Mistrzostwa Polski w kl. Otwartej i KZS Club A 2013

7. Konkurencja – klasa Otwarta

I nastał ostatni dzień zawodów. Jak na klasę otwartą przystało nie było taryfy ulgowej. Zadaniem dnia był wielobok 528 km. Przesłanki ku tak długiej trasie pod koniec sierpnia były dość proste. Wyż umocnił się, tendencja do rozmywania się chmur odeszła w niepamięć. Tak więc miały być znacznie lepsze warunki. A gdy do tego dołożyć rozlatanie zawodników to nie było innej opcji. Jak się później okazało nie było by błędem wyłożenie trasy o 100 km dłuższej. Sytuacja w tabeli była dość ciekawa. Na prowadzeniu był Łukasz Wójcik ze sporą, stu punktową przewagą nad Zbyszkiem Nieradką i Krolem Staryszakiem. Ciut niżej też ciekawie z mojego punktu widzenia – szósta moja lokata i tylko 4 punkty przed Januszem Centką. Do przodu tylko 58 do Łukasza Kornackiego. Tak więc jest się o co bić.

Po wyczepieniu łapiemy od razu doskonałe noszenia – 2-3 m/sek. Podstawa chmur zaledwie 1000 m, ale dość szybko osiąga 1200m. Nie zwlekamy zbyt długo z odejściem. No może trochę czekamy by najgroźniejsi rywale poszli wcześniej. Widzę, że Janusz odszedł 10 minut wcześniej. Jeśli go dogonię na trasie to może wystarczy by odeprzeć atak. Ruszamy o 12:30. Chmur sporo i dobrze noszą. Lecimy w trójkę: Łukasz Wójcik, Łukasz Kornacki i ja. Droga do pierwszego pz na północy upływa dość szybko. Od dołu starają się dotrzymać nam kroku inne szybowce. Łatwo się domyśleć, że wśród nich jest doskonale dziś dysponowany Karol Staryszak. Idzie mu w sukurs pędzący z prędkością strzały Zdzisław Badnarczuk. Zawracając w sektorze pierwszej strefy zauważam, że mój rejestrator nie zalicza mi punktu. Musze w duszeniu zrobić jeszcze jedno kółko. To wystarcza by stracić kontakt z naszym liderem Łukaszem. Nic to, jak mówił Wołodyjowski, karuzela się kręci, a mój Nimbus dziś lata jak Młody Bóg. Pewnie to za sprawą innego doważenia. Więcej balastu w skrzydłach i w ogonie zrobiło swoje. Dziś Moja Ptaszyna tnie powietrze na 200 km/h i nie daje pola smukłym osiemnastkom. Przestawiam się na swoją koncepcje dalszego lotu. Z niewielką odchyłką na prawo od trasy trafiam dobre noszenia. Od spodu kłują mnie Karol w towarzystwie Zdzicha i paru innych szybowców. Uciekam skutecznie i na 2 pz melduję się przed nimi, a także przed Łukaszem. Zo nawrotce skok pod szlak. Tu niepotrzebne pięć kółek w 2 metrowym kominie. Dochodzi mnie Karol z peletonem. Jest w nim Łukasz, który w radio deklaruje: „teraz pozostaje mi przypilnować Karola i nie wyrywać się do przodu”. Słuszna decyzja myślę. Wszak to ostatni dzień zawodów i rozsądek musi zwyciężyć nad nadmiarem energii. W grupie zmieniają się prowadzący: czasem ja jestem na czele, czasem Karol, czasem Wiktor Koźlik (oj pięknie wygląda w powietrzu jego Nimbus). Dość szybko zaliczamy ostatni punkt zwrotny. Karol wybiera koncepcję powrotu przez starszawy szlak. Łukasz niestety zapomina o swoim postanowieniu i wybiera własną koncepcję (oby lepszą). Ja trzymam się Karola. Na dodatek stwierdzam, że dogoniłem Janusza Centkę. Czy te 10 minut starczy by w punktacji generalnej utrzymać przewagę. Wszak mam jeszcze współczynnik, który umniejszy mój wynik. Mkniemy pod ładnymi cumulusami. Natrafiamy też na dobry szlak na bezchmurnej, który na przestrzeni 15 km unosi nas między jedną chmurą, a druga. Pod tą następną jest dobre 2,5 m/sek. Janusz się tu zatrzymuje i kręci dolot. Jestem o 50 m wyżej i też przyjmuję tę koncepcję. Tymczasem Karol ze Zdzichem i Wiktorem tną dalej. Jak się okaże słuszna decyzja bo łapią 3,5 metra i są na mecie o minutkę przed nami. Pewnie przecinam linię mety. Pozostaje drobny niepokój o Łukasza. Czy nie za wiele straci do Karola. Nie ma też żadnych wieści jak leci Zbyszek Nieradka. Ona zawsze potrafi zaskoczyć doskonałym wynikiem. Składając szybowiec nerwowo spoglądamy na wyniki. W końcu są. Sukces ! Łukasz pierwszy ! Wybronił pozycję lidera. Drugi jest Karol (brawo ! pięknie lata), trzeci Zbyszek Nieradka. Ja miałem lepszą prędkość od Janusza, ale po przemieleniu przez współczynnik wypadłem ciut gorzej i przesunąłem się na siódmą pozycję. Nie udało się też skubnąć Łukasza Kornackiego. Dziś leciał nieco słabiej ale spokojnie wybronił piata lokatę. Tu warto nadmienić, że tymi zawodami udowodnił nie tylko doskonałą klasę swojego latania, ale co równie ważne pokazał, że poczciwy ASW 22, który od kilku lat obrastał kurzem w leszczyńskim hangarze, może jeszcze bardzo ładnie latać. Chwała Łukaszowi za tę decyzję. Zapewne w roku następnym ustawią się kolejki po Alfa Tango (AT). Podpowiem cichutko, że Łukasz Kornacki powinien mieć pierwszeństwo wyboru.

