Mistrzostwa Polski w klasie Otwartej 2011

konkurencja 2.

Dzisiaj byłem trochę zaskoczony długością zadania – 364km jak na takie zawody to trochę mało. Okazało się jednak w sam raz. Meteorolog zapowiadał dobrą pogodę z niewielkimi opadami przelotnymi, jednak nie przewidział rozlewania chmur. Tuż po starcie postanowiliśmy z Tomkiem rozeznać pogodę na trasie i polecieliśmy do przodu na 35km. Trochę się zagalopowaliśmy przez co odchodziliśmy jako jedni z ostatnich. Pierwszy bok na początku łatwy, po szlakach, dalej po ominięciu TMA Łask okazał się trudny ze względu na rozlane Cu z opadem deszczu. Udało się jednak przelecieć ten obszar bez większego zahamowania. Przed 1 PZ trafił się znowu szlaczek, który podprowadził do punktu. Po zaliczeniu punktu trafiliśmy dwa kominy ok. 3 m/s, znowu pod szlaczek i ponownie pod TMA. Tam wykręciliśmy ok. 1200-1300m i długim przeskokiem w rejon Częstochowy dolecieliśmy po osiągnięciu podstawy polecieliśmy na punkt, jeszcze jedna dokrętka w 2,2m/s i dolot na metę. W sumie wyszło dobrze – moje czwarte miejsce w konkurencji, a szóste w totalu. Jurek odpowiednio 19 i 15. Straty są niewielkie, a my powoli się rozkręcamy :)
Łukasz

Dzień czwarty

Ostatni dzień treningu przyniósł rewelacyjną pogodę ? podstawę 3300 nad górami i noszenia do 4-5m/s. Ci, którzy polecieli wysiadali z szybowców z uśmiechem od ucha do ucha. W związku z tym kierownik sportowy poniesiony nieco ambicją wyłożył na pierwszy dzień bardzo ambitne zadania. 700 dla klasy Otwartej i po 500 dla pozostałych klas. Niestety trochę przedobrzył. Mimo ładnie wyglądającego nieba, termika długo nie mogła się wzbudzić. Starty przesuwano kilka razy, a w końcu gdy do nich doszło, szybowce nie mogły utrzymać się w powietrzu. Stojąc na gridzie obserwowaliśmy masowo spadające i nisko krążące długale i kluby. Dopiero tuż przed 14-tą zapracowałoporządniej i już pod nielicznymi cumulusami można było wykręcić 2200m. Będąc pod podstawą czekałem na Tomka, który powtarzając start został wyholowany na końcu kolejki. Niestety przez to przegapiliśmy moment, kiedy warunki pozwalały wykręcić się na maksa. Musieliśmy odchodzić z 1700m ok. 14.30. I znowu pech – nasz wspólny lot skończył się po trzech przeskokach, gdy straciłem do Tomka 400m. Dalej lecieliśmy osobno wymieniając się pomiędzy sobą i pozostałymi 15-tkami informacjami o pogodzie. Do pierwszego punktu szło całkiem nieźle, zdarzały się 3 i 4 metrowe noszenia, a podstawa także się podniosła. Problemem dla mnie po pierwszym punkcie było przeskoczenie Niskich Tatr. Rozległe altocumulusy skutecznie wytłumiły termikę. Tomek trafił w dobre noszenie i wykręcił się na wysokość umożliwiającą przeskok gór, a ja przylatując 500m niżej podkręciłem się tylko do 1700 i komin siadł. Nie było innej możliwości, musiałem czekać w tym samym miejscu na następny bąbel. Trwało to dobre 15 minut. Z 2500 odprostowałem i przeleciałem nad Chopokiem. Winpilot pokazywał dolot do mety na 19.20, przy nastawie Mc?Creadiego na 2m/s… Mimo to wierzyłem, że sięuda. Dalej przez kilkadziesiąt kilometrów było całkiem fajnie. Wraz z Maćkiem Tomczyńskim na Dg-1000 wykręciliśmy sufit w połowie drugiego boku w 3-metrowym noszeniu. I to był dla mnie koniec termiki. Do drugiego punktu leciałem dalej w ?maśle?. Ostatnią deską ratunku były resztki cumulusów 10km za punktem pod wiatr. Niestety i one nie zabrały. Ziemia była już blisko, spojrzałem w dół i domyśliłem się, że pode mną są Węgry. Mając już kilka doświadczeń z tego kraju, postanowiłem zawrócić na Słowację i tam jeszcze szukać szansy na kontynuację lotu. Było już za późno, tuż przed 18tą wylądowałem w pięknym, młodym zbożu, nieopodal miejscowości Jesenske, 150km po prostej do domu? Bardzo ucieszyła się Lila. Mogła 3 godziny potrenować jazdę z wózkiem po mnie w pole. Pomógł jej Mateusz Szymara, nasz reprezentant na Mistrzostwa Świata Juniorów. Jak się następnego dnia okazało trening się przydał?

