5. Szybowcowe Mistrzostwa Polski kl. 18m 2012

4. Dzień

Dziś od rana upał i burze dookoła Częstochowy. Pewnie to z ich sprawą noszenia w naszym rejonie całkowicie zamarły. Na próżno czekaliśmy na starcie. Sonda startowała pewnie trzykrotnie i zawsze bez pozytywnego efektu. W takiej sytuacji nie pozostało nic innego tylko konkurencję odwołać. I tak się stało.

3. Konkurencja – relacja Łukasza

Po dwóch dniach termiki bezchmurnej przyszedł czas na normalną cumulusową pogodę. Wszystkie prognozy zapowiadały bardzo wysokie podstawy. Na tą okoliczność Przemek Piekarski podniósł o 100m maksymalną wysokość lotu do 2850m AMSL. Nie spodziewałem się jednak, że i to będzie mało… Dostaliśmy na odprawie dwa zadania ? obszarówki z czasem oblotu 3,5 godz. Jedna zachód-wschód, a druga tylko na wschód. Za namową Janusza Centki kierownik zdecydował się na wysłanie nas na ten drugi wariant. I była to dobra decyzja:)

Starty rozpoczęły się o 12.10, a start lotny otworzono o 13.14. Nie było wiele czasu na manewry na odejściu. Termika była już bardzo mocna, a podstawa cumulusów znacznie przekraczała dopuszczalny limit wysokości. Zdecydowałem się nie czekać i odejść zaraz po otwarciu startu. Tak samo zrobił Jurek, więc pierwszy odcinek podążałem wspólnie z JR. Rozeszliśmy się w połowie drogi, ja poleciałem bardziej w lewo, po lasach na północ od Kielc, a Jurek nieco bardziej południem. Na 106 km złapałem pierwszy komin ? 3 m/s. Musiałem dodkręcić 400 m, gdyż z przodu majaczyła już termika bezchmurna, a wszystkie znaki na niebie i w kabinie pokazywały, że trzeba tam polecieć, by nie przybyć na lotnisko przed czasem. Kolejna dokrętka pod ostatnim kłaczkiem i dalej leciałem na błękicie mniej więcej do cementowni w Ożarowie, która była środkiem strefy. Jeszcze nigdy nie byłem w tym rejonie, kawałek dalej i doleciałbym do Stalowej Woli:)

Zawróciłem na 190km i poleciałem już po wyraźnie widocznych zamgleniach. Straciłem nieco wysokości na tej bezchmurnej i musiałem ją szybko odzyskać. Nosiło pięknie, więc chwile później znów poganiałem tuż pod maksymalnym limitem wysokości i z powrotem pod cumulusy. Opłacało się polecieć po tej samej ścieżce, by w drugiej strefie ponownie w trójce odzyskać wysokość. Cały czas pędziłem po 200 km/h. Nawrotka w północno-zachodnim krańcu strefy i powrót pod coraz to bardziej tłuste cumulusy na wielkim lasem na północ od Kielc. Tam znowu dwie pokrętki i lot do końca trzeciej strefy. Tam zrobiłem mały błąd, poleciałem za bardzo na południe, ostatnie parę kilometrów na bezchmurnej i później wracałem znowu na północ pod cumulusy. Długi przeskok sprawił, że spadłem na 800m i musiałem się dokręcać w dwóch metrach. Odzyskałem 800m metrów i popędziłem do przodu pod pięknego i tłustego cumulusa, gdzie w 3-4 m/s dokręciłem się na szybki dolot. Ostatnie 45 km pokonałem ze średnią prędkością 240 km/h! Prędkość całej trasy wyszła 132 km/h, co było dzisiaj drugim wynikiem. Przede mną tylko Karol, całe szczęście przyleciał przed czasem, bo by nas znowu zawstydził;)

Łukasz

3. Konkurencja

Jak na tradycyjne pierwszo majowe święto przystało w Polsce zapanowała doskonała pogoda. W rejonie rozgrywania 5 szybowcowych Mistrzostw Polski w klasie 18 metrowej była to na dodatek doskonała pogoda szybowcowa. Wystarczy wspomnieć , że podstawa chmur sięgała 3000m, a noszenia dochodziły nawet do 6 m/sek (!!!!). Iście jak w Afryce. Zadaniem dnia była konkurencja obszarowa z trzema strefami i czasem oblotu 3,5 godz. Ponieważ dość szybko uformował się na północ od lotniska piękny szlak biegnący daleko w wschód więc nie czekałem z odejściem i przeciąłem taśmę zaraz po jej otwarciu. Pędząc z prędkością 200 km/h szybko pożerałem kilometry. Średnia prędkość wynosiła 170 km/h. Po 30 km zauważyłem przy sobie Łukasza Wójcika. Odchodził zaraz po mnie i widać było, że leci z werwą. Po 50 km nasze drogi się rozeszły. On w drodze do pierwszej strefy na wschód od Kielc wybrał wariant bardziej północny. Ja poleciałem bardziej południową stroną po krawędzi chmur. Pierwszy raz zakrążyłem nad Kielcami. Przede mną rozpościerała się strefa termiki bezchmurnej. Wleciałem w nią na głębokość 30 km. Po nawrotce złapałem dobry komin 3m/sek i ruszyłem w kierunku chmur widocznych daleko na horyzoncie. Ponieważ jednak podstawa noszeń sięgała tutaj 2500 m więc bez problemu dopadłem do chmur. W rejonie drugiej strefy spotkałem kilka szybowców, w tym naszego championa Karola Staryszaka. Zawinąłem na końcu zachodnim drugiej strefy i ruszyłem do trzeciej na południu. Pojawiła się obawa by nie przylecieć przed czasem. Kalkulując pozostały czas doleciałem do południowego skraju strefy trzeciej i zacząłem dolot. Po drodze jeszcze dokrętka w 4 metrowym kominie i jazda z prędkością 200 km/h do lotniska w Częstochowie. Udało się ? linię mety przeciąłem dokładnie o czasie. Wielu pilotów, w tym Karol przyleciało przed czasem i tym samym umniejszyło swoją prędkość. Oczywiście znów wygrał Karol Staryszak z doskonałą prędkością. Ja też byłem zadowolony z wyniku, który pozwolił mi poprawić się w tabeli wyników. Co jednak najważniejsze ? lot był fantastyczny dzięki doskonałym warunkom termicznym. Niestety kilku pilotów tak upajało się fantastycznymi noszeniami, że przekroczyło maksymalną wysokość 2900 m. A to już wiązało się z dyskwalifikacją w tym dniu. Doskonale poleciał w dniu dzisiejszym Łukasz Wójcik zajmując drugie miejsce i awansując na miejsce czwarte. Oby tak dalej!

