Mistrzostwa Polski w klasie Standard 2010

Konkurencja 7.

Kolejny dzień przywitał nas ponownie tropikalnym powietrzem. Wysoka temperatura na ziemi powodowała, że już samo przygotowanie do lotu było męczące. Termika w dodatku nie chciała zbyt szybko się wzbudzić, więc starty rozpoczynaliśmy dopiero przed godziną 14. Zadaniem była krótka obszarówka ? 1h30?. Zdawać by się mogło, że będzie to tania, remisowa konkurencja. Start lotny otwarty został o godzinie 15:15. Godzina była na tyle późna, ze należałoby jak najszybciej odchodzić na trasę. Niestety ciężko było w ogóle utrzymać się w powietrzu, a tym bardziej odejść na trasę. W końcu, po ponad pół godzinie od otwarcia startu lotnego znalazłem się na wysokości 1200m w pobliżu linii startu. Nie zastanawiając się długo odszedłem. Pierwszy komin ? wielkie zaskoczenie ? 2,5m/s średniego wznoszenia. Następny całe 2m/s. Te początkowo mocne noszenie wyciągnęły mnie trochę za daleko na zachód, logika nakazywała, by zawrócić wcześnie ? do końca termiki nie mogło już pozostać zbyt wiele czasu. Zawróciłem dopiero 20 km po wleceniu w strefę. Z drugiej strony w momencie gdy odchodziliśmy na trasę w rejonie drugiej strefy dopiero powoli budziły się warunki termiczne i wcześniejsza zawrotka groziła dolotem na wschód jeszcze zanim pojawią się tam noszenia. Na szczęście trafiłem dobrze z momentem zawrotki ? peleton popełnił tutaj błąd lecąc o wiele dalej na zachód. Ponieważ była to już 17 godzina i słońce operowało coraz słabiej, były one coraz słabsze. 1,5m/s, potem meterki… Prawdziwe kłopoty zaczęły się po przekroczeniu Odry w okolicy Nowej Soli. Trzecia strefa wyglądała na zupełnie ?wyczyszczoną? z termiki. Zaobserwowałem jednak tworzące się małe cumuluski kilka kilometrów na północ od strefy. Doleciałem w ten rejon już bardzo nisko ? na 500m, jednak na szczęście trafiłem jeszcze noszenia. Mimo, że wiatr odpychał mnie od strefy, cierpliwie krążyłem w metrowym noszeniu. Byłem naprawdę szczęśliwy w tym momencie, że dysponuję Ls-8 ? szybowiec ten jest stworzony do wykręcania takich słabych i poszarpanych noszeń. Udało się podkręcić do 800m. Z tej wysokości mogłem już tylko polecieć do strefy i próbować wrócić nad to samo miejsce z nadzieją, że komin znów się oderwie. Niestety, poza turbulencją nic nie było, a ja miałem z powrotem 500m. Na szczęście kilka kilometrów na północ zaczął tworzyć się kolejny cumulus. Kolejny ostrożny przeskok ? na niecałe 400m ? tym razem trafiłem ? 0,6m/s. Tym razem wiatr był moim sprzymierzeńcem ? znosił mnie w kierunku lasów otaczających Zieloną Górę, które wyraźnie pracowały jeszcze. Nie miałem niestety zasięgu by nad nie polecieć, ale kółko za kółkiem moja sytuacja się poprawiała. W końcu, z 700m zdecydowałem się na przeskok pod ładniejsze chmury nad lasami ? znów trafiłem. Tym razem był już to komin dolotowy. Krążąc w tych ostatnich kominach widziałem, jak peleton walczy na wschód ode mnie równie nisko, ale dopiero w drodze do strefy. Wiedziałem, że będą mieć bardzo trudne zadanie, bo chmurki z których dane było mi korzystać w rejonie Korzuchowa przestały już się tworzyć. Chwilę później przeciąłem linię mety ? okazało się, że tylko Piotrek Ligwiński ukończył trasę, jednak ze znacznie mniejszą prędkością. Chwilę później masowo zaczęły spływać meldunki z pól. Konkurencję wygrałem, do prowadzącego Michała Lewczuka odrobiłem 100 punktów. Zabrakło sześciu, by przeskoczyć go w klasyfikacji łącznej.