Dobiegły końca kolejne mistrzostwa Polski. Były to pierwsze nastawione na prawdziwa klasę otwarta. Zaczęły w nich latać szybowce o rozpiętości 25-28 metrów. Były w mniejszości osaczone przez liczne osiemnastki. Długale pokazały, że nie są bez szans. Wszak wszystkie trzy znalazły się w pierwszej dziesiątce i uległy tylko naszym utytułowanym mistrzom. To dobry prognostyk na przyszłość. Mam nadzieje, że w kolejnych latach będzie coraz więcej tych pięknych orchidei i że już w niedługim czasie zaowocuje to kolejną polską „pacyfikacją” miejsc na podium mistrzostw świata – tym razem w klasie otwartej. Podziękowania należą się organizatorom zawodów. Jak zawsze Aeroklub Częstochowski stanął na wysokości zadania. Tym razem całe zawody spędził z nami prezes AP Włodek Skalik – dziękuję Włodku za Twój wkład w te zawody. To dla nas duży zaszczyt. Świetnie wykładał trasy Jurek Mierkiewicz wspierany trafnymi prognozami meteo przygotowywanymi przez Zbyszka Siwika. Darek Cisek ze swoim teamem to kolejna grupa osób, którym należą się podziękowania. Całością zawodów sprawnie i pogodnie dowodził Artur. Wszystkim im, a także niewymienionym wolontariuszom, pilotom holującym i pracownikom sympatycznego Aeroklubu Częstochowskiego mówię głośne DZIĘKUJĘ. Mam nadzieję, że wrócimy tu za rok.

PS. Warto pochwalić się, że cały Gliding Team Klinika Kolasiński wypadł dobrze. Łukasz Grabowski zajął doskonałe drugie miejsce w klasie klub. Czas by zaczął latać w szybszych klasach bo ma doskonały potencjał. A my w klasie otwartej na pewno zajęlibyśmy pierwsze miejsce drużynowe, gdyby taka klasyfikacja była prowadzona.

