9. Szybowcowe Mistrzostwa Świata Juniorów

JWGC 2015 – Konkurencja 8 – 10.12.2015

Od rana były pogłoski o długiej trasie na dziś. Na odprawie wszystko się potwierdziło i dostaliśmy zadania – trójkąt FAI 630km. Starty rozpoczęły się o 11:30, a o 13:11 mieliśmy otwarty start lotny. Ze względu na długą trasę i niepewną końcówkę dnia postanowiliśmy odejść jak najszybciej i tak minutę po otwarciu startu lotnego byliśmy już na trasie. Podstawy chmur w tym momencie sięgały już 3400m, a noszenia dochodziły do 5m/s. Pierwszy bok pod wiatr 40kmh lecieliśmy dość sprawnie. Razem z nami leciał lider klasyfikacji Matthew Scutter i w pewnym momencie narzucił bardzo szybkie tempo. Po zaliczeniu pierwszego punktu zwrotnego straciłem go z pola widzenia, mały peleton się rozpadł i cały ten bok leciałem sam. Pod dużymi chmurami trudno było mi znaleźć dobre noszenia, a na przeskokach leciałem w bardzo silnych duszeniach. Na drugim pukncie zwrotnym trafiłem dobry komin i juz mogłem kierować się w kierunku mety. Na początku kawałek słabszej bezchmurnej, ale po ok. 40km pod chmurami znowu zacząłem trafiać dobre noszenia. W tym miejscu dogonił mnie Jakub i razem kontynuowaliśmy bardzo dobry lot do samego końca. Na 130km do lotniska złapalismy 4m/s i wykręciliśmy w tym ponad 3700m. Z tego już bardzo mało brakowało do dolotu, ale postanowiliśmy już nie krążyć do końca trasy. Dolot pod następnymi chmurami nam przyrastał i bardzo szybko lecieliśmy do mety. Był to jeden z moich najprzyjemniejszych dolotów – 130km ze średnią prędkością 217km/h. Na całej trasie osiągnęliśmy prędkość 147km/h, jednak to nie był dzisiaj najlepszy wynik. Dwóch Holendrów trafiając kominy ponad 5m/s na pierwszym boku trasy bardzo szybko dogonili peleton i osiągnęli prędkość 158km/h!. Mimo to jestem bardzo zadowlony z lotu. Wieczorem po locie Janek Jawornik obejrzał mój lot i powiedział, że pobiłem w nim 14 Rekordów Polski Juniorów. Najważniejsze z nich to prędkość i odległość trójkąta FAI – 630km i 129km/h!

Jacek

Przechwytywanie

JWGC 2015 – Konkurencja 7 – 9.12.2015

Za nami kolejny dzień lotny. Dzisiaj od rana nie wiedzieliśmy czego możemy się dokładnie spodziewać. Prognozowane były Cumulusy rozwijające się w burze już ok. godz. 15. Dlatego task setter wyłożył trasę bardzo asekuracyjnie – 2h obszarówka, z bardzo dużymi obszarami na zachodzie. Wystartowaliśmy ok. 13:15, a start lotny został otwarty o 14:00. Mimo to nikt nie śpieszył się z odejściem, ponieważ pogoda nie wyglądała tak, aby te potężne burze miały się pojawić. Ostatecznie odeszliśmy o 14:59 pod ładnie wyglądającymi Cumulusami o podstawach 2300m. Pierwszy bok poszedł nam bardzo szybko. Wykręciłem na nim tylko jeden komin, a po wykręceniu drugiego zrobiłem nawrót do drugiej strefy. Drugi bok pod wiatr też leciałem bardzo sprawnie, ze średnimi noszeniami 3m/s. Mimo, że Cumulusy wyglądały pięknie to nosiły tylko nieliczne, ale za to bardzo dobrze. Na trzecim boku wykręciłem bardzo dobry komin 3m/s i do dolotu brakowało mi już tylko 350m wysokości. Miałem w tym momencie prędkość średnią ponad 130km/h. Nietstety pech na tych zawodach mnie nie opuszcza. Do strefy dolotowej przeleciałem 58km pod kilkoma bardzo ładnymi Cumulusami, ale żaden z nich nie chciał zabierać do góry. Spadłem na 400m i wtedy dopiero złapałem komin 1,1m/s i dkokręciłem stykowy dolot. Straciłem na tym ok. 10 minut, co przy tych prędkościach i tak krótkiej trasie jest równe ze stratą 10km/h do zwycięzcy. Dzisiaj miałem swój dobry dzień, jednak chyba znowu zabrakło mi odrobinę szczęścia. Do końca zawodów jeszcze trzy dni i wszystko może się zdarzyć.

