IV SMP w klasie 18m 2011

5. Dzień – konkurencja treningowa

Dziś nad Lesznem pojawiła się granica dwóch mas powietrza. Ze wschodu napierał niż z frontem ciepłym, od zachodu klin wyżowy z frontem zimnym. Nad naszymi głowami toczyła się ta przepychanka. Uwidoczniła się ona wyraźną granicą zachmurzenia wysokiego, która usadowiła się na 10-15 km na zachód od lotniska. Kierownik sportowy zarządził ?grid? więc wszyscy posłusznie zaciągnęliśmy szybowce na start. Tam przyszło nam oczekiwać na rezultaty batalii. Bardzo szybko zaczęły powstawać dorodne cumulusy. Dystans do nich wynosił jednak 20 km i przez cały czas się nie zmieniał. Ostatecznie przed 15tą zapadła decyzja odwołująca konkurencję w dniu dzisiejszym. Na taką decyzję czekała grupa pilotów posiadająca szybowce z silnikami. Wystartowaliśmy w kierunku zachodnim i wyznaczyliśmy sobie linię startu we Wschowie. Zadaniem dnia była konkurencja prędkościowa o długości 230 km z punktami zwrotnymi w Broniszowicach, Sądowie, Kiełpinie i meta we Wschowie. Pierwsze chmury złapałem na zachód od linii startu. Wykręciłem 1400 m i ruszyłem na trasę. Czym dalej na zachód tym chmury stawały się dorodniejsze, a noszenia sięgały 2-3 m/sek. Wiał silny czołowy wiatr o prędkości 35 km/h. Przed 1 pz zrobił się dobry szlak, zaraz po zaliczeniu punktu „przesiadłem” się na szlak drugi, który praktycznie doprowadził mnie do granicy polsko-niemieckiej gdzie znajdował się drugi pz. Po nawrocie pod szlakiem ruszyłem w drogę powrotną. Wykorzystałem pierwszą nadarzającą się okazję w postaci noszenia 3 metrowego, wykręciłem 1800 m, potem kawałek dalej w metrowym noszeniu pod ostatnią chmurą ponownie wykręciłem 1800 i z tej wysokości i z 90 kilometra do mety zacząłem spokojny dolot. Z każda minutą prędkość rosła by ostatecznie na mecie osiągnąć wartość 110 km/h. Dało to sporą przewagę nad drugim w dniu dzisiejszym Januszem Centką (102 km/h). Aż chciało by się powiedzieć „szkoda, że to nie zawody, a tylko lot treningowy”. No cóż lot był ciekawy, a dolot z tak dużej odległości pod pełnym pokryciem przysporzył sporo satysfakcji.

Jurek

Konkurencja 4. – relacja Łukasza

Po wczorajszej bezchmurnej mieliśmy nadzieję, że dzisiaj zobaczymy choć kilka dających cień cumulusów. Na odprawie Zbyszek Siwik zapowiedział, że będzie ich więcej niż kilka, a w rzeczywistości było ich tak dużo, że układały się w szlaki. Darek Cisek i Janusz Centka w zastępstwie Jurka wyłożyli nam trójkąt 318 km na wschód od Leszna. Wystartowaliśmy dopiero o 13tej. Termika rozpoczęła się nieco później niż w poprzednie dni. Byłem w pierwszym rzędzie, więc szybko mogłem sprawdzić jaka jest w rzeczywistości. Początkowo nie było rewelacji, choć podstawa sięgała już 1400 to nie mogłem trafić żadnego, stabilnego noszenia, choćby 1,5 metrowego. Odleciałem na 20 km trasy i wypatrzyłem w oddali rozległe chmury burzowe. Wydawało się jednak, że nie są one zbyt blisko. Zdecydowaliśmy z Tomkiem, że poczekamy do 14-14.15 z odejściem na trasę. Podlatując do linii startu zobaczyliśmy odchodzące na trasę stadnie 18-tki. Gdy znaleźliśmy się na starcie poleciały już prawie wszystkie, więc i my odeszliśmy. Pierwszy bok poszedł gładko. Lecieliśmy pod szlakami, dokręcając gdzieniegdzie w kominach 2-3 m/s. Na drugim boku dość długo nie mogliśmy znaleźć dobrego noszenia. Dopiero nad lasami przed drugim punktem trafiliśmy mocną trójkę. Podkrętka do 1800m, punkt i dalej do przodu. Na trzecim boku dogoniliśmy Jurka, który na swoim JR żwawo pędził do przodu. Przez spory odcinek wspólnie w trójkę przewodziliśmy stawce (nielicząc lidera;)). Nie mogliśmy znaleźć jednak dobrego noszenia. Podkręciliśmy kilkaset metrów w dwójce i dopiero pod ostatnią chmurą znaleźliśmy trójkę dolotową. Dokrętka do podstawy i szybki dolot do mety. Cieszy dobry wynik w konkurencji i umocnienie się na trzeciej pozycji w tabeli.

