4. Szybowcowe Mistrzostwa Polski w klasie 15 m

6 czerwca 2014

Mimo, że zawody zostały odwołane część pilotów pozostała w Pile po to by po prostu latać. Po przejściu frontu w dniu wczorajszym na dziś była zapowiadana dobra pogoda. Już od wczoraj konsultowałem plany z Januszem Centką, który mimo wypoczynku z rodziną stale śledzi pogodę w internecie. Dziś od rana na lotnisku panowało twórcze poruszenia. Co rusz padały deklaracje pilotów – lecimy na tysiąc. Aż strach bo gdy tak głośno deklaruje się chęć ataku na coś ambitnego to potem nic z tego nie wychodzi. Ale porzućmy przesądy. Około godz. 9tej odbyliśmy krótką naradę. Pomysł na trasę wzdłuż szlaków na kierunku południowy zachód został zaakceptowany przez wszystkich. Na tysiąc zadeklarowało się czterech śmiałków: Łukasz Wójcik na ASG 29, Jacek Flis i Łukasz Grabowski na Dianach i ja na Nimbusie 4M. Łukasz Błaszczyk i Jakub Barszcz postanawiają rzucić się na 800 km. Szybkie przygotowanie sprzętu i jazda na start. Oj coś czuję, że jesteśmy spóźnieni. Czekamy na holówkę a tu cumulusy jak marzenie. Pierwsze starty ruszają przed godziną 10ta (ciut za późno). Ja o własnych siłach wznoszę się w powietrze o 10tej. Łukasz Wójcik dopiero o 10:30. O tej porze ja już przecinam linię startu, krótko po mnie ruszają obie Diany. Początkowo lecę szlakiem lekko na północ od trasy. Potem robię duży przeskok na puszczę Notecka. Ona nie zawodzi – układ kilku chmur w szlakach i podstawa sięgająca 2000 m. Dolatuję do Odry, za mną Diany i „pościgowy” Łukasz. Po przekroczeniu odry kończą się szlaki. Są pojedyncze chmury i długie przeskoki. Zaliczam punkt zwrotny i ruszam w drogę powrotną. Czuję spadek energii. Ot tak sobie lecę z dość dużą odchyłką południowa. To pewnie z tego powodu Łukasz zbliża się do mnie. Dopiero rozpędu nabieram nad Puszczą Notecką. Tu pod pięknym szlakiem połykam kilometry. Nad punktem zwrotnym w Ujściu łapię 3 m/sek i ruszam znów w kierunku Niemiec. Puszcza jest już mniej dynamiczna, choć nie można narzekać. Przed Odrą dogania mnie Łukasz. Od tego momentu lecimy już razem.

PL

PL1

Po wkroczeniu na terytorium Niemiec kończy się bajka. Trzeba przeskakiwać duże obszary błękitu. Pod nielicznymi chmurkami sporo szybowców niemieckich. Dochodzimy w końcu do ostatniego punktu zwrotnego. Łapiemy przed nim komin 3 m/sek. To poprawia naszą sytuację. Wracamy przez zewnętrzne TMA Berlin. Nie możemy wykręcać więcej niż 1800 m. Powoli suniemy w kierunku Polski. Dale ciesza oko cumulusy nad polskimi lasami. Czy dotrwają do naszego przylotu w ten rejon. W końcu przecinamy Odrę. Chmury rozpadają się i daję zaledwie meterki czasem półtora. W okolicy Barlinka łapiemy 3 m/sek. Wykręcamy 2000 m i ruszamy nad puszczę Notecka. Niestety chmury rozpadają się. Trzeba dolot wykręcać w słabym meterku. Łukasz za mną łapie półtora. Ostatecznie oboje wykręcamy dolot i ruszamy do mety. Osiadam na pasie betonowym lotniska w Pile o godz. 19:45. Czuję się jak w Afryce: tysiąc kilometrów i lądowanie na pasie przed zachodem słońca. To ten sam klimat. Jest sporo radości – Łukasz zrobił lot warunkowy do odznaki 1000 km. Ja w końcu przeleciałem tysiąc kilometrów w Polsce, Łukasz Błaszczyk i Jakub Barszcz pięknie machnęli trasę 800 km na Jantarach St !!!. Diany niestety nie ukończyły trasy, ale może jutro dokończą dzieła.

