Mistrzostwa Europy wkl 15m,18m, Otwatrej 2011

Szósty dzień zawodów

Po wczorajszych prędkościach task setter dzisiaj zaszalał. Dla wszystkich klas trasy powyżej 600km, w tym dla nas 630. Wszystkie prognozy, którymi dysponowaliśmy zakładały spory udział termiki bezchmurnej i nie podzielały entuzjazmu miejscowych.

Mieliśmy więc trochę niewiadomych, dlatego zdecydowaliśmy się odejść na trasę wcześnie, tak aby w razie problemów mieć jakieś pole manewru. Tym razem bez żadnych manewrów na linii startu. Pierwszy bok to lot na południe Litwy w stronę puszczy, na której łapaliśmy 4-5 metrowe noszenia. Poszło bardzo szybko. Drugi punkt Sejny także zaliczyliśmy gładko. Podstawa sięgała 1900-2000m, a noszenia nieco słabsze 2-3m/s. Na trzecim boku i do połowy czwartego ciężko było znaleźć dobre noszenia, ale nie mieliśmy żadnego większego przyhamowania. Co z tego jak dogoniło nas kilka szybowców, w tym Gulyash i Francuzi. Dalej, przez czwarty i piąty PZ lecieliśmy razem i tak już osiągnęliśmy metę. Nie było jak uciec grupie, liderzy pilnowali nas bardzo czujnie.

Strata do zwycięzców konkurencji spora, ale jestem zadowolny, że nie zrobiłem żadnego głupiego błędu i leciałem cały czas dobrze współpracując z Tomkiem. Czekam teraz na kolejne konkurencje. Czas obrabiać straty do liderów.

Łukasz

Piąty dzień zawodów

Z dnia na dzień pogoda staje się coraz lepsza. Jesteśmy zaskoczeni takim rozwojem sytuacji, spodziewaliśmy się w końcu niskich podstaw i słabych noszeń na litewskiej ziemi. A tu dostajemy do oblecenia trasę 500km. To już czwarta konkurencja z rzędu.

Zaskoczyło nas także to, że dzisiaj podstawa od początku była bardzo wysoka. Tomek, który wystartował jako pierwszy zgłosił nam 1900m. Ciężko było w to uwierzyć…. Noszenia także były silne, a chmury szybko ułożyły się w szlaki, więc zadecydowaliśmy, że nie ma co czekać z odejściem na trasę. Niestety wszystkie 15tki latały tuż za linią startu i czekały, kto pierwszy poleci. Postanowiliśmy zamarkować odejście. Udało się, za nami poszli praktycznie wszyscy, oprócz Włochów i Litwina. Drugie odejście zrobiliśmy kilka minut później, znowu z w/w ogonami. Pierwszy bok poszedł rewelacyjnie, średnia ponad 150km/h i dogoniona cała stawka. Zakrążyliśmy tylko dwa razy na 170 km. Po pierwszym punkcie uciekliśmy peletonowi i do połowy boku leciało mi się dobrze. Później kilka nietrafionych chmur, niskie zejście i cały lot mi się posypał. Szkoda, bo Tomek w tym czasie połykał kilometr za kilometrem, a ja walczyłem ze sobą.

Kiedy już złapałem dobry komin, wtedy dogonił mnie peleton. Był kilkaset metrów wyżej. Goniłem go już do mety, ale przyleciałem kilka minut po. Całe szczęście dobre odejście uratowało mój wynik. Konkurencja remisowa, ale fajnie, że Tomek odrabia straty.

Łukasz

Czwarty dzień zawodów – trzecia konkurencja

Dzisiaj rozegraliśmy 3 konkurencję Mistrzostw Europy. Task setter wyłożył dla nas ciekawą trasę o długości 450km. Cała wyłożona została na północnym zachodzie Litwy.

Starty rozpoczęły się dzisiaj już o 11.30 przy podstawie ok. 1050m. 45 minut później został otworzony dla nas start lotny. Z racji tego, że pogoda od razu była bardzo dobra, a cumulusy układały się w szlaki zdecydowaliśmy się na szybkie odejście. Obawialiśmy się także, podobnie jak w dniu poprzednim rozlewania się chmur. Pierwszy bok lecieliśmy z wiatrem, więc poszedł bardzo gładko. Podstawa się podnosiła, a noszenia przekraczały 2m/s średniego. W połowie boku dołączyła do nas grupka szybowców, w tym Francuzi, Gulyash i kilku innych zawodników. Takim peletonem połykaliśmy bardzo szybko dzielące nas od domu kilometry. W okolicach drugiego i trzeciego punktu podstawa osiągnęła nawet 1600m.