Łukasz

4. konkurencja

Nic nie zapowiadało takiej pogody. Nawet najstarsi górale nizinni nie myśleli, że po wczorajszej bezchmurnej dziś będziemy pędzić pod dorodnymi cumulusami. Słowo pędzić odnosi się szczególnie do naszego Mistrza Zbyszka Nieradki. To On jako pierwszy odszedł na trasę, pokonał ją z zawrotną prędkością i udowodnił kolejny raz swoją dominującą pozycję na tych zawodach. Dziś w zastępstwie Jurka Mierkiewicza konkurencję wyłożył Darek Cisek. Zapewne sceptyczne prognozy Zbyszka Siwika sprawiły, że była to TYLKO trasa o długości 318 km. Starty rozpoczęliśmy przed godziną 13tą gdy na niebie roiło się od dorodnych cumulusów. Zapewne podchodzący od wschodu front atmosferyczny sprawił, że w atmosferze coś drgnęło. Po wyczepieniu noszenia sięgały 2-3 m/sek, a podstawa chmur wynosiła 1300 m. Odchodziłem na trasę tuż przed 14tą zachęcony przykładem Janusza Centki. To on nadawał tempo na pierwszym boku trasy. Szybko mknęliśmy do przodu z bocznym wiatrem północnym. Robiąc po dwa, trzy kółka w noszeniach dwu, czasami trzy metrowych dość szybko zbliżaliśmy się do 1 pz oddalonego o 97 kilometrów od lotniska w stronę wschodnią. Przed punktem rzuciłem się do przodu widząc dorodne cumulusy na drugim boku. Na dodatek zakładałem, że tylny wiatr sprawi, że ten drugi odcinek pokonam z zawrotną prędkością. Niestety lecąc sam nie potrafiłem trafić dobrej trójki. Dopiero w połowie boku złapałem to czego szukałem i podniosłem poziom swojego lotu. Pod skrzydłami zamajaczył znajomy z młodości pejzaż Michałkowa. To tu spędziłem całą swoją szybowcową młodość. Tym razem nie było czasu na sentymenty i błyskawicznie uporałem się rejonem Ostrowa. Na 20 km przed 2 pz spotkałem się ponownie z Januszem. Chwilę lecieliśmy razem. Niestety jego szybowiec pozbawiony muchołapek stracił nieco walory lotne stąd nasz wspólny lot nie trwał zbyt długo. Widząc piękny szlak na trzecim boku dość szybko rzuciłem się na 2 pz i po jego zaliczeniu ruszyłem w kierunku szlaku. Jak to często bywa w locie solowym nie od razu trafiłem w wymarzoną trójkę. Przeleciałem jedną sekwencję chmur, potem drugą by w końcu zatrzymać się w 2,5 m/sek. Tu dopadła mnie grupa pościgowa z Mirkiem Matkowskim na czele. Mignęła także charakterystyczna sylwetka Diany 2 pewnie pilotowana przez Tomka Rubaja. Blisko niego ASW 27 Łukasza Wójcika. Czułem, że odeszli trochę po mnie więc nie pozostało nic innego tylko walczyć na czele tej grupy. Wspólnie lepiej punktowaliśmy kolejne chmury. Kalkulator dolotowy pokazywał minus 300 m, tak więc już niewiele pozostało do pełni szczęścia. Pod koniec szlaku na 44 km do 3 pz grupka zatrzymała się w pewnym kominie dwu metrowym. Z przodu pozostała tylko jedna dorodna chmura. Rozgrzany walką postanowiłem zaryzykować. Albo, albo. Rzuciłem się w jej kierunku i…. I tym razem as atutowy wziął – 4 m/sek, parę kółek i mam pewny dolot z zapasem 150m. Wychodzę pierwszy na dolot, zaraz za mną Krzysiek Łuniewski i Andrzej Śmielkiewicz. Lecę po trasie do ostatniego pz we Wschowie. Zapas 100 m utrzymuje się stabilnie przy prędkości 180 km/h. Kątem oka widzę, że Krzysiek i Andrzej oddają lekko w prawo pod szlaczek cumulusów. Postanawiam sprawdzić czy opłaca się trochę odejść od trasy by jeszcze dodatkowo zabrać naturze trochę energii. Dość szybko przekonuję się, że oni mieli rację. We Wschowej Krzysiek melduje się pierwszy, Andrzej 15 sek za nim, a ja kolejne 15 sek później. Na mecie robi się różnica 1 minuty. Bogatszy o wiedzę praktyczną bezpiecznie ląduj e na lotnisku. Na niebie nadal wdzięczą się do nas piękne cumulusy. W takiej chwili pojawia się myśl, że trasa mogła być o 100 km dłuższa. Ale także te sprinterskie 318 km przysporzyło nam sporo emocji. Tylko ten Zbyszek mógłby polecieć trochę wolniej… No cóż dziś wszystkie trzy czołowe miejsca zajęli nasi reprezentanci. To tak naprawdę BARDZO CIESZY. Oby formę utrzymali przez najbliższy miesiąc ze skutkiem medalowym.

