Glide Challenge Cup GSS-KSS Prievidza 2015

6.05.2015 – Pierwsza konkurencja

Rano ku naszemu zdziwieniu obudził nas sms z wiadomością o szybkim gridzie i odprawie. Po sprawdzeniu meteo rzeczywiście można było mieć nadzieję na latanie, jednak szanse nadal były małe. Pogoda stopniowo się poprawiała i ok. 12 zarządzono starty. Początkowo noszenia były całkiem dobre i dawały szansę na zakończenie dnia sukcesem. Chwilę przed otwarciem starty lotnego pojawił się pierwszy kryzys i znowu trzeba było długo walczyć o wysokość do odejścia. W końcu udało się wykręcić podstawę chmur ok. 900m nad lotnisko i odejść na trasę w stronę Klaka. Pierwszy i jedyny błąd popełniłem tuż po odejściu. Przeleciałem przez komin, w którym pozostała reszta konkurentów i kilka kilometrów musiałem wykręcać się w początkowo bardzo słabym noszeniu u podnóża Magury. Dopiero po wykręceniu ok. 200m noszenie usiliło się do ok. 2m/s. Następnie zaliczyłem pierwszą strefę po minimum i wróciłem w okolice Prievidzy. Tutaj warunki już się zdecydowanie pogorzyły. Górne pokrycie grubego Cirrusa stłumiło termikę i trzeba było krążyć w noszenia 0,6-1,2m/s. Pogoda zaczęła się poprawiać na skraju drugiej strefy. Piotrek i Mateusz, którzyli byli tam wcześniej zdecydowali się na wejście głębiej. Ja musiałem pilnować czasu i zdecydowałem się na oblot pozostałej trasy po minimum. Po wykręceniu podstawy ok. 1100m na skraju drugiej strefy skierowałem się do trzeciej. Pierwszy komin trafiłem nad Novakami i był on zdecydowanie lepszy od  średniej dnia. Wykręcenie podstawy pozwoliły na dolot do skraju trzeciej strefy. Tam złapałem komin 1,5m/s i miałem dolot. Na powrocie do lotniska warunki znacznie się poprawiły i wyrabiający się dolot pozwolił na zaliczenie ostatniej strefy do połowy. Piotrek i Mateusz, którzy zdecydowali się na wejście głębiej w drugiej strefie , dali sobie tym samym czas na wypracowanie się lepszej pogody i trafili na te bardzo dobre warunki w dużo większym obszarze trasy. To dało im więcej kilometrów a tym samym zdecydowanie lepszą prędkość.

Jacek F.

6.05

5.05.2015 – Drugi dzień lotny (konkurencja nierozegrana)

Dzisiejszego dnia liczyliśmy, że po dwóch dniach przerwy uda nam się rozegrać pierwszą konkurencję. Rano pogoda zapowiadała się bardzo dobrze, jednak niepokoił nas mur halny na wschodnich zboczach Vtacnika. Po starcie szybko udało się wykręcić podstawę ok 1000m nad lotnisko. W stronę pierwszej strefy chmury miały niższe podstawy i nie wyglądały tak, aby dobrze nosiło. Stopniowo również zanikały chmury na południu gdzie była położona druga strefa. Nietypowe zachmurzenie na Vtacniku, przy bardzo słabym wietrze bardzo mnie zainteresowało. Przed odejściem początkowo szukałem wyjścia na falę nad Ciglem jednak mocne duszenia spowodowały, że szybko wróciłem nad lotnisko na wysokości ok. 400m. Po ponownym wykręceniu się poleciałem na południe od Novaków. Chmury w tym miejscu bardziej przypominały rotory niż termiczne Cumulusy więc również zacząłem szukać noszeń falowych na nawietrznej stronie chmury. Po kilku minutach udało się znaleźć noszenie obok chmury, a po kilkunastu minutach osiągnąłem maksymalną wysokość dozwoloną w lotach na Słowacji, tj 2400m. Z takiej okazji trzeba korzystać więc nie zwlekałem z odejściem. Pierwszą strefę zaliczyłem nad chmurami, a następnie wróciłem pod Prievidzę na wysokości ok 700m. Tutaj łapałem już tylko słabe noszenia stłumione prawdopodobnie falą powyżej cumulusów. Mimo wszystko noszenia pozwalały na dalsze przemieszczanie się do drugiej strefy. Na południu noszenia bardzo osłabły i 7km przed drugą strefą zawróciłem do lotniska w Partizanskich kończąc ostatecznie z wynikiem przelecenia 70km. Przez cały lot towarzyszyli mi Mateusz Siodłoczek i Paweł Głowacki, którzy również wylądowali ze mną na lotnisku. Niestety nikt poza nami nie odszedł na trasę i dzień znowu nie został rozegrany.