Niestety okazało się, że w polu uszkodzone zostały dwa szybowce. Na szczęście pilotom nic się nie stało, szybowce wymagają jednak poważnych napraw…

pj

Konkurencja 4 – Obszarówka z czasem oblotu 1:30

W trakcie startów północną częścią lotniska przeszła delikatna burza, na skraju której utworzył się wałek cumulusów. Wszystkie szybowce latały właśnie pod nim czekając na otwarcie zegara. Intensywny rozwój chmur skłaniał do natychmiastowego odejścia na trasę po otwarciu startu. Była to słuszna decyzja bo piloci z poza grida mieli później problemy z nabraniem wysokości. Pierwsza strefa przebiegała z wiatrem, który momentami osiągał wartość 30km/h. Był to dosyć bezproblemowy odcinek. Po szybkiej nawrotce w pierwszej strefie chmury trochę straciły na swojej wyrazistości. Z 700 metrów znalazłem dobre 2 m/s i wywindowałem się na 1400 metrów. Przede mną było widać dosyć duży szlak miałem do niego 10 kilometrów. Wszystkie szybowce poleciały w jego kierunku. Zasadniczym problemem było to w która stronę jego wlecieć, gdyż miał on szerokość 5 km, spenetrowanie takiego obszaru jest trochę kłopotliwe. Wleciałem pod niego na 700 metrach i zamiast noszenia ciągle mnie dusiło. W 3 metrach do dołu momentalnie nie miałem możliwości odlecenia i uratowania się. Szlak wywiódł mnie w pole. Zabrakło szczęścia, większość szybowców się uratowała będąc trochę wyżej, lecąc delikatnie inna częścią szlaku, gdzie coś ich podtrzymywało.

Leszek

Konkurencja 2

Słońce od rana przypieka, że aż miło. W ruch poszły kremy chroniące przed słońcem. Dzięki takiej pogodzie prognozy są bardzo obiecujące. Cumulusy o podstawach 1700 metrów, żadnych większych zagrożeń, oprócz możliwości wystąpienia lokalnie termiki bezchmurnej. Kierownik sportowy postawił w dniu dzisiejszym na dłuższy wariant trasy długości 420 kilometrów. Długość optymalna, można spokojnie było zaplanować odejście tak, żeby lecieć cały czas w dobrej pogodzie. Starty zaczęły się o 11 10 o 12 25 mieliśmy otwarty start lotny. O 12 40 odszedłem na trasę, w tym samym momencie odeszło kilka innych szybowców. Utworzyła się dosyć szybka grupka 8 szybowców. Na pierwszych kilometrach trasy chmury nie fazowały odpowiednio, na szczęście był to krótki odcinek i już przed punktem łapałem przyzwoite kominy. Do Odry lot przebiegał bez problemów, nawet lokalnie powstawały szlaki. Na trawersie lotniska w kierunku 2 punktu na północ zaczęło trochę wyblaszać. Powstawały nieliczne chmury, pod którymi można było łapać noszenia do 2 m/s. Ciekawie niebo zaczęło wyglądać przed drugim punktem zwrotnym cumulusów trochę przybyło i różniły się one od poprzednich, podstawy nie były tak regularne i zaczęły z nich wystawać frędzle. Był to już zauważalny wpływ ciepłych mas, które dały wcześniej trochę bezchmurnej. Udawało się nawet lecieć dużo bez krążenia a potem łapać przyzwoite kominy. Po drugim punkcie powrót ta samą trasę po bezchmurnej. Dopiero po 3 punkcie cumulusów przybyło i i bez problemu można było osiągnąć metę. Prędkość 105 km/h dała mi 5 miejsce, zwycięzca uzyskał 107km/h.

LD

Konkurencja 1

Trzeba przyznać, że termin rozpoczęcia zawodów wypadł idealnie. Po wielu dniach kiepskiej pogody pierwszy dzień zawodów zgrał się z pierwszym dniem ładnej pogody.

Cumulusy zaczęły się tworzyć bardzo wcześnie, ale były nisko. Z tego powodu starty ziemne wyznaczono dopiero na 12:10. Gdy wystartowałem, podstawy były na niecałych 1300m. Powoli podnosiły się jednak i widać było, że w miarę jak słońce wygrzewa ziemię, warunki poprawiają się. Zdecydowałem się wyczekać trochę, zwłaszcza, że trasa nie była szczególnie długa – 240km. Trochę obawiałem się o pierwszy odcinek trasy – przebiegał nad rozlaną Odrą i wyglądało na to, że będzie tam trudno znaleźć dobre noszenie. Na szczęście udało się jednym przeskokiem pokonać te rozlewiska – z 1500m zjechałem na 700m, ale pod ładne chmury, które dały 2,3m/s. Dzięki temu już w rejonie pierwszego punktu dopadłem ostatnie szybowce z peletonu. Cały drugi bok odbywał się w „asyście” kolejnych jantarów z peletonu. Bok niezbyt rewelacyjny jeśli chodzi o noszenia – dopiero przed samym PZ udało mi się wykręcić podstawę, z drugiej strony spore odcinki szło pokonywać po prostej wykorzystując słabe noszenia. W połowie trzeciego boku doszliśmy do wniosku, że zdecydowanie za wcześnie odeszliśmy :) niemal trzymetrowy komin, a zaraz potem 4-5m/s. Tego ostatniego nie dane było mi już kręcić – brakowało zaledwie 600m do dolotu, a po wybraniu w tym noszeniu już tylko 300. Chwilę później leciałem już ponad 200km/h w kierunku mety. Lądowałem około 16:40 – 3 godziny przed końcem warunków… Trochę szkoda było tych warunków, które obserwowaliśmy jeszcze tyle czasu po locie.