Jurek

3 konkurencja – relacja Jurka

Dziś była jazda jak w czasie Wyścigu Pokoju. Bezchmurna i na dodatek upał. Początkowo kierownik sportowy chciał nas wysłać na 5 godzinną konkurencję obszarową. Ponieważ jednak średnia wieku zawodników przekracza „nominał inż. Karwowskiego” z filmu pt. „Czterdziestolatek” więc tu i ówdzie dały się słyszeć głosy typu: „skróć Pan, wstydu oszczędź?”. Tym razem Jurek wykazał zrozumienie i ostatecznie wyłożył konkurencję obszarową z czasem oblotu 4 godziny. Po starcie noszenia sięgnęły 1,5 m/sek i szybowce dość sprawnie wzniosły się na wysokość 1300 m. Po otwarciu startu lotnego nie trzeba było długo nikogo prosić by ruszył na trasę. Mimo, że odchodziliśmy w nieco różnym czasie, jednak dość szybko uformowała się dość spora grupa zawodników idąca jak walec do przodu. Na zmianę kolejni zawodnicy nadawali jej tempo. Dużą aktywnością popisywały się dwie 15-tki: Tomek Rubaj i Łukasz Wójcik. Następnie po wjechaniu do 1 strefy w okolicy CTR Wrocław inicjatywę przejął Janusz Centka. Pociągnął grupę aż na sam koniec okrągłego obszaru. Na nawrotce skierowaliśmy się w stronę Ostrowa. Tutaj na czoło wybił się Krzysiek Łuniewski i Mirek Matkowski. Ich smukłe ASG cięły powietrze jak brzytwa. Gdzieś z przodu majaczył szybowiec Zbyszka Nieradki. Zaliczenie drugiej strefy z wierzchołkiem w Taczanowie nie stanowiło problemu. Największą uwagę trzeba było wykazać podczas krążenia. W kominach było bowiem ciasno. Upływający czas nakazywał dość szybki nawrót w kierunku zachodnim. Trzecią strefą potraktowaliśmy tranzytowo. Byli tacy, którzy po locie pytali czy ona w ogóle została zaliczona. Po minięciu Leszna znów trafiliśmy lepsze noszenia. Duży las koło Sławy zapulsował kominami do 3-4 m/sek. Pozostało tylko dobrze skalkulować czas i odległość by optymalnie wykonać nawrót do lotniska. Ja rozpocząłem dolot z 45 kilometra. Lecąc cały czas 200 km/h chłodziłem twarz wzmożonym napływem powietrza. Ostatecznie dla większości była to konkurencja remisowa. Mi udało się przesunąć o dwa oczka w górę. Trudno oczekiwać większego progresu przy tym typie pogody. Łukasz nadal utrzymuje trzecią pozycję, ale dystans do pierwszego jest niewielki. I mimo, że tym pierwszym jest mistrz świata to patrząc z jakim rozmachem lata Łukasz mam nadzieję na ostrą rywalizację aż do końca zawodów.

