Szybowcowe Mistrzostwa Europy w kl. Otwartej, 18m, 20m.

Dzień numer 9

Nastał ostatni dzień zawodów. Jak na złość najgorsza pogoda zawodów i konkurencja obszarowa. Całe szczęście mamy z Adamem sporą przewagę nad kolejnymi zawodnikami (czyli lepiej niż rok temu w Lesznie), dlatego teoretycznie możemy spokojnie lecieć. Warunki rozwijają się bardzo powolnie i jak zwykle najgorzej w okolicach lotniska. Openy mają i tak lepiej jak pozostałe klasy, gdyż w momencie naszego startu pogoda jest dużo lepsza niż na początku. Przez dłuższy czas nie ma możliwości, żeby odlecieć na trasę, dopiero po 15.30 wykręcamy pod pierwszymi cumulusami 1500 m i odchodzimy 0 15.52. Wybieramy lot pod najbliższe cumulusy. Niestety dopiero trzeci daje nam 2-2,5 metra, wykręcamy podstawę ok. 2000 m i patrzymy na prędkość a tam ledwo ponad 70 km/h… Przyznam się, że pojawiły się różne myśli, przede wszystkim typu „ile można stracić punktów w dwugodzinnej obszarówce”. Wpłynęło to na nasz lot, chociaż postaraliśmy się wyciągnąć z niego jak najwięcej się dało. Nie chcieliśmy ryzykować. Główna idea, która nami kierowała to dolecieć do lotniska. Warunki były całkowicie w poprzek naszej trasy. Noszenia można było znaleźć bardzo silne, szczególnie zadziwiały ostatnie noszenia, które wykręcaliśmy grubo po 17-tej. Dolot przekręcony, czyli zrobiony z dużym zapasem, żeby chociaż na dolocie niepotrzebnie się nie stresować i jesteśmy w domu! Prędkość bardzo przeciętna, ale medale z dużą przewagą obronione!!! To najważniejsze! Brawo! Długo jeszcze nie mogłem w to uwierzyć. Dopiero po 22-giej, kiedy już poskładałem Js-a mogłem wreszcie rozpocząć świętowanie. Co z tego jak już nie miałem siły…;-)

Taki moment to najlepsza okazja by podziękować wszystkim osobom, które pomogły mi zdobyć upragnione złoto. Po pierwsze moi najbliżsi – Lila, Mikołaj, Lea:-), rodzice i reszta rodziny – Kocham Was! Po drugie Adam – jesteś wielki, latasz wspaniale i złoto czeka także na Ciebie! Jurek, Wojtek, Prezydent Miasta Kutno, firmy Pini i Tuplex – bez Was nie było by mnie na to stać!!! Dziękuję!

Chudini – dzięki za możliwość wystartowania na najlepszym Js-ie Europy!  Krzysiek – dzięki za pożyczenie szybowca na Stalówkę! Dziękuję także Uysowi za pomoc i współpracę. Dzięki całej ekipie za atmosferę – Barszczu, Locha, Walo, Spejson, Wojtas, Adam, Tomek, Rafał, Krzysiek, Mirek, Janusz , Seba i naszemu węgierskiemu przyjacielowi Gaborowi. Na koniec dziękuję Jackowi Dankowskiemu – trenerowi, który od lat we mnie wierzy!

Dziękuję również ekipie z Ocseny za zorganizowanie najlepszych zawodów na jakich byłem oraz wszystkim osobom, które nam kibicowały. Obiecuję, że na następnych zawodach także postaram się dać z siebie wszystko!

Do zobaczenia w przyszłym sezonie!

Łukasz

 

DSC00896 DSC00898 DSC00908 DSC00913 DSC00937 DSC00894 DSC00980 DSC01050 DSC01058 DSC01023 DSC01034 DSC01046 DSC01536 DSC01092 DSC01106 DSC01228 DSC01233 DSC01259 DSC01269 DSC01281 DSC01315 DSC01395 DSC01486

