KZS Ostrów Wielkopolski 2010

26 lipca 2010 – 6 konkurencja

Ostatni dzień zawodów. Ostatnie szanse by poprawić swoje lokaty. Z bojowym nastrojem zabieram się do latania. Zadaniem dnia jest konkurencja obszarowa z czasem oblotu 2 godziny i z trzema obszarami: 60 km dookoła Łysin, 5 km dookoła Koźmina i 15 km dookoła punktu Helmce (no na wschód od lotniska). Niewiele to, ale jeśli pogoda pozwoli polatam 3 godziny i pokonam ponad 300 km. Gdyby się tak udało wówczas można wyśrubować wynik na poziomie 1000 punktów. Tuż przed startem konsultuję sytuację pogodową ze Zbyszkiem Siwikiem. Niestety nie daje szans na długi przelot. Od zachodu i południa nasuwa się bowiem strefa pełnego zachmurzenia. No cóż będę walczył na ile pogoda pozwoli. Odchodzę na trasę zaraz po otwarciu startu lotnego. Szybowiec z pełnym obciążeniem idzie jak rakieta. Pierwszy komin i od razu 4 m/sek. Niestety podstawa jedynie 1350 m. Ciągnę dalej z odchyłką południową. Po drodze kręcę w 3,5 m/sek. Zaliczam ostatnią chmurę za Rawiczem, potem jeszcze kawałek w przód, zawrót i kierunek Koźmin. W rym momencie dobra prędkość 117 km/h. W rejonie drugiej strefy piękne chmury. Noszenia do 3 m/sek. Mam jednak trochę trudności by wyczesać coś lepszego. Jednak dalszy lot jest już bezproblemowy. marzy mi się by w rejonie Kalisza złapać choć pełną trójkę. Niestety nie. Krążę trochę w szarpanej dwójce. czas szybko upływa. Wybieram lot pod kolejnymi chmurkami na wschód, następnie zawrót i pewny dolot do lotniska. Przylot o czasie z prędkością 107 km/h. Oj szkoda, że w drugiej części lotu nie trafiałem tak dobrze jak na początku. Za chwilę zlatują się pozostali zawodnicy. Prędkości najbliższych rywali podobne. Tak więc w górnej części tabeli pewnie się nic nie zmieni. Tu jednak trzeba przyznać, że zasłużenie zwyciężył Krzysiek Łuniewski. Latał równo i bardzo dobrze. Pewną niespodzianką jest drugie miejsce Wiktora Koźlika. Przez ostatnie lata nie miał on bowiem kontaktu z krajową czołówką. A to z powodu emigracji do USA. Myślę jednak, że drugie miejsce w KZS w Ostrowie to zaledwie początek tego co może nam w przyszłości pokazać Wiktor. Trzymam kciuki za rozwój jego kariery. Nie wstyd więc przegrać z tak dobrze usposobionymi rywalami. Liczę po cichu, że może „odegram” się w Lisich Kątach. Wszak mistrzostwa 18-tek zaczynamy za niecałe trzy tygodnie.

Słowa uznania należą się organizatorom zawodów pod wodzą dyrektora Tadeusza Malarczyka. Dobrze trafiał z wykładaniem konkurencji Paweł Juszczak. Świetną atmosferę tworzyli wszyscy członkowie Aeroklubu Ostrowskiego od prezesa Macieja Całki poczynając, poprzez szefa wyszkolenia Zdzisława Kuśmierka, a na pozostałych osobach z Ostrowa rodem kończąc. Piszę te słowa z nie małą satysfakcją. Bowiem to właśnie tutaj w 1972 roku stawiałem swoje pierwsze lotnicze kroki. Z Aeroklubem Ostrowskim byłem związany przez kolejne 18 lat i powiem szczerze serce mi rośnie gdy widzę mój rodzimy klub w tak dobrej formie. Dziękuję Wam Ostrowiacy i już dziś mówię do zobaczenia za rok.