Jurek

Konkurencja 3. – Relacja Łukasza

Dzisiaj pogoda zafundowała nam prezent w postaci termiki bezchmurnej. Nikt z nas pilotów nie lubi takiego typu pogody. Z reguły konkurencje rozgrywają się remisowo. Mi brakowało w ostatnim czasie treningu na „blaszce”, więc ucieszyłem na odprawie meteo. Nie mam możliwości czasowych, by trenować we Włocławku, więc jest to dla mnie bardzo ważny trening przed Mistrzostwami Europy, które odbędą się za miesiąc. Jurek Mierkiewicz wyłożył nam obszarówkę z czasem 4 godziny z 3 obszarami na wschód i jednym na zachód od lotniska. Odlecieliśmy na trasę jako jedni z pierwszych i już w połowie pierwszego boku, gdy krążyliśmy nad pożarem w dymie, który nie chciał nosić dogoniło nas kilkanaście szybowców. Nie rozłączyliśmy się już z nimi do końca. Okazało się, że można równorzędnie lecieć z asg-29 i Ventusami-2, a nawet momentami prowadzić peleton. Ciekawym momentem był lot w pierwszej strefie wzdłuż TMA Wrocław. Trafiliśmy tam dwie czwórki, z których jedna była tak blisko strefy, że krążąc byliśmy spychani wiatrem 30 km/h niebezpiecznie w jej kierunku. Ja na 200m odwinąłem, a niestety 8 pilotów zagapiło i zakończyło swój lot wirtualnym lądowanie w polu:(
Cały lot był raczej bezstresowy, nosiło od 2-3 m/s, ale tuż przed i w ostatniej strefie znów trafiło się kilka mocnych 3-4 metrowych noszeń. Dzięki nim udało się uciec peletonowi i w końcówce przyspieszyć lot. Na dolocie dokręciłem 200 m w trójce i dolot z prędkością 200 km/h na metę.

Okazało się, że zająłem 10 miejsce, a w tabeli jak to po bezchmurnej nic się nie zmieniło.

Poza pechowcami, którym zachciało się zwiedzać Wrocław…

Łukasz

2 konkurencja – Relacja Jurka

Powiało ostrym lataniem. Praktycznie dzisiaj można było startować już o godzinie 9-tej. Zapewne gdyby nie zawody to można by się pokusić o atak na trasę 1000 km. Tymczasem kierownik sportowy wyznaczył jedynie konkurencję wyścigową na trasie 525 km. Starty ziemne zaczęliśmy o 11.15. Od razu można było złapać noszenia 2-3 m/sek. Początkowo podstawa chmur wynosiła 1200 m ale w ciągu dnia urosła do 1600. Na trasę ruszyłem w środku stawki 0 12.24. Jazda do pierwszego pz w Borowcu była bezproblematyczna. Po skręceniu w kierunku 2 pz w Słubicach chmurki zaczęły układać się w przyjazne szlaki. W tym czasie dość blisko trzymałem się Janusza Centki. Potrzebowałem tego rozpędu po to by w drugiej części trasy lecieć już samemu. Na drugim boku chmury dawały po 3-4 m/sek. Można było przelatywać długie odcinki bez krążenia. Po zaliczeniu 2 pz zaczęliśmy trochę latać zygzakiem. Wykorzystał to dzisiejszy lider Zbyszek Nieradka, który lecąc bardziej po prostej po prostu „łyknął” nas jak świeżą bułkę. Po zaliczeniu 3 pz w Legnicy Rzucam się sam do przodu. Warunki po temu są bardzo dobre bo szlak w kierunku 4 pz prowadzi jak po sznurku. Jadę więc od chmury do chmury, czasem trochę podciągam, raz, czy drugi zakrążę bo jak to ominąć 4 m/sek. Na 4 pz melduję z przewagą nad moją grupą ok. 400 m. Po nawrotce znów dobry układ chmur. Niestety na trawersie Leszna nagle pojawia się mały kryzys w termice. Chmury robię się małe i postrzępione. Mam wysokość ok. 900 m więc zatrzymuję się w meterku. Oj szkoda dobrej prędkości. Całe szczęście po 10-15 minutach coś się poprawia. Odskakuję do chmury na południe. Tam w 2 meterkach wykręcam dolot i ruszam przez 5 pz do domu. Wynik ostatecznie przyzwoity. Miejsce w tabeli lepsze niż poprzednio, a co najważniejsze pierwsza dziesiątka w zasięgu ręki. Takie będzie zadanie na dzień jutrzejszy. Pogoda dobra więc i marzenia realne.