DSC01495 DSC01503 DSC01508

DSC01672 DSC00936 DSC01017 DSC01591 DSC01669

Dzień numer 8

Przedostatni dzień zawodów przyniósł nam lot w bardzo ciekawej pogodzie. Na tapecie obszarówka 3 godzinnpa z obszarami na północny-zachód od lotniska i wschód. Podstawa osiągnęła dzisiaj ponad 2700 m a noszenia zdarzały się 4 metrowe. Z odejściem zaczekaliśmy nieco tak, aby warunki umocniły się na trasie. Odlecieliśmy nie oglądając się na nikogo. Pierwszą strefę polecieliśmy do samego końca kręcąc kominy od 2,8 do 3,5 m/s. Tu była najlepsza pogoda. Drugą strefę zrobiliśmy do końca cumulusów wykręcając sufit w ponad 3 metrach. Do trzeciej strefy polecieliśmy sporym łukiem na północ omijając obszar bezchmurny. W tym obszarze trafialiśmy od 2,5 do 3,5 metra. W ostatnim kominie w tej strefie wykręciliśmy 2700 i musieliśmy przelecieć 40 km w niczym by wrócić pod te same chmury. Prawdziwe atrakcje zapewniła nam końcówka. Dolot w 3,5 m/s z prędkością 220 km/h, przelot przez tworzącą się burzę z piorunami i deszczem, gdzie wariometry raz opierałysie o górę skali, a raz o dół… Na ringu prędkość wyszła nam 139 km/h co okazało się drugim wynikiem dnia! Ja i Adam umocniliśmy się na prowadzeniu i jutro możemy spokojnie lecieć po medale.

Łukasz

Ps. Po cichu liczę na 6 medali, w tym 3 złote dla naszej ekipy:-)

Dzień numer 7

Drugi tydzień zawsze jest trudniejszy od pierwszego. Szczególnie tutaj, gdzie panują rekordowe upały a latanie jest praktycznie codziennie. Dzisiaj dostaliśmy do oblecenia najdłuższą trasę zawodów – 500 km. Starty rozpoczęły się o 11.45, ale problemy zdrowotne pilota Ćmielaka wyeliminowały jedną holówkę. Hole trwały bardzo długo. Starty zostały otwarte tuż przed 14-tą. Wykręcaliśmy się sami ok. 10 km od taśmy, odeszliśmy szybko chcąc uniknąć manewrów peletonu. Pogoda była bardzo dobra, podstawa cumulusów osiągnęła 2450 m a noszenia dochodziły do 5 m/s. Cały lot uciekaliśmy przed peletonem i nie daliśmy się! Musieliśmy robić długie przeskoki, nierzadko schodząc na 600-700 m. W sumie straciliśmy kilka minut ale sumarycznie konkurencja wyszła na remis, czyli tak jak planowaliśmy:-)

Łukasz

Dzień numer 6

Dzisiaj rozegraliśmy szóstą konkurencję Mistrzostw Europy. Wszystkie prognozy pogody zapowiadały gorszą od wczorajszej pogodę. Okazało się zupełnie inaczej. Już o godzinie 11-tej wyskoczyły pierwsze cumulusy. Starty rozpoczęliśmy równo w południe. W momencie otwarcia startu lotnego podstawa osiągnęła 1900 m, noszenia dochodziły do 3 metrów. Postanowiliśmy z Adamem odejść szybko tak, żeby uniknąć powrotu do lotniska w słabnących noszeniach. Niestety okazało się to błędem. Szybowce, które wyczekały kilka minut, poleciały pierwszy bok w lepszej pogodzie i dogoniły nas na trasie. Warunki były dzisiaj wyjątkowo mocne – kominy 4 metrowe i podstawa 2200 metrów pozwoliły osiągnąć największą prędkość zawodów 145 km/h. Wygrał tym razem Tasilo Bode, a my zaliczyliśmy nieduże straty do naszych głównych konkurentów. Jutro kolejna konkurencja i obyśmy mieli więcej szczęścia.

Łukasz

Dzień numer 5

A miało być tak pięknie… W nocy przeszedł front chłodny i wszyscy spodziewaliśmy się super pogody. Niestety rzeczywistość okazała się zgoła inna. Przed południem nad lotnisko nasunęła się spora łacha zachmurzenia średniego, która skutecznie przyhamowała termikę. Wystartowaliśmy na prędkościówkę 420 km o 12.45. Początkowo holowano na termikę bezchmurną, później wyskoczyły pojedyncze cumulusy. Start lotny dla naszej klasy został otwarty dopiero o 14.23. Trochę późno jak na taką trasę, dlatego trzeba było szybko odlatywać. Mieliśmy mały problem z uzyskaniem wysokości na odejście, dlatego polecieliśmy kilka minut po pierwszych szybowcach. Pogoda była dzisiaj trudna, częściowo bezchmurna, co zmuszało nas do długich przeskoków i schodzenia na małe wysokości. Noszenia trafiały się nawet i po 3 metry a najwyższą wysokość jaką udało mi się osiągnąć to 1600 m. Kluczowe okazały się ostatnie kilometry, gdzie musieliśmy ćwiczyć swoją cierpliwość krążąc w meterkach. Dolecieliśmy jako jedni z pierwszych w peletonie. Dzięki dobremu odejściu udało mi się po raz drugi wygrać konkurencję na tych zawodach.