Jurek Kolasiński

25 lipca – 5 konkurencja

Po dniach przerwy skropionych obficie deszczem przywitał pilotów rześki poranek. Chłodniej, ale z przebłyskami błękitu. Wszystko to za sprawą delikatnego klina wyżowego rozbudowującego się nad zachodnią Polską. Z radością montowaliśmy swoje szybowce. Zadaniem dnia była konkurencja obszarowa z minimalnym czasem oblotu 2 godziny. Silny zachodni wiatr mocno spychał szybowce wykręcające wysokość nad lotniskiem. Mimo to przed odejściem bez trudu można było wykręcić wysokość 1300 metrów. Start otwarty więc ruszamy. Lecąc pod tak silny wiatr staram się szukać szlaków chmur i jak najmniej wykręcać, a jeśli już to w dobrych kominach. Pierwszy daje 3 m/s więc kręcę. Gdy słabnie odchodzę dalej. Lecąc w kierunku Leszna „zaliczam” kolejne chmurki. Jednak nie mogę znaleźć ponownie trójki. Zaliczam więc podkrętki w półtora-meterkach. Razem ze mną leci lider – Krzysiu Łuniewski. Nareszcie w okolicy Krobi „trafiamy” dobry szlak prowadzący nas do lotniska w Lesznie. Kawałek za lotniskiem robię nawrót. Teraz z wiatrem odrabiam dobrą prędkość. Niestety napływający z południa cirrus coraz skuteczniej tłumi termikę.Za Krotoszynem są już rtylko pojedyncze strzępki. Zaliczam drugą strefę na południe od Krotoszyna i kieruję się w stronę lotniska w Michałkowie. W radio słychać coraz częstsze meldunki o lądowaniu w polu. Jako „stary Ostrowiak” (latałem tu 18 lat) kieruję się na PKO czyli hałdy węgla w Gorzycach. Na wschód od nich łapię dobry meterek i wykręcam 800 metrów. Potem skok pod chmurki nad Przygodzicami i wykręcam tysiąc. Rzut oka na przyrządy i widzę, że ta wysokość powinna starczyć na osiągnięcie trzeciej strefy z centrum w Błaszkach i powrót do lotniska. Na prędkości optymalnej rozpoczynam mój dolot. Lusterko przyjaźnie pokazuje mi zapas 150 metrów. Zaliczam ostatnią strefę i powoli kieruję się w stronę Michałkowa. Zapas powoli topnieje: 120, 100, 80 metrów. Hen daleko majaczy znajome lotnisko. Mój szacunek dla Ventusa wzrasta gdy bezproblemowo przecinam linię mety na 3 km od lotniska i spokojnie ląduję w domu. Konkurencja ciekawa, pechowa dla wicelidera Marka Szumskiego, który w pierwszej strefie musiał odpalić silnik. Jeszcze kilku pilotów zalicza lądowanie w terenie lub na lotnisku bez zaliczenia trzeciej strefy. Wybronił się lider – Krzysztof Łuniewski, ale należało mu się to nie tylko z tytułu doskonałego latania, lecz także z okazji dzisiejszych imienin. Wszystkiego dobrego Krzysztofie, lataj gładko i skutecznie. A ja dziś zajmuję 6 lokatę. Niestety Marek Szumski odpala silnik w pierwszej strefie i tym samym traci dobrą lokatę w klasyfikacji generalnej. Ja przesuwam się na miejsce trzecie. Przede mną Krzysiu Łuniewski ze spora przewagą i Wiktor Koźlik ciągle w „zasięgu strzału”. To może jutro ….