Jurek

PS.

Łukasz poleciał też ładnie i utrzymuje się w ścisłej czołówce – 3 miejsce tuż za Tomkiem Rubajem.

1 konkurencja – Relacja Jurka

Po wczorajszych „manewrach powietrznych”, czyli niezaliczonej konkurencji dziś pojawiła się szansa na pierwsze, skuteczne zmagania. Nikogo nie zraził poranny przelotny deszcz. Nawet wpisując lot do rejestratora musiałem zamknąć się w kabinie szybowca by deszcz nie zamoczył klawiatury. Prognozy były dobre, zwłaszcza na godziny popołudniowe. Zgodnie z nimi kierownik sportowy Jurek Mierkiewicz wyznaczył konkurencję obszarową z czasem oblotu 3 godziny. Po starcie można było śmiało nabierać wysokości bowiem noszenia szybko sięgnęły 2-3 m/sek. Od zachodu napływał nad rejon Leszna obszar coraz lepszej pogody. Odszedłem na trasę dość wcześnie. Z tylno bocznym wiatrem szybko osiągnąłem pierwszą strefę z wierzchołkiem w punkcie Góra. Zapuściłem się w nią na ok. 10 km i wykonałem nawrót w kierunku zachodnim pod ostry wiatr czołowy. Całe szczęście chmury układały się w szlaki i czym dalej na zachód tym noszenia stały się mocniejsze, a podstawy wyższe. Dzięki temu udało się skutecznie pokonywać kilometry mimo czołowego wiatru. Za Zielona Górą popełniłem błąd. Zamiast nadal jechać w kierunku 290 stopni pod nieco mniejszymi chmurkami, ale układającymi się w szlaczek, wybrałem opcję z kursem 250 w kierunku dorodnej chmury na końcu strefy. Jak to zwykle bywa lepsze jest kilka mniejszych chmur niż jedna „pewna” dorodna chmura. Zamiast spodziewanej czwórki na jej zachodniej krawędzi znalazłem szarpany meterek. Zapewne gdzieś ta czwórka była, ale ja jej nie znalazłem Oj szkoda, bowiem do tego momentu prędkość wynosiła jakieś 102 km/godz po przeleceniu długiego boku pod silny wiatr. Zaczęło się wożenie na małej wysokości, jak na złość układ szlakowy się posypał i zamiast „speedu” z wiatrem zaczęło się mizerne lecenia okraszone nietrafionymi noszeniami. W pogoni za czymś lepszym zapędziłem się pod Głogów, potem trawers Wschowy. Upływający czas i kalkulacja, że już mam dolot dała asumpt do kończenia tego miernego lotu z równie mierną prędkością. Wieczorna analiza zapisu lotu pokazała jasno jak wiele traci się odchodząc od trasy, zapominając o konsekwencji w osiągnięciu wybranego punktu zwrotnego. No i oczywiście lot na jedną, pewną chmurę. Wszystko to wiem, wyciągam wnioski i obiecuję poprawę.

Jurek

PS.

Cieszy fantastyczna postawa Łukasza. Zapewne jego relacja będzie bardziej ekscytująca.