Dobrze mi szło przez większość trasy do momentu, kiedy po 3 punkcie zachciało mi się uciekać. Nie trafiłem pod kilkoma chmurami kominów i znalazłem się momentalnie na 400m. Całe szczęście zaczepiłem się w 1,5 metrowym noszeniu, w którym podkręciłem się do 900m. Podleciałem dalej i znowu dokręciłem 200m. Z tej wysokości poleciałem pod ładniejsze cumulusy i pod świeżo budującym się trafiłem 4m/s. Wykręciłem sufit i dalej zacząłem pędzić, by odrabiać straty do czołówki. Nie udało mi się już ich dogonić, ale przynajmniej nie straciłem za dużo. Przyleciałem 6 minut po pierwszych szybowcach i zająłem w konkurencji 8 miejsce. Sprawiło to, że spadłem w tabeli na 3 miejsce. Straty są jednak niewielkie i jutro to ja będę gonił liderów:)

Łukasz

Trzeci dzień zawodów

Na ten dzień czekaliśmy od dawna. Normalne cumulusy, normalne noszenia ? każdy lubi latać w taką pogodę. Jednak nie do końca tak było. Cumulusy się porozlewały, a do tego niska podstawa nie pozostawiała nam krótkim szybowcom wielkiego pola manewru.

Niestety także i dzisiaj rozjechaliśmy się z Tomkiem i to już na pierwszym boku. Niby lecieliśmy pod jeden północny szlak, a wyszło, że każdy poleciał pod swój. Dalej współpraca bardzo się przydała, no ale można było polecieć parę minut szybciej…

Pierwszy i drugi bok poszedł gładko. Podstawa początkowo 1200, podniosła się przed drugim punktem do 1500m. Noszenia wahały się od 2-3m/s. Jednak im bliżej 3 punktu tym pogoda była coraz bardziej skomplikowana. Rozlane altocumulusy skutecznie zasłaniały ziemię przed promieniami słonecznymi. Musieliśmy wykonywać długie przeskoki, często schodząc do 500-600m. Po zaliczeniu 3PZ lecąc z wiatrem ponownie dolecieliśmy w obszar lepszej termiki. Znów cumulusy zaczęły obdarzać nas 2 i 3 metrowymi noszeniami. Przedostatni punkt Elektrienai zaliczyliśmy bez problemu. Dokręciliśmy jeszcze 200-300m w kominie 1,5m/s i szybko wlecieliśmy na metę.

Dzisiejsza konkurencja okazała się remisowa. Kilka minut szybciej obleciała grupa szybowców, która odeszła ok. 20 minut przed nami. Nie było łatwo, ale udało się utrzymać prowadzenie:)

Łukasz

Drugi dzień zawodów – pierwsze starcie

Nikt z naszej ekipy nie dowierzał rano, że uda się rozegrać konkurencję. Podejrzewaliśmy organizatora, że wyrzuci nas w powietrze po to, by zarobić trochę euro i odrobić straty po niezbyt udanym treningu.

Wszystkie prognozy, którymi dysponowaliśmy pokazywały przechodzenie strefy frontowej przez Pociunai w godzinach wczesno-popołudniowych. Grid został wyłożony na 11.30, a na odprawie wszystkie klasy dostały zadania na zachód od lotniska. Czas oblotu – 2,5 godziny.

Starty początkowo miały się rozpocząć o 12-tej, wystartowaliśmy jednak godzinę później. Po wyczepieniu nie było różowo ? podstawa ledwie 700m. Całe szczęście noszenia były dobre, zdarzały się nawet ponad dwumetrowe. Zanim otworzono starty podstawa wzrosła jeszcze o 200m. Odeszliście niezwłocznie zaraz po Karolu i Zbyszku w sporej grupie razem z francuzami i włochami. Lot do pierwszej strefy układał się znakomicie. Lecieliśmy po wałku burzowym i tylko w jednym miejscu zrobiliśmy dwa kółka w mocnym noszeniu. Do drugiej strefy musieliśmy się przebić przez ten wałek i polecieć na północ. Niestety termika była tam mocno wypłukana. Na 10-tym kilometrze przed strefą złapaliśmy komin ok. 0,7m/s i podkręciliśmy się do podstawy. Stamtąd polecieliśmy do przodu i tylko nakłuwając delikatnie obszar, zawróciliśmy się z wiatem. Zrzuciliśmy przy okazji resztki wody. Lecąc z powrotem ku lepszym warunkom, na 300m udało się znaleźć meterek w dobrze nasłonecznionym miejscu. Wykręciłem kilkaset metrów i tutaj zrobiła się różnica między mną a Tomkiem. Dalej lot na południe przebiegał bardzo sprawnie ? kominy po 2-2,5m/s znacznie przyspieszyły lot. Tak udało mi się dolecieć głęboko w trzecią strefę. Po zawróceniu nie mogłem polecieć bezpośrednio w kierunku ostatniego obszaru. Najbliższe cumulusy znajdowały na północ ode mnie. Poleciałem tam i w trójce wykręciłem podstawę. Z tego komina na na wschód prowadził szlak, który wyglądał bardzo zdrowo. Niestety zamiast noszeń, były tylko deszcz i drobne podtrzymania. Leciało się momentami 90 stopni od kreski, ale coraz bliżej lotniska. Spotkałem tam się z 3 Francuzami i Austriakiem i taką grupą bardzo powoli zmierzaliśmy w kierunku mety. Przelatywaliśmy przez rozległe obszary wytłumione przez rozlane congestusy i łapaliśmy meterki pod świeżymi chmurami. Podstawa znowu spadła do 800m. Dolot wyszedł bardzo na styk i do samego końca nie wiedziałem, czy będę w domu czy w polu. Udało jednak zaliczyć ta trudną konkurencję i to z bardzo dobrym rezultatem.