Jurek Kolasiński

4. Konkurencja – KZS Klub A

Dzisiaj wreszcie oderwaliśmy się od ziemi po kilku dniach przerwy. Według prognoz nie miał to być łatwy i przyjemny dzień ze względu na duże ryzyko zamykającego się zachmurzenia i rozlewania cumulusów w ławice zachmurzenia warstwowego.

Dzisiejszym zadaniem dnia była konkurencja obszarowa o czasie oblotu 3 godziny, z pierwszym obszarem w postaci cylindra 20km opartym na punkcie Przedbórz, na północny wschód od lotniska, drugim również o promieniu 20km ze środkiem w punkcie Czastary, na północny zachód od lotniska, pomiędzy Wieluniem a Kępnem, oraz ostatnim obszarem o promieniu 10km ze środkiem opartym na punkcie Koniecpol.

Podstawa pierwszej chmury, pod którą krążyłem, nie przekraczała 800m. Na południe od lotniska chmury były nieco wyżej, ale niewiele. Ponadto prawie nie było widać miejsc ciągle jeszcze oświetlonych przez słońce. Mimo to zdecydowałem się na szybkie odejście na trasę, zanim warstwowe zachmurzenie uniemożliwi całkowicie latanie. Po drodze do pierwszej strefy spotykałem ciągle skłębienia, nawet niewielkie cumulusy tworzące się pod altocumulusem, które umożliwiały lot w całkiem dobrych warunkach. Niestety było ich niewiele i nie dawały one zbyt wielkiego pola manewru – należało lecieć tam, gdzie są chmury, a nie tam, gdzie bliżej do strefy. Dlatego początkowo leciałem z mocną odchyłką południową, nawet bardziej w stronę ostatniej, niż pierwszej strefy. W końcu jednak doleciałem do chmurek prowadzących do w miarę dobrze wyglądającego szlaku, który prowadził na południową stronę pierwszej strefy. Po zaliczeniu pierwszego obszaru przez chwilę wahałem się czy wracać tą samą drogą, mocno na południe, po tych samych chmurach, czy wykonać daleki przeskok bardziej po prostej do drugiej strefy. Jednak widok nieba z mojego punktu w stronę strefy nie był zachęcający. Ogromna łacha altocumulusa i wyraźnie zacieniona ziemia skłoniła mnie do lotu na południowy zachód, mimo konieczności przelecenia ogromnej ilości dodatkowych, „darmowych” kilometrów. W pewnym momencie zacząłem zbliżać się do strefy zakazanej poligonu Olesno, a w dodatku już dawno minąłem moment, w którym w normalnych warunkach wypadałoby skręcić w prawo w kierunku drugiego obszaru. Dlatego zdecydowałem się na długi przeskok na północ. Tam doleciałem do kolejnego rejonu z ładnie wyglądającymi i dość dobrze noszącymi chmurami. Po zaliczeniu strefy kusił mnie dość długi, dobrze wyglądający szlak ułożony w kierunku na północ od Radomska, ale nie zdecydowałem się na jego wykorzystanie – trochę miałem już dość latania na około. Poleciałem bardziej w kierunku strefy, gdzie po drodze widać było kilka cumulusków. Niestety one nie dawały zbyt dobrego noszenia, a po tych kilku była już tylko wielka „dziura” zacienionej ziemi. Powoli przestawałem wierzyć w możliwość zaliczenia ostatniego obszaru i powrotu do domu. Podejmowałem więc decyzje mające na celu raczej przedłużenie bycia w powietrzu, aniżeli sensowny lot po trasie. Akurat w rejonie na północny zachód od trzeciego obszaru ziemia nieco rozjaśniła się po odsunięciu się łachy zachmurzenia warstwowego na południe. To dawało jedyną nadzieję na ponowne wygrzanie się termiki. Czekałem krążąc w noszeniach 0.2-0.3 m/s, byle tylko do góry. Po jakimś czasie zaczęły wyskakiwać fractusy, podlatywałem więc do nich i wykorzystywałem każde napotkane noszenie. Obszar zaliczyłem na wysokości około 600m i po chwili krążenia w słabiutkim noszeniu zdecydowałem się na lot w stronę oświetlonego obszaru skąd dopiero co przyleciałem. Widać było tam już kilka nieco bardziej skłębionych chmur, ale było tam daleko. Na 300m nad skrajem lasu znalazłem pierwsze noszenie, które urwało się po dwóch kółkach. Pode mną widziałem już kilka szybowców w polu, co nie nastrajało pozytywnie. Na szczęście udało się dolecieć w kilku podskokach pod bardzo dobrze już wyglądający cumulus, który początkowo dość niechętnie zabrał mnie z tak małej wysokości, ale ostatecznie udało się pod nim wykręcić dolot w średnim noszeniu 1.5m/s z całego komina! Przez chwilę nie mogłem uwierzyć w to, że jednak zakończę lot na lotnisku i ukończę trasę, przez co trochę przekręciłem dolot, ale po tylu wrażeniach stwierdziłem, że lepiej przyspieszyć i zbić wysokość niż martwić się czy jej wystarczy.