Łukasz

Dwa wolne dni

W sobotę z konkurencji wyszły tylko manewry. Poleciała tylko klasa 18 metrowa i przez jakiś czas walczyła w powietrzu. Niestety podchodząca od południowego zachodu burza zakryła kowadłem całe niebo i wytłumiła na cały dzień termikę. Mogliśmy zatem odpocząć nieco od prawie 40 stopniowego upału:-)

Niedzielę zrobiono nam z urzędu wolną. Organizatorzy uznali, że kolejne dni będą bardzo dobre a jako, że i tak musimy mieć jeden dzień przerwy zrobią go właśnie dzisiaj. I tak korzystając z bezchmurnej, upalnej pogody pojechaliśmy prawie całą ekipą nad Balaton. Relaks jak znalazł:-) Trzeba odpocząć i zebrać siły na ostatnie 5 dni latania. Konkurencje pewnie będą długie i męczące…

Łukasz

Dzień numer 4

Po dzisiejszym dniu mamy już zaliczone zawody. Nie było łatwo. Wystartowaliśmy z pierwszego rzędu klasy Otwartej i prawie godzinę lataliśmy nie mogąc znaleźć noszenia, które pozwoliło by się nam wspiąć wyżej niż 1200 m. Czas gonił, gdyż z powodu późnego rozwoju termiki starty były mocno opóźnione. Wreszcie udało nam się dokręcić podstawę i czym prędzej odeszliśmy na trasę ciągnąc za sobą kilka szybowców. Podstawa miała około 1800 m. Pierwszy komin, który znaleźliśmy miał ponad 2,5 m/s średniego. Dokręciliśmy go do końca i polecieliśmy w głąb pierwszej strefy. Mieliśmy plan, żeby lecieć tak daleko, jak warunki pozwolą. Wlecieliśmy głęboko i to był jeden z kluczowych momentów lotu. Po zawróceniu znajdowaliśmy bardzo dobre kominy, raz nawet 4 m/s. Na wschodzie jak zwykle warunki były silniejsze i chmury grubsze. Niestety ciężko było polecieć do końca, gdyż najlepiej było na południu strefy. Środek był wyczyszczony, tylko z małymi chmurkami. Zawróciliśmy na południowo-wschodnim skraju i rozpoczęliśmy lot do ostatniej strefy obszarem pokrywającej się z pierwszym obszarem. Pierwszy komin po nawrotce i znowu 4 m/s w którym wykręciłem sufit – 2200 m. Adam miał troszkę słabiej i został 200 m niżej, ale dzielnie pędząc za mną, po długim przeskoku spotkaliśmy się na jednej wysokości w dwójce. To było tuż przed strefą. Podkręciliśmy się nieco i dolecieliśmy do następnej chmury, gdzie był trochę lepszy komin. Ruszyliśmy z niego spod kreski do punktu nawrotki. Widzieliśmy jeszcze kilka chmur w kierunku domu, zatem mieliśmy nadzieję, że dolot się nam wyrobi. Okazało się, że to nie było kilka chmur, a zdrowy szlak, dzięki któremu pędziliśmy nawet 250 km/h i osiągnęliśmy prędkość na mecie aż 134 km/h. Do wygrania konkurencji brakło niewiele, umocniliśmy się zatem na pierwszym i drugim miejscu w tabeli. Jedziemy równo:-)

Łukasz

Dzien numer 3

Oj było bardzo blisko przesadzonej konkurencji. Tuż przed startami na ziemi dostaliśmy zmianę zadania – z 510 na 380 km. I dobrze, bo przy późnym starcie byłby problem z doleceniem do mety…

Pogoda nie rozwijała się tak, jak chcieli by tego organizatorzy. Sonda co rusz spadała i starty przesuwane były z 11.15 do 12.25. Openy stoją zawsze na końcu, więc dla nas jest najmniej czasu na manewry. Mieliśmy dzisiaj sporo szczęścia. Czekaliśmy z odejściem aż część szybowców poleci na trasę i dzięki temu jako jedyni trafiliśmy pod świeżo robiącego się cumulusa, który pozwolił się nam wykręcić znacznie wyżej niż inni. I tak odeszliśmy jako ostatni, z większej wysokości i lecąc zdecydowanie dogoniliśmy na pierwszym przeskoku szybowce, które odeszły nawet 5 minut przed nami. Nie krążyliśmy z nimi, tylko lecieliśmy dalej szukając lepszego noszenia i trafiliśmy 4,5 m/s – komin dnia! Dalej sprawa była prosta. Trzymaliśmy się w peletonie, ciągnąc go do przodu i doganiając kolejne szybowce. Pogoda była dobra, choć czasami musieliśmy wykonywać długie przeskoki by znaleźć dobre 2,5 m/s. Podstawa osiągnęła 2000m. Na końcówce udało nam się urwać grupie i dolecieliśmy jako jedni z pierwszych, co sumarycznie pozwoliło nam wygrać konkurencję. Ja umocniłem się na pozycji lidera, a Adam awansował na drugie miejsce.

