Mistrzostwa Europy w kl. Światowej, Klub, Standard i 20 2011

Treningu ostatki

Ostatni dzień treningu przed nami. Z zapowiedzi meteo miało być dobrze, lepiej na wschodzie z cumulusami a na zachodzie nieco gorzej. Do oblecenia trasa obszarowa 3 godzinna, podobna do wczorajszej, ale w nieco innej kolejności. Po wyczepieniu mieliśmy sporo problemów, żeby wykręcić wysokość przed odejściem i polecieliśmy kilka minut po 14-tej. Pierwszy odcinek przebiegał szybko i sprawnie, trafialiśmy nawet kominy 3,5 metrowe. Pierwszą strefę niestety zrobiliśmy do końca a nawet kawałek dalej…

Problemy zaczęły się, gdy przecięliśmy Dunaj lecąc na zachód, gdzie wpadliśmy tam na bezchmurną. Połowa trasy szła powoli, ale do przodu. Schodziliśmy momentami do 700m, ale trafialiśmy noszenia 2 metrowe. Strefę drugą i trzecią zaliczyliśmy po minimum i pół godziny po czasie dolecieliśmy do mety. Co ciekawe znów zrobiliśmy dobry wynik mimo kilku błędów. Wielkim plusem było to, że lecieliśmy do początku do końca razem z Adamem.

Na jutro organizator zaplanował otwarcie zawodów z pokazami lotniczymi, których główną atrakcją będzie Peter Besenyi. W poniedziałek pierwsza konkurencja, choć wg prognoz rano ma przechodzić front chłodny i nie wiemy czy przejdzie na tyle szybko, żeby pozwolił nam polatać.

Łukasz

Podsumowanie

Zakończyły się 16 Szybowcowe Mistrzostwa Europy w klasie Standard, Club i Dwumiejscowej, jutro jeszcze dogrywka dla klasy Światowej. Trzymamy kciuki za dobry lot naszych ?światowców? Czas na szybkie podsumowanie. Zawody okazały się pechowe jeśli chodzi o pogodę, lataliśmy tylko i wyłącznie w niżowych pogodach. Rozegraliśmy 4 konkurencje a trasy były, krótkie i po nizinach. Przy tak krótkich trasach, i krótkich zawodach ważny był każdy metr wysokości w konkurencji i każdy punkcik zdobyty w tabeli. Pogody nie pozwalały na agresywne latanie a pojedyncze minuty decydowały o wyniku. Cieszy mnie,że mogłem latać pod skrzydłem Sebastiana Kawy, jakby nie patrzeć aktualnego Szybowcowego Mistrza Świata a po tych zawodach Mistrza Europy. Myślę, że to podglądanie mistrza w locie zaprocentuje w przyszłości a samą współprace wspominam bardzo miło.

Zakończyłem zawody na 6 miejscu w klasyfikacji generalnej, jest niedosyt, ale jak to w tym sporcie składowych, które wpływają na wynik jest wiele.

Gratulacje dla zwycięscy klasy standard Sebastiana Kawy i drugiego Wicemistrza w klasie Club Tomka Kroka.

Przed nami pozostaje impreza zakończeniowa z dekoracją zwycięzców. A po niej powrót do Polski i trzymanie kciuków za udany występ Łukasza Wójcika i reszty reprezentantów na Mistrzostwach Europy na Litwie.