1. Konkurencja – Relacja Łukasza

Dzień lotny drugi – niezły początek Dzisiejszy poranek nie wróżył niczego dobrego. Gdy się obudziłem niebo pokryte było w całości chmurami, a wkrótce później zaczął padać deszcz. Nie spieszyliśmy się zbytnio ze składaniem szybowców, poszliśmy na odprawę, gdzie Zbyszek Siwik zapowiedział zdecydowaną poprawę pogody w godzinach popołudniowych. Jurek Mierkiewicz wyłożył 3-godzinną obszarówkę z 3 strefami. Po takich wieściach żwawo ruszyliśmy z Lilą złożyć i zatankować Asw. Pierwszy deszczyk zmoczył mnie już podczas tankowania. Grid wyłożony był na 12.30, a starty, po następnych dwóch deszczach, rozpoczęły się godzinę później. O 14.17 został otworzony start lotny. Ja i Tomek odeszliśmy na trasę najszybciej jak się dało, z wysokości podstawy 1300m. Pierwszy cumulus po odejściu i podkrętka do 1500. Pierwszą strefę zaliczyliśmy w jej połowie, wlatując w nią od wschodu. Złapaliśmy 2 m/s i wykręciliśmy podstawę, znoszeni prze silny wiatr w kierunku środka strefy. Dalej odwinęliśmy pod wiatr i polecieliśmy przez świeże cumulusy w kierunku Głogowa. Pod pierwszym złapaliśmy 3,5m/s i podstawa już 1800. Za Głogowem weszliśmy pod szlaki, które doprowadziły nad do końca drugiej strefy pod granicę niemiecką. Nie musieliśmy za wiele dokręcać, dopiero po zawrotce z wiatrem znaleźliśmy kilka dobrych kominów powyżej 3m/s. Do trzeciego obszaru leciało się bardzo szybko. Podjęliśmy decyzję, że zaliczymy ją od południa, gdzie było więcej chmur. Niestety tuż przed nią nie trafiliśmy na komin dolotowy, który dopiero zapracował pod wiatr. Dokręciliśmy kilkaset metrów w 1,5m/s średniego i polecieliśmy na dolot. Nie obyło się bez emocji, wyszedł na styk. Wynik jak się okazało super! Pierwsze i drugie miejsce w konkurencji dla mnie i Tomka, czyli niezły początek.

Łukasz

5. Dzień – konkurencja treningowa

Dziś nad Lesznem pojawiła się granica dwóch mas powietrza. Ze wschodu napierał niż z frontem ciepłym, od zachodu klin wyżowy z frontem zimnym. Nad naszymi głowami toczyła się ta przepychanka. Uwidoczniła się ona wyraźną granicą zachmurzenia wysokiego, która usadowiła się na 10-15 km na zachód od lotniska. Kierownik sportowy zarządził ?grid? więc wszyscy posłusznie zaciągnęliśmy szybowce na start. Tam przyszło nam oczekiwać na rezultaty batalii. Bardzo szybko zaczęły powstawać dorodne cumulusy. Dystans do nich wynosił jednak 20 km i przez cały czas się nie zmieniał. Ostatecznie przed 15tą zapadła decyzja odwołująca konkurencję w dniu dzisiejszym. Na taką decyzję czekała grupa pilotów posiadająca szybowce z silnikami. Wystartowaliśmy w kierunku zachodnim i wyznaczyliśmy sobie linię startu we Wschowie. Zadaniem dnia była konkurencja prędkościowa o długości 230 km z punktami zwrotnymi w Broniszowicach, Sądowie, Kiełpinie i meta we Wschowie. Pierwsze chmury złapałem na zachód od linii startu. Wykręciłem 1400 m i ruszyłem na trasę. Czym dalej na zachód tym chmury stawały się dorodniejsze, a noszenia sięgały 2-3 m/sek. Wiał silny czołowy wiatr o prędkości 35 km/h. Przed 1 pz zrobił się dobry szlak, zaraz po zaliczeniu punktu „przesiadłem” się na szlak drugi, który praktycznie doprowadził mnie do granicy polsko-niemieckiej gdzie znajdował się drugi pz. Po nawrocie pod szlakiem ruszyłem w drogę powrotną. Wykorzystałem pierwszą nadarzającą się okazję w postaci noszenia 3 metrowego, wykręciłem 1800 m, potem kawałek dalej w metrowym noszeniu pod ostatnią chmurą ponownie wykręciłem 1800 i z tej wysokości i z 90 kilometra do mety zacząłem spokojny dolot. Z każda minutą prędkość rosła by ostatecznie na mecie osiągnąć wartość 110 km/h. Dało to sporą przewagę nad drugim w dniu dzisiejszym Januszem Centką (102 km/h). Aż chciało by się powiedzieć „szkoda, że to nie zawody, a tylko lot treningowy”. No cóż lot był ciekawy, a dolot z tak dużej odległości pod pełnym pokryciem przysporzył sporo satysfakcji.

Jurek