Jacek F.

5.05

2.05.2015 – Pierwszy dzień lotny (konkurencja nierozegrana)

Dzisiejszego rana obudziła nas deszczowa pogoda. Nikt za bardzo nie wierzył, że nawet zaciągniemy się na grida, jednak kierownik sportowy zarządził pierwsze starty o 13:15. Starty tak szybko się nie zaczęły, ale po 14 pogoda zaczęła się poprawiać. Ok. 14:40 na sondę wystartował Puchacz KSS i zgłosił podstawę 950m nad lotnisko. W tym momencie zostaliśmy poinformowani, że hole rozpoczną się o 15:10. Z ziemi wyglądało na to, że nad cumulusami jest fala, więc ustalenia taktyczne zakładały jej wykorzystanie. Po starcie długo lataliśmy w okolicach lotniska. Początkowo nie było przejścia nad górami na zachód do pierwszej strefy, więc szukaliśmy fali, aby zrobić to nad chmurami. Za drugim podejściem udało się wyjść powyżej podstawy cumulusa, następnie przeskoczyliśmy całym peletonem do przodu na następną falę. To była dobra decyzja ponieważ tam udało się wznieść do maksymalnej dozwolonej dla nas wysokości 2400m. Niestety udało się to tylko trzem pilotom. Oprócz mnie na falę weszli Piotrek Jarysz i Mateusz Siodłoczek. W tym momencie była już godzina 17:04. Mimo to wiedząc, że reszta zawodników spadła na lotnisko lub nie ma szans na odejście na trasę my postanowiliśmy walczyć. Do pierwszej strefy dolecieliśmy bez najmniejszych problemów. Stamtąd odwróciliśmy się pod cumulusy na południe od Banovców. Kominy o tej porze nie były już zbyt mocne, ale dawały średnio 0,5-1m/s. Mając cały czas dolot do lotniska w Partzanskich postanowiliśmy lecieć dalej do drugiej strefy w stronę Zoboru. Tutaj pomógł nam żagiel od zboczy Velkego Tribca, dzięki czemu bez problemu wróciliśmy pod cumulusy przed Partizanskimi na wysokości 600m. Komin dolotowy na początku był bardzo słaby i dolot wzrastał powoli. Dopiero powyżej 800m noszenie wzrosło do 1m/s. Była to ostatnia chmura, a dolot spod podstawy miałem bez zapasu. Nie pozostało nic jak lecieć do przodu i liczyć na to, że coś podtrzyma. Szczęśliwie podtrzymały mnie górki przed Novakami i zapasem 100m doleciałem do mety o 18:53.

Niestety konkurencja nie została zaliczona ze względu na zbyt małą liczbę zawodników, którzy przelecieli co najmniej 100km. Ta sztuka udała się tylko mi i Piotrkowi Jaryszowi. Mimo to po locie mieliśmy ogromną satysfakcję z ciekawego i trudnego lotu.

Jacek F.

IMG_0267

IMG_0265

IMG_0262

IMG_0255

IMG_0270

Dzień treningowy – 30.04.2015

Dzisiejszego nie planowałem deklarować żadnej trasy. Prognozy były dobre, lecz pogoda miała się pogorszyć w drugiej połowie dnia. Razem z Marsem rano złożyliśmy szybowce i do godz. 13 czekaliśmy na naszą kolejkę do startu. Plan na lot zakładał dolecieć do Velkej Fatry, a następnie zdecydować czy lecimy w Wysokie lub Niskie Tatry. Znad Fatry widzieliśmy, że Wysokie Tatry nie pracują zbyt dobrze, za to w stronę Chopoka układał się ładny szlak. Podstawy w tym rejonie były powyżej 2700m, jednak nie mogliśmy przekraczać wysokości 2438m, od której na Słowacji zaczyna się już klasa przestrzeni kontrolowanej C. Po doleceniu kilka kilometrów za Dumbier zawróciliśmy i tą samą drogą przez Chopok wróciliśmy na północny skraj Wielkiej Fatry. Stąd chcieliśmy zaliczyć jeszcze Krywań, jednak górne pokrycie cirrusa zaczęło mocno tłumić noszenia. Jako, że to dzień treningowy postanowiliśmy wracać do lotniska. Bardzo długo nam zajął lot poniżej szczytów Wielkiej Fatry zanim znaleźliśmy dobry komin dolotowy na trawersie Ostredoka. Stąd już szybko dolecieliśmy na lotnisko. Poniżej kilka zdjęć z dzisiejszego lotu.

Jacek F.

Przechwytywanie

IMG_0204

IMG_0214

IMG_0221

IMG_0236

IMG_0242