LVI Szybowcowe Mistrzostwa Polski w kl. Standard 2011

5. Dzień – konkurencja treningowa

Dziś nad Lesznem pojawiła się granica dwóch mas powietrza. Ze wschodu napierał niż z frontem ciepłym, od zachodu klin wyżowy z frontem zimnym. Nad naszymi głowami toczyła się ta przepychanka. Uwidoczniła się ona wyraźną granicą zachmurzenia wysokiego, która usadowiła się na 10-15 km na zachód od lotniska. Kierownik sportowy zarządził ?grid? więc wszyscy posłusznie zaciągnęliśmy szybowce na start. Tam przyszło nam oczekiwać na rezultaty batalii. Bardzo szybko zaczęły powstawać dorodne cumulusy. Dystans do nich wynosił jednak 20 km i przez cały czas się nie zmieniał. Ostatecznie przed 15tą zapadła decyzja odwołująca konkurencję w dniu dzisiejszym. Na taką decyzję czekała grupa pilotów posiadająca szybowce z silnikami. Wystartowaliśmy w kierunku zachodnim i wyznaczyliśmy sobie linię startu we Wschowie. Zadaniem dnia była konkurencja prędkościowa o długości 230 km z punktami zwrotnymi w Broniszowicach, Sądowie, Kiełpinie i meta we Wschowie. Pierwsze chmury złapałem na zachód od linii startu. Wykręciłem 1400 m i ruszyłem na trasę. Czym dalej na zachód tym chmury stawały się dorodniejsze, a noszenia sięgały 2-3 m/sek. Wiał silny czołowy wiatr o prędkości 35 km/h. Przed 1 pz zrobił się dobry szlak, zaraz po zaliczeniu punktu „przesiadłem” się na szlak drugi, który praktycznie doprowadził mnie do granicy polsko-niemieckiej gdzie znajdował się drugi pz. Po nawrocie pod szlakiem ruszyłem w drogę powrotną. Wykorzystałem pierwszą nadarzającą się okazję w postaci noszenia 3 metrowego, wykręciłem 1800 m, potem kawałek dalej w metrowym noszeniu pod ostatnią chmurą ponownie wykręciłem 1800 i z tej wysokości i z 90 kilometra do mety zacząłem spokojny dolot. Z każda minutą prędkość rosła by ostatecznie na mecie osiągnąć wartość 110 km/h. Dało to sporą przewagę nad drugim w dniu dzisiejszym Januszem Centką (102 km/h). Aż chciało by się powiedzieć „szkoda, że to nie zawody, a tylko lot treningowy”. No cóż lot był ciekawy, a dolot z tak dużej odległości pod pełnym pokryciem przysporzył sporo satysfakcji.

Jurek

31.05.2011 Dzień czwarty

Dzisiaj kolejny dzień termiki bezchmurnej. Prognozy nie dawały szans na jakiekolwiek chmury, a noszenia przewidywane były na nieco słabsze i o mniejszym zasięgu.
Warunki budziły się nieco dłużej niż wczoraj, nawet sonda po starcie nie utrzymała się za długo w powietrzu. Jednak po wykonaniu drugiego startu zameldowała dobre noszenie i wysokość około 1500m. Otrzymaliśmy zadania o długości 273km po 5 punktach zwrotnych + punkt dolotowy.

Ku naszemu zaskoczeniu, jeszcze podczas startów zaczynały gdzieniegdzie się tworzyć kłaczki zwiastujące dobry komin, a kilkadziesiąt kilometrów na zachód od lotniska stała linia bardzo ładnie wyglądających cumulus’ów (niestety nasza trasa wyznaczona była w innym kierunku).

Odszedłem na trasę, wypuściwszy przed sobą dość duży peleton szybowców, które zamierzałem po kolei doganiać i uciekać do przodu. Na szybowcu o osiągach znacznie lepszych niż większość startujących to chyba jedyne wyjście na termikę bezchmurną. W innym wypadku peleton ma znacznie lepszą penetrację i trudno jest mu uciekać. Warunki w moim odczuciu były znacznie lepsze niż poprzedniego dnia, było widać więcej zamgleń, a na wschód od Odry, w rejonie Sławy oraz nad prawie każdym większym lasem tworzyły się drobne, szybko zanikające, ale wskazujące bardzo silne noszenia chmury.