pj

Konkurencja 6

Temperatura ponad 30 stopni nie sprzyja pobytowi na ziemi, dlatego jak znalazłem się w górze z miła chęcią korzystałem z chłodniejszego powietrza. Te ciepłe masy stwarzały wysokie prawdopodobieństwo wystąpienia burz. Pierwsze ich oznaki dało się zauważyć na południe od Zielonej, gdzie już podczas startów wybudowała się dam ładne burza. Na szczęście indeks burzowy w okolicach Zielonej góry był trochę mniejszy i burza się nie utworzyła. W momencie startów na niebie były pojedyncze kłaczki Cu o podstawach 1200 metrów. W pierwszym kominie wykręciłem wysokość podstawy, poleciałem pod wiatr tropem innych szybowców i wszedłem na falę inwersyjną. Początkowo nosiła do 1 metra później tylko 0,5 m/s w tym laminarnym powietrzu wzniosłem się na 2000 metrów. Uznałem, że lepszego momentu na odejście nie będzie, i z 1900 metrów odleciałem na trasę. Początkowo chmury nie były bardzo wyraziste i pierwszy komin nie był trafiony za to następny dał już 3m/s. Kiedy wykręciłem podstawę do tego komina zaczęły dolatywać inne szybowce. Zdziwiłem się ,że są tak szybko i na takiej rozsądnej wysokości. Później wyjaśniło się, że grupka szybowców trafiła na linii startu dobry komin, który wywindował ich na 1800 metrów i obrali korzystniejszą drogę do pierwszego komina, omijając znaczne duszenia. Więc po pierwszym przeskoku straciłem 10 minut w porównaniu do innych szybowców. Tylko 1:30 obszarówka okazała się za krótka, żeby zniwelować tą stratę. Mimo że postanowiłem polecieć trochę dalej po cumulusach do pierwszej strefy nie udało się poprawić w ten sposób prędkości.

Leszek

Konkurencja 5

Prognozy na dziś były dobre… Pc-met liczył prawie 600km możliwych do przelecenia. Jedynie z jednego diagramu wynikało, ze coś może być nie tak – znaczny wzrost temperatury na wysokości 1500m. To mogło oznaczać, że w ciągu dnia będzie napływać ciepła masa. Niestety ten fragment prognozy sprawdził się najlepiej. Przed odejściem nic jeszcze nie wskazywało na to, co miało się stać na trasie z pogodą. Owszem, szybko zmieniające się warunki i lokalnie rozlewające chmury sugerowały możliwe trudności na trasie, ale takie coś nie raz już ćwiczyliśmy. Po odejściu warunki okazały się nawet lepsze niż oczekiwaliśmy. Pierwszą strefę zaliczyłem bez problemu, razem z Mirkiem Hołysiem łapaliśmy 2-3m/s i pełni optymizmu gnaliśmy na północ. Dogoniliśmy peleton jantarów, po dłuższej chwili znalazłem się przed tym peletonem. Na północ od Międzyrzecza jeden szlak w ogóle nie zapracował, ale kolejne chmury wyglądały nieźle, więc leciałem do nich pewny, że znajdę dobre noszenie. Niestety pod każdą był najwyżej 1m/s. Kawałek dalej znalazłem się na 300m w 0,2m/s. Całe szczęście, że w ogóle było. Peleton niestety kawałek wcześniej znalazł jakieś 0,5m.s i znacznie szybciej się wykręcił. Po wykręceniu 700m rozpocząłem powrót na południe. Myślałem, że za kawałek warunki się poprawią, niestety faktycznie wlała się w ten obszar masa ciepłego powietrza i w słabiutkich półmetrowych noszeniach posuwałem się dalej spotykając powoli kolejne szybowce. Na szczęście po dwógodzinnej walce w takich warunkach udało się w końcu uzyskać wysokość pozwalającą na dolot do lotniska. Wróciłem godzinę po wyznaczonym czasie zadania strasznie zmęczony tym lotem. średnia prędkość – całe 65km/h – trochę lepiej niż rowerem :)

pj