Łukasz

Dzień numer 2

Kolejna konkurencja za nami. Dzisiaj po raz pierwszy prędkościówka o długości 400 km. Pogoda nie wyglądała obiecująco, w momencie potwierdzenia startów ziemnych w okolicy było tylko kilka strzępów cumulusów. Po starcie i do momentu odejścia na trasę znajdowaliśmy tylko meterki. Podstawa osiągnęła 1500 metrów. Wyglądało, że będziemy mieli spory problem z obleceniem wyłożonej trasy, ale przez to, że nie mogliśmy się wykręcić odeszliśmy na trasę dopiero przed 14tą. Pierwszy bok mimo, że z wiatrem był dla nas najtrudniejszy. Sporo się naszukaliśmy zanim trafiliśmy z Adamem pierwszy komin do krążenia. Dużo kluczyliśmy, ale przed punktem wlecieliśmy pod szlaczek, który prowadził nas prosto do celu. Na 5-tym kilometrze dokrętka w silnym noszeniu, zawrotka i dość szybki lot pod szlakiem pod wiatr 35 km/h. W zasadzie od tej pory kolejne boki układały się również pod szlakami. Musieliśmy tylko przeskakiwać pomiędzy nimi tak, żeby najlepiej poprowadziły do punktów zwrotnych. Noszenia trafialiśmy dość regularnie, od 2,5 do 3,5 m/s, podstawa osiągnęła 1800 m. Pociągnęliśmy za sobą kilka szybowców, które skorzystały z naszej dobrej dyspozycji. Szybki dolot i meta z drugim i trzecim czasem. Jest dobrze – obyśmy latali tak z Adamem do końca!

Łukasz

Dzień numer 1

Zawody oficjalnie rozpoczęły się w niedzielę. Główną atrakcją pokazów uświetniających otwarcie był wykonujący niesamowite akrobacje Peter Besenyi. Pogoda tego dnia dopisała, można było wyłożyć sporą trasę. Następnego dnia tuż po 5-tej rano obudziły nas silne podmuchy wiatru towarzyszące burzom frontowym. Padało prawie do południa, a przez resztę dnia niebo zasnute było chmurami. Musieliśmy zaczekać z pierwszą konkurencją do wtorku. Prognozy nie były bardzo optymistycznie, ale 15 minut po południu rozpoczęły się hole. Stałem jako ostatni na samym końcu grida, Sporo naczekałem się zanim zostałem wyholowany czy wręcz wyrwany w powietrze przez Turbo Ćmielaka. Podstawa sięgała na początku 1300 metrów, ale noszenia zdarzały się silne, ponad 3 metrowe. Chmur różnego rodzaju było bardzo dużo, a cumulusy układały się w szlaki wspomagane wiatrem 30 km/h. Zadecydowaliśmy o szybkim odejściu. Pierwszy odcinek układała się pomyślnie. Trafiliśmy przed pierwszą strefą 3-3,5m/s. Dolecieliśmy do jej końca i nawróciliśmy pod wiatr. Lot nie należał do łatwych, musieliśmy pokonywać duże obszary z rozlanymi altocumulusami i dodatkowo zmagać się z bocznym wiatrem. Krążyliśmy przeciętnie w 2-2,5 metrowych kominach. Przelatując na zachód od Dunaju wlecieliśmy w obszar nieco innej pogody. Zdecydowanie mniej zachmurzenia ale i słabsze cumulusy, które dawały słabsze noszenia. Drugą strefę zaliczyliśmy tylko po niezbędnym minimum i odwróciliśmy się znowu z wiatrem. Dokrętka w półtorametrowym kominie przed rzeką i długi przeskok nad pola przed granicą z Serbią. Tu dzisiaj najlepiej nosiło. Musieliśmy sporo odchodzić od kreski na południe, ale opłacało się. Po zawróceniu z trzeciej strefy w stronę lotniska znaleźliśmy silny ponad 3 metrowy komin, który praktycznie zapewnił nam dolot. Do punktu dolotowego układały się szlaczki po których wyrobił się dolot. Wpadam na metę z prędkością 115 km/h. Jak się okazuje jest to prędkość dnia:)

Dzisiaj wieczorem organizatorzy wyprawili wieczór węgierski z tradycyjnym jedzeniem i winem z tego kraju oraz muzyką i tańcami ludowymi. Dla mnie była jeszcze jedna atrakcja – wieczorny lot testowy z odpaleniem Jeta. Jak się okazało sędziowie nie mogli wyczytać zapisu pracy silnika w pliku igc. Dzięki pomocy Erazema Polutnika, który przeprogramował LX9070 tak, żeby zapisywał pracę silnika jest już wszystko na swoim miejscu i mogę spokojnie przystępować do kolejnych lotów.