Oby dalej pogoda dopisała, bo prognozy są nieciekawe.

Łukasz W.

3 KONKURENCJA – 17 MAJA

Od rana małe nadzieje na konkurencję. Stąd w czasie odprawy sporo dodatkowych tematów. Janusz Centka wygłasza ciekawy referat na temat latania w klubie. Przy tej okazji sporo mówi o programach meteorologicznych. Wywołuje ciekawą dyskusję na temat różnych programów. Demonstrując je koledzy analizują przy okazji pogodę na dziś i jutro. No i ostatecznie wywołują pogodę. Pada komenda „grid time – 13.00″. I rzeczywiście zachmurzenie średnie pęka, a pod nim tworzą się cumulusy. Nie mają wysokiej podstawy – sonda melduje 800 metrów i noszenia 1-1,5 m/sek. Starty zaczynają się pół godziny później. Noszenia niezłe – nawet do 2,5 m/sek. Podstawa sięga 1000 m, ale podnosi się w ciągu godziny do 1200. Zadaniem dnia jest konkurencja obszarowa z sektorami o wierzchołkach w Parzymiec (na zachód od lotniska) i Kobielewice (na wschód od lotniska). Wiekszość pilotów nie zwleka z odejściem. Ja nie mogę nabrać wysokości i odchodzę 20 minut później. PO odejściu łapię 3 m/sek – o ! dobrze !. Tylko że chmurki nisko i wiatr czołowy. Jednak bez większych trudów wjeżdżam w pierwsza strefę na jakieś 18 km od strony południowej. Po nawrocie nie jest już tak różowo. Całe szczęście, że z wiatrem. Na trawersie lotniska spadam nieco niżej i mam przed sobą duży obszar rozmytych chmur. Zatrzymuje się więc w metrze i z wiatrem poprawiam wysokość. Na 12 kilometrów przed wierzchołkiem drugiej strefy zaczyna się pasmo słońca. Na krawędzi chmur łapię 1,5 – 2 m/sek. Wykręcam 1200. To wystarcza by zaliczyć strefę i bez krążenia wrócić do domu. Niestety wynik jest mizerny. Trasę obleciało 20 pilotów, 10 lądowało w polu. Na jutro szykuje się dobra pogoda więc może poszczęści się lepiej.

1 konkurencja 14.05.2011

Rejon Częstochowy jest dziś po przejściu frontu chłodnego. Prognozy pogody dobre, choć już na wczesne popołudnie zapowiadane jest podejście frontu i pogorszenie pogody. Zadanie dnia jest więc niezbyt wygórowane jak na klasę otwartą – oblot wieloboku 332 km z punktami zwrotnymi: Panki, Paradyż, VIRTP. Start z pasa betonowego – przyjemny choć drobne kamyczki na początku lekko „muskają” krawędzie natarcia. Po wyczepieniu noszenia 2-3 m/sek, podstawa chmur sięga 1600 m. Przy tak krótkiej trasie należałoby trochę wyczekać. Z drugiej strony zachodzi obawa, że po południu warunki mogą szybko osłabnąć. Łukasz odchodzi 5 minut po otwarciu taśmy, ja 18 minut po taśmie. Lot do pierwszego punktu po dobrymi cumulusami. Po nawrotce chmury zaczynają się układać w sekwencje po dwie, trzy. Z niewielką odchyłką północną dochodzę do punktu. Pod skrzydłami duże lasy. To wzmacnia termikę. Noszenia sięgają 3-3,5 m/sek. Zaraz po trzecim punkcie komin 3-4 m/sek. Powrót do lotniska w Częstochowie pod szlakami. Warto „zatrzymać” się czasem gdy wariometr pokazuje 4 m/sek. Na 50 kilometrze jest już dolot. Czym bliżej mety tym szybowiec szybciej mknie by ostatnie 20 kilometrów pędzić już z prędkością 200-250 km/h.

Wyniki pierwszego dnia przyzwoite.

JK