FCC 2010

Dzień 8, konkurencja 6

Na początek należy się słowo wyjaśnienia, dlaczego w tabeli wyników widnieje tyle naruszeń przestrzeni zakazanej a tym samym lądowań w tym miejscu trasy, w którym to naruszenie miało miejsce. Otóż drugi punkt zwrotny – Kralowa Hora, jeden ze szczytów Niższych Tatr znajdował się w strefie TMA Poprad, który na ten dzień był otwarty dla pilotów. Zgodnie ze strefami zamieszczonymi na stronie, jest to strefa w której można latać do FL 95, w rejonie Niższych Tatr jest sektor East, w którym możemy latać do FL 90 ( 2740) te dwie strefy przylegają do siebie. W innych rejonach można latać do FL 80 czyli 2440 metrów QNH. Organizator przyjął natomiast, że wszędzie poza strefą East można latać do FL 80. Nadmienię, że na odprawie nie było o tym mowy, nie omówili tego wycinka TMA, nie powiedzieli, że tam obowiązuje FL 80, mimo że w plikach widnieje FL95. Moja interpretacja opierała się na informacji jaka przekazywał mi palmtop. Dodatkowo po odprawie, prywatnie padło pytanie do prowadzącego odprawę, czy w tej strefie możemy latać wyżej jak 80 FL, odpowiedz była potwierdzająca. Jak już po konkurencji się dowiedzieliśmy inni się spytali kogoś innego im powiedział że do FL80. Kocioł wyszedł niesamowity. A w rezultacie 25 zawodników miało naruszenie przestrzeni a większość z nich lądowanie w terenie przygodnym i wielkie straty punktowe. Niesmak straszny. Protest będzie złożony…

A teraz krótko o konkurencji.

Można powiedzieć, że task setter nareszcie wyłożył ambitną trasę długości 408 kilometrów. Jedynym zmartwieniem był 4 punkt na południu od Nitry, na płaskim terenie. Można było przypuszczać że w tamtym rejonie będzie ciężko z chmurami a tym samym z noszeniami. Schemat na początek lotu bardzo podobny do dobrze już nam znanych, czyli lot po Małej Fatrze. Z tym bokiem nie było dużo problemów, silne noszenia i szlak który wyprowadził na punkt, dawały dobra prędkość na początek. Kolejny punkt wiódł w stronę Niższych Tatr i trzeba było tak kombinować, aby te Tatry przelecieć na stronę południowa ? nasłonecznioną. Do Niższych Tatr niestety chmury poznikały i trzeba było robić długie przeskoki. Już w rejonie Tatr straciłem część czasu żeby się wykręcić na odpowiednią wysokość i spokojnie przeskoczyć wysokie pierwsze szczyty. Do nieszczęsnego drugiego punktu lot przebiegał pod szlakiem Cu, ale należało uważać, żeby nie zejść nisko w zacienione. Po objechaniu masztu na Kralowej powrót po tej samej ścieżce zboczami Niższych Tatr. Po punkcie w dolinie Martina przy Duzej Fatrze czekał nas lot w stronę płaskiego południa. Na niedomiar złego w okolicach Vtacznika chmury się trochę porozlewały i straciły na swoim wigorze. Dwa gorsze kominy spowolniły lot na tresie a jeszcze przede mną równiny… Tak jak przypuszczałem na płaskim można było łapać tylko słabe kominy, które pomału gwarantowały odpowiednią wysokość na dalszy lot. Od okolic Zaboru chmury już się zaczynały i można było wykonać dolot spod kreski. Prędkość ok 94km/h