Łukasz

Pierwszy dzień zawodów

Prognozy na pierwszy dzień zawodów nie dawały wielkich szans na rozegranie konkurencji. Ponieważ jednak niebo nie wyglądało najgorzej organizator wyłożył grid. Na odprawie dostaliśmy zadania ? obszarówki wyłożone na zachód i północny-zachód. Zaciągnęliśmy się na start i po dłuższym oczekiwaniu, po odwołaniu konkurencji, ściągnęliśmy szybowce nas stojanki. Dzisiejsza pogoda nie pozwoliła by rozegrać konkurencję. Bardzo niska podstawa i liczne burze ? tak wyglądał dzisiejszy dzień.

Oby jutro było lepiej:)

Łukasz

Siódmy dzień treningu

Dzisiaj po raz pierwszy od kilku dni od rana świeciło słońce. Zupełnie inaczej wstawało się i wykonywało poranne obowiązki. Wstałem być może nie pierwszy, za to pierwszy się zatankowałem i także pierwsi z Tomkiem stanęliśmy na gridzie.

Starty rozpoczęły się o godz. 12-tej. Byliśmy w pierwszym rzędzie, więc bardzo szybko znaleźliśmy się w powietrzu. Mieliśmy ok. 3h do wykorzystania, gdyż do 15-tej tylko zaplanowane były loty. Pogoda nie rozpieszczała. Podstawa co prawda osiągnęła 1300m, lecz bardzo trudno było znaleźć noszenie ponad 1m/s. Na trasę 150km odeszliśmy ok. 13.40. Na pierwszym boku po pierwszym przeskoku znalazłem się od razu na 500m. Gdy powoli zacząłem już wątpić w litewską termikę, złapaliśmy 1,5m/s. Dalej kolejny półtorak i pierwszy PZ jest nasz. Następny bok lecieliśmy dość wolno i ostrożnie. Łapaliśmy tylko meterki, ale całe szczęście nie spadliśmy ani razu nisko. Po zaliczeniu 2 PZ, znowu podkrętka w metrze i dolot.

Prędkość nie wyszła oszałamiająca ? niecałe 90km/h. Szybowce lecące wcześniej trafiały na trochę lepsze noszenia, nie było jeszcze wtedy tyle górnego zachmurzenia.
Podsumowując ? całkiem fajny trening ? trudne latanie w słabych pogodach, czyli to co nas czeka w ciągu najbliższych dwóch tygodni. Oby chociaż to…

Wieczorem odbyło się otwarcie Mistrzostw w obecności władz państwowych, lokalnych i lotniczych. Imprezę na rynku w Prienai uświetnił mi.in występ zespołu folklorystycznego oraz recytacja poezji w języku litewskim prze znaną lokalną autorkę. Na koniec na zgromadzonych widzów spadł rzęsisty i orzeźwiający deszcz. Pada już ponad dwie godziny. Jesteśmy już bardzo rześcy, a pewnie także i jutro będziemy podziwiać uroki tego typu pogody…

Łukasz

Czwarty, piąty i szósty dzień treningu ? 27-29 lipca

Kolejne trzy dni treningu upłynęły na wyczekiwaniu na poprawę pogody, dopełnianiu formalności związanych z rejestracją i dopieszczaniu maszyny. W środę od rana przyszła do nas burza i przez dłuższy czas miałem wątpliwości, czy uda się złożyć i zatankować Asw. Na 11.30 byłem wpisany na ważenie. Dopiero ok. 11-tej można było wyjść na lotnisko bez kurtki, więc żwawo ruszyliśmy do przyczepy i zamontowaliśmy szybowiec. Szybkie tankowanie, a potem obowiązkowe ważenie. Razem ze mną i całym wyposażeniem wyszło 492kg. Mogę zatem jeszcze 8 kilogramów przytyć;)

