17. Szybowcowe Mistrzostwa Europy 2013

Ósma konkurencja – od bezchmurnej po szlaki – klasa standard

Dzisiaj nie sprawdziła się żadna prognoza. Po wczorajszej szybkiej obszarówce, polecieliśmy na długą prędkościówkę – 540 km z punktami Jeziorsko, Kaszczor i Działoszyn. Pierwszy punkt przysporzył nam nie lada emocji. Bezchmurna, która zrobiła się w słabym termicznie rejonie sprowadziła nas na 300 m. Musieliśmy się wykręcać w meterku mając przed sobą jeszcze prawie 500 km trasy. Po przebrnięciu słabszego rejonu wlecieliśmy pod cumulusy, które jak na złość nie dawały dobrych noszeń, tylko poszarpane dwójki. Dopiero od drugiego punktu termika na tyle się umocniła, że mogliśmy znaleźć trójki i czwórki i wykręcić podstawę 1600 m. W drodze do trzeciego punktu lecieliśmy sporo pod szlakami, które po raz pierwszy na tych zawodach pracowały tak, jak należy, czyli nosiły długimi odcinkami. Całe szczęście, bo średnia prędkość zaczęła nam szybko wzrastać. Doganialiśmy szybowce lecące przed nami, w tym i dwóch Belgów, którzy są za nami bezpośrednio w tabeli. Po Działoszynie wlecieliśmy znowu pod szlaki. Dokręcaliśmy tylko ze dwa lub trzy razy i polecieliśmy na dolot spod kreski. Pod kilkoma chmurami wyrobił się na tyle, że mogliśmy jeszcze przyspieszyć i znów wygrać konkurencję. Po raz kolejny zaowocowało zespołowe latanie, które nam tutaj wyjątkowo wychodzi.

Łukasz Wójcik

Ósma konkurencja – klasa 20m

Kolejny dzień dobrej pogody. Konkurencja prędkościowa 479km z trzema punktami: wirtualny punkt około 15km na południowy wschód od Turka, Polkowice, oraz Wieluń.

Pomimo prognozowanych tendencji do wypiętrzania się cumulusów i przelotnych deszczów popołudniu, długo nie mogliśmy się doczekać korzystnie wyglądających warunków w kierunku pierwszego punktu. Na przecięcie linii startu zdecydowaliśmy się głównie z powodu uciekającego czasu, niż ze względu na dobre warunki. Do pierwszego punktu lecieliśmy powoli, krążąc pod drobnymi, rzadko rozsianymi chmurkami. Po zawróceniu do drugiego punktu, staraliśmy się nie tracić czasu w słabych noszeniach, wykorzystując tylko silniejsze noszenia. Zdecydowaliśmy się na odbicie nieco na południe ze względu na większą ilość chmur i ich połączeń po tej stronie trasy. Po minięciu lotniska w Ostrowie warunki były już całkiem przyzwoite – spotykane noszenia zaczęły przekraczać 2m/s, udawało się robić dość długie przeskoki dzięki połączeniom chmur i krótkim szlakom. Na wysokości Rawicza odbiliśmy lekko na północną stronę trasy, wlatując pod szlak, który praktycznie zaprowadził nas do samego punktu. Do trzeciego punktu rzadziej zdarzało się nam wykorzystywać szlaki, które skręcały na południe, zachęcając do naruszenia TMA Poznań South (Wrocław). Na trawersie Żmigrodu i Trzebnicy chwilę wahaliśmy się co do wybrania toru lotu. Mieliśmy dwie możliwości – lecieć z północną odchyłką od „kreski” o około 30 stopni, do wypiętrzonych chmur z ciemnymi podstawami, lub ściąć po prostej do dobrze wyglądających chmur w okolicy Twardogóry. Wybraliśmy tą drugą opcję. Dzięki temu nie musieliśmy nadkładać kilku kilometrów, co w połączeniu z trafionym silnym kominem (pomiędzy 2.5 a 3m/s) po długim przeskoku, wykorzystany aż do podstawy wyraźnie przyspieszyło nas względem konkurentów. Rejon od Kępna do Wielunia był znacznie słabszy, z rzadko rozrzuconymi, rozpadającymi się cumulusami. Na szczęście udało się nam jeszcze przed punktem zdobyć nieco wysokości krążąc z wiatrem. Po samym punkcie musieliśmy nadłożyć nieco kilometrów raz z prawej a raz z lewej strony linii, aby lecieć pod chmurami. Było już dość późno, nie znajdywaliśmy pod nimi zbyt silnych noszeń, ale pozwoliły one doskoczyć do prawie idealnie ułożonego szlaku rozpoczynającego się mniej więcej na 50 kilometrze do lotniska. Lecąc pod nim wyczekaliśmy silniejszego noszenia, w którym podnieśliśmy się do bezpiecznej już wysokości, z niewielkim niedoborem do dolotu. Lecąc dalej pod chmurami po prostej zyskaliśmy wysokości więcej niż się spodziewaliśmy, co spowodowało szybki i bezstresowy powrót do Michałkowa.