Leszek

Dzień 7, konkurencja 5

Nareszcie dziś polecieliśmy zatankowanymi szybowcami :). Co prawda poranek nie przywitał nas ładną pogodą, ale około 9 wyznaczono grid i szybowce zaczęły się ustawiać na starcie. Jeszcze po odprawie (na której dostaliśmy zadania – konkurencje prędkościowe: 190km dla mixów i 180 dla clubów) nad lotniskiem wisiało pełne zachmurzenie i wielu pilotów nie wierzyło w to, że będziemy latać. Ale powoli pojawiało się coraz więcej rozrywów i w końcu pierwsze cumulusy. Starty się rozpoczęły. Pierwsze kominy były mocno poszarpane i niełatwo było się zmieścić pełnym LS-em w kominie. Na szczęście warunki szybko się poprawiały. Jeszcze przed otwarciem zegara udało mi się podlecieć około 40km w kierunku trasy aby ocenić warunki. Były na pewno lepsze niż nad lotniskiem. Odeszliśmy w końcu o 14:22, razem z małym peletonem. Z wodą leciało się zupełnie inaczej. Wydawało się, że szybowiec prawie nie traci wysokości na przeskokach, a przy tym chmury przybliżały się znacznie szybciej. Zaraz po odejściu krótki szlak z 3m/s na końcu. Potem kolejne 2,5m/s i pierwszy PZ, na północ od wielkiej Luki zaliczony. Potem znów 2,5-3m/s, przeskok do kolejnych chmur, mała podkrętka i 2PZ był nasz. Wszystko działo się naprawdę szybko. Po punkcie mieliśmy jedyny słabszy moment tego lotu – teren wysoko, a my coraz niżej i nie mogliśmy trafić dobrego komina. Zdobyliśmy około 200-300m w jakimś 1,5m.s i polecieliśmy na Wielką Choc – górę koło Ruzomberoka. Tam trafiliśmy do komina zamarkowanego przez Cypisa – ponad 2,5m/s na 70km do domu dało niemal dolot – wystarczyło jeszcze kilka wybrań i 2 kółka w 3,5m/s i można było wrzucić ponad 180km/h. Cały lot był naprawdę przyjemny i szybki. Mimo, że średnie noszenia nie były porażające , udało się uzyskać 125km/h – po części dzięki długiemu dolotowi.

Na jutro szykują się znów dobre warunki do latania. Oby prognozy się sprawdzimy.

Piotrek

Konkurencja ostatnia

Konkurencja, w której trudno było o spektakularny wynik, który zamieszałby w tabeli. Idealny układ, dla tych co chcą bronić dobrych miejsc. Stało się tak gdyż pogoda była stabilna i przewidywalna, do tego wyłożono konkurencje obszarową z czasem oblotu tylko 2 godzin. Cumulusy nosiły nawet do 3 m/s, podstawy w późniejszym okresie sięgały 2000 metrów. Osiągnąłem prędkość 104km/h w klasie club. W standardach zwycięzca uzyskał prędkość 125 km/h

LD

Były to dość trudne i długie Mistrzostwa. W klasie club rozegrano 10 konkurencji, w klasie standard i world po 9 konkurencji. Przez cały okres towarzyszyła nam temperatura ponad 30 stopni. Udało się jednak jakoś funkcjonować w tej duchocie. Pogoda w większości była cumulusowa jednak różniła się zdecydowanie od podobnych pogód na wiosnę. Trudno było zabrać się z grani, noszenia nie były tak zdecydowane i latało się przez to trudniej. Wcześniejszy trening w podobnym okresie rozgrywania Mistrzostw jest wskazany.

Ostatecznie w klasie Standard Piotr Jarysz zajął 8 miejsce, wygrał Sebastian Kawa. W klasie Club Leszek Duda zajął 12 miejsce a 5 Tomasz Krok. W klasie światowej 6 miejsce zajął Mikołaj Zdun a 9 Jędrzej Skłodowski, który z przyczyn osobistych musiał wrócić do Polski i nie startował w dwóch ostatnich konkurencjach.
Serdecznie dziękujemy za wsparcie Gliding Team Klinika Kolasiński.

PJ, LD

Konkurencja 9

Dziś ostatnia konkurencja zawodów, pogoda niepewna – duża wilgotność, rozlewające się chmury, prognozowane ławice średniego zachmurzenia. W tej sytuacji wszyscy spodziewali się łatwego spacerku – jakie 100-200km, by wszyscy mogli wrócić na lotnisko przed oficjalnym zakończeniem. Tymczasem zaskoczenie…. kierownik sportowy poszedł „po bandzie” i wyłożył 404km dla Mixów i 330 dla clubów! Tymczasem już po wyjściu z hangaru widać było, że pogoda do łatwych nie będzie należeć i wielu pilotów wątpiło w możliwość ukończenia trasy.

