Mistrzostwa Polski w klasie 15m 2013

Dzień czwarty

Dzień czwarty Dzisiaj dostaliśmy do oblecenia obszarówkę 4 godzinną z trzema strefami, dwiema na wschód i jedną na zachód. Pogoda była początkowo bardzo dobra. Cumulusy szybko pokryły niebo, a ich podstawa osiągnęła 1800 metrów.

Postanowiliśmy odejść na trasę około 13-tej, czekając aż warunki zrobią się na tyle dobre aby do pierwszej strefy dolecieć bez większych problemów. Odeszliśmy po raz kolejny w kilka szybowców. Na pierwszym boku początkowo nie mogliśmy trafić dobrego noszenia. Szybko także dogonił nas „profesor” Nieradka i wspólnie dociągnęliśmy do końca pierwszej strefy w okolice Skarżyska Kamiennej. Znaleźliśmy tam dobre 3,5 metra i wykręciliśmy 2100m. Po zawrotce szło sprawnie do połowy drugiego boku. Nasz peletonik rozpadł się na pół i dalej leciałem już tylko z Pawłem. Przez długi czas nie mogliśmy nic znaleźć, musieliśmy zejść nisko na 600m, by złapać dobry komin. Prawdziwe problemy czekały nas jednak w pobliżu drugiej strefy, gdzie od północy gruby cirrus pokrył niebo i skutecznie zaczął tłumić termikę. Od 30 kilometra zrobiło się bezchmurnie. Udało się nam jednak powoli, ale bezstresowo dolecieć pod kłaczek tuż przed strefą, gdzie złapaliśmy 1,8 metra. Zaliczyliśmy strefę i polecieliśmy z powrotem po bezchmurnej do trzeciej strefy. Długo lecieliśmy zanim znaleźliśmy dobre noszenie. Do postawy dokręciliśmy dopiero kilkanaście kilometrów przed nią. Wykręciliśmy sufit w dwumetrowym noszeniu i przez kilka cumulusów dolecieliśmy do ostatniego obszaru. W międzyczasie wyrobił się nam solidny zapas na szybki dolot. Do lotniska trasa wiodła przez kilka cumulusów, które jeszcze nas przyspieszyły. Na mecie niezły wynik – czwarte miejsce w konkurencji i kolejny awans w tabeli. Na dwa dni przed końcem jestem drugi ze 150 punktową stratą do lidera – profesora:)

Najbardziej mnie jednak ucieszył dobry lot i współpraca z Pawłem Wojciechowskim, z którym będę latał za kilkanaście dni na ME w Ostrowie.

Dzień trzeci – nareszcie trasa dla nas:)

Dzisiaj Przemek wyznaczył nam ambitne zadanie – 500-tka na zachód od Częstochowy. Pierwszy punkt wiódł aż do Rydzyny. Niestety miałem dziś przed startem problemy z Cambridgem i o mało co poleciał bym tylko na zapasowego Volksa. Całe szczęście po 40 minutach przyrząd zaskoczył i mogłem spokojnie polecieć na trasę. Pogoda nie rozpieszczała. Po wyczepieniu nie mogłem znaleźć dobrego komina, podkręciłem kilkaset metrów w 0,8m/s i poleciałem na północ. Tam już było dobrze i po spotkaniu reszty Ls-ów i Discusów odeszliśmy na trasę. Pierwszy bok polecieliśmy bardzo szybko. Cumulusy układały się bardzo ładnie, podstawa wynosiła 1500-1600m. Po 1 punkcie zrobiło się trochę bezchmurnie, ale nosiło w miarę równo i mocno. Średnie noszenia, które trafialiśmy dochodziły do 3m/s. Problemy zaczęły się na 20km przed 2 punktem, gdzie alto na tyle skutecznie stłumiło termikę, że musieliśmy wykonać przeskok do 300m. Ratowaliśmy się w 1,5 metrowym noszeniu. Następne było już zdecydowanie lepsze, gdyż wariometr momentami opierał się o swoją skalę i nie spadał poniżej 4,5m/s. Do trzeciego punktu poszło gładko, ale po nim znowu długi przeskok i podkrętka w dwóch metrach. Komin dolotowy – meterek wykręciłem na 30 kilometrze, a dalej już tylko podtrzymania i meta. Wynik dzisiaj bardzo dobry, drugie miejsce i awans w generalce na trzecie. Ciekawe co dalej? Na jutro prognoza jest dobra, a kolejne dni… zobaczymy:)

Dzień drugi

Po wieczornych burzach, niedzielny poranek przywitał nas pięknym błękitem. Wszyscy ochoczo ruszyli do szybowców i zaciągnęli się na start. Przemek Piekarski wyłożył nam podobną co wczoraj konkurencję z tą różnicą, że czas oblotu wynosił 2,5 godziny. Pogoda była również podobna, podstawa 1400m a noszenia zdarzały się powyżej 3m/s. Odeszliśmy na trasę z Pawłem chwilę po otwarciu o 12.50. Pierwszy bok był bardzo szybki, nie zakrążyliśmy ani razu, jednak musieliśmy zawrócić dosyć wcześnie na początku strefy, gdyż dalej termika była totalnie wypłukana. Tutaj niestety nasze drogi się rozeszły… Wróciliśmy po tym samym szlaku i na trawersie Radomska złapaliśmy 2,5m/s. Dalej popełniłem mały błąd gdyż zamiast polecieć na południe drugiej strefy, skierowałem się w stronę środka, gdzie cumulusów było mniej. Musiałem dokręcić 200 metrów w meterku, by zyskać zasięg do lepszych chmur. Dalej leciało się szybko. Doleciałem do końca drugiej strefy pod kilkoma chmurkami. Do trzeciej i ostatniej strefy lot był już szybki. Zdrowe cumulusy dawały 2-3 metry noszenia. W ostatnim obszarze musiałem niestety wylecieć na bezchmurną po to, by nie przylecieć przed czasem. Doleciałem na metę z prędkością 115km/h i ósmym wynikiem dniach. Kolejny fajny dzień latania za nami. Prognozy na następne dni (oprócz jutra) są dobre, zatem będzie dużo latania i szanse na odrabianie strat do liderów.

Pierwsze koty za płoty

Mimo pesymizmu naszego szamana Zbyszka Siwika udało się dzisiaj rozegrać krótką konkurencję obszarową. Nie mieliśmy za dużego pola manewru, gdyż wszystkie prognozy zapowiadały bardzo szybki rozwój burz. Całe szczęście rejon Częstochowy omijały praktycznie przez cały dzień z daleka. Półtoragodzinna trasa wyłożona została w osi wschód-zachód. Pierwsze starty rozpoczęły się o 12.40 i trwały dość długo. Start lotny otworzono nam o 13.57. Zdecydowaliśmy się z Pawłem Wojciechowskim na wczesne odejście i polecieliśmy cztery minuty po. Lot był dosyć szybki, podstawa sięgała 1300m, ale maksymalne noszenia zdarzały się nawet powyżej 4m/s. Pierwszą strefę zaliczyliśmy płytko, natomiast w drugiej wlecieliśmy do samego środka. Wracając mieliśmy problem ze znalezieniem dobrego komina dolotowego, szczególnie Paweł, który spadł na 350m. W końcu udało się dokręcić i przylecieć na metę. Konkurencję wygrał Tomek Rubaj, który na Jantarze wykręcił 111km/h! Brawo! Ciekawy początek. Mam nadzieję, że pogoda w następnych dniach dopisze i uda się rozegrać fajne zawody:)