Łukasz Grabowski

Siódma konkurencja – znowu do Zielonej – klasa standard

Po raz kolejny ćwiczymy lot do Zielonej Góry, tym razem jednak w obszarówce 3 godzinnej. Pogoda dzisiaj od początku była zdecydowanie lepsza. Starty rozpoczęły się o 11-tej i podstawa miała już wtedy 1100 m a noszenia dochodziły do 2 m/s. Początkowo cumulusów było nieco za dużo, ale z upływem czasu warunki się poprawiały. W momencie odejścia na trasę podstawa osiągnęła 1500 m. Odejście mieliśmy bardzo dobre, lecieliśmy w stronę Leszna szlaczkiem, który prowadził nieco na południe. W okolicy Święciechowej z 700 m trafiliśmy komin do 4 m/s, a dalej w stronę Zielonej Góry prowadziły już szlaczki, które były coraz mocniejsze. Drugą strefę zaliczyliśmy do końca, po zawróceniu znowu pod szlakami zmierzaliśmy z wiatrem do kolejnego obszaru. Podstawa osiągnęła 1700 m, a kominy dochodziły do 3,5 m/s. Wybieraliśmy najbardziej dorodne chmury i przeskakiwaliśmy ze szlaku pod szlak. Po zaliczeniu ostatniej strefy musieliśmy zrobić przeskok na 700 m nad stawy Milickie, gdzie pod dorodnym cumulusem złapaliśmy tylko 2 m/s. Pod kolejną chmurą było już lepiej. Wykręciliśmy dolot i bardzo szybko polecieliśmy na metę.

Dzisiejsza konkurencja znowu wygrana. Przedzielił nas tylko Austriak, który całą trasę leciał za nami.

Łukasz Wójcik

Siódma konkurencja – klasa 20m

Dzisiaj po raz kolejny dostaliśmy trasę obszarową. Czas oblotu 3 godziny, z trzema obszarami: Śmigiel na północ od Leszna – promień 20km, Kożuchów – promień 25km oraz Korzeńsko – promień 20km.

Znowu dość długo wyczekiwaliśmy na odejście, pomimo znowu wczesnych startów ziemnych – 11:00. Klasa dwumiejscówek 20M stała dzisiaj na końcu gridu, toteż nie nabijaliśmy much na skrzydłach przed odejściem aż tak długo jak wczoraj. Linię startu lotnego przecięliśmy w jej północnej części, jednak połączenia i drobne szlaki układały się nam mocno na południe od założonej linii lotu do punktu znajdującego się w południowej części pierwszej strefy. Dopiero na trawersie Rydzyny zaczęliśmy zakręcać bardziej na północ. Do drugiej strefy znacznie lepiej układały się nam chmury począwszy od Sławy i rejonu na południe od Zielonej Góry. Zalecieliśmy prawie do końca strefy, w jej północno zachodniej części. Lecąc z wiatrem do trzeciej strefy średnia prędkość zaczęła nam znacznie rosnąć. Potrzebowaliśmy jakoś rozciągnąć lot tak, żeby nie przylecieć po czasie. Niestety w południowej części strefy, w rejonie Jemielna i Wińska warunki nie były zbyt dobre. Zdecydowaliśmy się nawet wylecieć troszkę poza strefę do ładnie wyglądającej, dość mocno wypiętrzonej chmury. Niestety była już ona w fazie nienoszącej, co spowodowało, że musieliśmy przelecieć dość słaby termicznie rejon nie mając zbyt dużej wysokości. Dobry komin znaleźliśmy dopiero w połowie drogi pomiędzy Żmigrodem a Miliczem. Z tego komina wyszliśmy z niedoborem wysokości do dolotu około 200m na nastawę MC 1.4m/s, ze względu na dość dużą ilość chmur w kierunku lotu do lotniska. Zgodnie z przewidywaniami, po kilku kilometrach mieliśmy już wyrobioną wysokość pozwalającą na dolot do lotniska.