Łukasz Grabowski

6. Konkurencja – klasa Otwarta

Pogoda jak wczoraj. Tymczasem kierownik sportowy Jurek Mierkiewicz wykłada konkurencję wyścigową o długości 427 km. Pierwszy punkt w Krotoszynie, drugi na południowy wschód od lotniska. Przed otwarciem taśmy krążymy pod chmurami na wysokości 1000 m. Ruszamy szybko na trasę podobnie jak reszta zawodników. Po drodze natrafiamy na noszenia 2-3 metrowe. Czym dalej na północny zachód tym warunki lepsze. Podstawa chmur podnosi się do 1300 m. Dolatujemy do 1 pz z prędkością ponad 100 km/h. Po nawrocie widzimy że na wschodzie niebo pokrywają ławice chmur średnich, które tłumią noszenia. Początkowo mkniemy pod szlakiem, Ale w rejonie Łasku dobra jazda się kończy. Przed nami pełne pokrycie i jakieś niemrawe szczępki chmur dające noszenia zaledwie 1 m/sek. Trzeba pozbyć się balastu wodnego i szanować każdy komin. 2 pz straszy pustką termiczną. Zaliczamy go na 700 metrach i ruszamy powolutku w kierunku mety. Na nieszczęście noszeń brak i zaczyna się najtrudniejsza część przelotu. Całe szczęście mam długie skrzydła. Dzieki nim szybowiec na długich przeskokach mniej opada. Oby do obszaru oświetlonego słońcem. Będąc najwyżej w peletonie rzucam się z Łukaszem Kornackim (ASW22) w kierunku odległej chmury nad dużym lasem. Do domu mamy jeszcze 23 km. Wchodzimy na las na wysokości 300 m. Obok lądują już szybowce na zaoranym polu. Zachodzi obawa, że i nas spotka taki sam los. Łukasz ma nieco lżejszy szybowiec (bez silnika) i łapie pół metra. Ja krążę w zerku. Po 10 minutach robi się między nami różnica 100m. Łukasz rusza do przodu w kierunku krawędzi chmury i tam łapie metrowy komin. Da mu on dolot do lotniska. Tymczasem Łukasz Wójcik lecący za nami melduje, że będzie lądował w polu koło św. Anny. Oj szkoda myślę, wszak on walczy o medal. Ja cofam się tymczasem jakieś pół kilometra i łapię słabiutkie noszenie. Wykręcam jednak 450 m i ruszam w kierunku lotniska. Widzę, że przede mną pojawiły się dwie świeże chmurki. Może ona dadzą chwilę dobrego noszenia. Tymczasem w radiu pojawia się dobra wiadomość: Łukasz Wójcik wykręcił się ze 120 m nad polem (!!!). To nie lada wyczyn. Mówi, że już miał wyjęte podwozie i szykował się do spotkania z ziemią. Tymczasem za chwilę ma już dolot. Dziś wygra konkurencję, a ponieważ dotychczasowy lider Zbyszek Nieradka ląduje w terenie to Łukasz wyjdzie na prowadzenie (BRAWO !!!). Ja pod chmurkami łapię 1,5 m/sek i gładko wykręcam wysokość dolotową. Dziś moja koszulka nadaje się do wykręcenia – taka mokra. Na ziemi czeka uśmiechnięty Mikołaj (mój bratanek). Doskonały z niego pomocnik. Dziś był naprawdę trudny dzień. Do mety doleciało bodaj 6 zawodników. Załapię więc sporo punktów. Może będzie awans o jedno oczko. Tymczasem Łukasz Wójcik awansuje na pierwszą pozycje. Można śmiało powiedzieć, że dziś Gliding Team KK poleciał na piątkę.