W tej sytuacji oczywistym zdawało by się wykonanie możliwie wczesnego odejścia, tyle, że nie bardzo było widać, by było gdzie po tym odejściu polecieć. Jedyne chmury widoczne w kierunku trasy były zbyt daleko dla naszych krótkich skrzydeł. Mała Fatra w zasięgu, ale w cieniu średniego zachmurzenia. Zdzichu Bednarczuk, który wyrwał się wcześniej na trasę już po chwili zgłaszał problemy i małą wysokość koło Martina. Czekaliśmy więc nad lotniskiem na rozwój sytuacji. W końcu około 13 pojawiło się słońce na północy i szybowce, które ruszyły wcześniej zgłaszały noszenia rzędu 1,5-1,8m/s. Udało nam się odejść o 13:18. Pierwsza podkrętka zaraz za linią startu – 2m/s, żeby tylko mieć wysokość na dalszy niepewne lot. Tymczasem na trawersie Martina zaskoczenie – na krawędzi chmur wyglądających bardziej jak Alto niż Cumulusy łapiemy prawie 3m/s! Potem niezbyt ładnie wyglądający szlak daje silne noszenia na całej długości pasma Wielkiej Luki i już po chwili jesteśmy za Krivaniem, nad Terchową, która jest naszym punktem zwrotnym. Niestety na tym chwilowo zakończył się szybki lot i po chwili ląduję w parterze nad Katową Skałą w pobliżu Martina. Jestem nieco niżej od Sebastiana i nie decyduję się wlecieć w pasmo Wielkiej Fatry tylko mozolnie szukam noszenia. Po jakimś czasie i przeskoku z niewielkiej wysokości na nasłonecznioną skałkę udaje się znaleźć 2m/s. Dobrze, że nie poleciałem za Sebastianem – mając 100m mniej wysokości zapewne pozostałbym w choinkach lecąc tą samą ścieżką.

Dalej lot kontynuuję sam spotykając raz po raz inne szybowce z Mixów – najczęściej Francuza na Discusie ET – z nim też się spotkam na dolocie. Drugi punkt – w pobliżu Bańskiej Bystrzycy – jest w słońcu i chmury nad nim pracują ładnie. Niestety kolejny PZ – Dolny Kubin jest pod pełnym pokryciem. Ostatnie 15km przelatuję zupełnie bez noszeń. Z powrotem mam jeszcze dalej i kończę przeskok na 500m nad terenem niedaleko lotniska w Martinie. Na szczęście łapię tam 0,5 m/s. Podkręcam 100m i decyduję się na przeskok kierunku słońca. Działa. Jest 1,5m/s. 700m wyżej łatwo już podjąć decyzję o przeskoku na nasłonecznione skałki. Ratuje mnie ta sama skałka co poprzednio – 2m/s i kontynuacja lotu na wysokości ponad 2000m jest już łatwiejsza. Lot do Zoboru – ostatniego PZ jak i sam dolot nie obfituje już w ciekawsze momenty. Trzymam się cały czas wysoko i wykorzystując noszenia 1,5-3m/s docieram do mety. Niestety Sebastian na ostatnim boku spadł nisko nie mogąc znaleźć noszenia i spędził sporo czasu próbując się wyratować. Na szczęście udało mu się, niestety stracił na tyle dużo czasu, że Roman Mracek, który wygrał dzisiejszą konkurencję przeskoczył go też w klasyfikacji generalnej. Sebastian kończy więc zawody na drugim miejscu, Zbyszek Nieradka na trzecim, ja na czwartym.

Piotrek

Dzień 10, konkurencja 8

Czuć i widać na niebie dużo wilgoci. Wczoraj wieczorem nawet trochę ulało z przechodzącego frontu. Na niedomiar złego z południa widać grubą warstwę pokrycia, która nasuwa jednoznaczne myśli. Dzisiaj wyłożona została obszarówka i bardzo dobrze, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że jedna strefa była na południu, pod pełnym pokryciem. Kluby standardowo startują pierwsze i zdecydowanie maja większy wachlarz wyboru czasu odejścia niż w przypadku mixów. Dużo wilgoci w powietrzu wróżyło intensywne budowanie się Cu, ich rozpadanie i miejscowe duże pokrycie. Również pokrycie z południa nasuwało się na obszar lotniska. Sprawiło to, że postanowiłem nie czekać i krótko po otwarciu zegara odszedłem na trasę. Połączeń nie było dużo a Wielka Fatra dopiero się budziła. Ale, obawa przed całkowitym pokryciem ostatniej strefy utrzymywała mnie w przekonaniu a kontynuowaniu lotu. Po Wielkiej Fatrze leciałem na budzących się termicznych wydmuchach, które rzadko można było wykorzystać jako komin i wejść na przyzwoita wysokość. Na szczęście dwa razy znad grani spracował komin i można było pozaliczać strefy na północy. Po odwijce z przedostatniej strefy na końcu Wielkiej Fatry, perspektywy na lot były słabe. Przede mną ciemna warstwa pokrycia, nad Vtacznikiem opad deszczu. Jedyna szansa to lot na zachód gdzie trochę jest cieńsze pokrycie i widać jakieś frędzle Cu. Dwa takie kłaczki dały mizerne potrzymanie, ale na nich dalszy lot się zatrzymał. Do strefy 20km a w niej zupełna ciemność. Jedyna szansa to trochę przeczekać, aż z zachodu widoczna dziura w pokryciu nasunie się na ziemie w rejonie ostatniej strefy. Lotem ślizgowym zaliczyłem strefę na wysokości 800 metrów i zacząłem lecieć nad małe górzyste laski oświetlane słońcem. Z 600 metrów zabrałem się w delikatnym wydmuchu. Do dolotu brakuje 400 metrów, następny komin już jasno powiedział, że ziemia się w tym rejonie wygrzała i dał 1,5 m/s. Różnice w czasie odejścia były przeszło godzinę między pierwszymi a ostatnimi. Ci co odchodzili później mieli już odsłonięta ostatnia strefę i nie musieli balonować. Część szybowców dzisiaj wylądowała w polu.