Dwa tysiączki w wykonaniu pilotów Gliding Teamu to duża radość. Poprawa atmosfery na lotnisku w Pile też bardzo cieszy. Myślę, że takie latanie jak dziś jest najlepszym lekarstwem na smutki spowodowane wydarzeniami dni poprzednich.

Jk i Tosiek

Jutro znów pośmigamy po pilskim niebie. Dziękujemy wszystkim kolegom, którzy dziś przesłali nam gratulacje. Nie spodziewałem się takiego odzewu. To bardzo fajne. Jeszcze raz dziękuję.

JK

Dodatkowo załączamy plik z przelotu: kliknij tutaj aby go pobrać

3 czerwca 2014

Dziś rano zapadła decyzja – zawody w Pile są odwołane. Czas który minął od tragicznych zdarzeń do momentu zamknięcia zawodów wykorzystaliśmy na poważne dyskusje dotyczące naszego podejścia do latania i wynikającego z tego bezpieczeństwa. Z uznaniem czytałem także część opinii kolegów na forum szybowcowym. Dobrze, że głos zabrał też Sebastian Kawa. Warto przeczytać jego opinie i głęboko je sobie przemyśleć.

Tymczasem z naszych rozmów padły między innymi takie wnioski:

  • zawodnik musi przyjechać na zawody przygotowany, niedopuszczalne jest „wpadanie „ na zawody w ostatniej chwili „bo jeszcze trzeba było coś ważnego załatwić w pracy”
  • by temu zaradzić padł też wniosek by sobotę traktować jako obowiązkowy dzień treningowy. Tzn zawodnik musi zarejestrować się do piątku wieczora a w sobotę powinien wykonać co najmniej jeden lot, jeśli pogody nie ma to ten dzień powinien poświęcić na sprzętowe, fizyczne i psychiczne przygotowanie się do zawodów
  • należy pamiętać, że start w zawodach to nie wyjazd na ryby lub inna rekreacja. Trzeba być nastawionym, skoncentrowanym do latania sportowego
  • ten sam wnioskodawca sugerował by ostatnim dniem zawodów była niedziela (a nie jak dotąd sobota). Lepiej, że zawodnik wróci do pracy zmęczony niż zacznie zawody zmęczony i nie skoncentrowany z powodu późno skończonej pracy w piątek
  • typ szybowca na którym latamy powinien być nam znany nie tylko w zakresie startu i lądowania ale też własności lotnych, np.: jak wyciąga w kominie, jak krąży, jak zachowuje się na małych prędkościach, jak lata gdy ma sporo much na krawędzi natarcia. Powinniśmy bez wysiłku krążyć na nim bez patrzenia w przyrządy. Po prostu powinniśmy być w niego wlatani.
  • powinniśmy na sucho przećwiczyć na czas wysiadanie z szybowca na którym startujemy. Nie zaszkodzi ćwiczyć to codziennie, np. po wylądowaniu
  • pierwsza odprawa na zawodach powinna być poświęcona także sprawom bezpieczeństwa z przypomnieniem podstawowych zasad takich jak: wchodzenie do komina, separacja od innych szybowców i podstawy chmur, instrukcja awaryjnego opuszczania kabiny, instrukcja obchodzenia się ze spadochronem, zasady lądowania na spadochronie itd. Powinno być to traktowane bardzo poważnie przez organizatora i zawodników
  • na początku zawodów szczególny nacisk powinno się położyć na stan spadochronów: czy mają aktualny przegląd potwierdzony metryczkami, czy są w dobrym stanie, czy są właściwie przechowywane. Generalna zasada: spadochron nie jest naszym oparciem, jest naszą ostatnią szansa na przeżycie
  • na początku zawodów powinno się wybrać komisję bezpieczeństwa składającą się z trzech najbardziej doświadczonych zawodników. Wszelkie uwagi na temat organizacji zawodów oraz latania innych kolegów powinny być zgłaszane do tej komisji. Takie postępowanie powinno być traktowane jak cnota a nie donosicielstwo. Komisja powinna w sposób poważny potraktować wszystkie uwagi i wykorzystując swój autorytet w uzasadnionych przypadkach udzielać nagany organizatorowi lub zawodnikom. Powinno nastąpić wspólne porozumienie, że takie uwagi doświadczonych kolegów bierzemy sobie bardzo poważnie do serca. Czas na żarty się już skończył.
  • organizator nie powinien wykładać punktów odlotowych nad miastem (dotyczy to także ramion linii startu)
  • organizator powinien tak planować doloty by przebiegały one na jak najbardziej korzystnym terenem do lądowania przygodnego – unikać dolotów znad lasu
  • na każdej odprawie powinno być 5 minut dla bezpieczeństwa – przedstawiciel komisji powinien omówić choć jedną sytuację. Dzięki temu będziemy sobie sukcesywnie przypominać to co niby jest tak oczywiste
  • przed startem warto parę minut wcześniej wsiąść do szybowca i poświęcić parę minut na koncentrację
  • telefony komórkowe powinien pilot mieć przy sobie
  • pasy od spadochronu powinny być dociągnięte.
spad2
  • Przed zajęciem miejsca w kabinie powinniśmy pochylić się do przodu i zasymulować pociągnięcie uchwytu. W sytuacji awaryjnej uchwyt powinno się chwytać oburącz i wyciągać do przodu do pełnego wyprostu rąk
spad3
spad4
  • po zakończonym locie wysiadamy z szybowca z przypiętym spadochronem, robimy to dla treningu jak najszybciej. Porzućmy zasadę odpinania wszystkich pasów po wylądowaniu i wysiadanie z kabiny. Taki nawyk może nam zamieszać wysiadanie awaryjne (oby to się nie zdarzyło)
  • wchodząc do komina, w którym krąży kilka szybowców przeanalizujmy ich ruch i nigdy nie wyciągajmy przed nosem innego szybowca, albo pod nim. Szybowce z woda mają ogromną dynamikę i w kominie błyskawicznie nabierają wysokości. Lepiej odczekać i wejść spokojniej do komina za szybowcem krążącym
  • nigdy nie krążmy na przeciwnych kierunkach
  • gdy jest w kominie kilka szybowców to róbmy tak by je wszystkie widzieć