Pogoda w środę była na tyle słaba, że uznaliśmy, iż nie ma sensu startować i latać dookoła lotniska. Pojechaliśmy z Cypisem na wycieczkę do Wilna. Może modlitwa pod Ostrą Bramą pomoże rozgonić chmury…

W czwartek zmontowaliśmy tylko szybowiec i czekaliśmy na rozwój pogody. Niestety znowu nie dopisała, więc postanowiłem spędzić czas na dopieszczaniu maszyny. W ruch poszedł wosk i szmaty. Efekt jest niesamowity, Asw wygląda jakby dopiero co wyszedł od Biskupa:) Mucha nie siada!

Piątek to powtórka z dnia poprzedniego. Montaż szybowca i oczekiwanie na pogodę. Bardziej niecierpliwa część pilotów zdecydowała się na oderwanie od ziemi, ale podstawa 800-900m nie pozwalała na zbytnie oddalanie się od lotniska. Szczególnie bez silnika… Na jutro prognoza jest bardzo optymistyczna. Niestety na popołudnie organizator zaplanował otwarcie Mistrzostw i w związku z tym loty nie będą długie.

Łukasz

Trzeci dzień treningu

Dzisiaj rozpoczął się pierwszy dzień nieoficjalnego treningu Mistrzostw Europy. Na odprawie o 10-tej meteorolog zapowiedział 1-2 godziny pogody dającej się wykorzystać do latania. Złożyliśmy Asw, zatankowaliśmy i czekaliśmy na rozwój warunków. Pogoda nie wyglądała najlepiej, więc zdecydowaliśmy się przenieść z płyty lotniska i oglądać niebo z perspektywy świeżo wybudowanego basenu. Starty rozpoczęły się planowo o 13-tej, jednakże dalej nie było widać większej poprawy. Część szybowców co prawda utrzymywała się w powietrzu, jednak tylko w pobliżu lotniska. Czekaliśmy z decyzją do 15-tej i widząc dalszy brak zdecydowanej poprawy ściągnęliśmy się na stojanki. Po zdemontowaniu szybowca do wózka i ponownych odwiedzinach basenu, zdecydowaliśmy się pojechać do oddalonego o ok. 30km Kowna na krótką wycieczkę.

Miasto wygląda zdecydowanie ładniej, niż cztery lata temu, podczas poprzednich ME, kiedy tu byłem. Na jutro rano zaplanowałem ważenie, rejestrację oraz woskowanie szybowca. Mam nadzieję, że pogoda pozwoli także i polatać, choć prognozy są mało optymistyczne…

Łukasz

Drugi dzień treningu

Na dzisiaj prognoza się sprawdziła, choć początkowo nad Pociunai przesuwało się sporo średnich i wysokich chmur. Po 12-tej zdecydowanie wzrosła przewaga cumulusów nad pozostałymi chmurami. My niestety jak to w pierwszym dniu mieliśmy bardzo powolne ruchy i dopiero o 14-tej byliśmy w gotowości do startu. Pozostali chyba też, bo dopiero wtedy rozpoczęły się hole. Pół godziny później byliśmy już z Karolem w powietrzu, Tomek wystartował trochę później. Postanowiliśmy polecieć na pierwszy punkt wyłożonej przez organizatora trasy ? punkt Kalesninkai oddalony 74 km od lotniska w kierunku południowo-wschodnim. Mimo, że lecieliśmy pod wiatr do punktu poszło bardzo sprawnie. Chmury układały się w ładne połączenia, dające po 2-2,5 m/s co jakiś czas. Podstawa sięgała 1500m. Zaliczyliśmy punkt i zaczęliśmy wracać do lotniska, by polatać trochę z Tomkiem. Po punkcie pierwsze chmury były jeszcze ładne, ale im bliżej lotniska, tym bardziej dawała się we znaki łacha średniego zachmurzenia. Trafialiśmy już tylko noszenia 1 m/s. Kierowaliśmy się do punktu Elektrenai, gdzie mieliśmy się spotkać z RP. Dolecieliśmy w pobliże i dalej już wspólnie postanowiliśmy polecieć na zachód od Pociunai. Tam jeszcze poza CTR-ami i TMA pogoda wyglądała w miarę dobrze. Przylecieliśmy w rejon lotniska i dalej już lataliśmy w tym miejscu. Wylądowaliśmy jako ostatni kilkanaście minut po 18-tej.

Podsumowując, dzisiejszy prawie 4-godzinny lot przydał się na sprawdzenie sprzętu, przypomnienie rejonu i niewielką rozgrzewkę zawodniczą. Na kolejne dni prognozy są coraz gorsze:(

Łukasz