Jacek

JWGC 2015 – Konkurencja 6 – 7.12.2015

Kolejny ciężki dzień za nami. Już od rana miałem ewidentnego pecha. Podczas drogi na start w moim szybowca zauważyliśmy kapcia. To już drugi raz podczas pobytu w Australii. Wcześniej dopadło mnie to samo podczas treningu. Na szczęście szybko z pomocą zjawił się Andrew Maddocks, który miał zapasowe koło i cały sprzęt do jego wymiany, bez konieczności zrzucania balastu wodnego. Andrew kazał mi udać się na obowiązkową odprawę, a on sam razem z naszym pomocnikiem Waldkiem zajęli się wymianą koła. Zanim odprawa dobiegła końca dowiedziałem się, że mój szybowiec jest już na gridzie. Dzisiejsze zadanie to obszarówka 4h 30min. Po starcie warunki nie były najlepsze. Duże zachmurzenie cirrusem i zasięg noszeń do 1700m. Wszysycy dzisiaj bardzo długo czekali z odejściem i nikt nie chciał zrobić tego pierwszy. W końcu o 14 zdecydowaliśmy, że jest już bardzo późno o odeszliśmy na trasę przed peletonem. Była to bardzo dobra decyzja, gdyż krążenie w bardzo ciasnych i poszarpanych kominach razem z peletonem utrudniałoby nam lot. My lecieliśmy sami i zdecydowanie szybciej niż rywale, którzy odeszli po nas. Warunki na trasie też się zdecydowanie poprawiały. Na bezchmurnej zasięg noszeń wzrósł do 3000m, a w drugiej strefie pod Cumulusami wykręciłem ponad 3500m. Problemy zaczęły się po drugiej strefie w kierunku trzeciej i na powrót do lotniska. Na ziemi było widać dużo cienia spowodowanego zachmurzeniem Cirrusem. Noszenia na bezchmurnej też znacznie osłabły i zdecydowaliśmy się wydłużyć trzecią strefę tak, aby lecieć pod Cumulusami. Tam wykręciliśmy również ponad 3000m jednak do dolotu pod silny wiatr do lotniska brakowało jeszcze ok. 1300m wysokości. Tak naprawdę wystarczyłby nam jeden dobry komin 2m/s i mielibyśmy ten dolot. Niestety po drodze już nic nie trafiliśmy i z delikatnym zapasem doleciałem jedynie do lotniska w Peak Hill. Dwunastu zawodników ukończyło dzisiaj zadanie jednak z ich opowieści słyszałem, że w ostatnim momencie złapali komin, który dał im dolot na styk, czyli zero zapasu wysokości i nastawa MC=0. Chyba mieli dużo szczęścia, którego nam zabrakło. W Peak Hill wylądowałem razem z Mateuszem i do ściągnięcia się na lotnisko zamówiliśmy holówkę. Nasz powrót był już późno i pierwszy raz miałem okazję oglądać zachód słońca z szybowca. Po wylądowaniu szybko wróciliśmy do naszego motelu, aby przygotować się na Inernational Evening. Na naszym stoisku znalazły się pierogi, bigos, fasolka po bretońsku i oczywiście Żubrówka z sokiem jabłkowym. Wszystkim bardzo smakowało i chwalili nasze przysmaki. Dzisiaj mieliśmy oficjalny dzień wolny, a od jutra wracamy do rywalizacji. 12316185_980120795410361_2142370547702166669_n 12342612_10204869890059339_5765379206512576487_n