Pewnie nie wszystkie uwagi zapamiętałem, na forum jest jeszcze sporo innych, które warto przeczytać. Ważne byśmy nie byli wobec zasad bezpieczeństwa obojętni. Musimy je sobie ciągle przypominać. Sport, który uprawiamy jest bardzo wymagający, a za drobny błąd płaci się cenę najwyższą.

Na koniec zdjęcie Krzysia Matkowskiego przed startem do konkurencji. Widać tu duże skupienie. Warto brać przykład.

Mirek

Praktyczne zajęcia ze spadochronami:

zdjecie

Życzę bezpiecznego latania

Jurek Kolasiński

1 czerwca 2014

Chciałbym dziś napisać o pięknych przelotach, o wspaniałej formie zawodników, o tym że były doskonałe warunki i radośnie ukończyliśmy kolejną konkurencję. Niestety nic z tego. To co dziś się wydarzyło nie przyśniło by się nikomu w najczarniejszych snach. Zbyszek i Robert zderzyli się nad Piłą. Zbyszek uratował życie otwierając czaszę spadochronu. Robertowi nie było to dane. Wszystko działo się na oczach zawodników i tych w powietrzu na Jantarach i tych z klasy 15 metrowej na pasie lotniska. Na próżno wypatrywaliśmy czaszy drugiego spadochronu. Pozostał głęboki smutek i niedowierzanie. Jak to ? To niemożliwe. Przecież limit nieszczęść został wyczerpany już wczoraj…

W tym momencie pozwolę sobie na zamieszczenie zdjęcia zrobionego właśnie dzisiaj bezpośrednio po katastrofie. Przemek w objęciach swojej żony. Jest tam jeszcze ktoś trzeci – ich mały synek, który przyjdzie na świat za dwa tygodnie.

zółw

My herosi podniebnych zmagań zatrzymajmy się na chwilę, pomyślmy o tym że życie jest najcenniejszym skarbem które posiadamy. Ten skarb nie należy tylko do nas. Jest on udziałem naszych bliskich i przyjaciół. Krążąc w kominach, walcząc o metry i sekundy nie zapominajmy, że to wszystko jest niczym w obliczu wartości najwyższych.