JK

22 lipca 2010 – 4 konkurencja

Piękna pogoda, maszyny wypolerowane, piloci żądni dobrych wyników – cóż więcej trzeba by osiągnąć szczyt szybowcowego zadowolenia. Celem spełnienia tych marzeń kierownik sportowy wyznacza konkurencję obszarową z czasem oblotu 3,5 godz. Pierwsza strefa znajduje się na zachodnich rubieżach Polski, druga na południowy wschód od lotniska. Po starcie podstawa sięga 2200 m, pierwszy komin 4m/sek. Oj ! to wróży dobre latanie. I rzeczywiście. Po przecięciu taśmy pędzę 200 km/godz w kierunku Leszna. Początkowo trafiam kominy 3-4 m/sek. Przed Lesznem spotykam Roberta Ślęczkowskiego. Dalszy lot realizujemy razem. Za Lesznem wchodzimy na szlak, który w doskonałym tempie „dowozi” nas do Odry. Dalej juz tylko błękit. Zawijamy w rejonie Cigacic i ponownie pod szlakiem suniemy na wschód. Od trawersu Ostrowa chmury rzedną, ale nadal dają 3m/sek. Pojawia się obawa, że skończymy przed czasem. Zaliczamy więc drugą strefę na samym końcu. Lot w kierunku domu biegnie prosto. Ostatecznie finiszuję o czasie z dobrą prędkością, która daje mi trzeci wynik dnia. Wszyscy piloci zadowoleni, lot był piękny i szybki. W tabeli wyników bez zmian: prowadzi Krzysiek Łuniewski, drugi jest Marek Szumski, a trzeci Wiktor Koźlik. Liczę, że pogoda będzie łaskawa i będę miał szansę na poprawę lokaty.

21 lipca 2010 – 3 konkurencja

Nareszcie od rana błękit i dobre prognozy. Na odprawie trzy warianty – od 600 km do 340 km. Zwycięża ostatecznie wielobok o długości 396 km z punktami zwrotnymi w Bojanowie, Złoczewie i Rawiczu. Ciekawostką dzisiejszego dnia była niewątpliwie fala, która dawała noszenia do 1600 m, czyli ok 300 m nad poziom chmur. Kilka szybowców zaliczyło przed odejściem przyjemność szybowania nad chmurami. Potem była już twarda, męska walka. Odszedłem na trasę tuż przed 13tą. Chmurki o podstawie 1300 metrów nie dawały zbyt dobrych noszeń, ale na 30 kilometrze trafiła się dobra dwójka. Potem jeszcze parę drobnych podkrętek i już pierwszy punkt w Bojanowie. Tam doganiam grupę szybowców. Niestety sam jestem juz przegoniony przez doskonale latającego w tym roku Krzysia Łuniewskiego. Przyjdzie mi go spotkać ponownie na 10 km przed drugim punktem ( w tym miejscu będzie miał już przewagę 20 km – brr…) Drugi bok lec ę razem z Wiktorem Koźlikiem. Wybieramy wariant południowej strony trasy. Chyba nie najlepiej, bo nie doganiamy czołowej grupy szybowców. Co najwyżej pojedynczych zawodników. Po mozolnej walce zaliczamy drugi punkt i ruszamy w kierunku Rawicza. Tutaj robimy długie przeskoki i trafiamy dwójki. To chyba jednak za mało jak na dzisiejszy dzień. Po Rawiczu jestem wyżej od Wiktora i rzucam się na północ. Nie trafiam jednak wymarzonej trójki, choć chmury w tym rejonie są piękne. Ostatecznie wykręcam dolot w szarpanej dwójce. Wiktor jest wyżej i to on wygrywa dziś w naszej małej rywalizacji. Ponownie zwyciężył lider Krzysztof Łuniewski, drugie miejsce wywalczył w pięknym stylu Marek Szumski. Ja nie jestem z dzisiejszego lotu zadowolony i pewnie spadnę w klasyfikacji generalnej. Będzie więc co odrabiać jutro. A pogoda zapowiada się w stylu afrykańskim.