Bardzo ładnie poleciał Piotr Jarysz w mixach, wygrywając dzisiejszą konkurencje.

Leszek

Dzień 6, Konkurencja 4

W nocy nad rejon Prievidzy napłynęły świeże masy a z nimi długo oczekiwana poprawa widoczności. Od rana w rejonie tworzyły się cumulusy. Nie było wątpliwości, że będzie ładny szybowcowy dzień. Organizator wyłożył kolejną obszarówkę z czasem oblotu 3 30 dla klub klasy. W uproszczeniu trasa wiodła w kierunku północ-południe. Przed startem założyłem, że sprawdzę rejon Wielkiej Fatry i w tą stronę skierowałem mojego Jantara. Nie było szału. Jak się potem okazało lepiej było lecieć po dolinie, można było w ten sposób zyskać do 10 kilometrów. Tych dziesięciu kilometrów zabrakło, żeby wynik był zadowalający. Powrót z okolic Pilska ponownie wzdłuż zboczy Wielkiej Fatry, która nie tylko nosiła, ale i lubiła podusić. Kolejno przez Vtacnik, aż do pasm Zaboru. W ostatniej strefie w rejonie zawrotu wymyło cumulusy. Podleciałem w niej na tyle, żeby nie przylecieć przed czasem i odwróciłem w stronę lotniska. Na całej trasie towarzyszyły pilotom cumulusy o podstawach do 2000 metrów i sile noszeń średnio do 2 metrów. Bliskość dwóch pasm od Prievidzy czyli małej Fatry i Wielkiej Fatry nasuwa często pytania którą stronę bardziej opłaca się polecieć. Tak jak wczoraj bardziej opłacalna okazała się strona Wielkiej Fatry tak dzisiaj lepiej było lecieć po małej. To już wiem.

Leszek

Dzień 5, konkurenja 3

Dziś znów od rana pogoda niezbyt pewna była. Co prawda świeciło słońce, ale jakoś dziwni wyglądało niebo. Gdy wyszliśmy z hangaru po odprawie, ukazało się nam pełne zachmurzenie, a w dodatku zrobiło się zimno. Kilka razy opóźniane były starty ziemne, ale w końcu nieco się przejaśniło i skłębiło – starty się rozpoczęły. Cluby na obszarówkę 3h, my na obszarówkę 2h30′. Niestety stan lotniska znów nie pozwolił nam na zabalastowanie szybowców wodą. Jej brak szczególnie dokucza takim szybowcom jak nasze – bez silnika, czy drugiego pilota (jak Duo Discus) osiągamy bez balastu małe obciążenia powierzchni.