Jurek

Konkurencja 5.

To był dobry dzień. Co prawda można powiedzieć, że trochę kusiłem los. Bo jak nazwać poranne występy przed kamerami TVN 24. Ale całe szczęście kamery nie zaszkodziły i wyszedł dobry lot. Zadaniem dnia była konkurencja obszarowa z obszarami zlokalizowanymi na północnym zachodzie, zachodzie i na wschód od lotniska. Czas oblotu – 3 godziny. Z odejściem trzeba było się spieszyć bowiem chmury szybko się rozmywały i zachodziła obawa powtórki z poprzedniej konkurencji. Szybko ruszyliśmy z Łukaszem na trasę. Przed nami był tylko Zbyszek Nieradka. Wyjście z obszaru rozmytego zachmurzenia wymagało trochę determinacji. Pozwalało jednak na nawiązanie kontaktu z dobrą termiką z wysokości 350 m. Dalszy lot po południowym skraju pierwszej strefy przebiegał bardzo dobrze. Pod szlakiem trafialiśmy noszenia 3-4 metrowe. Ostatecznie od południa zaliczyliśmy zachodni skraj pierwszej strefy. Potem lot na południe. W drugiej strefie również dobre chmury. W kierunku lotniska prowadził gasnący szlak, ale pozwolił na pokonanie 60 km. W kierunku 3 strefy nie było jakichkolwiek chmur, tylko górne zachmurzenie dlatego trzeba było lecieć w kierunku północno wschodnim. W ostatnim kominie wykręcamy wysokość dolotową, zaliczamy po minimum trzecią strefę i szybko wracamy do lotniska. Wyniki dobre: Łukasz zwycięża i awansuje na drugie miejsce, ja jestem czwarty i awansuję na miejsce siódme. Dzień udany dla nas, dla wielu kolegów spore straty bo dziś prędkość była bardzo cenna.

Jurek

Konkurencja 4.