Łukasz Grabowski

Szósta konkurencja – ciekawa pogoda – klasa standard

Wreszcie po pięciu dniach przerwy latamy i od razu ambitne konkurencje. Standardy dzisiaj poleciały na 3,5 godzinną obszarówkę w kierunku zachodnim w rejon Zielonej Góry. Starty rozpoczynają się bardzo wcześnie, już o 11-tej. Początkowo warunki rozczarowują, podstawa 900 metrów, wiatr zachodni 30 km/h i noszenia po pół metra na sekundę. W takiej pogodzie latamy prawie półtorej godziny. Na trasę odchodzimy tuż przed 13-tą i pierwszy przeskok kończymy na 300 metrach. Całe szczęście, że komin był mocny – 2 metry i wykręcamy podstawę 1150 m. Lecimy pod silny wiatr, zasięg już nie rośnie, a prędkość wychodzi 60-70 km/h. Przed strefą znowu schodzimy nisko, tym razem na 400 m, ale ponownie trafiamy w dobre noszenie. Po zawrotce w rejonie Nowej Soli leci się już łatwiej. Szlak prowadzi do drugiej strefy, tylko że wygląda ładnie, a nie chce nosić. Podkręcamy co jakiś czas w dwójkach. W drugiej strefie i w drodze do trzeciej cumulusy wyglądają jakby im się nie chciało już nosić, ale o dziwo trafiamy tu na najlepsze noszenia, do 3 m/s. W ostatnim obszarze wlatujemy pod szlaczek, który nieco zwiększa naszą prędkość. Wynik dzisiaj może nie oszałamiający, ale wszyscy trzej znowu wysoko. Wygląda na to, że będziemy latali już do końca, w coraz to lepszych pogodach, także będzie ciekawie.

Łukasz Wójcik

Szósta konkurencja – klasa 20m

Szósta konkurencja – 16.07.2013 Po pięciu dniach przerwy nareszcie nadszedł moment na ponowne oderwanie się od ziemi. Wyłożona trasa zapowiadała ciekawy lot – obszarówka o czterogodzinnym czasie oblotu, z trzema strefami: Letnica, na południowy zachód od Zielonej Góry -promień 30km, Lubin – promień 25km oraz Błaszki -także promień 25km. Starty ziemne rozpoczęły się już o godzinie 11, co dało nam bardzo dużą możliwość wyczekania z odejściem na trasę, z czego akurat dzisiaj skorzystaliśmy. Zaraz po starcie trudno było się utrzymać w powietrzu, spotykane noszenia można by było nazwać znikomymi, a cumulusy, mimo, że występujące w znacznej ilości, były bardzo nieregularne i poszarpane.

Pomimo późnego odejścia, lot na pierwszym boku mniej więcej do trawersu Leszna najlepiej określić można jednym słowem: męczarnia. Rozpadające się, chmury, zanikające, słabe i nieregularne noszenia. Wiatr czołowy ponad 25km/h. W najgorszym momencie przyrządy pokazywały prędkość średnią niecało 60km/h. Jedynie myśl, że wszyscy lecimy w tych samych warunkach trochę poprawiała samopoczucie. Po minięciu Leszna warunku znacznie się poprawiły, noszenia się usiliły, a chmury zrobiły się znacznie bardziej regularne. Mimo znacznie przyspieszonego lotu, nie wlatywaliśmy już zbyt głęboko w pierwszą strefę – dolecieliśmy mniej więcej do wysokości lotniska w Przylepie. Z wyliczeń wynikało nam, że w drugą strefę też nie ma sensu wlatywać głęboko, co akurat było korzystne – na południe od Głogowa i ogólnie rzecz biorąc Odry praktycznie nie było chmur. Dlatego też po zaliczeniu drugiej strefy od razu odbiliśmy w lewo do dobrze wyglądających chmur, które były początkiem całkiem długich szlaków i połączeń. Układały się one nieco za bardzo na południe, ale i tak bardzo pomagały w locie do ostatniej strefy. W ostatnią strefę wlecieliśmy jedynie na jakieś 8km, jednak jak później się okazało, było to i tak za dużo. Lecąc do lotniska przez dłuższy czas nie mogliśmy znaleźć dobrych noszeń, nawet wybrany przez nas szlak już kompletnie nie pracował, a konieczność „wyrobienia” dolotu spowodowała, że przylecieliśy 8 minut po czasie.