4 konkurencja

Znowu koronny dystans 127 kilometrów dla klasy standard. Ale dobrze, że się udało polatać bo poranny widok nieba nie nastrajał najmniejszym optymizmem. Jednak o 13 zrobiło się okno i cumulusy o podstawach 800 metrów. Po raz kolejny większość z klasy standard poleciała w jednakowym czasie. Grupa o 14 45 raczej sobie przeszkadzała niż pomagała i ten kto był w tej kupie cała trasę musiał dzielić troski lotu z innymi standardami, w kominie to trochę było dokuczliwe. Sebastian ciągnął całe to stadko, aż pomału wykruszały się kolejni, ja również po którymś przeskoku i kominie byłem za nisko, aby patrzeć w przód jak Ci z góry. Dodatkowo komin dolotowy nie zapracował i z 800 metrów mając do przelecenia ponad 30 kilometrów poleciałem w kiepsko wyglądające chmury, po drodze nic nie wzięło i kiedy byłem zdecydowany lecieć i z prostej dać w obszar ringu a wówczas miałem na 16 kilometrze 400 metrów, więc teoretycznie udało by się, to złapałem jakiś poszarpany komin. Zakrążyłem i zrobiłem zapas , być może nie potrzebnie gdyż od 10 już zrobiły się delikatne podtrzymania.

konkurencja 3

120,5 km tyle wynosiła dzisiaj długość trasy dla klasy standard. Organizator stara się wyłapywać chociaż chwile z dobra pogodą. A dzisiaj taka chwila się przytrafiła. Po raz kolejny lecimy na południe gdzie według prognoz przewidziane jest okno i cumulusy o podstawach 800- 1000 metrów. Góry na tych zawodach są dla nas miejscem za dalekim i ze zdecydowanie gorsza pogodą. Kolejna konkurencja z trudną do przewidzenia pogodą. Dlatego z założenia nie eksperymentowałem z wyczekiwaniem i jak nadarzyła się okazja odlotu w miarę dobrą pogodę to poleciałem na trasę. Chmury owszem nosiły czasem nawet i do 2 m/s niestety nie układały się one idealnie wzdłuż trasy dlatego było trochę myszkowania i lotu zygzakiem. Największym lobem poleciałem do 2 punktu zaliczyłem go od południowej strony obawiając się, że zachodnie cumulusy są w strefie zakazanej jak też to, że jakoś za rozlane się wydawały. Razem ze mną a właściwie za Sebastianem poleciała grupa szybowców, którą udało nam się wyprzedzić o 2 minuty dopiero na dolocie. Kolejna tania konkurencja, ale w totalu po 3 konkurencjach udało się przekroczyć 1000 punktów;)

21.07 Konkurencja odwołana

Niż, który jak się dzisiaj dowiedziałem z polskich serwisów został ochrzczony „Otto” i nam dostarcza rześkich opadów deszczu. Nie mam okazji wysuszyć mokrych ubrań po wczorajszym demontowaniu szybowców w burzy. Dzień upłynie na odpoczynku.

Wczoraj wieczorem w hangarze zorganizowana była impreza słowacka z poczęstunkiem i popitką. Na stolach można było znaleźć przeróżne rodzaje koziego sera, wędlin, past i kapuśnice a dla amatorów mocniejszych trunków przewidziana była borovicka i piwo.

LD

2 konkurencja

Kolejny dzień frontowej pogody. Dużo zachmurzenia, górnego, ale i również trochę cumulusów. I takie są prognozy na dzisiejszy dzień, niektóre serwisy meteo dodatkowo prognozują burze w drugiej części dnia. Starty zaplanowano na godzinę 12, niebo wyraźnie mówiło, że to za wcześnie. O 12 15 wyholowano na sondę dzielną klasę światową, która wykręcała się w małych bąblach termicznych na 200 metrach. W związku z tym pokazem nisko krążących maluchów, wstrzymano starty ciężkich szybowców. Kiedy coś w powietrzu drgnęło, karuzela zaczęła się kręcić. To był właściwy moment, gdyż po wyczepieniu cumulusów przybywało. Martwiło tylko zachmurzenie górne na zachodzie i południu.