Miał być dziś dzień nielotny, a okazało się, że rozegraliśmy konkurencję. Na dodatek było jak w loterii Toto Lotka. Kto załapał się w jeden komin, wręcz bąbel wznoszącego powietrza ten mógł odejść na trasę i pokonać ją w bardzo dobrym czasie. Pozostali na próżno szukali noszeń by w końcu osiąść na płycie lotniska. Wśród tych drugich był Łukasz Wójcik i piszący tę relację. Konkurencja nie była zbyt wymagająca – po prostu obszarówka pomiędzy czterema kółkami w czasie minimalnym 2 godziny. Trudno opisywać co działo się na trasie bo znam to tylko z relacji szczęśliwych kolegów. Im udało się odejść z wysokości 1500 m, zaliczyć pewnie pierwszą strefę, a potem natrafić na doskonałe noszenia 2-3 metrowe i podstawę chmur do 2400 m. Wyniki uzyskane przez zwycięzców są fantastyczne i zasługują na uznanie. Brawo Koledzy ! Natomiast my z trudem łapaliśmy podmuchy wznoszącego się leniwie powietrza. Maksymalna wysokość to 700 m. Odejście nad miasto z tej wysokości nie było zbyt zachęcające. Ostatecznie skończyło się lądowaniem. Ja spróbowałem jeszcze raz wzbić się w powietrze o godz. 16:00 ale bez możliwości znalezienia jakiegokolwiek komina. Trudno bywa w szybownictwie i tak. Trzeba się z tym pogodzić i mieć nadzieje, że kolejne dni przyniosą poprawę pogody.

Jurek

Konkurencja 3. – klasa Otwarta

I znów od rana błękit. Front ciepły z zachodu się ociąga stąd szansa na kolejną konkurencję. Dość długo czekamy na stracie bo sonda z trudem utrzymuje się w powietrzu. Tymczasem prognoza przewiduje silną bezchmurną z pułapem noszeń ponad 2000 m. jest też cień szansy na pojedyncze cumulusy. Zadaniem dnia jest konkurencja obszarowa z czasem oblotu 3 godz. Pierwsza strefa zlokalizowana jest na zachodzie i ma kształt wąskiego trójkącika. Słusznie ochrzcił ją Zbyszek Nieradka mianem „serniczka”. Podobnie druga strefa – też „serniczek” na wschodzie. Na dodatek serniczek okraszony jedną rodzynką w postaci strefy zakazanej nad Starachowicami. Startuje jako trzeci i mozolnie wykręcam w meterku wysokość. Z czasem noszenie rośnie – to pewnie za sprawą sta na da bocianów, które mi towarzyszą. Zaskoczenie budzi wysokość – 2100 m (!). Och to ładnie. Najlepiej lata się przy takich podstawach. Na dodatek na zachodzie widać coraz więcej chmur. Odchodzę wraz z Łukaszem Wójcikiem. Staram się nie odpuszczać , co nie przychodzi tak łatwo. Jego JS-1 tnie powietrze przy prędkości 200 km/h. Mój poczciwy Nimbus musi to wytrzymać. Chmury, pod którymi mkniemy dają dobre noszenia. Zatrzymujemy się tylko gdy ich wartość przekracza 3 m/sek. Pierwszą strefę zaliczamy na około 50 km. Nawrotka i jazda do drugiej strefy. Podstawa podnosi się do 2300-2400 m. Całe szczęście maksymalna dozwolona wysokość to 2900 m QNH. Po minięciu Częstochowy chmury robią się coraz dorodniejsze. Z wysokiego pułapu ruszamy na przeskok do drugiej strefy. Kusi nas piękny szlak. Niestety jego początek znajduje się we wcześniej wspomnianej „rodzynce” czyli strefie zakazanej. Musimy odbić na południe i tam zawracamy. Nasz czas kończy się za 45 minut a do domu jeszcze sto parę kilometrów. Robimy jeszcze dwie podkrętki i ruszamy na dolot z 60 kilometra. Zapas niewielki, ale przed nami są jeszcze chmurki. Dzięki nim uzyskujemy wystarczającą wysokość by zameldować się na mecie. Czasy dobre, prędkości zbliżone do dzisiejszego lidera Karola Staryszaka. Oczywiście mój wynik trzeba umniejszyć o przynależny Nimbusowi 4M współczynnik. Trudno. Na pociechę pozostaje nadzieja, że będą jeszcze pogody słabsze z wolnymi przeskokami. Wówczas jest nadzieja, że długie skrzydła dadzą znać o sobie. Bardzo dobrze poleciał Łukasz i mam nadzieję, że utrzyma czołową pozycję. Na jutro meteo zapowiada front i opady. Oby nie za długo bo chęci do latania są ogromne.