JK

20 lipca 2010 – 2 konkurencja

Z trudem rozegraliśmy druga konkurencję. Znów zawiniła pogoda, która miast raczyć pilotów pięknymi cumulusami rzuca nam ochłapy w postaci słabiutkich chmurek i marnych noszeń. W dniu dzisiejszym długo wahały się losy konkurencji. Do późnego popołudnia nie było wiadomo czy konkurencja będzie zaliczona. Ostatecznie okazało się, że pięciu Wspaniałych przekroczyło magiczną odległość 100 km i tym samym można było konkurencję uznać za ważna. Zadaniem dnia był oblot dwóch obszarów w minimalnym czasie 2,30 godz. Pierwszy obszar znajdował sie na północnym wschodzie od lotniska i był oparty o punkt Maluszyce, drugi na zachód od lotniska z wierzchołkiem w Rydzynie. Niebo praktycznie całe pokryte było zachmurzeniem średnim pod którym nieśmiało powstawały cumulusy. Noszenia były słabe, choć szczęśliwcy trafiali czasami dwójki. Odszedłem na trasę krótko po otwarciu startu lotnego. Wydawało się bowiem, że sytuacja nad lotniskiem w Michałkowie pogarsza się z każdą minutą. Dość sprawnie przemieszczałem się w kierunku pierwszej strefy trafiając noszenia jedno i dwu metrowe. Na 15 km od granicy strefy niestety chmury kłębiaste skończyły się. Dalej był tzw. „kit” Rozpędzony nieco dotychczasowym lotem ruszyłem do strefy, zaliczyłem ją na 600 m i w nadziei na choćby dodatnie zerko zacząłem penetrować teren w kierunku na drugą strefę. Niestety moje wysiłki spełzły na niczym i zakończyłem lot odpalając motorek. Znacznie lepiej poradzili sobie inni koledzy. Najdalej przeleciał Marek Szumski (149,7 km), drugi był Krzysiek Czyszewicz (146,4 km), a trzeci Krzysiek Łuniewski (141,8 km), który umocnił się na pozycji lidera. Dobra postawa Marka Szumskiego dała mu w klasyfikacji generalnej awans na drugie miejsce, a ja spadłem na trzecie. Na pociechę pozostaje to, że różnice punktowe są minimalne i przy odrobinie szczęścia będzie można je odrobić. Oby tylko pogoda była łaskawsza, a konkurencji słabsi. No cóż, wolno pomarzyć…. :-)

JK

19 lipca 2010 – 1 konkurencja

Z trudem rozegraliśmy druga konkurencję. Znów zawiniła pogoda, która miast raczyć pilotów pięknymi cumulusami rzuca nam ochłapy w postaci słabiutkich chmurek i marnych noszeń. W dniu dzisiejszym długo wahały się losy konkurencji. Do późnego popołudnia nie było wiadomo czy konkurencja będzie zaliczona. Ostatecznie okazało się, że pięciu Wspaniałych przekroczyło magiczną odległość 100 km i tym samym można było konkurencję uznać za ważna. Zadaniem dnia był oblot dwóch obszarów w minimalnym czasie 2,30 godz. Pierwszy obszar znajdował sie na północnym wschodzie od lotniska i był oparty o punkt Maluszyce, drugi na zachód od lotniska z wierzchołkiem w Rydzynie. Niebo praktycznie całe pokryte było zachmurzeniem średnim pod którym nieśmiało powstawały cumulusy. Noszenia były słabe, choć szczęśliwcy trafiali czasami dwójki. Odszedłem na trasę krótko po otwarciu startu lotnego. Wydawało się bowiem, że sytuacja nad lotniskiem w Michałkowie pogarsza się z każdą minutą. Dość sprawnie przemieszczałem się w kierunku pierwszej strefy trafiając noszenia jedno i dwu metrowe. Na 15 km od granicy strefy niestety chmury kłębiaste skończyły się. Dalej był tzw. „kit” Rozpędzony nieco dotychczasowym lotem ruszyłem do strefy, zaliczyłem ją na 600 m i w nadziei na choćby dodatnie zerko zacząłem penetrować teren w kierunku na drugą strefę. Niestety moje wysiłki spełzły na niczym i zakończyłem lot odpalając motorek. Znacznie lepiej poradzili sobie inni koledzy. Najdalej przeleciał Marek Szumski (149,7 km), drugi był Krzysiek Czyszewicz (146,4 km), a trzeci Krzysiek Łuniewski (141,8 km), który umocnił się na pozycji lidera. Dobra postawa Marka Szumskiego dała mu w klasyfikacji generalnej awans na drugie miejsce, a ja spadłem na trzecie. Na pociechę pozostaje to, że różnice punktowe są minimalne i przy odrobinie szczęścia będzie można je odrobić. Oby tylko pogoda była łaskawsza, a konkurencji słabsi. No cóż, wolno pomarzyć…. :-)

JK