Łukasz Grabowski

Dzień szósty i siódmy – oczekiwanie na pogodę

Wczoraj wieczorem mieliśmy wieczór międzynarodowy, na którym każdy z krajów mógł zaprezentować swoje lokalne specjały kulinarne i trunki. Jest to znakomita okazja do tego, by poznać się lepiej z pilotami i ekipą naziemną z innych krajów i spróbować ciekawych smaków z całej Europy. Na naszym stanowisku znalazły się nasze wędliny, smalec, ogórki kiszone i oczywiście eksportowy trunek – Żubrówka. Z racji tego, że Maciek Całka zarządził dzień szósty dniem wolnym, mogliśmy posiedzieć nieco dłużej niż zwykle. Następnego dnia postanowiliśmy z Kubą Barszczem sprawdzić rybność płynącej nieopodal Prosny. Krótki wypad zaowocował jednym niewymiarowych szczupaczkiem i jedną zerwaną przynętą. W siódmy dzień, także deszczowy postanowiliśmy pojechać na dłużej na ryby. Przyniosło to efekt w postaci kilkudziesięciu okoni, które trafiły z powrotem do wody. Wydaje się, że oderwiemy się dopiero w niedzielę lub poniedziałek. Powrót dobrej pogody planowany jest na wtorek. Nie pozostaje nam nic innego jak czekać:)

Łukasz Wójcik

Dzień piąty – przed frontem – klasa standard

Dzisiejszy dzień przysporzył nam nie lada emocji, ale kto mógł to przewidzieć… Meteorolog zapowiadał na godziny wczesno-popołudniowe przechodzenie nad Ostrowem frontu atmosferycznego. Konkurencja zatem został a wyłożona sporo krótsza od poprzednich. 2,5 godzinna obszarówka, z jedną strefą na północny zachód, jedną na południowy wschód i jedną na wschód od lotniska. Po starcie z trudem można było znaleźć dobry komin, lataliśmy na termice bezchmurnej. Czekaliśmy więc na poprawę pogody, która nie spieszyła się do nas. Odeszliśmy jak tylko pokazały się jakieś cumulusy po trasie. Zamiast frontu podsuwała się w rejon konkurencji lepsza pogoda ze szlakami, ale i z wiatrem do 35 km/h. Lecąc pod ten wiatr trafialiśmy całkiem dobre noszenia ok. 2 m/s. Staraliśmy się więcej lecieć po prostej, a dopiero po nawrotce zakrążyć do podstawy, która osiągnęła 1500 m. Zastanawiało nas czy ktoś z naszych głównych konkurentów nie wyczekał i odszedł w dużo lepszej pogodzie? W drodze do kolejnego obszaru wykorzystywaliśmy połączenia, które układały się z wiatrem. Noszenia wzrosły do 3 m/s, podstawa podniosła się o 150 m dopiero w drugiej strefie. Zawróciliśmy dosyć późno, gdyż chcieliśmy się wykręcić z wiatrem do podstawy. Ostatni obszar przebiegał praktycznie po drodze do lotniska. Wylatując z niego mieliśmy już dolot do lotniska, jednak silne duszenie spowodowało, że bardzo szybko zaczęliśmy tracić zapas wysokości. Sebastian poleciał nieco na północ i ominął ten obszar. Ja i Paweł musieliśmy się zatrzymać na kilka minut w 1,2 m/s, by dokręcić kilkaset metrów. To spowodowało, że mieliśmy nieco gorszy od naszego lidera wynik, ale miejsca zajęte w tej konkurencji są i tak bardzo dobre. Łukasz Wójcik

Piąta konkurencja – klasa 20m

Nadchodzący front chłodny zmusił dzisiaj organizatorów do wyłożenia krótszych tras. Do przelecenia mieliśmy obszarówkę o czasie oblotu 2:30, z trzema strefami: Milicz (R 25km), Działoszyn (R 25km) oraz wirtualny punkt około 10km na północ od Błaszek (R 10km).