JK

Konkurencja 2. – klasa Otwarta

Nad Częstochową nadal dobra pogoda. Co prawda od południowego zachodu zaciąga ciepłym powietrzem, co znacznie pogarsza szanse na dobre cumulusy, ale nie takie pogody straszne ni zawodnikom ni kierownikowi sportowemu Jurkowi Mierkiewiczowi. Wykłada więc trasę trójkąta 450 km (!). W całości na wschód. Co niektórzy zawodnicy kręcą nosami – a bo to tam „abi kraj”, a to „pogoda zbyt słaba”. Mięknie Mierkiewicz pod naporem utytułowanego nazwiska i zmienia zadanie dnia na trasę trójkąta 337 km – też na wschód. Po starcie noszenia dobre – 2-3 m/sek, podstawa sięga 1600 m. Większość zawodników odchodzi na trasę w okolicach godziny 13:30. Ja razem z Łukaszem też tak się odmeldowujemy. Lot do pierwszego pz nie nastarcza problemów. Trochę chmurek, sporo podtrzymań nad lasami. Leci dość duża grupa szybowców. Dość szybko dogania nas Wiktor Koźlik. Odszedł 5 minut po nas i już ma nas pod sobą – brawo !!. Po pierwszym pz lecimy na północny wschód za Kielce. Teraz przeważa bezchmurna. Czołowa grupka prowadzona przez dobrze dziś usposobionego Karola Staryszaka bez problemu zalicza 2 pz i pod chmurkami rusza w kierunku domu. Co prawda chmur nie ma zbyt wiele natomiast pojawiają się wyraźna zamglenia. Na 40-tym kilometrze wykręcam najwyżej wysokość bliską dolotowej. Spode mnie wypadają do przodu trzy ASG: Karola, Mirka Matkowskiego i Krzysia Łuniewskiego. Jak oni pięknie pędzą. Stara się im dotrzymać kroku Łukasz Kornacki na ASW 22 – poczciwym AT, którego ktoś odesłał przed laty do lamusa. Ja zaraz za szaloną trójką nieco wolniej. Pod zamgleniami i szczępkami cumulusów wyrabia się dolot. Pewnie dolatujemy do lotniska. Zwycięża Krzysiek Łuniewski przed Karolem Staryszakiem i Łukaszem Wójcikiem. Ja równo z Wiktorem plasuję się na szóstej pozycji. Szkę słabiej poleciał dziś Zbyszek Nieradka. W klasyfikacji ogólnej na czoło wysunął się Łukasz Wójcik. Za nim Zbyszek i Karol. Ja awansowałem o jedno oczko na 9 miejsce. Początek więc dobry.

W klubach doskonale poleciał Michał Lewczuk i przeskoczył na pozycji lidera Łukasza Grabowskiego. Tam też szykuje się zacięta walka.

JK

Konkurencja 1. – KZS

Pierwszą konkurencją była prędkościówka o długości 304km z punktami zwrotnymi w Wieruszowie, Bogumiłowie oraz Paradyżu.