W klasie standard mamy dzisiaj obszarówkę z czasem oblotu 1:30. Pierwszy obszar na zachód, dobrze, że tak się ułożyło bo w tamtą stronę pogoda wyglądała najlepiej. Pierwsze kilometry udało się pokonać bez krążenia, pierwszy komin kręcę za elektrownią, przed Lewicami. W tym miejscu robię nawrotkę wykorzystując układ chmur do drugiej strefy. Chmury zaczynają się intensywnie budować, chociaż jedna ładna nie dała oczekiwanego noszenia, łapałem w tamtym rejonie kominy 2m/s. Powrót tym samym połączeniem, z wykorzystaniem na koniec dobrze noszącego szlaku. Dzisiaj obyło się bez strat wysokości i na metę mogłem dolecieć niedługo za Sebastianem.

1 konkurencja

Po dwóch dniach ładnej pogody podczas treningu, dzisiaj więcej zagadek w powietrzu niż pewników. Przede wszystkim na w rejonie Nitry w ciągu dnia miał nasuwać się obszar chmur frontowych. Rano wygląd nieba zmieniał się co jakiś czas. Przed odprawą, północna część od Zaboru była pokryta altocumulusem, za to zachodnia i południowa cumulusami. Już po odprawie najładniej wyglądała część niedawno przykryta przez altocumulusy. Starty zaczęły się o godzinie 12:30, jako pierwsza z mojego gridu wystartowała klasa 20 metrowa, chwile po niej klasa standard. Po wyczepieniu ciężko było znaleźć solidny komin, który wywindował by mnie pod podstawę. Latać się dało, ale komfortowo nie było. Do tego w kierunku pierwszej i drugiej strefy, cumulusy poznikały a peleton nad linią odejścia nie ułatwił w wykręceniu się i odejściu na trasę. Po otwarciu linii startu z ziemi otrzymaliśmy informacje o nasuwającym się górnym pokryciu na obszar Węgier. Mimo kiepskiej pogody na południe, o godzinie 14:15 zameldowałem się na starcie. Kilometry mijały pomalutku, słaba bezchmurna do 1100 nie pozwoliła się rozpędzić. Pierwsza strefa praktycznie po najkrótszej linii tak samo w stronę drugiej. Na 10 kilometrów przed druga strefą górne pokrycie znad Węgier skutecznie odcięło dopływ słońca do ziemi. Na jego skraju dało się wykręcić. Jednak mi nie zapracował komin tak jak innym. Były trzy kominy na tym obszarze i w żadnym nie byłem we właściwym momencie. Straciłem trochę wysokości i czasu. Wykręciłem ile się dało i ślizgowym lotem zaliczyłem strefę. Na nieszczęście w drodze powrotnej zaczęło delikatnie kropić. Obszar ze słońcem był poza zasięgiem, wysokości coraz mniej, poleciałem w kierunku zamarkowanego i potwierdzonego przez Sebastiana komina, lecz nie sądziłem, że uda mi się tam dolecieć. Udało się, bardzo nisko, na 120 metrach założyłem w 0,1 byłem tak nisko że nic innego mi nie pozostawało jak tam krążyć. Przez radio zgłosiłem, że prawdopodobnie wyląduje w polu, ale dalej kręciłem się w tym 0,1 odnoszony z wiatrem. Towarzyszyły mi dwa discusy i dwa szybowce, które już siedziały w polu. Nagle zaczęło padać, ale o dziwo komin się nasilił i pokazywał 0,5 średniego. Coś niespotykanego w deszczu pod pełnym pokryciem alto i z 120 metrów udało mi się wykręcić na 450 metrów. Discusy ze mną nie przetrwały deszczu w kominie i stracili do mnie 100 metrów. Ja przeskoczyłem wprost na ściernisko i z 250 metrów ponownie coś wykręciłem. Powtarzałem ten schemat lotu, aż do lotniska w pobliżu którego nic już nie znalazłem. Wylądowałem przelatując 107 kilometrów. Grupka szybowców, która wyżej i lepiej się wykręciła przed tym pokryciem obleciała trasę.

21.07 Konkurencja odwołana

Ciągle pada więc dla osłody zamieszczam kilka zdjęć zrobionych przez nasz pion naziemny – Kasie Bugaj. Zdjęcia z gridu podczas drugiego dnia lotnego.