Jurek Kolasiński

2. Konkurencja

Dziś wieje już nieco słabiej. Startujemy do konkurencji obszarowej. Termika doskonała wynosi szybowce na wysokość do 2000 m, potem na trasie będzie nawet wyżej do 2400. Zadaniem dnia jest konkurencja obszarowa. Po otwarciu taśmy manewry trwają jeszcze jakieś 15-20 minut. Następnie kolejne szybowce przecinają taśmę sygnalizując wcześniej swoje odejście przy pomocy ?Event Markera?. To pewne nowum na tych zawodach mające rozgonić peletony. Pilot przed przecięciem taśmy sygnalizuje przyciskiem swoją wolę. Jeśli tego nie zrobi to start jest nieważny, jeśli zrobi to ponowny ważny start może wykonać dopiero po upływie 15 minut. Ciekawe choć trudno ocenić czy aż tak przydatne w lataniu zawodniczym. Tymczasem kolejne szybowce ruszają na trasę, a ja razem z nimi. Czym dalej na północ tym warunki lepsze. Noszenia dość często sięgają 4 m/sek. W pierwszej strefie pewną pułapką jest obszar TMA Warszawa z ograniczeniem wysokości do 2000 m. Niestety pechowo zapomina o tym Mirek Matkowski i regulaminowo kończy swój lot w pierwszej strefie. Po nawrocie wlatujemy nad lasy na wschód od Końskich. Tu zawsze jest doskonała termika. Co prawda duszenia bywają okropne, ale rekompensują je doskonałe kominy. Po zaliczeniu drugiej strefy wykręcam nawet 2400m. Mógłbym więcej ale nie chcę przekroczyć dozwolonej wysokości. Po zawinięciu w trzeciej strefie rozpoczynam swój dolot ze wskazaniem minus 300m. szczęśliwie po drodze są dobre noszenia i podtrzymania co pozwala mi bezpiecznie przeciąć linię mety. Tym razem ląduję bez problemów. Niestety zarwana noc skutkuje marnym wynikiem i spadkiem w tabeli. Sporą niespodzianką jest wyjście na prowadzenie w klasyfikacji generalnej Adama Czeladzkiego. Widać miesiąc spędzony w Afryce doskonale procentuje. Brawo Adam. Tuż za nim jest już Karol Staryszak, który jak zwykle zadziwia kunsztem latania. Chyba Go nikt i tym razem nie zatrzyma.

Jurek Kolasiński

1. Konkurencja

Od rana straszny wiatr. W prognozie pogody jego prędkość ma osiągnąć 60 km/godz. Wydaje się, że wykonywanie przelotu w tych warunkach może być niezmiernie trudne. Mimo to zapada decyzja ? konkurencja prędkościowa: pierwszy pz zaledwie 17 km na południe od lotniska, drugi pz 56 kw na północny wschód. W powietrzu nie jest najgorzej, kominy poszarpane ale czym wyżej tym spokojniejsze. Odchodzę na trasę zaraz po otwarciu startu lotnego i pędzę pod silny wiatr. Trzy kilometry przed punktem przechodzę przez bardzo silny komin (3-4 m/sek). No nawrotce wracam do niego i wykręcam 1700 m. Następnie lot z wiatrem w ogon. Na 15 km przed punktem podkręcam w dwóch meterkach. Po zaliczeniu punktu pod ostry wiatr szukam komina dolotowego. Łapię ponownie dwa metry. Niestety zapas 50 metrów topnieje w oczach i na 15 kilometrze jeszcze raz niewielka podkrętka. Pewnie przecinam linię mety. Wydaje się, że to już p emocjach. Niestety lądując z bocznym wiatrem kładę prawe skrzydło na ziemi i wykonuję koszmarny cyrkiel z pełny obrotem. Cud, że szybowiec to wytrzymał. Niepokoi mnie jednak stan statecznika poziomego. Z pomocą przychodzi Jurek Biskup. Składam więc szybowiec i ruszam na Żar. Po czterogodzinnej naprawie Ventus znów jest sprawny. Jestem niezmiernie wdzięczny Jurkowi i jego pracownikowi Andrzejowi, że poratowali mnie w biedzie. Zasypiam o 3 w nocy z głową pełną przemyśleń.

Jurek Kolasiński