JWGC 2015 – Konkurencja 5 – 6.12.2015

Wczoraj wieczorem dostaliśmy smsa, że starty ziemne planowane są godzinę wcześniej niż zazwyczaj, czyli o 11:30. Domyślaliśmy się, że możemy się spodziewać długiej trasy. Rano na odprawie dostaliśmy zadanie z konkurencją wyścigową o długości 611km. Zapowiadane warunki na dzisiaj to zasięg noszeń od 2700 do nawet 3800m. Powiedziano nam także, że możemy spotkać na trasię Cumulusy. Po starcie ziemnym przed linią startu lotnego jak zwykle rozgrywaliśmy partię szachów. Dzisiaj bardzo na pilnowali Australijczycy i nikt z nas nie chciał odejść jako pierwszy. W końcu o 13:32 naszym rywalom puściły nerwy i jako pierwsi odeszli na trasę. My poczekaliśmy jeszcze 3 minuty i odeszliśmy za nimi. Z lini startu było już widać, że pogoda do pierwszego punktu zwrotnego 200km na południe cały czas się poprawia. Po 50km wpadliśmy pod pierwsze Cumulusy o podstawach prawie 4000m i z noszeniami do 6m/s. Do pierwszego punktu zwrotnego nasza prędkość na trasie wynosiła 160km/h, a my bylismy już 1/3 naszego dystansu. Po tym pukncie zwrotnym nadal pod Cumulusami wracaliśmy na północ. Nasza prędkość delikatnie spadła, ale dalej utrzymywała się powyżej 150km/h. Chmury skończyły się po 450km. Pod ostatnim Cumulusem wykręciłem 1800m do wysokości 3500m w średnim noszeniu 5,1m/s!. Po tym kominie do mety mieliśmy tylko dobrze nam znaną bezchmurną. Noszenie nie były już tak dobre jak pod cumulusami, ale nadal pozwalały na szybki lot. Dolot jak zwykle przekręciliśmy z dużym zapasem, który znowu nbardzo nam się przydał. Gdy wylądowałem mój LX9050 pokazał, że obleciałem trasę 611km z prędkością 153km/h. Tym samym zrównałem mój życiowy rekord prędkości, jednak na dystansie dłuższym o 180km :)

Jacek

JWGC 2015 – Konkurencja 4 – 5.12.2015

Dzisiaj kolejny dzień z termiką bezchmurną, jednak zasięg noszeń już znacznie wyższy. Naszym zadaniem była znów obszarówka 3h. Dzisiaj postanowaliśmy wyczekać peleton i odejść jako jedni z ostatnich. Niestety kiedy zbliżała się nasza planowana godzina odejścia, lotnisko przykrył Cirrus i bardzo ciężko było nam się wykręcić. Na trasę odeszliśmy zatem dopiero przed godz. 15, a więc długo po rywalach. W pierwszej strefie trafiliśmy na krótki szlak Cumulusów, który dał nam trochę upragnionego od kilku dni cienia. Pierwszą strefę zaliczyliśmy bardzo głęboko jednak rozjechaliśmy się w niej z Mateuszem. Do drugiej strefy leciałem już tylko z Jakubem i nie widzieliśmy innych szybowców. Wiedzieliśmy, że musimy lecieć tam szybko, bo od zachodu nadchodziło duże zachmurzenie z Cirrusem. Niestety będąc początkowo 150m niżej od Jakuba napotykałem n trasię dużo silniejsze duszenia i po dwóch przeskokach byłem już 800m niżej. Tutaj się rozłączyliśmy, a ja kontynuowałem lot samodzielnie na bezchmurnej i pod zachmurzeniem Cirrusa. Moi koledzy napotykali bardzo dobre noszenia, ale ja niestety ich nie trafiałem. Leciało się ciężko i trodno mi jest szukać pozytywnych elementów w tym locie. Zadowolony jestem z dolotu, gdyż wykręcając go znacznie wcześniej niż inni uniknąłem dokecania w parterze i w ten sposób zmniejszyłem straty. Mimo to straty dzisiaj są dość duże i będzie bardzo trudno je nadrobić.

Jacek

JWGC 2015 – Konkurencja 3 – 4.12.2015

Dzisiejszym zadaniem była obszarówka o minimalnym czasie oblotu 3h. Zapowiadana pogoda praktycznie bez zmian, czyli termika bezchmurna z zasięgiem noszeń do 1900m AMSL. Na początku wydawało się, że mamy dobre odejście, sami i w spokoju. Jednak rywale dobrze się na nas zaczaili i dogonili nas już po kilkunastu kilometrach. Lot w peletonie był trudny i zdecydowanie nas spowolnił przez ciężkie do wycentrowania kominy. Po pierwszej zawrotce razem z Mateuszem napotkałem małe problemy i spadliśmy bardzo nisko. Cały peleton nas wyprzdził i musieliśmy go na nowo gonić. Udało nam się to bardzo szybko, jeszcze przed osiągnięciem drugiej strefy. W drugiej strefie na południu zdecydowaliśmy się zawrócić jak najszybciej i wydłużyć w oostatniej strefie na północy, gdzie warunki miały być lepsze. I tak rzeczywiście było. W ostatniej strefie wlecieliśmy kilkanaście kilometrów, a następnie w kominach ok. 2m/s zrobiliśmy dolot do domety. Wynik dzisiaj nie jest idealny, ale nie straciliśmy też za dużo.