Dobrą i przyjemną niespodzianką były piękne cumulusy na dolocie, które mocno przyspieszyły lot i dały pewny dolot do lotniska.

Pozdrawiam
Grabek

Dzień pierwszy

Dojazd na zawody był podejrzewam najdłuższą i najbardziej męcząca konkurencją. Po ponad 800 kilometrowej trasie dotarłem do celu – lotniska w Zielonej Górze. Akurat dotarłem w czasie wieczornej odprawy. Nie miałem czasu na lot zapoznawczy a taki lot jak się póżniej okazało, przydałby się. Rano przed konkurencją na szybko zainstalowałem cambridge i tak się przed startem zastanawiałem czy wszystko będzie działać.

Ciekawa sytuacja meteorologiczna, gdyż byliśmy po przejściu frontu jednak dużo wilgoci powodowało rozlewanie się cumulusów. Według prognoz z południa może się również w późniejszym okresie nasuwać pokrycie z południa. Kierownik sportowy wyznaczył trasę 264 kilometrów, łamana przez 4 punkty. Najdalszy punkt od lotniska wynosił 54 kilometry a kreski przechodziły bliska lotniska. W razie załamania pogody nie trzeba by było daleko jechać w pole. Po starcie niestety okazało się że wariometr pokazuje kompletne głupoty od -5 do +5 m/s pozostaje mi tylko wariometr PZL 5, który przy tych prędkościach nie spełnia swojej funkcji. Błąd, który pozbawił mnie komfortu lotu i lepszego wyniku. Tak to niestety jest jak się odbiera szybowiec tuż przed zawodami nie znając go wcześniej. Dwa głębokie wdechy i stwierdziłem, że nic już z tym nie zrobię, start z ostatniej kolejki wykluczył ponowne lądowanie i naprawę na ziemi. Trochę centrowanie na szybowce trochę na tyłek i tak wyglądał mój lot podczas pierwszej konkurencji. To sprawiło, że traciłem w krążeniu. Do tego pogoda z lokalnymi rozlanymi cumulusami i obszarami bez noszeń utrudniał szybki lot. Momentami, aby lecieć po warunkach należało odchodzić dużo w bok od trasy, tak było w stronę trzeciego punktu. Kolejno przed ostatnim punktem zabrakło chmur i trzeba było krążyć w kiepskich noszeniach. Moje wyniki czekają na publikacje gdyż logger mi przerwał na 3 kilometry przed metą i wysłałem drugi log.
Leszek

29.05.2011 Dzień drugi

Po pierwszej relacji Leszka miałem nadzieję na napisanie czegoś bardziej pozytywnego, optymistycznego. Nie lubię narzekać, ale niestety przebieg tego dnia nie był dla mnie najlepszy. Zaraz po wyczepieniu zauważyłem brak danych GPS w programie na palmtopie, który był podłączony do rejestratora w tablicy przyrządów. Po chwili ruszania przewodem, sprawdzania wtyczki, ponownego uruchamiania programu zdecydowałem się na lądowanie, podejrzewając rozłączenie przewodu pod tablicą przyrządów. Jednak po wylądowaniu wszystko zdawało się być na swoim miejscu i nie byłem w stanie zlokalizować przyczyny usterki. Po dość długim czasie walki z przewodami zdecydowałem się na start tuż przed godziną 15, bez możliwości wykorzystania najefektywniejszej w obecnych czasach nawigacji

Komputerowej, co w przypadku dzisiejszej trasy obszarowej (przez trzy obszary w czasie trzech godzin) było dużym utrudnieniem.

Na trasę odszedłem o 15:35 i na początku leciało się dobrze, warunki były pozytywnie zaskakujące względem prognoz, jednak wizja dolotu na lotnisko przed godziną 19 była nieprawdopodobna. Dlatego też wlatywałem w pierwsze dwa obszary na tyle, ile zachęcały dobre warunki, a ostatni obszar rozplanowałem tak, żeby mieć możliwość wykonania dolotu do Zielonej Góry, przed końcem termiki. Metę zaliczyłem czternaście minut przed czasem, co spowodowało znaczny spadek wynikowej prędkości średniej, ale lepszy taki wynik, niż lądowanie w polu.

ŁG