Po starcie udało nam się nawet wejść na jakąś słabą falę, ale po chwili przywiało na nas wielką chmurę i musieliśmy uciec pod nią (swoją drogą chmura oprócz zepsucia nam fali przyniósł opad śniegu). Strata jednak niewielka, bo udało nam się wyjść może 200m wyżej, niż można było wykręcić pod cumulsami. Chwilę po otwarciu startu znaleźliśmy się wysoko i w pobliżu linii startu. Zdecydowaliśmy się na odejście – mieliśmy już informację, że w kierunku trasy jest dobry szlak, a pogoda na resztę dnia była bardzo niepewna. Szlaku starczyło nam może na 20km, w dodatku im dalej na północ, tym niższa była jego podstawa. Potem wylecieliśmy w wielką ciemność. Pełne pokrycie, właściwie bardziej zapowiadało się na opad deszczu, niż jakieś noszenie. O dziwo znajdowaliśmy sporo podtrzymań, więc kontynuowaliśmy lot na północ. Niemal podjęliśmy już decyzję o powrocie nad lotnisko, gdy zobaczyliśmy, że za Martinem świeci znów słońce. W powietrzy w ostatnich dniach widoczność jest wręcz fatalna, więc gdy zobaczyliśmy słońce, mieliśmy już tam całkiem blisko – może 15km. Z odległości około 3km od krawędzi ujrzeliśmy krążące szybowce – cluby już tam dotarły (mieli start otwarty niemal godzinę wcześniej). Nieoczekiwanie znaleźliśmy tam 2m/s. Stamtąd zahaczyliśmy 1. strefę i na żaglu na Wielkiej Fatrze polecieliśmy na południe – znów pod pełnym pokryciem. Po jakimś czasie dotarliśmy do końca ławicy tych chmur i znaleźliśmy 3m/s (!). Od tego miejsca lot był bezstresowy i szybki. Kolejne 3metrowe noszenia bardzo go ułatwiały.Niestety nie obyło się bez kłopotów przy końcówce – błędnie wybraliśmy kierunek lotu z 2. do 3. strefy – zamiast przez Tribeć, wybraliśmy się prosto na południe przez Zlate Moravce i w okolicach Nitry znaleźliśmy się nisko i bez konkretnego noszenia. 15-20minut straciliśmy na walkę w półmetrowych noszenia, aż w końcu udało się doskoczyć do czegoś lepszego – 2,5m/s umożliwiło dokręcenie dolotu. Całe szczęście, bo od lądowania w polu dzieliło nas niewiele. Byłem przekonany, że ten błąd będzie kosztować sporo, na szczęście okazało się, że większość zawodników miała problemy tego dnia :)

Piotrek

Dzień 4., konkurencja 2.

W takiej szarówce jeszcze nigdy nie latałem. W powietrzu ?mleko?. Dostrzeżenie Wielkiej Fatry z okolic Malej Fatry jest niemożliwe, baa góra pod podstawą to pozostawało patrzenie w dół z nadzieją, że w nic nie przydzwonisz. Podejmujesz decyzje na jedna chmurę w przód, bo dalej nie widać. Do tego cumulusy są mało pewne, czasem lepiej nosi świeży kłak niż duża chmura. W takiej właśnie pogodzie przyszło nam rozgrywać drugą konkurencje zawodów. Organizator wyłożył 2 godzinną obszarówkę, z pierwszą strefą ulokowaną na północy, na kursie zgodnym z kierunkiem Małej Fatry, powrót t ą sama linią do strefy na zachód od lotniska. Hole zaczęli zgodnie z planem o godzinie 11 30. Przy zakładanych dwóch h oblotu można było już o 15 być na ziemi. Jedni wyczekiwali inni odchodzili wcześniej a i tak nikt nie był pewny czy podejmuję słuszna decyzje. Ja za długo nie czekałem, ale i tak dłużej niż większość zawodników. Odszedłem licząc na trochę szczęścia, że w tym okresie chmur, których nie widać akurat będą i że się nie rozleją za szybko. Na samym początku trasy nie mogłem znaleźć porządnego komina. . Dodatkowo wiało z zachodu a kominy odrywały się albo przechodziły na zawietrzną gór. Sprawiało to, że nisko w kominie był niezły kocioł i czasem spływałem w dolinę do cumulusów, żeby się ratować. Kolejną pułapkę jaką zastawiła pogoda to totalna ciemność w okolicy nawrotki w drugiej strefie. Zrobiło to się tak nagle, że nie zdążyłem w porę się wycofać. Leciałem do cumulusów, które nagle przestały nosić i do tego zakryły cały obszar. Z podkulonym ogonem pomału doczłapałem się w rejon, który jakimś cudem spracował. Powrót już był trochę łatwiejszy i nasuwały mi się myśli, że błędnie odszedłem. Z drugiej strony pogoda była bardzo dynamiczna i trudno ja przewidzieć. Dolot miałem już po godzinie 15 30 i założyłem sobie, że jak będzie podtrzymywać i się trochę wypracuje odkręcę się z dolotowego cylindra, żeby dłużej polatać. Lądowałem przed 19 a że nie miałem radia pokazałem się nisko koło wieży i wylądowałem przy stojankach:)