Jacek

JWGC 2015 – Konkurencja 2 – 3.12.2015

Dzisiaj kolejny dzień lotny. Rano na odprawie odebraliśmy nagordy za wczorajszą konkurencję i poznalismy trasy na dzisiejszy dzień. W klasie standard 479km przy warunkach trochę lepszych niż wczoraj. Starty jednak rozpoczęły się do piero o 12:30. Moja klasa stała z tyłu więc otawrcie staru lotnego mieliśmy dopiero o 13:59. Nikt długo nie czekał i wszyscy odeszli na trasę w ciągu 15 minut. Z tego względu lot był ciężki i cały przebiegał w olbrzymim peletonie. Trochę nie rozumiem tego wyłożenia trasy, ponieważ z jednej strony powodowało to dużo niebezpiecznych sytuacji, a z drugiej strony ciężko pokazać swoje indywidualne zalety. Do pierwszej strefy noszenia znaczyły nam małe kłaczki. Przed samym punktem było kilka Cumulusów o podstawie prawie 2800m i z noszeniami do 4m/s. Po pukncie zwrotnym Cmulusy się skońćzyły i już do końca lecieliśmy na termice bezchmurnej. Zbliżała się 16:00 a do domu nadal mieliśmy 300km. Na szczęście termika bezchmurna tutaj dobrze pracuje i lot przebiegał bardzo szybko. Po drugim punkcie zwrotnym można było już odczuć deliktne osłabienie warunków. Przed ostatnim pukntem zwortnym zobaczyliśmy pożar pola, z którego dym unosił się szybko do góry. Ci co dolecieli do niego najszybciej bardzo nam skorzystali i mieli noszenie nawet do 7m/s. Ja doleciałem tam chwileczkę za późno i zostało tylko 2,3m/s. To był decydujący moment trasy i piloci, którzy skorzystali na tym pożarze dolecieli najszybciej do mety. Dolot znowu był z bardzo małym zapasem, ale nie dusiło tak mocno jak dzień wcześniej.

Jacek

12308646_964131830324094_5437963431247945463_n

IMG_0916

JWGC 2015 – Konkurencja 1 – 2.12.2015

Dzisiaj jak zwykle o 8 rano udaliśmy się na lotnisko. Po raz pierwszy przydały nam się kurtki, ponieważ było tylko 18 stoopni i wiał dość silny przenikliwy wiatr. Mimo to zatankowaliśmy szybowce i pociągnęliśmy się na start. O 10:00 na odprawie rozdano nam zadania: 3h obszarówki dla obu klas. Meteo na dzisiaj nie było zbyt zachęcające. Prognozowana była termika bezchmurna o zasięgu noszeń do 1600-1800m i sile noszeń do 3m/s. Wystartowaliśmy o 12:30 i nie mieliśmy zamiaru wyczekiwać długo na odejście. Nasze prognozy mówiły, że dzień szybko się skończy i pasowałoby dolecieć na lotnisko ok. godz. 17. Tak też udało na m się zrobić. Pierwszy bok pod silny wiatr bardzo sprawnie lecieliśmy razem z Mateuszem. W strefie raz po raz łapaliśmy silne noszenia i zawróciliśmy dopiero 4/5 głębokości naszej strefy. Następny bok z wiatrem także pokonaliśmy bardzo szybko. Delikatnie nabiliśmy drugą strefę i zaczęliśmy się kierować w stronę lotniska. Tutaj napotkaliśmy małe problemy, ponieważ przez dłuższy czas nie mogliśmy znaleźć dobrego nsozenia. Dopiero po kilkunastu kilometrach złapaliśmy 2m/s. Następne kominy też były dobre jednak przed samym dolotem musiałem zakrążyć w 1m/s, ponieważ byłem już bardzo nisko. Dolot pod wiatr 42km/h także był dość stresujący i prawie bez zapasu doleciałem do mety.
Nasz wynik dzisiaj jest bardzo dobry, chociaż wiemy że popełniliśmy kilka błędów. Następne dni także będziemy się zmagać z termiką bezchmurną, jednak ma być już trochę wyżej.