Z szybownictwa nie zrezygnujemy, ale róbmy wszystko by jego uprawianie było źródłem radości i szczęścia. Bądźmy odpowiedzialni za siebie i innych. Zróbmy własny rachunek sumienia – jak wygląda moje przygotowanie do konkurencji, jak latam, co z moja uwagą podczas krążenia i na przeskoku, czy widzę wszystko co widzieć powinienem……. Każdy z nas to wie ale przypominać musimy to sobie każdego dnia. A wszystko po to by podobne tragedie nie miały już miejsca.

Myślę, że mogę w imieniu całej społeczności szybowcowej złożyć Rodzinie Roberta wyrazy najgłębszego współczucia.

Jurek Kolasiński

31 maja 2014

flaga

Flaga na maszcie – można zacząć Mistrzostwa

No cóż, nie zaczęło się dobrze. Rafał i Przemek wskutek kolizji musieli ratować się skokiem ze spadochronem. Szczęśliwie oboje uratowali skórę i to jest najważniejsze. Zadaniem dnia była konkurencja prędkościowa na trasie trójkąta 239 km. Warunki pogodowe nie były najlepsze. Podstawa chmur sięgała co prawda 1300 m, ale noszenia były porwane i niepewne. Na dodatek na trasie zdarzały się duże obszary bezchmurne. Pod względnie dobrymi cumulusami dotarliśmy do pierwszego punktu zwrotnego na północnym wschodzie. Po nawrotce był pierwszy parter – walka na 300 metrach o utrzymanie się w powietrzu. W końcu udało się. Do przodu wysforował się Łukasz Wójcik z Grabkiem i Jackiem Flisem. Ja zostałem nieco z tyłu. Mozolnie szukałem noszeń i celem ominięcia błękitu obchodziłem ten obszar północnym rogalem. Decyzja była dobra i powoli zbliżyłem się do drugiego punktu na południowy zachód od lotniska. Tu spotkałem Mirka Hołysia. Razem rozpoczęliśmy mozolny powrót do domu. Kilka chmurek, a potem już tylko bezchmurnie. Całe szczęście na północnym skraju Noteci znaleźliśmy półtora metrowy komin. Dobrze bo już czułem zapach pola. Z wysokości 1000 metrów rzuciliśmy się do przodu. W tym momencie elektryka w moim szybowcu zamilkła. Całe szczęście rejestrator działa z oddzielnego akumulatora i lot jest zapisywany. Mirek nieco wyżej obiera kurs na lotnisko poprzez małe kłaczki. Ja odbijam nieco na południe gdzie nad lasem stoja jeszcze całkiem dorodne chmury. Dochodzę do nich na 400 metrach i tu niespodzianka – najlepszy komin tego dnia 3-4 m/sek. Wykręcam 1300 metrów i pewnie dolatuję do mety. Jestem szczęśliwy, że o własnych siłach powróciłem na lotnisko. Poznałem tez trochę mojego Discusa. Miejsce w środku stawki, ale jest nastawienie na lepsze wyniki.

JK

30 maja 2014

Jutro ruszają 4 Mistrzostwa Polski w Klasie 15 m organizowane przez Aeroklub Pilski. Dziś po późnych godzin wieczornych zjeżdżali zawodnicy na lotnisko w Pile. Jest prognozowana dobra pogoda więc można spodziewać się ostrej rywalizacji. Mam nadzieję, że na czele tabeli nie zabraknie pilotów spod znaku Gliding Teamu Klinika Kolasiński. I tutaj dobra wiadomość – Team powiększył się o jednego zawodnika. Jest nim doświadczony pilot Adam Czeladzki. Więcej na ten temat w kolejnych relacjach.

czeladź

Adam Czeladzki – nowy członek Gliding Team Klinika Kolasiński

Od jutra będę słać aktualne relacje z zawodów.

JK