Leszno Cup 2015

5. Konkurencja

Pogoda z każdym dniem jest coraz lepsza. W związku z tym dziś odprawa i Grid o godzinę wcześniej – o 9:30 i 10:30. Czasu mało, szczególnie, że Ls8 co dzień na noc musi trafiać do przyczepy. Nie mam niestety do niego żadnych pokrowców ani kotwiczeń.

Dziś zmiana porządku na Gridzie – pierwsi startują juniorzy – standardy na 500, za nimi Kluby na 300. Wielu z pilotów tej klasy będzie miało dziś okazję zrobić warunkowy przelot diamentowy. Za juniorami 18stki i na końcu my, z trasą 420km do oblecenia. Po starcie od razu trafiam dobry komin. podstawy ponad 200m. Dziś wreszcie sporo cumulusów. Miła odmiana po ostatnich bezchmurnych. Decyduję się na wczesne odejście. Lecę sam. Gdy są Cu leci mi się całkiem dobrze. Na przeskokach trzymam ponad 180km/h. Powyżej tej prędkości biegunowa Ls8 ma małe załamanie. Trochę brakuje możliwości wrzucenia ujemnej klapy. Za Odrą sytuacja komplikuje się nieco. W kierunku 1. punktu, na granicy Polsko-Niemieckiej, brakuje chmur. Zwalniam nieco, podkręcam trochę słabszy komin, żeby mieć spory zasięg. Zupełnie niepotrzebnie. Bezchmurna pracuje również mocno. Po powrocie pod Cu w zasadzie cała reszta lotu przebiega szybko i bezproblemowo. Po ostatnim PZ dopadam juniorskie jantary – razem dokręcamy dolot. Prędkość z całego lotu 119km/h – za mało. Zwycięzcy wykręcają 123. Późniejsze odejście jednak się opłaciło. Na szczęście w tak szybkiej pogodzie zaczynają nieco odstawać Jantary 2B. Zgodnie z teorią -w szybkich pogodach przewaga jest po stronie krótkich szybowców, jadnak w wolniejszych długie skrzydła 2B sprawdzają się znakomicie.

Konkurencja 3.

Trzy dni bez konkurencji udało się wykorzystać aktywnie. W niedzielę wycieczka rowerowa do Osiecznej, w poniedziałek żeglowanie po jeziorze Sławskim przy całkiem niezłym wietrze, natomiast we wtorek lot na Ls8. Mimo odwołanej konkurencji zdecydowałem się polecieć. Po początkowych problemach z utrzymaniem się w powietrzu udało się wykręcić na 2000m nad lotnisko. W kierunku wyłożonego i odwołanego zadania pleciało kilka 18-stek, bez większych sukcesów. Prawdopodobnie konkurencji byśmy nie ukończyli. Mi natomiast udało się wytestować nowy plan załadowania „mojego” Ls-8. Wyważenie nieco bardziej na ogon poprawiło bardzo mocno krążenie szybowca.

Trzecia konkurencja była na razie najdłuższą i najlepszą z rozegranych. Termika co prawda bezchmurna, nosząca do 1800m, później do 2000 z silnymi 2-3 metrowymi kominami. Odszedłem tuż przed grupą Jantarów 2B. Te szybowce w klasie 15 metrowej mają szansę na swą drugą młodość. Szczęśliwie dla nich nie ma tu w ogóle much, opadów z bezchmurnego nieba też nie mają co się obawiać. W krążeniu są nie do pobicia przez krótkie, 15 metrowe szybowce. Na przeskokach latają co prawda nieco wolniej, ale zasięg mają wyraźnie większy. Idelana kombinacja na bezchmurną z dużą ilością krążenia i długimi przeskokami. Grupa niestety rozdzieliła się już w pierwszej strefie. Paweł Homa (Jantar2B) i Jarek Kajoch (Jantar2B) uciekli do przodu, został ze mną Bogdan Kraśkiewicz i Marius Vinny. Na samym końcu strefy dopadliśmy jednego Cumulusa. Dalej na zachód było już icgh całkiem dużo i ładnie wyglądały, niestety nie dane było nam ich posmakować. Lot powrotny pod wiatr  początkowo szedł lepiej, niż się spodziewałem. Niestety w okolicach Boszkowa znaleźliśmy się nisko wciąż nie mogąc znaleź dobrego komina. Musieliśmy się ratować w słabym 1-1,5metrowym noszeniu. Przy przeciwnym wietrze ponad 30km/h była to spora strata. Na szczęście bbył to tylko chwilowy kryzys i na końcówce trasy nie było już większych problemów. Wygrał Jarek Kajoch na Jantarze 2B.

Konkurencja 2.

Kolejny dzień zaczynał się podobnie do poprzedniego. Najpierw bezchmurnie, ale wysoko, później pojedyncze Cu. Podstawy około 2000m. Tym razem jednak od południa groziły nam nasuwające się burze. Pesymiści uważali, że nie zdążymy przed nimi dolecieć nawet do pierwszej strefy – w rejon Lubina. Zadanie – ponownie krótka obszarówka z pierwszą strefą w rejonie Polkowic i drugą rozciągającą się na zachód od Nowej Soli. Krótko po odejściu trafiłem niezły komin około 1okm po przecięciu taśmy. Wykręciłem podstawę i ruszyłem w kierunku Lubina – przeskok był bardzo długi i nad Lasy między Polkowicami a Lubinem przyleciałem dość nisko – około 500m. Niestety pod obiecująco wyglądającymi ciemnymi chmurami tworzącymi się przed burzą nie mogłem znaleźć porządnego noszenia. Szybowce dolatujące wyżej ode mnie wykręcały się i znikały, a ja walczyłem wciąż nisko. Na wysokości pomiędzy 800 a 1200 m pokonałem niemal cały drugi bok. Kowadło od podchodzących chmur burzowych wyraźnie już zacieniało teren i coraz trudniej było znaleźć noszenia. Ponieważ obawiałem się, że mogę nie zdołać znaleźć już komina dolotowego, zawróciłem zaraz na początku drugiej strefy, póki jeszcze miałem zasięg do lotniska. Był to błąd. Lasy na południe od Sławy ładnie jeszcze pracowały i spokojnie mogłem zrobić trochę kilometrów w drugiej strefie, a tak, przyleciałem przed czasem.

Konkurencja 1

Przed startami do pierwszej konkurencji Leszno Cup nastroje na starcie nie były zbyt optymistyczne. Wszystko wskazywało na to, że polecimy przy słabej bezchmurnej termice. W tej sytuacji pewnym zaskoczeniem były dla nas Cumulusy o podstawach przekraczających 2000m, które zaczęły się formować tuż przed rozpoczęciem startów ziemnych. Krótka obszarówka wyłożona na wschód od Leszna nie była zbyt wymagającym zadaniem w tych warunkach, choć mi się „udało” nieco zepsuć ten lot. W pierwszej strefie nie trafiłem noszeń pod kilkoma chmurami z rzędu, później zacząłem „krzaczyć” – najpierw lecieć w bok od kreski, później do tyłu, bo dalej nie miałem już żadnych chmur w zasięgu. Gdy wreszcie wygrzebałem się z tej kłopotliwej sytuacji, lot do strefy drugiej i powrót do domu nie stanowiły żadnej trudności.