 

12239881_1019818441402689_3164994536727520648_n

12294707_977730805649360_1788529259561853804_n

12341117_977730792316028_48508635729997319_n

 

JWGC 2015 – Trening oficjalny 2 – 28.11.2015

Kolejny treningowy dzień za nami. Dzisiaj pierwszy raz przećwiczyliśmy obszarówkę. Rano na odprawie dostaliśmy zadania o czasie oblotu 3h. Na wschód od lotniska pojawiły się też wyczekiwane od kilku dni Cumulusy. Starty rozpoczęły się o 12:30, a start został otwarty kilkanaście minut po godz. 13. Wiedząc, że to jest trening nie chcieliśmy długo wyczekiwać na odejście i sami odeszliśmy na trasę jako jedni z pierwszych. Na początku pod cumulusami nie było najlepiej, ale im głębiej wlatywaliśmy w pierwszą strefę, tym warunki były coraz lepsze. Podstawa chmur sięgała prawie 2500m, a noszenia dochodziły do 4,5m/s. Pierwszą strefę zaliczyliśmy po maksimum i skierowaliśmy się do drugiej. Po opuszczeniu pierwszej strefy powróciła bezchmurna. Zasięg noszeń się obniżył, a noszenia były poszarpane i bardzo trudne do wycentrowania. Od tego momentu także leciałem całkowicie sam, gdyż moi partnerzy zostali trochę z tyłu. Mimo trudności udawało mi się znaleźć dobre noszenia i wleciałem do drugiej strefy ok 12km. Przed trzecią strefą napotkałem małe problemy, gdyż zszedłem trochę niżej i nie mogłem znaleźć dobre komina do wycentrowania. Udało mi się to dopiero po zaliczeniu ostatniej strefy i wykręciłem dolot w 1,7m/s. Po opuszczeniu komina noszenie dalej dobrze trzymało i dolot wyrobił się na +300m. Jak się okazało nie był to przekręcony dolot, ponieważ bardzo nas na nim dusiło. do lotniska doleciałem prawie na styk.

Wynik dzisiejszego dnia jest zadowalający patrząc na to, że połowę trasy leciałem całkowicie sam. Jutro ostatni dzień treningowy, a w poniedziałek dzień odpoczynku i oficjalne rozpoczęcie zawodów.

JWGC 2015 – Trening oficjalny 1 – 27.11.2015

Po dwóch dniach przerwy znowu wróciliśmy do latania. Dzień rozpoczął się odprawą bezpieczeństwa dla wszystkich zawodników, na której omówiono zasady bezpiecznej rywalizacji oraz odpowiedniego przygotowania się do lotu, lądowania w terenie przygodnym i reagowania na spotkania z niebezpiecznymi zwierzętami zamieszkującymi Australię. Pająki i jadowite węże mieliśmy już okazję spotkać nawet pod drzwiami naszego hotelowego pokoju. Po omówieniu wszystkich zasad bezpieczeństwa przystąpiono do normalnej odprawy dnia lotnego. Rozdano zadania dnia o długości 339km i omówiono prognozę pogody. Ta zapowiadana była najsłabsza z tych, w których do tej pory lataliśmy w Australii.

Starty rozpoczęły się o 12:30. Klasa Standard stała z tyłu także wystartowaliśmy dopiero po godz. 13. Po wyczepieniu noszenia i ich zasięg nie zachęcał nas do tego przelotu. Noszenia do 2-3m/s na bezchmurnej i zasięgu do 1400m nad teren. Mimo to widząc, że nikt się nie poddaje postanowiliśmy odejść na trasę. Wypuściliśmy do przodu kilka szybowców i ładnie nam znaczyły kominy. Do pierwszego punktu zwrotnego lecieliśmy całkiem szybko i stopniowo doganialiśmy peleton. Po pierwszym punkcie peleton nam trochę uciekł, ale dogoniliśmy go zaraz za wzgórzami Peak Hill. Za tymi wzgórzami teren się podnosi i zasięg noszeń w stosunku do terenu bardzo się zmniejszył. Tutaj kilku zawodników odpuściło rywalizację. My dogoniliśmy peleton, który dalej chciał lecieć do przodu i tak z nim dolecieliśmy prawie do momentu dolotu. Termika już się kończyła i trzeba było mieć dużo szczęścia. Na 50km przed metą uciekliśmy do przodu i czekaliśmy na dobry komin dolotowy. Lecieliśmy już bardzo nisko i 20km km przed metą razem z Mateuszem mieliśmy już wybrane idealne pole pod samolot (w Australii można ściągać się holówką z pola). Dolatując do pola nagle na 300m złapaliśmy komin dolotowy 1,6m/s i szybko mogliśmy lecieć do mety.

Wynik nas trochę zaskoczył, ponieważ polecieliśmy dzisiaj najlepiej ze wszystkich zawodników, a nie wydawało się abyśmy lecieli na 100% naszych możliwości. Na pewno jest to bardzo optymistyczny i motywujący wynik przed zawodami.

Jacek,

P.S. Dzisiejszy lot był tak bardzo emocjonujący, że zapomniałem porobić jakichkolwiek zdjęć ;) Następnym razem na pewno coś dorzucę ;)