Ze względu na dość długą trasę i prognozowane zanikanie cumulusów w zachodnim rejonie trasy zdecydowałem się na możliwie wczesne odejście – linię startu przeciąłem już 3 minuty po jej otwarciu. Początkowo trochę byłem niepewny tej decyzji – gdyby okazało się, że w drugiej części trasy będzie trzeba leciec w słabej termice bezchmurnej, wówczas penetrujący znacznie większy obszar peleton mógłby mnie dogonić. Z drugiej strony, według prognoz, odchodząc wcześnie na trasę miałem szansę lecieć przez część trasy do pierwszego punktu jeszcze pod cumulusami. I tak się stało. Dopiero od około 40 kilometra do punktu zaczął się obszar termiki bezchmurnej. Jednak pierwszy odcinek w dobrych warunkach pozwolił wyrobić już nieco przewagi. Termika bezchmurna na szczęście pracowała bardzo dobrze, co pozwalało na „wybrzydzanie” i krążenie tylko w lepszych noszeniach. Od rejonu drugiego punktu wleciałem już w obszar z cumulusami o bardzo dobrych noszeniach. Niestety nie chciały się one ułożyć idealnie wzdłuż lini trasy, niemniej jednak średnie noszenia powyżej 3m/s pozwoliły bardzo szybko lecieć do przodu. W trakcie powrotu do lotniska trafiałem trochę gorsze noszenia, chmury pod które podlatywałem nie pracowały aż tak dobrze, jednak bez problemu udało się zdobyć wysokość wymaganą na bezpieczny dolot do lotniska.

Łukasz Grabowski

Konkurencja 1. – klasa otwarta

Można śmiało powiedzieć, że pierwszy dzień zawodów był sukcesem pilotów z Gliding Teamu Klinika Kolasiński. Bezapelacyjne zwycięstwo w klasie klub odniósł Łukasz Grabowski, a drugie miejsce Łukasza Wójcika w klasie otwartej i 10 Jurka Kolasińskiego są dopełnieniem tej wiadomości. W klasie otwartej zadaniem dnia był wielobok o długości 451 km. Ponieważ prognoza meteo przewidywała szybki zanik chmur w części zachodniej więc szybko odeszliśmy z Łukaszem na trasę. Lot był bezproblemowy. O do pierwszego pz doszliśmy lecąc pod niewielkimi kłaczkami. Potem na drugim boku utworzyły się dorodne cumulusy. Czasami układały się w szlaki. Na trzecim boku też ładnie, a potem szybki dolot. Cały przelot lecieliśmy razem, więc miałem okazję podglądać naszego Mistrza.

Początek dobry i nadzieja na kolejne doskonałe dni w powietrzu i w tabeli.

Jurek Kolasińsk

Trening

Od rana piękne niebo nad Częstochową. Szybka rejestracja i zabieram się do szybowania szybowca. Wyznaczam trasę 760km w układzie wschód – zachód. Start o 11:14, pierwszy komin 2-3 m/sek, podstawa 1300 m i odejście na trasę o 11:30. Lecę pod ładnymi cumulusami do pz oddalonego od lotniska o 100 km na zachód. Jest niewielki czołowy wiatr. Po niecałej godzinie nawrót i teraz bok w kierunku wschodnim, do Janowa Lubelskiego, o długości ok 350 km. Czym dalej na wschód, tym lepsze warunki. Bywa, że trafia się nawet czwórki. Podstawa chmur sięga 1800 m. Na drugim pz prędkość przelotu osiąga 130 km/h. W drodze powrotnej, w rejonie Kielc, niestety chmury zaczynają się rozmywać. Myśląc, że obszar nad Kielcami jest objęty strefą zakazaną (niestety błędnie) nadrabiam drogi dużym rogalem na południe. Ostatni komin kręcę przed Częstochową. Po minięciu lotniska są już tylko rozmyte chmury bez dobrych noszeń. Zawijam więc wcześniej, wracam do lotniska i w dwójce wykręcam 2000 m. To pozwala wykonać jeszcze rzut na wschód i wysoko zameldować się na lotnisku. W sumie przeleciane jest 750 km. Jak na rozgrzewkę to dobrze. Wieczorem odprawa i rozpoczęcie na dobre zawodów. Jutro pierwsza konkurencja. Oby pomyślna. A lekko nie będzie bo w klasie otwartej aż mieni się od utytułowanych zawodników. No cóż – poziom mistrzostw Polski jest równy, lub nawet wyższy od mistrzostw świata. Ale to powód raczej do radości niż do zmartwienia. Wszak jak latać to z najlepszymi !

Jerzy Kolasinski