we wtorek zajęliśmy się rejestracją, woskowaniem i innymi pracami technicznymi (w tym muchołapkami). Następnego dnia w pierwszy dzień oficjalnego treningu wreszcie oderwaliśmy się od węgierskiej ziemi. Zrezygnowaliśmy z zadania, które wyłożył organizator i polecieliśmy po najlepszych warunkach, chcąc zwiedzić jak najwięcej z rejonu rozgrywania zawodów. Pogoda była bardzo ciekawa, podstawa cumulusów wynosiła od 1200 do 1600 m, w zależności od rejonu, natomiast noszenia dochodziły do 4-5 m/s pod silnie rozbudowanymi congestusami. Po raz pierwszy testowałem mój system ?muchołapkowy?. Jedno skrzydełko pracowało dobrze, drugie natomiast podczas pierwszego ściągania urwało się i spadło na lotnisko (uffff).

W drugi dzień treningu postanowiliśmy polecieć już na trasę. Task setter wyłożył 3,5 godzinną obszarówkę z pierwszym punktem na północny zachód, drugim w Serbii i trzecim na północny wschód od Szeged. Noszenia tego dnia nie były już takie okazałe, zdarzały się co prawda powyżej 3 m/s, ale średnio chmury nosiły 2-2,5 m/s, a na Serbii jeszcze mniej. Lot do pierwszej strefy układał się bardzo sprawnie, polecieliśmy więc do jej północnego skraju, po czym zawróciliśmy na południe. Od początku mieliśmy towarzystwo w postaci dwóch francuzów, znanych mi z Nitry, którzy lecieli za nami dzielnie prawie do samego końca. Pogoda w drugiej strefie była słaba i ciężko było znaleźć dobre noszenie. Dopiero wracając, przy granicy z Węgrami trafiliśmy 2-3 m/s. Trzeci obszar okazał się nieosiągalny ze względu na rozlane burze, więc zawróciliśmy będąc w zasięgu lotniska i wylądowaliśmy. Muchołapki dzisiaj działały super, jedna urwała się dopiero na ziemi. Trzeci dzień treningu to znowu obszarówka, tym razem 3-godzinna. Po starcie zdecydowaliśmy przedłużyć ją do 4 godzin. Lot do pierwszej strefy szedł jak po maśle, chmury układały się w szlaki a średnia prędkość przekraczała 130 km/h. Wyhamowała nas tym razem Puszta, gdzie noszenia były dość rzadkie. Co piąta chmura nosiła, a właściwie łatwiej było znaleźć komin obserwując ziemię, jak na bezchmurnej. Pierwszy obszar polecieliśmy znów do końca i wychodziło na to, że i druga będzie musiała być ?zrobiona? na maksa. Ja niestety lecąc bez muchołapek, miałem brudne skrzydła, przez co dużo traciłem do Tomka. Był moment, gdy spotkaliśmy się na tej samej wysokości, ale pierwszy przeskok znów nas rozdzielił. Dalszy lot już do końca wykonaliśmy osobno. Ciężko było wyszukać mocne noszenie, ale bez większych problemów dolecieliśmy do mety. Na tym skończyły się treningi, a wraz z nimi pogoda do latania i upały. W sobotę było przyjemnie ? temperatura 24 stopnie, w sam raz na nudne oficjalne rozpoczęcie Mistrzostw, przemówienia oficjeli, przelot Gripenów w stratosferze, no i zmagania z muchołapkami. Dzisiaj, czyli w niedzielę w pierwszy dzień zawodów mamy 18 stopni, wiatr i deszcz od samego rana. Meteorolog zapowiada lepsze warunki dopiero w drugiej połowie przyszłego tygodnia, ale mamy nadzieję, że jego prognozy się nie sprawdzą. Wszyscy nasi piloci bojowo nastawieni i w dobrej atmosferze oczekują na latanie i walkę:) Trzymajcie kciuki!!!