Leszek

Dzień pierwszy i drugi

Wczoraj miała rozegrać się pierwsza konkurencja. Pogoda, choć nie najlepsza, dawała taką możliwość. Niestety w Prievidzy przez ostatni tydzień wciąż padało i lotnisko było tak mokre, że organizatorzy nie wpuścili na nawet z przyczepami na miejsca postojowe. Przyczepy zostały na betonowym placu przy lotnisku oczekując na podsuszenie płyty, a piloci mieli dzień wolny. Wykorzystaliśmy go na zakwaterowanie się, kontrole elektroniki i przeróbki plików stref, bo w tych dostarczonych przez organizatora jakiś bałagan był :)

Dziś prognozy dawały szansę na rozegranie konkurencji, ale niekoniecznie na powrót na lotnisko. Prognozowane zachmurzenie warstwowe mogło „wyłączyć” nam termikę. Dodatkowym utrudnieniem zapewnionym przez organizatora był zakaz stosowania balastu wodnego (ze względu na stan płyty lotniska, która wciąż była jeszcze mokra). Obie klasy dostały obszarówki, dość podobne „geometrycznie” – kluby z czasem oblotu 2h30′, a klasa „kombinowana” 3h. Chmury wysokie i średnie zaczęły się nasuwać już przed otwarciem zegara dla naszej klasy (klubom udało się odlecieć wcześniej w lepszych warunkach) i dały przedsmak tego, co mogło nas czekać w dalszej części dnia. Z tego powodu zdecydowaliśmy z się z Sebą na bardzo wczesne odejście – 1-2min po otwarciu zegara byliśmy już na trasie. Na szczęście na początek dostaliśmy całkiem dobre noszenia – powyżej 2m/s i bez problemu dotarliśmy do 1. strefy. Lot do drugiej przebiegał z pewnymi komplikacjami – wybraliśmy drogę przebiegającą na północ od Małej Fatry. Noszeni nie były tam tak dobre, ale droga krótsza niż przez Martin. Na szczęście w rejonie Ruzomberoka dorwaliśmy ładne 3,5m/s, a potem podobne noszenie przed Niskimi Tatrami – dzięki temu łatwo „zdobyliśmy” to pasmo. Na Niskich Tatrach noszenia były naprawdę mocne. Niestety bardzo szybko nasuwało się tutaj średnie zachmurzenie odcinając dopływ słońca. Nim doleciałem do strefy, pasmo Niskich Tatr było już zaciemnione i zniknęły z niego wszystkie chmurki… nie wróżyło to nic dobrego na powrót – zdecydowałem więc jak najszybciej zawrócić w strefie, licząc na o, że góry będą jeszcze wygrzane słońcem i zapracują. Sebastian podjął tu decyzję, która dała mu zwycięstwo tego dnia. Zaryzykował i poleciał dalej w strefę wykorzystując żagiel na paśmie Kralovej Hory. Seba wrócił stamtąd bardzo nisko na Niskie Tatry, ale udało mu się również wyjść stamtąd dzięki noszeniom żaglowym. Ja w tym czasie dotarłem na Wielką Fatrę i tam skończyły mi się pomysły – ciemno, zimno i straszno ;) Spora grupka szybowców siedząca już na lotnisku w Martinie kazała podejrzewać, że ciężko będzie znaleźć cokolwiek, co pomoże w powrocie do domu, choć brakło zaledwie 300-400m. Spędziłem sporo czasu próbując znaleźć jakieś noszenie na Wielkiej Fatrze, w końcu zdecydowałem się rzucić na drugą stronę doliny, w rejon Vielkiej Luki. Tam znalazłem 2m/s! W tym momencie dogonił mnie Sebastian, który nie zamarudził tak na Wielkiej Fatrze. Zrobiliśmy kilka kółek w tej dwójce co pozwoliło nam wejść na żagiel na południe od Vielkiej Luki i ruszyć do domu. Korzystając z żagla na kolejnych zboczach (które niestety ułożone były w poprzek naszej trasy) poprawialiśmy nasz zapas na dolot i rozpędzaliśmy się coraz bardziej. Ostatnie 20-30 to już szybki lot po prostej.

W klasie club świetnie poleciał dziś Leszek Duda – drugie miejsce przy tak licznej i dobrej obsadzie to wynik zasługujący na duże uznanie. Czekamy niecierpliwie na to, co przyniesie kolejny dzień. Prognozy są niepewne, ale dają szansę na latanie.

Piotrek