Prognozowane nadejście frontu po południu nie pozwalało na wyczekiwanie, jednak początkowo bezchmurna ze słabymi noszeniami nie zachęcała do odchodzenia na trasę. Tym bardziej, że dało się zauważyć nasuwające się warunki cumulusowe od północnego zachodu. Odeszliśmy na trasę dopiero kiedy pierwsze chmury znajdowały się w kierunku lotu. Z tego powodu skierowaliśmy się na północny obszar pierwszej strefy i zalecieliśmy w niej tak daleko, jak tylko miało to sens. Zawróciliśmy dopiero przed dość dużą przerwą do następnych cumulusów. Do drugiej strefy lecieliśmy w dobrych warunkach aż do wysokości Ostrzeszowa, za którym było już co raz mniej chmur i znowu duże obszary bezchmurnej. Dlatego też po sprawdzeniu czy mamy jeszcze dużą możliwość manewru w trzeciej strefie zdecydowaliśmy się dość szybko zawrócić w drugiej. Po drodze kilka razy „podkręcaliśmy się” w niezbyt silnych noszeniach pod zanikającymi kłaczkami, dopiero przed samą strefą wlecieliśmy znowu w obszar o dość dużej ilości chmur i lepszych noszeniach. Strefę zaliczyliśmy prawie do końca na północny wschód, gdzie zachęciła nas bardzo dobrze wyglądająca chmura z ciemną podstawą. Niestety nie spotkaliśmy pod nią rewelacji i polecieliśmy do szlaku układającego się już w kierunku lotniska. Szlak ten zaczął nosić dość późno, początkowo dając mocne duszenia. Jednak jedno krążenie i kilka podtrzymań pozwoliły na dość spokojny dolot do lotniska.

Łukasz Grabowski

IV dzień zawodów – powtórka z rozrywki – klasa Standard

Niektórych nasze wyniki pewnie już nudzą, no ale nie mamy innego wyjścia. Skoro przeciwnicy nam na to pozwalają, to czemu nie latać szybciej od nich.

Czwarta konkurencja 440 kilometrowa podobnie jak trzecia został wyłożona po punktach zwrotnych, również na zachód. Pogoda po starcie była trochę gorsza niż wczoraj, ale podstawa osiągnęła 1500 m, a noszenia dochodziły do 3 m/s. O dziwo na północ od miasta, czyli w miejscu naszego odejścia zasięg noszeń był prawie 300 m niższy. Spodziewaliśmy się poprawy warunków, dlatego czekaliśmy z odejściem na trasę latająć na południe od Ostrowa. Odeszliśmy o 12.55 ciągnąc za sobą tylko kilka szybowców. Na pierwszym boku trafiliśmy na piękny układ cumulusów, a przed trawersem Leszna na szlak, który właściwie zadecydował o przebiegu konkurencji. Bardzo szybko dolecieliśmy do pierwszego punktu (Racula k. Zielonej Góry), łapiąc po drodze nawet czerometrowe noszenia. Drugi punkt także osiągnęliśmy sprawnie, ale w jego rejonie musieliśmy znacznie zwolnić. Nie mogliśmy tu trafić na dobry komin. Przez kilkadziesiąt kilometrów lecieliśmy dosyć wolno, dokręcając co najwyżej w dwójkach. Wreszcie od połowy trzeciego boku zaczęło lepiej nosić i mogliśmy przyspieszyć. Podstawa pozostawała bez zmian. Koncówka trasy znowu nas nieco zwolniła, ale dolot wyszedł bardzo szybki, co dało kolejną wygraną konkurencję. Jak widać latanie takim zespołem daje efekty. Dzisiaj ja na pierwszym miejscu o punkcik przed Sebastianem, Paweł trzeci a w totalu kolejne umocnienie naszego teamu.

Łukasz Wójcik